
Seria Roses & Kings, Tom 1: Trująca Róża
Autorzy
Lektury
570K
Rozdziały
58
Rozdział 1
REYNA
Cisza i spokój nocy zawsze były moimi przyjaciółmi. Był to jedyny czas, kiedy mogłam się wymknąć i poczuć prawdziwą wolność.
Szłam korytarzem w milczeniu. Chyba stało się to już taką rutyną, że nawet strażnikom nie przeszkadzały moje nocne spacery. Byłam wdzięczna, że nigdy na mnie nie donieśli.
Właśnie mijałam pokój mojej matki, zatracona w myślach, kiedy usłyszałam to po raz pierwszy. Cichy jęk, a może raczej stęknięcie, bardzo mnie wystraszył.
Złapałam szal, który wzięłam, by chronić się przed nocnym chłodem. Owinęłam go ciasno wokół ciała. Zrobiłam niepewne kroki w stronę podwójnych drzwi do pokoju Cassandry.
Zmarszczyłam brwi, rozglądając się po pustych korytarzach. Nie było ani jednego strażnika. Dziwne. To nigdy wcześniej się nie zdarzyło.
Właśnie wracałam z biblioteki, gdzie po raz kolejny czytałam książkę o historii wybuchu epidemii. Myślałam, że ta długa lektura uśpi mnie na dobre.
Nie uśpiła.
Nadal byłam tak samo rozbudzona, jak wtedy, gdy zakradłam się tam kilka godzin temu. To sprawiało, że cała ta wyprawa straciła sens.
Dźwięk powtórzył się, ale tym razem to nie było tylko stęknięcie. Usłyszałam kobiecy jęk, cichy i długi. Mocno przygryzłam wargę i podeszłam bliżej, zastanawiając się, co zrobić.
Mogłam pobiec po strażników, by sprawdzili, kto jest w środku. Mogłam też zaryzykować i sprawdzić to sama. W końcu byłam dobrze wyszkolona.
Trenowałam od pięciu lat. Przygotowywałam się na dzień, w którym w końcu dołączę do siostrzeństwa Róż i będę chronić moje królestwo. Może pewnego dnia będę mogła wyjść na zewnątrz po zapasy, tak jak one to robiły.
Wiedziałam, że zdołam powstrzymać wroga, zanim zjawi się straż. Jednego byłam pewna. Ktokolwiek był w tym pokoju, to nie była Cassandra.
Moja matka nie kładła się spać przed północą, a czasem nawet przed świtem. Wiedziałam, że to z powodu jej obowiązków jako królowej tego królestwa.
Zawsze była bardzo zapracowana. Szukała sposobów na rządzenie i ochronę swoich obywateli. Dlatego nie wierzyłam, że to ona jest w pokoju.
Strażnicy powinni tu być. Co mogło być tak ważne, że opuścili swój posterunek? Mogłabym ich zawołać, ale wtedy osoba w środku na pewno by uciekła.
Albo mogłabym poczekać, aż wrócą, byśmy mogli to sprawdzić razem. Ale to byłoby tchórzostwo, a ja nie byłam tchórzem.
Jęki i skomlenia przypominały mi zranione zwierzę. Albo kogoś, kto bardzo cierpiał. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Towarzyszył im dziwny odgłos klapsów. Zastanawiałam się, czy to możliwe, że ta osoba ma zarazę.
Zaraza, która zniszczyła ludzkość i świat, doprowadziła do niemal całkowitego wyginięcia mężczyzn. Zmieniła świat zewnętrzny w strefę niebezpieczeństwa i skażenia.
Kiedy dźwięk powtórzył się, podjęłam decyzję. Sprawdzę, kto jest w środku i co się dzieje, zanim podniosę alarm. Może osoba w środku potrzebowała lekarza, a nie strażników.
Jeśli to była plaga błękitnej mgły, trzeba było poddać tego kogoś kwarantannie, zanim choroba się rozprzestrzeni. Ale mogłam się też mylić i mieć do czynienia ze zwykłym przestępstwem.
Zatrzymałam się i po cichu wyciągnęłam sztylet z pochwy przy kaburze na nóż, przymocowanej do mojego lewego uda. Przekręciłam gałkę i cichutko otworzyłam drzwi.
Stąpałam bardzo lekko, wchodząc do bogato zdobionego, dużego pokoju. Przypominał on bardziej salę tronową niż zwykły salon. Kiedy dotarłam do sypialni, dźwięki stały się głośniejsze.
Ostrożnie uklękłam, a serce biło mi coraz szybciej. Zmrużyłam jedno oko i zajrzałam do pokoju przez dziurkę od klucza.
Coś wiło się na ogromnym łóżku Cassandry, ale niewiele widziałam. Nie mogłam się dowiedzieć, kto tam jest, bez wpadania do pokoju i zdradzania swojej obecności.
Ciała pod pościelą skręcały się, stękając i jęcząc. Czułam, jak moje serce bije jeszcze szybciej. Moja prawa dłoń nagle tak się spociła, że srebrna rękojeść sztyletu stała się śliska.
Ktokolwiek tam był, musiał cierpieć. Doszłam do wniosku, że ta osoba bardzo potrzebuje pomocy. Skomlenie i jęki tylko mnie w tym upewniły.
Czułam pewien strach. Bałam się, że ludzie w środku zarazili się wirusem błękitnej mgły i mogą mnie zaatakować, jeśli wejdę tam bez wsparcia. Część mnie chciała wrócić i wezwać straż.
Ale nie chciałam zrobić z siebie głupca bez żadnych dowodów na to, co się dzieje. Obwiniałam książkę, którą właśnie skończyłam czytać, o moją zbyt bujną wyobraźnię.
Dźwięki powtórzyły się. Trzymałam się przekonania, że to były odgłosy bólu.
„Co ty tu u licha robisz?”
Zaskoczona pisnęłam i gwałtownie się odwróciłam, by uciszyć moją wścibską nianię. Podeszła do mnie cicho i patrzyła na mnie z podejrzliwością. Byłam pewna, że zaglądanie przez dziurkę od klucza do pokoju matki nie wyglądało dobrze. Ale nie tak to zaplanowałam.
„Dlaczego tu jesteś, Reyno? Jest północ. I co ty robisz, podglądając w pokoju matki? Jak byś się wytłumaczyła, gdyby cię złapała?” szepnęła wściekle niania.
Przygryzłam wargi. Moja twarz nadal była wykrzywiona ze zmartwienia z powodu tego, co przed chwilą zobaczyłam i usłyszałam. „Nie mogłam spać, nianiu, więc postanowiłam trochę rozprostować nogi. Wiedziałam, że mamy nie ma w pokoju, ale przed chwilą usłyszałam tam głosy. Chodź i zobacz, ktoś jest w jej łóżku. Słyszałam bolesne jęki i stęknięcia dwóch różnych osób,” odszepnęłam.
Moja niania wyglądała na zdezorientowaną, ale z sapnięciem uklękła na podłodze. Zrobiła to, co ja kilka minut temu. Zmrużyła oko i zajrzała przez dziurkę od klucza, gdy znów usłyszałyśmy głośne jęki.
Niania Maria sapnęła ze zdziwienia, kiedy zobaczyła wijące się ciała. „Reyno! Musimy stąd natychmiast uciekać,” powiedziała pośpiesznie.
Jej twarz mocno poczerwieniała. Zaczęłam się zastanawiać, czy wie, co się tam dzieje. Albo jaka to choroba sprawiała, że tak krzyczeli.
„Co to jest? Wiesz, dlaczego tak jęczą?”
Niania Maria otwierała i zamykała usta jak ryba wyjęta z wody, jakby nie wiedziała, co powiedzieć.
„O mój Boże, nianiu. Czy jest tak źle? Co robimy? Ci ludzie w środku na pewno bardzo cierpią. Widziałaś ich, prawda? A co, jeśli umierają? Musimy iść po doktor Elizabeth. Ona musi tu przyjść.”
Niania wyglądała na zagubioną. Przypominało to czas, kiedy dostałam pierwszej miesiączki, a ona nie wiedziała, jak mi wytłumaczyć, co się dzieje.
„Dlaczego Elizabeth?” zapytała zmieszana Maria.
Przewróciłam na nią oczami. Naprawdę, moja niania potrafiła czasami nic nie rozumieć.
„Cóż, ponieważ jest lekarzem. Sama słyszałaś, ktokolwiek jest w pokoju Cassandry, jest bardzo chory. Może nawet umiera. Uratujemy im życie,” szepnęłam niecierpliwie.
Twarz mojej niani wyrażała smutek połączony z rozbawieniem.
Nie wiedziałam, co w moich słowach było takiego zabawnego. Dotknęła mojego policzka.
„Oj, Reyno, moje słodkie dziecko. Naprawdę nie wiem, co z tobą począć,” odpowiedziała z uśmiechem.
„Ale nie dziwię się, że nie wiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Przez całe życie byłaś chroniona przed tym konkretnym tematem.”
Słuchałam jej tylko jednym uchem, bo znów zaglądałam do pokoju.
Właśnie wtedy spod pościeli wyłoniła się jedna z wijących się postaci.
Wzięłam ostry wdech. Moje niebiesko-szare oczy prawie wyszły mi z orbit, kiedy zobaczyłam, że to moja matka.
Jej twarz była czerwona i spocona, a ona poruszała dolną częścią ciała w kółko.
Co ona u diabła robi?
Zmrużyłam oczy jeszcze bardziej. Próbowałam dostrzec, co jej dolega.
Ale niewiele mogłam zobaczyć. Drzwi zasłaniały ciało Cassandry. Widziałam tylko jej twarz i ramiona oraz pot spływający jej po policzkach.
Zmartwiona odwróciłam się gwałtownie do niani.
„Przestań gadać, nianiu. Nie mamy czasu na spory, musimy zadzwonić po lekarza. To moja matka, ona jest bardzo chora. Jest cała czerwona i mocno się poci, a przecież jest zimno. To musi być gorączka.”
Policzki Marii oblały się rumieńcem.
„Chora kobieta nie bujałaby się na męskim przyrodzeniu z taką determinacją, jak robi to teraz królowa” – mruknęła.
„Co? Co powiedziałaś?” zapytałam, marszcząc brwi.
Niania odchrząknęła, a jej oczy były szeroko otwarte.
„Nic, zupełnie nic,” odpowiedziała.
Mogłabym przysiąc, że coś powiedziała. Coś o mężczyźnie, bujaku i determinacji. Zmarszczyłam czoło.
Ale dlaczego niania mówiła o mężczyźnie? Mężczyźni tu w ogóle nie przychodzili. Właściwie przez wszystkie moje dziewiętnaście lat widziałam tylko jednego mężczyznę.
Jej dłonie chwytające mnie za ramiona przypomniały mi o powadze sytuacji.
„Posłuchaj mnie, Reyno. Twoja matka nie jest chora. Jeśli choć trochę mi ufasz, pójdziesz ze mną. Musimy uciekać, zanim ktoś nas tu znajdzie. Zostaniemy surowo ukarane za szpiegowanie, a w ogóle nie powinnyśmy być blisko tego pokoju.”
Niania Maria wyprostowała się i siłą postawiła mnie na nogi.
Byłam rozdarta między zaufaniem do niej, a zaufaniem do tego, co widziałam i słyszałam. Ufałam mojej niani bardziej niż komukolwiek, ale co, jeśli moja matka naprawdę była chora? Jak mogłam tak po prostu odejść i ją zostawić?
Z drugiej strony, co, jeśli niania miała rację?
Wtedy obie zostałybyśmy surowo ukarane. Moja niania była tęgą starszą kobietą. Nie zniosłaby kary, którą Cassandra na pewno by nam wymierzyła, gdybyśmy zostały złapane.
Nie chcąc sprawić mojej niani żadnego bólu, niechętnie ruszyłam z nią w stronę wyjścia z salonu.
I wtedy nagle usłyszałyśmy głośny, wysoki krzyk.
To na pewno była Cassandra. Zatrzymałam się, gotowa pobiec z powrotem i sprawdzić, co się stało.
Ale moja niania brutalnie pociągnęła mnie za sobą i wyciągnęła z pokoju.
Twarz mojej niani była bardzo czerwona, a oczy szeroko otwarte. Gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że jest zawstydzona.
Ale przecież nie miała powodu do wstydu. A może miała?
Nie puściła mnie, dopóki nie znalazłyśmy się w moim pokoju.
Byłam zła, trochę sfrustrowana i bardzo zdezorientowana. Moje ciało drżało, a w oczach miałam łzy.
Chociaż Cassandra nie była czułą matką, nadal ją kochałam. Tak, jak każda córka kocha swoją matkę.
Wpadł mi do głowy nowy pomysł. Ruszyłam w stronę drzwi, ale niania Maria stanęła przede mną, blokując mi drogę.
„Nianiu, co ty robisz? Dlaczego nie pozwolisz mi zadzwonić po lekarza? Nie słyszałaś tego krzyku? Matka na pewno cierpi.”
Niania westchnęła niecierpliwie. „Czasami naprawdę obwiniam się za to, że cię o pewnych sprawach nie pouczyłam, Reyno. Ale z drugiej strony, gdybym to zrobiła, już by mnie tu nie było. Królowa na pewno ścięłaby mi głowę za złamanie prawa.”
„Jakiego prawa? O czym ty mówisz? Jesteś bardzo dziwna.”
„Wiem, ale z twoją matką wszystko w porządku, Reyno. Zobaczysz,” odpowiedziała, poprawiając poduszki na moim łóżku.
„A jeśli umiera? Musimy coś zrobić,” powiedziałam, wciąż pełna wątpliwości. Nie byłam do końca pewna, czy z Cassandrą wszystko dobrze.
Niania Maria zachichotała, a potem spoważniała, gdy na nią spojrzałam.
„Wiesz, Reyno, że nigdy bym cię nie okłamała. Gdybym wierzyła, że twoja matka naprawdę umiera, zareagowałabym. Ale wiem, że tak nie jest. Zaufaj mi i idź spać. Przysięgam ci, że czuje się bardziej niż dobrze, uwierz mi.”
Przygryzłam wargę i spojrzałam na nią, a potem skinęłam głową.
„Dobrze.”
Chociaż uwierzyłam niani, jeszcze długo nie mogłam zasnąć, wiercąc się w łóżku.
Martwiłam się o zdrowie mojej matki, zastanawiając się, czy niania miała rację. Czy na pewno nic jej nie było? W końcu jednak nieuchronnie poddałam się i zasnęłam.










































