
Seria Istoty Ciemności Księga 2
Autorzy
Lektury
71,4K
Rozdziały
54
Rozdział 1
Tom 2: Mroczna strona pożądania
Shemika wylegiwała się w kuchni Ylenii, opierając stopy o blat. Leniwie przeglądała ludzkie czasopismo, głośno żując gumę z mlaskaniem. To było jej stałe miejsce. Została przydzielona jako asystentka Ylenii, kiedy osiągnęła wiek rozrodczy, czyli w czasie, gdy wszystkie wilki w ich wataże otrzymywały swoje role.
Sama poprosiła o to zadanie, wiedząc, że Ylenia tak naprawdę nie będzie potrzebować jej pomocy. To było wygodne życie. Spędzała dnie na leniuchowaniu u Ylenii, dopóki nie była gotowa na powrót do własnego domu i zrzędliwej matki, która nigdy nie przepuściła okazji, by przypomnieć jej o własnej doskonałości z czasów młodości.
Shemika wydała z siebie ciężkie westchnienie, przeglądając czasopismo bez większego zainteresowania. Wzdychała już wcześniej kilka razy, ale wydawało się, że jej wieloletnia przyjaciółka nie zamierza podjąć żadnego wysiłku, by poprawić jej nastrój.
Znów westchnęła, ściągając na siebie kwaśne spojrzenie Ylenii.
„Ugh”. Shemika usiadła prosto, z plaskiem rzucając czasopismo na blat. „Co ty właściwie dzisiaj robisz?” mruknęła z niezadowoleniem, skoro gazeta nie potrafiła przykuć jej uwagi.
W odpowiedzi Ylenia westchnęła i przeszła od sterty otwartych książek do blatu pełnego przeróżnych wiedźmich składników. „Testuję zaklęcie z mojego najnowszego grymuaru. To trochę skomplikowane, ale to napój nasenny przeznaczony dla...”
„Zapomnij, że pytałam” przerwała jej Shemika, odwracając się z obrażonym prychnięciem.
Ich przyjaźń nie była szczególnie bliska; stanowiła raczej wzajemną wygodę. Trzymały się razem głównie dlatego, że obie były wilczycami. Shemika nie lubiła się przemieniać, nie robiła tego od ponad dekady i nigdy nie chciała pełnić w wataże funkcji wymagającej przemiany ani czegokolwiek brudnego czy obrzydliwego. Ylenia z kolei nie chciała, aby jej działania były monitorowane przez kogoś pod kontrolą Dancescu. Ponieważ Shemika także kłamała, Ylenia mogła znikać dla własnych spraw, mając w niej alibi.
Ylenia przewróciła złotymi oczami, ale kontynuowała swoją pracę. Dopóki utrzymywała magiczne bariery dla Dancescu i od czasu do czasu informowała go o swoich postępach, zbytnio się nie wtrącał.
Shemika podniosła się od baru i zaczęła wędrować po domu Ylenii. Był on mniejszy niż domy innych członków watahy, jako że Dancescu wyraźnie faworyzował mężczyzn, którym zazwyczaj przydzielano większe domy. Ylenia otrzymała wyjątkowo małe lokum, co było sposobem alfy na zniechęcenie jej do założenia rodziny.
Podczas gdy inne watahy prawdopodobnie zachęcały swoich członków do posiadania wielu dzieci, Dancescu tego nie robił. Uważał, że wszyscy członkowie stada są jego własnością. Nie chciał, żeby Ylenia miała dzieci, ponieważ wolał, by skupiła się na magii przynoszącej korzyści wataże. Nie chciał, by Selene miała dzieci, gdyż wymagał od niej pełnego oddania obowiązkom świątynnym. Z kolei Shemikę chciał po prostu zatrzymać w swoim łóżku, traktując ją jak małego pieska do torebki.
Shemika od niechcenia myszkowała po domu Ylenii. Zawsze tam była, ale Ylenia nigdy jej nie odwiedzała. Jej dom był większy, jednak mieszkała w nim jej matka. Ta jędza.
Mileva Loren była najpiękniejszą wilczycą w wataże Vale, dopóki nie narodziła się Shemika. Była średniego wzrostu, z krótkimi jasnoblond włosami, ciemnobrązowymi oczami i jasną skórą.
Była całkiem dobrą matką, dopóki Shemika nie weszła w okres dojrzewania. Dziewczyna przerosła matkę, jej skóra nabrała ciepłego, złotego odcienia, a włosy miała ciemniejsze u nasady i rozjaśnione słońcem na końcach. Jej oczy miały odcień ciepłego brązu z bursztynowymi plamkami. W przeciwieństwie do matki czy jakiejkolwiek innej wilczycy, miała kobiece kształty z dużymi piersiami i szerokimi biodrami.
Nawet wtedy Mileva nie mówiła jej ani nie robiła niczego złego. Zmieniło się to dopiero, gdy pewien mężczyzna z watahy skomentował, że Shemika wyssała piękno z łona Milevy, przez co starsza kobieta straciła swój urok. Było to złośliwe stwierdzenie na temat kobiety, która wielokrotnie go odrzucała.
Mileva poczuła się zastąpiona, zwłaszcza gdy uwaga mężczyzn przeniosła się z niej na Shemikę, więc wyładowywała złość regularnie. To nie tak, że Mileva straciła swoją młodość, o nie; matka i córka wyglądały na rówieśniczki. Mówiąc prościej, Shemika była po prostu od niej atrakcyjniejsza.
W młodości Shemika uważała swoją piękną twarz za błogosławieństwo. Do tego dochodziły jej zmysłowe krągłości, o których często słyszała — i to nie tylko od matki, ale także od innych z watahy — że z ich powodu powinna ćwiczyć. Jednak teraz Shemika czasami nienawidziła swojego wyglądu; zaczęło się od Dancescu.
Shemika po raz pierwszy dostała rui i wybrała sobie partnera seksualnego. To właśnie po pierwszej rui zauważyła zmianę w zachowaniu mężczyzn; nie tylko posyłali jej pożądliwe spojrzenia, ale też dotykali, obmacując tu czy gładząc tam. Z płaczem poszła do matki, ale Mileva uświadomiła jej, że jej wartość tkwiła i zawsze będzie tkwić wyłącznie w fizycznym wyglądzie.
Zaczęła oddawać się każdemu mężczyźnie, który jej pragnął, aby żaden nigdy nie wziął jej wbrew woli. Z wyjątkiem Alfy Dancescu. Szczerze mówiąc, zawsze budził w niej obrzydzenie, ale odrzucanie jego zalotów wprawiało go w gniew. Zaczął karać ją za wszelkie drobne przewinienia, wymuszając seks.
Shemika zadrżała na samą myśl o nim i ruszyła w stronę kominka Ylenii, w którym jasno płonął ogień. Nie zrobiło to nic, by ogrzać chłód, który przenikał ją na myśl o Dancescu, więc znalazła nowe miejsce do wylegiwania się: sofę Ylenii.
„Kiedy wracasz do domu?” zawołała Ylenia przez ramię. „Zaraz zajdzie słońce” warknęła, omijając blat, by chwycić kilka rzeczy, po czym szybko wróciła do swojego jadeitowego moździerza i tłuczka, które zdążyły już wyblaknąć od nadmiernego używania.
„Nie wiem” mruknęła pod nosem. Chociaż tak naprawdę nie były przyjaciółkami, dbały o siebie nawzajem, a Ylenia wiedziała, że Shemika nie chce widzieć się z Milevą. „Dlaczego nigdy nie pozwalasz mi zostać u siebie na noc? Już mnie nie kochasz?” zapytała, starając się zabrzmieć żartobliwie.
Ylenia uniosła ciemnorudą brew. „Czy ty w ogóle chcesz, żebym na to odpowiadała?”
Nie chciała. Nie potrzebowała, aby więcej osób, na których jej zależało, nie dbało o nią w zamian, i wolała udawać, że są sobie bliższe. „Przecież nie ma jeszcze nawet pory kolacji” jęknęła.
„Nie zamierzam podać ci kolacji, Mika” odpowiedziała chłodno. „Jesteś niezdolna do odwzajemnienia przysługi”. To znaczy, Shemika nigdy nie zmieniała się w wilczą formę i nie polowała na własne jedzenie, woląc uważać się za delikatną, elegancką kobietę.
„Odwdzięczę ci się, pozwalając ci pławić się w blasku mojej obecności” odparła wyniośle, odrzucając loki za ramię.
„Mika, proszę cię, mam na dziś plany. Jeśli nie chcesz wracać do domu, to dlaczego nie pójdziesz odwiedzić Colette?” zapytała, będąc rozproszoną przewracaniem grubych stron magicznej księgi.
Colette, nowo przemieniona wilczyca, była zajęta, a przez to Shemika miała na myśli uprawianie seksu, konkretnie z Sorinem. Ci dwoje ciągle się pieprzyli, co można było usłyszeć, jeśli podeszło się zbyt blisko ich domu. Wiedziała o tym, bo sama kiedyś podeszła za blisko, a do tego matka Sorina była wniebowzięta na myśl o szczeniętach. Wariatka.
„Ale wolałabym zostać z tobą, serce mojego serca” powiedziała śpiewnym głosem, opierając się wygodnie o poduszki na kanapie. Gdyby nie ona, ten mebel nigdy nie zostałby tak wysiedziany.
„Wiesz, że nie możesz” odpowiedziała Ylenia, tym razem oschle.
Innymi słowy, jeszcze więcej osób zaczęłoby węszyć w ich sprawach. Nie to, żeby obecnie brakowało wścibskich ludzi, jak na przykład Felix, który zawsze kręcił się w pobliżu i wtykał nos tam, gdzie nie trzeba.
„Mika”. Ylenia odwróciła się od swojej... „rzeczy” i przyszpiliła Shemikę swoim twardym spojrzeniem. „Bardzo bym chciała, żebyś została i obrażała moje gotowanie, naprawdę” powiedziała sarkastycznie, „ale muszę się skupić na nowym uroku. Wymaga on... pewnego poziomu koncentracji, którego brakuje w moim obecnym położeniu”. Po długiej pauzie dodała: „Nie potrafisz przestać wzdychać co dwie sekundy”.
„Jestem urocza” obruszyła się Shemika.
„To nie jest synonim słowa irytująca, więc nie ma tu zastosowania” odparła, po raz kolejny dając się wciągnąć w pracę.
Shemika wydęła usta, ale w ciszy zebrała swoje rzeczy. Ylenia naprawdę była jej jedyną przyjaciółką, obok Colette, która była znośna, o ile akurat nie rżnęła się z Sorinem. Selene też była w porządku osobą, ale wolała trzymać się na uboczu.
Shemika wyszła od Ylenii i w drodze powrotnej do domu trzymała się w cieniu, co było jedynym sposobem, by dotrzeć na miejsce bez szwanku. Nie była nawet pewna, czy w ogóle chce tam wracać; do domu, w którym czekała na nią Mileva.

















































