Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Saga Windsor/Capulato Tom 1: Nie wiedzieliśmy

Saga Windsor/Capulato Tom 1: Nie wiedzieliśmy

Autorzy
Autumn Ferris
Lektury
331K
Rozdziały
81
Autorzy
Autumn Ferris
Lektury
331K
Rozdziały
81
🏈Historie sportowe🏃🏿‍♂️Sportowcy💪🏻Obrońca🏙️Współczesne💕Romantyczne💪SIlne kobiety💄Przygoda na jedną noc🏒Hokeiści

Tori sądzi, że szalona noc z przystojnym nieznajomym to tylko miłe wspomnienie… dopóki nie dołącza do nowej drużyny hokejowej i nie odkrywa, że jej tajemniczym mężczyzną jest Adam – ich największy rywal i najlepszy przyjaciel jej kapitana.

Teraz nie sposób zapomnieć o chemii, która ich połączyła, zwłaszcza gdy kontuzja sprawia, że Tori jest zmuszona do rekonwalescencji w jego mieszkaniu. Napięcie rośnie, sekrety wychodzą na jaw, a każde spojrzenie uderza mocniej niż krążek o lód. Gdy lód między nimi zaczyna topnieć, Tori musi zdecydować, co jest ważniejsze: ochrona własnej tajemnicy czy stawienie czoła prawdzie, która pędzi prosto w stronę jej serca.

Rozdział 1

TORI

Ryk tłumu uderza we mnie jak zastrzyk energii, wibrując prosto przez żebra. Hymn narodowy, stukanie kijów i ostre zimne powietrze — wszystko zlewa się w znajomy przedmeczowy szum. Potem krążek zostaje wrzucony na lód i wszystko nabiera ostrości.
Wyrywam ze startu.
Moje łyżwy wycinają czyste linie na lodzie, kok schowany ciasno pod kaskiem. Mały wzrost ma swoje zalety — prześlizguję się między zawodnikami jak woda, omijając obrońców, zanim w ogóle zauważą, że tam jestem. Docieram pod ich bramkę, robię ostry zwrot i odwracam się do drużyny akurat w chwili, gdy łapię zwód mojego skrzydłowego. Sprzedaje go pięknie, a potem posyła krążek prosto na moją taśmę.
Idealne podanie. Wczesny gol wisiał w powietrzu.
Obracam się, celuję w siatkę i wypuszczam krążek.
Pod poprzeczkę.
Brzęk rozlega się jak muzyka.
Podnoszę kij w triumfie i wpadam prosto na kogoś za mną.
Potykam się, łapię równowagę i odwracam gwałtownie. Dwóch przeciwników leży rozłożonych na lodzie, podnosząc się. Ten bardziej zarośnięty, z grubą twarzą, jeszcze grubszym ego i wyraźną sylwetką niedzielnego tatusia, celuje we mnie palcem.
„Ten pierdolony dupek podstawił mi nogę! Zahaczył łyżwę cholernym kijem!”
„Słucham?” Mój głos opada nisko i groźnie. Jestem o piętnaście centymetrów niższa od jednego i prawie o trzydzieści od drugiego, ale nigdy nie potrzebowałam wzrostu, żeby ktoś przemyślał swoje życiowe wybory. „Mówisz, że podłożyłam ci nogę specjalnie, idioto?”
Ten wyższy wchodzi między nas, wbijając wzrok w swojego kolegę z drużyny. „Gibbs. Odpuść.”
Jego piwne oczy spotykają moje — ostre, spokojne i znajome w sposób, który uderza prosto przez moją adrenalinę.
Coś migocze na skraju mojego umysłu. Ciepłe powietrze hotelowego pokoju, jego oddech muskający mój policzek, gdy szeptał „Jess” tym niskim, ochrypłym głosem. Dotyk jego ust sunących po mojej szyi. Sposób, w jaki na mnie patrzył potem, jakby zapamiętywał moją twarz.
Żołądek mi się ściska.
Iskra rozpoznania zapala się w mojej piersi.
Znam te oczy.
Ale ta myśl znika tak szybko, jak przyszła, zepchnięta na bok przez zarośniętego idiotę, który wciąż nie zamyka mordy.
Gibbs uśmiecha się szyderczo, nachylając się, jakby myślał, że górowanie nade mną mu pomoże. „Tak, właśnie to mówię. I co mi zrobisz, szczeniaku?”
Moja drużyna gromadzi się za mną, spięta. Wahają się, żeby mnie złapać (ta cała sprawa to dziewczyna), i to działa mi na nerwy. Mam z tym do czynienia, odkąd byłam dzieckiem. Jest tylko jeden sposób, żeby to naprawić.
Zerwać plaster jednym ruchem.
„Ach, naprawdę?” – mówię słodko. – „Może byś się nie przewrócił, gdyby ci się kostki nie wyginały. Idź sobie je lepiej oklej, cioto.”
Zanim zdąży mrugnąć, zahaczam kijem za jego łyżwy i szarpię.
Ląduje na lodzie z satysfakcjonującym łupnięciem.
„Tak to wygląda, kiedy komuś podstawiam nogę” – mówię mu, przekraczając jego rozłożone ciało. – „Robię to prosto w twarz, suko.”
Odwracam się, żeby odjechać, ale gwizdek sędziego przeszywa powietrze.
„Fields, kara—”
Nie kończy. Tłum wybucha, moi koledzy z drużyny krzyczą, a ja obracam się akurat w chwili, żeby zobaczyć Gibbsa szarżującego na mnie jak rozpędzony pociąg.
Robię unik. Wpada prosto na dwóch moich chłopaków, którzy natychmiast zrzucają rękawice i zaczynają okładać.
Ręka łapie mnie za ramię, a koszulka ma zły kolor.
Nie waham się.
Obracam się i walę pięścią w twarz. Solidne trafienie. Bardzo satysfakcjonujące.
Zatacza się do tyłu i przez ułamek sekundy widzę znowu jego oczy — te same piwne oczy, które wcześniej poruszyły coś we mnie. Ostrzejsze wspomnienie przeszywa mnie na wylot.
Jego dłonie oparte po obu stronach łóżka hotelowego, ich dotyk ściskający moje uda. On oparty o wezgłowie, jego uśmiech łagodniejący w coś zbyt prawdziwego jak na przygodę na jedną noc.
„Jess, chcesz, żebym zamówił coś do jedzenia?”
Sposób, w jaki to powiedział — delikatnie i z nadzieją — jakby zostanie było opcją.
Pierś mi się ściska.
Nie.
Nie ma, kurwa, mowy.
A potem uderza mnie to jak policzek zimnego powietrza.
Kurwa.
Właśnie przyłożyłam ich kapitanowi.
Chaos wybucha na całym lodowisku. Kaski lecą. Pięści lecą. Ciała się zderzają. Zanim sędziowie zdążą wszystkich rozdzielić, mam małego siniaka pod okiem i rozciętą wargę — nic, o czym warto pisać do domu.
Kiedy wychodzę z ławki kar, Gibbs już wbija we mnie wzrok z drugiego końca lodowiska, trzęsąc się z wściekłości.
Idealnie.
Przejeżdżam obok niego powoli, celowo, nachylając się akurat na tyle blisko, żeby usłyszał mnie ponad tłumem. „Jak to jest” – mruczę – „dostawać wpierdol od baby?”
Twarz mu czerwienieje. Puszczają mu nerwy. I od tego momentu jest skończony.
Gubi podania, pudłuje strzały i zbiera głupie kary. Jest tak zajęty próbami zamordowania mnie wzrokiem, że zapomina, iż powinien grać w hokeja.
Cała ich formacja na tym cierpi.
Zbliżamy się do ostatnich minut, a wynik jest remisowy. Arena wibruje od napięcia.
Wyskakuję na lód przy zmianie, nogi palą, płuca ściska. Krążek odbija się od bandy i ląduje blisko środka lodowiska. Ruszam za nim, odcinając obrońcę ostrym pivotem, który posyła go obok mnie.
Dziesięć sekund.
Mój kij spotyka krążek. Pędzę do przodu, przecinając się między dwoma zawodnikami. Bramkarz ustawia się, czyta mnie, czeka na oczywisty strzał.
Więc nie daję mu tego oczywistego.
Robię fintę w lewo, przeciągam krążek w prawo i strzelam w samo okienko.
Syrena rozlega się w momencie, gdy krążek wpada do siatki.
Arena wybucha. Drużyna mnie otacza, kaski stukają o mój, rękawice klepią mnie po plecach. Adrenalina jest tak głośna, że ledwo słyszę spikera ogłaszającego zwycięstwo.
Gdy tłum ryczy, jadę w stronę środka lodowiska na linię podawania rąk. Moja dłoń zaciska się na kiju — za mocno — i przez palce przebiega drżenie.
Nie teraz. Nie tutaj.
Zmieniam chwyt, mając nadzieję, że nikt nie zauważy.
Keith zauważa.
Nasz kapitan podjeżdża obok mnie, kask zdjęty, pot ściekający po skroniach. Lekko trąca mnie ramieniem.
„Cholernie dobry mecz, Fields.”
Jego wzrok opada na moją dłoń na sekundę, potem wraca do moich oczu. Nie mówi o tym ani słowa. Tylko daje mi mały skinięcie, takie, które mówi: widziałem, ale nie będę tego rozgłaszał.
Kiwam głową w odpowiedzi, wdzięczna i poirytowana jednocześnie.
Zanim zdążę odpowiedzieć, Windsor — ten piwnooki kapitan, którego uderzyłam — podjeżdża. Kompletnie mnie ignoruje i wyciąga rękę do Keitha.
Inne wspomnienie ciągnie mnie za sobą. Nie gorąco hotelowego pokoju, nie sposób, w jaki mnie dotykał, ale moment tuż po.
Kiedy złapałam torebkę i ruszyłam do drzwi, wstał szybko, dżinsy w połowie zapięte, włosy w nieładzie, patrząc na mnie, jakby nie wiedział, czy powinien mnie zatrzymać, czy pozwolić mi odejść.
„Potrzebujesz podwózki do domu?” – zapytał, głos szorstki, wciąż bez tchu.
Nie poirytowany.
Nie natarczywy.
Po prostu… zatroskany.
Jakby mimo tego, że uciekałam od niego, wciąż chciał, żebym bezpiecznie dotarła do domu.
Nie pozwalałam sobie myśleć o tej części aż do teraz.
„Capulato” – mówi, głos opanowany mimo siniaków narastających na policzku. – „Dobry mecz.”
Keith ściska mu mocno dłoń. „Nawzajem.”
Nie czekam, aż Windsor na mnie spojrzy. Nie chcę wiedzieć, czy się gapi ze złością, czy uśmiecha kpiąco, czy próbuje rozgryźć, dlaczego wyglądam znajomo.
Odwracam się i zjeżdżam z lodu z kilkoma kolegami z drużyny po bokach, drżenie w dłoni wreszcie ustępuje, gdy tunel pochłania nas.
***
Bar jest głośny, ciepły i buzuje pomeczową adrenaliną. Uśmiecham się, naprawdę się uśmiecham, stukając się szklankami z chłopakami. Jeden po drugim klepią mnie po plecach, czochrają mi włosy albo krzyczą coś o moim golu czy bójce. Są głośni, chaotyczni i na fali po wygranej.
I po raz pierwszy od dawna czuję, że nie stoję na zewnątrz, patrząc przez szybę.
Nie potrzebuję, żeby mnie lubili.
Ale potrzebuję, żeby mnie akceptowali.
Jest różnica.
Nie mogę sobie pozwolić na kolejny transfer. Nie po tym, co wydarzyło się w mojej poprzedniej drużynie. Nie po bałaganie, jaki zrobił mój ex — takim bałaganie, który powinien był zakończyć mój sezon, a może i karierę. Połowa moich starych kolegów z drużyny była wściekła, że mnie wycięli, ale po tym, co on narobił, mam szczęście, że cała sprawa została zamieciona pod dywan.
Na szczęście dostałam drugą szansę tutaj.
Popijam Jacka z colą, palenie rozchodzi się ciepłem w piersi, i pozwalam, żeby hałas mnie ogarnął. Po kilku czystych szotach Jacka krawędź wieczoru łagodnieje na tyle, że jest dobrze. Zsuwam się ze stołka i kieruję na parkiet.
Włosy mam teraz rozpuszczone, fale muskające ramiona. Trochę eyelinera, trochę tuszu — wystarczająco, żeby oczy wyróżniały się w przyćmionym świetle. Wytarte obcisłe dżinsy, ciemnobrązowe kowbojki, czarny koronkowy top w kwiaty i skórzana kurtka. Prosto. Wygodnie. Ja.
Jestem w połowie parkietu, kiedy dłoń dotyka mojego ramienia.
„Jess?”
To imię uderza mnie jak policzek. Odwracam się.
Piwne oczy. Wysoka sylwetka. Ten głos.
Zastyga mi krew.
Światła baru rozmywają się w mojej głowie. Ciepłe złoto, cienie przesuwające się po podłodze, muzyka pulsująca przez żebra. Pamiętam, jak się odwróciłam i zobaczyłam go opartego o ścianę, wysokiego i niesprawiedliwie przystojnego, z tym łatwym uśmiechem wycelowanym prosto we mnie. Pamiętam, jak go wybrałam — celowo, lekkomyślnie — bo potrzebowałam hałasu wystarczająco głośnego, żeby zagłuszyć ruiny mojego życia.
Pamiętam hotelowy pokój, porozrzucane ubrania, jego ciepłe dłonie na mojej skórze, jego usta miękkie i ostrożne w sposób, jakiego się nie spodziewałam. Sposób, w jaki na mnie patrzył potem, piwne oczy śledzące każdy mój oddech, jakby nie był gotowy, żeby to się skończyło.
I pamiętam, jak uciekałam szybko, zanim cisza zdążyła się osadzić, zanim mogłabym zacząć pragnąć czegoś, na co nie miałam prawa.
„Było fajnie” – powiedziałam, łapiąc torebkę.
Jego mina lekko zrzedła, a brwi się zmarszczyły.
„Czekaj, co? Serio?”
Wyszłam, zanim zdążyłam zmienić zdanie.
Kurwa mać.
Dwie rzeczy uderzają mnie naraz, ostro i niepodważalnie: moja przygoda na jedną noc i najlepszy seks w życiu był z kapitanem Penalty Killers.
Oddech mi się urywa, a on za moment zorientuje się, kim dokładnie jestem.

Odkryj Galateę

Panna WymagającaKlatka panteryJeźdźcy Tyru 5: Żelazna DłońPatrzą na nas Książka 3Siedmiu grzeszników Księga 2

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzie

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

by goshka

liczba książek: 106

Sports

by JoannaS

liczba książek: 44

Good reading

by giggly_endive_427

liczba książek: 63

Athletes Finished

by Jaguar

liczba książek: 85

Nieuw

by Elsave

liczba książek: 351

Story Series ❤️‍🔥

by Shannon_Pooh89

liczba książek: 426

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10