
Nie ma odwrotu 1
Autorzy
Jenny Asp
Lektury
752K
Rozdziały
63
Rozdział 1
ELIZABETH
Upał uderzył Elizabeth natychmiast, gdy tylko wyszła z budynku lotniska. Letnie gorąco w Grecji zawsze przypominało spoliczkowanie. Tak bardzo różniło się od chłodniejszych angielskich lat, do których była przyzwyczajona.
Jej kuzynka Samantha przeprowadziła się do Grecji dwa lata temu z powodów, których Elizabeth nie do końca rozumiała. Samantha zakochała się w tym kraju po wakacjach z przyjaciółmi i postanowiła się tam przeprowadzić bez większego planowania. Tego typu pochopne decyzje zawsze były częścią jej życia.
Więc choć Elizabeth nie była specjalnie zaskoczona, nawet ona uznała, że tym razem to było trochę za dużo. Ale jakoś wszystko w przypadku jej kuzynki ułozyło się idealnie, nie żeby Elizabeth kiedykolwiek w to wątpiła.
Samanthcie zawsze wszystko wychodziło. Gdyby Elizabeth nie kochała tak bardzo swojej kuzynki, mogłaby czuć zazdrość, a nawet złość, że wszystko po prostu jej się układa, bez względu na to, jak niemożliwe lub pochopne wydawały się jej decyzje.
Zamiast tego Elizabeth czuła spokój, wiedziała, że tak naprawdę nigdy nie musi się o Samanthę martwić. Mogło to wydawać się szalone, ale wszystko będzie dobrze.
„Nie wiem, jak ty to wytrzymujesz, Samantha. Ten upał to za dużo”, powiedziała Elizabeth.
Kuzynka spojrzała na nią z tym szerokim, radosnym uśmiechem, który miała od dzieciństwa. „Wolę to od ciepłego letniego upału w Anglii, to pewne. Spędzam dni przy basenie albo na plaży, ubrana w bardzo niewiele. I uwielbiam to”.
Elizabeth się roześmiała, po czym zapytała: „Co masz na myśli, mówiąc, że spędzasz dni przy basenie albo na plaży? Nie masz pracy? Nadal pracujesz w tej firmie kosmetycznej, prawda?”
Przez chwilę panowała cisza, gdy szły przez parking.
„Nie. Już tam nie pracuję. Właściwie to zwolnili mnie sześć tygodni temu”, odpowiedziała Samantha.
To zszokowało Elizabeth. Samantha uwielbiała tę pracę i była w niej naprawdę dobra.
„Dlaczego mieliby cię zwolnić? Byłaś jedną z ich najlepszych sprzedawczyń, prawda? Pamiętam, że zaledwie sześć miesięcy temu dostałaś kolejną nagrodę za swoją pracę”.
„Po prostu nie mogłam pracować tyle godzin, ile ode mnie wymagali. Potrzebowałam trochę czasu dla siebie, a im się to nie spodobało. Po jakimś czasie wszystko stało się tak napięte i gorzkie, że zdecydowali, że lepiej będzie się rozstać”.
„Przykro mi, Sam. Wiem, że kochałaś tę pracę. Po co ci był potrzebny czas dla siebie? Jesteś chora?”
Nawet Elizabeth słyszała niepokój we własnym głosie. Samantha nigdy nie chorowała i o ile wiedziała, nigdy nie potrzebowała czasu dla siebie.
„Nie martw się, Lizzie, to nic poważnego. Prawda jest taka, że kogoś poznałam. Mam chłopaka i chciałam spędzać z nim czas. Po prostu nie dało się tego pogodzić z moim harmonogramem pracy”.
Elizabeth była w szoku. „Przepraszam. Mówisz, że rzuciłaś pracę, którą kochałaś, tylko po to, żeby móc spędzać dni ze swoim nowym chłopakiem? I co masz na myśli, mówiąc, że tego się nie dało pogodzić? Pracujesz w ciągu dnia jak większość ludzi. Chcesz mi też powiedzieć, że ten facet, z którym się spotykasz, nie ma własnej pracy? Jak zamierzasz płacić rachunki, jeśli nie pracujesz?”
„Uspokoisz się? Zadajesz mi tyle pytań, nawet nie dajesz mi minuty, żebym na nie odpowiedziała”.
Elizabeth przestała iść i odwróciła się do Samanthy. „Martwię się, Sam”.
Elizabeth zobaczyła wyraz oczu Samanthy i wiedziała, że ta rozumie. Zawsze miały taki rodzaj relacji. Elizabeth była odpowiedzialna, poważna i ostrożna – ta, która się martwiła.
Samantha była impulsywna, niepoważna i zrelaksowana – ta beztroska. Ale zawsze był między nimi szacunek z obu stron. A jeśli Samantha kiedykolwiek czuła, że Elizabeth naprawdę się o nią martwi, zawsze traktowała to poważnie.
W końcu były jedyną rodziną, jaka im została. Dziesięć lat temu, gdy obie miały siedemnaście lat, ich rodzice zdecydowali, że nadszedł czas na wakacje tylko we czwórkę.
Rodzice Elizabeth oraz jej ciotka i wujek uznali, że dziewczyny są już wystarczająco odpowiedzialne, by poradzić sobie same przez tydzień.
Nigdy nie doczekali się tych wakacji. Samolot rozbił się, bo uderzył w niego ptak podczas startu, zabijając wszystkich na pokładzie.
Dwie młode dziewczyny zostały bez rodziców w wieku siedemnastu lat. Trzymały się siebie nawzajem i prawie nie spędziły dnia osobno aż do wakacji Samanthy w Grecji dwa lata temu.
Śmierć rodziców zmieniła je na różne sposoby. Samantha skupiła się na tym, że życie może się skończyć w każdej chwili, więc trzeba żyć każdym dniem tak, jakby był ostatnim. Stała się nieustraszona i robiła, co chciała, kiedy chciała.
Elizabeth skupiła się na pomaganiu innym, którzy doświadczyli takiej samej straty jak ona i Samantha, ale którzy nie byli wystarczająco dorośli, by żyć samodzielnie lub podejmować własne decyzje. Dzieci bez rodziców.
Teraz były tylko we dwie. Mogły być różne jak dzień i noc, ale dziewczyny łączyła miłość i więź, która była kompletna i silna z obu stron.
„Wiem, że się martwisz. I wiedziałam, że będziesz. Dlatego nic nie mówiłam podczas naszych cotygodniowych rozmów. Chciałam, żebyś tu przyjechała, żebyśmy mogły porozmawiać osobiście. Więc wsiadajmy do samochodu, jedźmy do mnie, rozgościsz się z zimnym drinkiem, a potem porozmawiamy o wszystkich ważnych sprawach. Dobrze?”
Elizabeth wzięła głęboki oddech i postanowiła dać Samanthie to, czego najwyraźniej potrzebowała. „Dobrze”.
LUCA
Luca poczuł prawdziwą rozpacz, gdy patrzył, jak obie dziewczyny oddalają się, aż w końcu zniknęły mu z oczu. Próbował szybko przepychać się przez tłum w zatłoczonej hali przylotów, ale nie udało mu się ich odnaleźć. Sprawdził każde możliwe miejsce.
Starał się zapamiętać każdy szczegół, który mógłby później przekazać Nikosowi. Był bardzo rozczarowany, gdy szedł do samochodu.
ELIZABETH
Elizabeth starała się utrzymać lekką atmosferę rozmowy podczas jazdy do domu Samanthy, ale w powietrzu wisiało pewne napięcie. Najwyraźniej jej kuzynka nie tylko rzuciła pracę, ale też kupiła sobie nowy samochód. Jeździły teraz czymś, co wyglądało na zupełnie nowe BMW.
Elizabeth to niepokoiło, ale obiecała sobie, że nic nie powie, dopóki nie dotrą do mieszkania i nie będą mogły usiąść i spokojnie porozmawiać.
„Jak ci idzie w pracy?” zapytała Samantha.
To był idealny temat dla Elizabeth. „Idzie. Za dużo roboty, za mało czasu”.
„Nie wiem, jak ty to wytrzymujesz. Mam nadzieję, że też znajdujesz trochę czasu dla siebie, Lizzie. Jeśli pozwolisz, żeby praca pochłonęła ci cały czas, nie zostanie ci go wcale na normalne życie”.
Elizabeth wiedziała, że to prawda, ale nic nie mogła poradzić. „Wiem, Sam. Ale jak mam uznać kolację w restauracji za ważniejszą, kiedy jest pięciolatek, który właśnie stracił rodziców i potrzebuje domu?”
„Albo jak mam powiedzieć, że w porządku jest pójść na imprezę, kiedy dzieci śpią w tymczasowych łóżkach, bez rodziny – kompletnie załamane i zrozpaczone po stracie najważniejszych osób na świecie – a ja mogłabym ten czas spędzić, szukając dla nich rodziny?”
„Nie możesz ich wszystkich uratować, Lizzie”.
„Wiem, że nie mogę, Sam, ale nam się poszczęściło. Miałyśmy siebie nawzajem i byłyśmy wystarczająco dorosłe, żeby o siebie zadbać. Nie wyobrażasz sobie, jakie straszne historie mogłabym ci opowiedzieć o młodszych dzieciach, z którymi pracowałam. Mówię poważnie – nie mogę przez to spać po nocach”.
„Przemoc w rodzinach zastępczych, ludzie, którzy porzucają dzieci, inni, którzy zmieniają zdanie po tym, jak dziecko zdążyło się już przywiązać do potencjalnej nowej rodziny. Nikt za nich nie zawalczy, a ja robię, co mogę, żeby być tą osobą. Wiem, że nie zawsze wygrywam. Wiem, że nie mogę ich wszystkich uratować. Ale muszę dać z siebie wszystko. To jedyne, co potrafię”.
„Wiem. Po prostu chciałabym, żebyś więcej czasu poświęcała sobie. Nie chcę mówić nic złego, ale wyglądasz dość blado i jesteś zmęczona”.
To akurat była prawda. Trochę bolało, ale i tak była to prawda. Ale każdy przyjeżdżający z deszczowej Anglii wyglądałby blado i smętnie w porównaniu z Samanthą i jej złotą grecką opalenizną. Elizabeth zawsze była szczuplejsza, podczas gdy Samantha miała ładne kształty. I z jakiegoś powodu te dwa dodatkowe cale, które Samantha miała nad jej skromnymi pięcioma stopami i trzema calami, robiły ogromną różnicę.
„Wiem, jak wyglądam, Sam. To jeden z powodów, dla których wzięłam dwutygodniowy urlop, żeby cię odwiedzić. Szef kazał mi trochę odpocząć”, powiedziała Elizabeth z lekkim uśmiechem.
„Cóż, cieszę się, że cię widzę. Bardzo mi cię brakowało, Lizzie”.
„Ty też mogłabyś częściej przyjeżdżać do domu, Sam”.
„Po co? I tak nie masz dla mnie czasu, kiedy tam jestem”.
„To niesprawiedliwe i dobrze o tym wiesz”.
„A ty wiesz, że nie spędzamy razem porządnie czasu, chyba że ty tu przyjedziesz. Ostatnim razem, kiedy byłam w domu, w zasadzie codziennie zajmowałaś się jakimiś problemami. I nie mówię tego, żeby być złośliwa albo sprawić, żebyś czuła się winna”.
„Wiem, że to prawdziwe problemy, którymi czujesz, że musisz się zająć, nawet jeśli jesteś na urlopie, bo to twoje sprawy. Ale kiedy jesteś tutaj, nie masz dokąd uciec. To znaczy, że w końcu spędzamy razem całe dni”.
Elizabeth nie mogła się z tym nie zgodzić. Urlop spędzony w domu był dla niej bezużyteczny.
„Prawda. Ale jestem tu teraz i jestem cała twoja przez czternaście dni. Będzie miło trochę odpocząć w spokoju i ciszy”.
Głośny śmiech Samanthy wypełnił samochód. „Spokój i cisza? Czasami zastanawiam się, czy w ogóle mnie znasz, Lizzie”.















































