Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Seria And Then, Tom 1: I wtedy znalazła mnie miłość

Seria And Then, Tom 1: I wtedy znalazła mnie miłość

Autorzy
Ambrosia Starling
Lektury
15.0K
Rozdziały
20
Autorzy
Ambrosia Starling
Lektury
15.0K
Rozdziały
20
🥵Erotyka🏡Dziewczyna z sąsiedztwa☀️Maruda i Optymista☯️Przeciwieństwa się przyciągają🏙️Współczesne💪🏻Obrońca💪🏻Samce alfa👩🏻‍🍼Matki🏡Miasteczka i wsie

Przyjeżdża do cichego miasteczka ze złamanym sercem, mając nadzieję, że nowy początek przywróci jej światu równowagę. Nie spodziewa się jednak słodkiej, ciekawskiej dziewczynki, która lgnie do niej niczym blask słońca… ani skrytego mężczyzny, próbującego ukryć samotność za ciszą i rutyną.

Z biegiem dni odnajduje przyjaźń, ukojenie i delikatne poczucie przynależności, o którym myślała, że straciła je na zawsze. On odkrywa ciepło, na które – jak sądził – nigdy nie zasługiwał. Przyciąganie między nimi jest natychmiastowe, ich lęki sięgają głęboko, a nadzieja rozkwita powoli.

Czy dwoje ludzi z przeszłością, która wciąż boli, odważy się uwierzyć w coś nowego?

Rozdział 1: Nowy dom, nowy początek

COURTNEY

„Avo, kochanie” – zawołałam – „kończ już, musimy wyjechać za kilka minut”.
Gdzieś w oddali rozległ się cichy głosik. „Dobra, Coco”. Po nim usłyszałam tupot małych stópek.
Przeszłam po cichu przez dom po raz ostatni, a moje palce tańczyły po ścianach, gdy uderzały we mnie wspomnienia z całego życia.
Ten dom zbudowali moi dziadkowie na początku lat czterdziestych – prosty, parterowy budynek z cegły i drewna, który stał się domem dla czterech pokoleń rodziny Hayesów. Miejsce, gdzie wszyscy zbierali się na święta i obchodzili urodziny, jakby to był sport olimpijski, a niedzielne obiady obfitowały w pyszne jedzenie, jeszcze lepsze wino i zaraźliwy śmiech.
Dziedzictwo rodziny Hayesów przesiąkło same fundamenty tego domu. Moi dziadkowie, rodzice, mój brat z rodziną i ja – wszyscy uczyniliśmy z niego piękne miejsce do życia.
Teraz to już nie był dom; zaledwie pusty budynek, czekający, aż ktoś, jakaś inna rodzina, się tu wprowadzi i znów tchnie w niego życie.
Niegdyś czyste, białe ściany wyglądały teraz na brudne, drewniane podłogi, które opierały się biegającym dzieciom i goniącym psom, były porysowane i zniszczone, a lodówka, którą mój ojciec wgniótł, próbując udowodnić, że jego skarpetki są „najbardziej śliskie”, stanowiła teraz pamiątkę po dobrych, minionych dniach.
Ktoś miał tu przyjść i wszystko to wymazać, a ja nie mogłam tu zostać i na to patrzeć. To byłoby jak kolejny pogrzeb; pożegnanie jeszcze jednego członka rodziny.
Po strasznym wypadku samochodowym, w którym zginęli moi rodzice, brat i bratowa, wiedziałam, że nie zniosę kolejnej straty, nawet jeśli chodziło tylko o cegły i zaprawę. Dlatego po załatwieniu spraw spadkowych i sprzedaniu tego, co mogłam, podjęłam decyzję o wyjeździe, by zamknąć ten rozdział życia i zacząć wszystko od nowa.
Moja kochana, czteroletnia bratanica pojawiła się obok mnie. „Juś gotowa, Coco”.
Uśmiechnęłam się do niej. Jej kręcone, ciemnoblond włosy otaczały małą buzię, ubrudzoną ziemią i dżemem winogronowym.
Radziła sobie ze stratą lepiej, niż się spodziewałam, ale wiedziałam, że dzieci inaczej przepracowują traumę, i chociaż minął niespełna rok, bywały chwile, które znienacka nas dopadały, ciągnąc w dół, zanim zdążyłyśmy znów odzyskać równowagę.
Taki był właśnie cel tej przeprowadzki. Choć bardzo kocham – a raczej kochałam – moją rodzinę, dla Avy przebywanie wśród tych wszystkich wspomnień i radzenie sobie z wywołującymi je bodźcami było zbyt trudne. Lepiej było zacząć od nowa, stworzyć nowe wspomnienia i znaleźć miejsce, w którym obie będziemy mogły odzyskać spokój.
Rozejrzałam się po raz ostatni, po czym uklękłam na podłodze i spojrzałam w jej błyszczące, miodowo-piwne oczy. „Jesteś gotowa, kochanie? Wyruszamy na naszą nową przygodę”.
„Juś gotowa, Coco!” – oznajmiła, rzucając mi się na szyję z piskiem radości.
Biorąc ją na ręce, wyniosłam ją z domu w stronę dużej, białej ciężarówki, która kiedyś należała do mojego ojca, i otworzyłam tylne drzwi. „No to dobrze” – powiedziałam, zapinając ją w foteliku samochodowym. – „Jedziemy!”
***
Dotarcie do nowego domu zajęło nam kilka dni, ale ponieważ się nie spieszyłyśmy, Ava i ja z radością zwiedzałyśmy po drodze miasta i miasteczka. Na każdym przystanku pozwalałam jej wybrać jedną rzecz do kupienia, aby nasze nowe miejsce bardziej przypominało dom, który stworzyłyśmy razem.
Duży, metalowy szyld z piejącym kogutem i napisem: „Pobudka, matko-kwoko” – Ava nie umiała jeszcze czytać, ale dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Okropna, różowa doniczka, która wyglądała, jakby wszędzie miała namalowane oczy – zdaniem Avy musiałyśmy ją mieć, żeby widzieć, kto idzie w gości; w najgorszym razie, pewnie by ich odstraszyła.
Zaskakująco piękny, turkusowy, futrzany dywanik, który idealnie pasowałby do naszego salonu, żeby na nim się przytulać i pić gorącą czekoladę. I jej ulubiona zdobycz: Pan Rockstar Ninja Sprinkles, pluszowy kot z niebieską gwiazdką na czole, który, miejmy nadzieję, zostanie w jej pokoju razem z setkami innych pluszaków, które po prostu musiały z nami pojechać.
Wyruszyłyśmy wcześnie rano, opuszczając hotel, który, jak miałam nadzieję, był ostatnim na naszej drodze do nowego domu, zatrzymałyśmy się, by zatankować i zjeść drugie śniadanie, po czym ruszyłyśmy krętymi drogami z zapierającymi dech w piersiach widokami po obu stronach.
Pojechałyśmy okrężną drogą, bo miałam problemy z orientacją w terenie, nawet przy pomocy map elektronicznych, i ominęłyśmy miasteczko Once Again, kierując się w stronę Mount Happily After. Dobrze było jednak wiedzieć, że jesteśmy blisko średniej wielkości miasta na wypadek, gdybyśmy potrzebowały zapasów i rzeczy, których w małym, uśpionym miasteczku mogło brakować.
Miałam adres naszego nowego domu na telefonie i jako że po drodze kilka razy zmieniałyśmy trasę, usłyszałam ten znajomy, mechaniczny głos: „Cel podróży znajduje się po prawej stronie”. Pomodliłam się w duchu z nadzieją, że decyzja o zakupie tej „uroczej, bajkowej chatki” okaże się trafna.
Prowadziłam dużą ciężarówkę z przyczepą przeprowadzkową polną drogą, która była pełna dziur i miała rozmyte pobocza, przez co kurczowo zaciskałam dłonie na kierownicy.
Na szczęście Ava bawiła się świetnie. Podskakiwała jak piłeczka na tylnym siedzeniu i nie miała pojęcia, jak bardzo się martwię.
Posiadłość nie znajdowała się na szczycie góry – dzięki Bogu – ale nie leżała też na płaskim terenie, więc zadbanie o to, by ciężarówka z przyczepą nie zsuwały się w dół z powodu braku konserwacji drogi, było problemem, którym będę musiała się zająć, zwłaszcza zanim nadejdzie zima i spadnie śnieg.
„Jesteśmy prawie na miejscu, Avo, kochanie” – zaśpiewałam głośno przez jej śmiech, gdy droga się wyrównała, a zalesiony teren otworzył się przed nami. – „Jeszcze tylko kawałek...”
Słowa uwięzły mi w gardle.
Och, dobry Boże, nie!
To miejsce wyglądało strasznie. Było w totalnej ruinie. Przełknęłam łzy, zmuszając się, by pozbyć się gulki w gardle.
Byłyśmy we właściwym miejscu. Z tego, co zdążyłam dostrzec, dom wyglądał tak samo, ale zdjęcia musiały zostać zrobione wiele lat temu, bo to... to była rozpadająca się ruina.
Walcząc z emocjami, byłam z siebie dumna, że udało mi się cofnąć ciężarówkę z przyczepą i zaparkować ją w jedynym dostępnym miejscu w cieniu drzew.
„Avo, kochanie, zostań tutaj. Coco zajmie się przyczepą, dobrze?”
„Ośkej”. Wyglądała na zdenerwowaną, gdy zerknęła przez okno. „Mogę się odpiąć?”
Otworzyłam drzwi ciężarówki. Skrzywiłam się na myśl o wejściu w wysoką trawę w szortach i klapkach.
Czy w tej okolicy było dużo węży? Z tego, co widziałam, w tej gęstej trawie mógłby spać nawet niedźwiedź.
„Tak, żabko, możesz, ale zostań w ciężarówce”. Patrzyłam, jak jej małe paluszki szybko wędrują do zapięcia fotelika, a główka kiwa się w górę i w dół. „Zamknę drzwi, żeby robaki nie wleciały do środka, ale będę z tyłu ciężarówki odpinać przyczepę i zaraz wracam”.
Stała już przed tylnym oknem, z twarzą przyklejoną do szyby. „Ośkej, Coco”.
Biorąc głęboki oddech, ostrożnie zeszłam na ziemię i zamknęłam drzwi. Trawa sięgała mi do pasa i czułam się, jakbym musiała przez nią brodzić, trzymając dłoń na ciężarówce tylko po to, żeby utrzymać równowagę.
Kiedy wreszcie dotarłam na tył ciężarówki, zabrałam się za opuszczanie podpórki i odpinanie przyczepy. Nie ulegało wątpliwości, że będziemy musiały zjechać ze wzgórza z powrotem do miasteczka, aby znaleźć miejsce na nocleg, a być może i na dłużej, jeśli nie uda mi się dziś skontaktować z pośrednikiem, żeby ogarnąć ten bałagan.
Wracając do drzwi kierowcy, zatrzymałam się przed drzwiami Avy i otworzyłam je. „Jesteśmy na prawdziwej przygodzie, prawda?”
Na jej skinięcie głową chwyciłam naszą torbę na noc i wyciągnęłam z niej elastyczne spodnie do jogi. „Możesz spojrzeć na podłogę i podać mi moje trampki, proszę?” Zeskoczyła z kanapy i zaczęła szperać w torbach leżących na podłodze. „Nie możemy wyruszyć na przygodę, jeśli nie jesteśmy odpowiednio ubrane, więc musimy się przebrać”.
Podała mi buty, akurat kiedy skończyłam wciągać na siebie spodnie. „Ja teś się plebielam?”
Zerknęłam przez ramię i wiedziałam, że to zły pomysł. Zniknęłaby w wysokich chwastach, a poza tym nie miałam pojęcia, jakie zwierzęta kryją się w trawie, więc nie chciałam ryzykować, że zrobi sobie krzywdę.
„Wiesz co?” – powiedziałam, zakładając buty. – „Zaniosę cię, żebyś się nie ubrudziła, ale w zamian będziesz pilnować telefonu, zgoda?”
Jej cała twarz się rozjaśniła. „Mogę to jiobić!”
„Oczywiście, że tak” – powiedziałam, biorąc ją na ręce i podając jej telefon. – „Jesteś już dużą dziewczynką”.
Zapiszczała i objęła mnie za szyję, kiedy pochyliłam się i wyciągnęłam z trawy dużą gałąź. „Teraz naprawdę jesteśmy na przygodzie. Mam mojego zaufanego pomocnika i miecz, więc wyruszamy na poszukiwanie skarbów!”
„Hurra!” – krzyknęła, oplatając mnie nogami, akurat gdy zaczęłam wymachiwać kijem szerokimi ruchami po trawie, z nadzieją, że odstraszę w ten sposób wszelkie zwierzęta.
Słuchałam, jak wymieniała różne rodzaje skarbów, które mogłyśmy znaleźć: błyszczące kamyki, ładne kwiatki, króliczka. Jej lista nie miała końca i ani razu nie wspomniała na niej o sztabkach złota czy błyszczących klejnotach, ale kiedy ja o nich napomknęłam, wzruszyła ramionami i powiedziała, że to nudne, a jeśli je znajdziemy, to będę mogła wziąć je dla siebie.
Pasowało mi to. Potrzebowałam wszelkiej możliwej pomocy.

Odkryj Galateę

Miłość w Dystrykcie Tom 1Dziedzic alfySeria Lity Kamień: Książka 2Miłość wśród półekZałamani 3: Złamani na zawsze

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

autor: goshka

liczba książek: 150

Aktualne

autor: Magdalena gajewska

liczba książek: 276

Fajne, ale na raz

autor: Panna Anna

liczba książek: 28

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 74

Na później

autor: Panna Anna

liczba książek: 116

Chętnie wrócę

autor: Panna Anna

liczba książek: 53

Zakończona

autor: Hinatka118

liczba książek: 156

Przeczytane z serii

autor: Panna Anna

liczba książek: 82

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 8

Najlepsze

autor: IwonaT

liczba książek: 63

Jen Cooper

autor: goshka

liczba książek: 12

Annie Wipple UpP

autor: Izabela28

liczba książek: 4

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Evelyn Miller

autor: goshka

liczba książek: 6

Brak zakończenia

autor: Hinatka118

liczba książek: 79