
Jeźdźcy Tyru Księga 6: Odpukać w niemalowane
Autorzy
Lektury
539K
Rozdziały
55
Rozdział 1
Riders of Tyr Księga 6: Odpukać w niemalowane
WOOD
Jest ranek, a ja jestem sam w kuchni. Nieważne, jak późno poszedłem spać, ani czy to, co robię nocą, można w ogóle nazwać snem, zawsze budzę się o tej samej porze. Tego nawyku nauczył mnie surowy sierżant podczas mojego szkolenia na SEALsa.
Trzymam się mocno kuchennego blatu, próbując powstrzymać mój świat przed wymknięciem się spod kontroli. Mimo dwóch godzin spędzonych na siłowni i godziny biegania moje ciało nadal jest spięte, jakby dociskano do niego lufę broni.
Kręcę głową, wycierając spocone dłonie o koszulkę. Po umyciu rąk idę prosto do lodówki, żeby wyciągnąć potrzebne składniki. Kilka kolejnych znajduję w szafkach.
Gotowanie to jedyna rzecz, która potrafi mnie uspokoić. Gdyby moja drużyna SEALsów zobaczyła mnie teraz, jak ciągle gotuję, piekę, mieszam w garnkach i robię tego typu gówno, pewnie by się śmiali. Albo i nie.
Każdy z nas znalazł własny sposób, by radzić sobie z tym, co przeszliśmy w wojsku. Upewniam się, że mam wszystko na duży quiche i na tym się skupiam. Mam kontrolę nad składnikami. Rządzę przepisem. To ja decyduję o efekcie końcowym.
Tworzę coś. Czuję spokój.
„Dzień dobry, Wood”, przerywa mi głos za moimi plecami.
No i po moim spokoju. Zaciskam zęby i nerwowo gładzę brodę, odwracając się do kobiety za mną. Minęło dużo czasu, pogódź się z tym, ganię samego siebie w myślach.
„Cześć, Iris.” Mój głos brzmi bardziej szorstko, niż planowałem.
„Co robisz?” pyta Iris, podchodząc do mnie.
Muszę użyć całej swojej samokontroli, żeby nie patrzeć na nią zbyt długo. Porażka, karcę się w myślach, odrywając od niej wzrok, ale najpierw i tak jej się przyglądam.
Ma na sobie dżinsowe szorty, nieco dłuższe niż te, które nosi większość kobiet w pobliżu Ridersów, i niebieski top wiązany na szyi, który podkreśla błękit w jej szarych oczach. Jej spojrzenie jest czyste, otwarte i szczere.
Właśnie to spojrzenie mnie przyciągnęło na samym początku. Ta drobna kobieta ze szczerym uśmiechem to jedyna, którą kiedykolwiek...
„Robię quiche.” Ucinam swoje myśli, zanim zawędrują zbyt daleko.
„Quiche”, powtarza Iris, patrząc na blat. „Potrzebujesz pomocy?”
Sztywnieję. Jej obecność sprawia mi zbyt dużo bólu. Pragnąłem jej, byłem gotowy uznać ją za swoją.
Ale ona należy do Rage'a. Ma na plecach jego tatuaż, a na palcu nosi jego imię. Rage ma jej imię na prawej dłoni oraz pojedynczy, uderzający niebieski irys wytatuowany nad sercem.
Ona go kocha. Wybrała jego, a nie mnie.
„Nie, dam sobie radę”, udaje mi się powiedzieć, wymuszając uśmiech.
Tak łatwo jest założyć maskę. W pewnym sensie to Rage jest tym normalnym. Wszyscy nazywają go psycholem, ale on po prostu pokazuje swój wewnętrzny mrok i nie obchodzi go, co myślą inni.
Ja mogę być dwa razy bardziej porąbany od niego, ale ukrywam się za maską, bo zbyt mocno boję się dopuścić do siebie ludzi.
Odwracam się z powrotem do blatu. „Więc co cię sprowadza do klubu?”
„Nadal pracuję po drugiej stronie ulicy, Wood.” Iris zaczyna parzyć kawę dla wszystkich, tak jak robiła to co rano, zanim zamieszkała z Rage'em. „Mam coraz więcej pracy i coraz więcej osób prosi konkretnie o mnie.”
„Powinnaś więc gorzej pracować”, żartuję. „Słyszałem, że ludzie przyjeżdżają z drugiej strony zatoki, żebyś to ty naprawiała ich samochody.”
Iris chichocze, a ja czuję to jak cios nożem prosto w serce. Powinienem był spróbować ją zdobyć, gdy tylko się tu pojawiła.
Dostrzegłem jej światło pod strachem, za którym się chowała. Byliśmy wtedy blisko. Ona była nowa, a ja byłem jeszcze tylko nowicjuszem.
Spędzaliśmy razem całe godziny – ja jej pomagałem, a ona opiekowała się Ridersami. Byłem takim głupcem.
„Dostałam ofertę od zespołu NASCAR”, mówi cicho Iris.
„Kurwa! To świetnie!” Rzucam to, co robię, żeby skupić się na niej.
„Sama... sama nie wiem... Nie chcę opuszczać Ridersów.” Iris oblizuje wargi, a ja nie mogę powstrzymać się przed śledzeniem tego ruchu. „Poza tym nie wiem, jak Rage to przyjmie.”
„Nie powiedziałaś mu?”
„Jeszcze nie. Właściwie jesteś pierwszą osobą, której to powiedziałam.”
Kolejny cios w serce. Iris zawsze mi ufała, uważała mnie za przyjaciela. Tylko za przyjaciela.
Należała do Rage'a, zanim sami o tym wiedzieli. Ale to miłe, że mi ufa. Mogę się tego trzymać i odsunąć na bok wszystko inne.
„Porozmawiaj z nim, Iris. Rage cię kocha.” Naprawdę ją kocha, niech to szlag. „Nie stanąłby na drodze do twoich marzeń.”
„Dzięki, Wood.” Iris kładzie dłoń na moim ramieniu, a mi nagle robi się gorąco. „Zawsze dobrze się z tobą rozmawia.”
„Nie ma sprawy, mała”, udaje mi się powiedzieć, wracając do gotowania.
Iris sprawdza lodówkę, opróżnia pralkę, zapisuje kilka uwag dla nowicjuszy, a potem wychodzi.
„Miłego dnia, Wood”, woła przez ramię.
Wątpię w to.
„Nawzajem, Iris”, odpowiadam, spoglądając przez ramię.
Cholera, wygląda świetnie. Wiem, że to popieprzone, ale widok tak pięknej Iris wcale nie pomaga na mój ból głowy.
Jest idealnym połączeniem niewinności i seksapilu. I należy do mojego brata z klubu.
Postanawiam wyładować swoją frustrację na jajkach i dokładnie to robię.














































