Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Seria Legacy, Tom 1: Rozproszenie

Seria Legacy, Tom 1: Rozproszenie

Autorzy
Gabby Walker
Lektury
19,6K
Rozdziały
29
Autorzy
Gabby Walker
Lektury
19,6K
Rozdziały
29
🕵️‍♂️Tajemnica i suspens💕Romantyczne💪SIlne kobiety🕯️Slow Burn🎭Dramatyczne☯️Przeciwieństwa się przyciągają💔Zakazany romans 🖤Mroczne👑Rodzina królewska i arystokraci🕵️Zbrodnie i tajemnice

Tuż przed zakończeniem wojen napoleońskich Alexander Montgomery, hrabia Lockwood, staje przed koniecznością znalezienia żony. Wymaga tego od niego obowiązek – jednak jedyna kobieta, która budzi jego zainteresowanie, kategorycznie odrzuca myśl o małżeństwie. Sophie Bennett jest błyskotliwa, skryta i strzeże niebezpiecznego sekretu, co czyni ją równie ryzykowną, co nieodpartą. To, co zaczyna się jako odskocznia, szybko zamienia się w coś znacznie bardziej groźnego.

Gdy napięcie rośnie, a niewidzialne niebezpieczeństwa zaciskają krąg, Alex uświadamia sobie, że rodzące się uczucie do Sophie może kosztować ich więcej niż tylko reputację czy skandal. W świecie ukształtowanym przez wojnę, oczekiwania i zdradę, wybór niewłaściwej drogi może kosztować oboje życie.

Zamiary

SOPHIE

1814, LONDYN, ANGLIA
Sophie Bennett pociągnęła łyk lemoniady i uprzejmie skinęła głową, jakby słuchała toczącej się wokół niej rozmowy. Wcale jednak nie słuchała. Została przechwycona zaledwie krok od ucieczki, a teraz tkwiła w grupie plotkujących pań o bardzo słodkich uśmiechach.
Kobiety przyszły tu w poszukiwaniu mężów i korzystnych partii. Sophie przybyła jednak na bal w zupełnie innym celu. Takim, który nie miał nic wspólnego z szukaniem męża.
Jej wzrok błądził po sali balowej, zauważając i katalogując grupy, na które towarzystwo zdawało się automatycznie dzielić. Były przewidywalne. Były też osaczające.
Żonaci mężczyźni rozmawiali o najnowszych wydarzeniach w parlamencie lub planowali inwestycje, o których słyszeli. Od czasu do czasu można było usłyszeć, jak dyskutują o nadchodzących wyścigach konnych. Nigdy nie widziało się, by rozmawiali ze swoimi żonami, a tym bardziej z nimi tańczyli.
Ich żony również gromadziły się razem, chociaż zazwyczaj po drugiej stronie sali. Równie mocno skupione na strategii. Ich rozmowy kręciły się wokół pochodzenia i list gości.
Biorąc pod uwagę, że większość z nich była tam po to, aby upewnić się, że ich synowie lub córki zatańczą z odpowiednią osobą, dyskutowały o tym, kto był obecny na balu.
Pragnęła czegoś innego. Czegoś innego niż zdawkowe małżeństwo jej rodziców. Czegoś tak odmiennego od przyjętej normy, że przyzwyczaiła się do myśli o byciu starą panną.
Miało to swój urok. Niezależność. Nikt nie mówiłby jej, co jej wolno, a czego nie.
I mogła to zrobić z łatwością. Nie czuła presji, by wyjść za mąż. Nie potrzebowała żadnych sojuszy.
Nie musiała powiększać rodzinnego majątku. Jej brat pobłażał jej bardziej, niż było to rozsądne. Z wyjątkiem...
Jej wzrok nadal błądził po sali, w końcu padając na niego. Alexander Lockwood. Był jedynym jasnym punktem tych przyjęć, a ta myśl do głębi ją irytowała.
Obserwowała, jak rozmawia ze swoim przyjacielem, Jacobem. Lockwood przedstawił go jej parę tygodni temu, a ona wciąż nie do końca wiedziała, co o nim myśleć.
Nie jechał na tym samym wózku co Lockwood i jej brat, Charley. Był drugim synem. Nikt nie zmuszał go do ślubu.
Oczywiście aż do zeszłego roku Lockwood również zaliczał się do tej grupy. Może właśnie dlatego wydawali się bardziej braćmi niż tylko przyjaciółmi.
Nadstawiła uszu, słysząc, jak jedna z kobiet w grupie wspomina o Lockwoodzie. „Słucham?”
Kobieta uśmiechnęła się. „Właśnie wspominałam, że Lockwood tak bardzo różni się od swojego brata. Jego brat był czarujący, zawsze dbał o to, by być duszą towarzystwa. W zeszłym roku uważano go za świetną partię i z pewnością by nią był, gdyby...”
Sophie skupiła wzrok na kobiecie, gdy ta urwała. Wszyscy wiedzieli, co spotkało brata Lockwooda; po prostu się o tym nie mówiło. Nie potrafiła wyobrazić sobie, by jej Lockwood brał udział w pojedynku, a tym bardziej w nim zginął.
Jej Lockwood... Zapewne nie był to dobry znak, że zaczęła myśleć o nim w tych kategoriach. Nie wróżyło to dobrze jej planom pozostania wolną.
„Lucindo, czy sugerujesz, że Lockwood nie jest »świetną partią«?” Bronienie go prawdopodobnie też nie wróżyło niczego dobrego.
„Reszta z nas nie miała okazji się o tym przekonać. Jesteś jedyną, z którą on tańczy”. Lucinda spojrzała znacząco na Sophie. „To naprawdę skandaliczne, zwłaszcza jeśli wkrótce ci się nie oświadczy”.
Sophie walczyła z ochotą na złośliwą odpowiedź. Lucinda była jedynie utrapieniem, niczym więcej. Nie miała żadnej realnej władzy w śmietance towarzyskiej, a przynajmniej nie wśród nikogo, na kim zależałoby Sophie.
„Lucindo, zapewniam cię, że nie ma w tym nic skandalicznego. Po prostu cieszymy się swoim towarzystwem”.
Jej stwierdzenie było całkowicie zgodne z prawdą. Naprawdę lubiła rozmawiać i tańczyć z Lockwoodem. Był wciągającym rozmówcą i faktycznie słuchał tego, co miała do powiedzenia.
Ale on nadal polował na żonę, a ona nie była pewna, czy mogłaby być ofiarą, której potrzebował. Nie potrafiła wyobrazić sobie siebie jako jednej z żon obecnych na balu, ale na razie służył pewnemu celowi.
Kiedy na początku tego sezonu zaczęła towarzyszyć Charleyowi na balach, wycierpiała kilka bolesnych tańców. Bolesnych zarówno w sensie fizycznym, gdy jej palce były miażdżone przez ciężkie buty, jak i z powodu nudnych i protekcjonalnych rozmów. Lockwood poruszał się z gracją, niemal jak pantera tropiąca swoją ofiarę, i z całą pewnością nie był nudny.
„Wybaczcie mi, proszę, chyba wyjdę do ogrodu. Jest tu trochę duszno”.
Komentarze Lucindy dały jej wymówkę, której potrzebowała do ucieczki. Odchodząc od grupy, usłyszała, jak Lucinda omawia najnowsze plotki na temat ekscentrycznych apetytów seksualnych jednego z członków socjety. Ucieszyła się, gdy udało jej się odejść na tyle daleko, by nie zostać wciągniętą z powrotem w tę rozmowę.
Zmusiła się do uprzejmego uśmiechu, próbując z gracją ominąć kolejną grupę kolorowo ubranych kobiet, a spódnica jej bladoróżowej sukni delikatnie ocierała się o ich stroje, gdy obok nich przechodziła.
Przeciskając się przez gęsty tłum ciał, próbowała zignorować uczucie, że jest obserwowana. Wiedziała bez patrzenia, że on śledzi jej ruchy po sali, i wiedziała również, że jeśli uda jej się dotrzeć na drugą stronę pomieszczenia, zdoła zniknąć.
Zgromadziła się tam dość liczna grupa, która mogła zasłonić ją przed jego wzrokiem. Zmuszając się do zwolnienia, wyznaczyła sobie kurs i kontynuowała przedzieranie się przez tłumy. Przy odrobinie szczęścia jego przyjaciel zdoła odwrócić jego uwagę na tyle długo, by ten stracił ją z oczu.
Kiedy znalazła się na korytarzu, zaryzykowała spojrzenie za siebie. Lockwood był wysoki, więc zazwyczaj nie miała problemu z dostrzeżeniem go w tłumie.
Nie widząc go, ruszyła dalej w stronę swojego celu. Skręciwszy w korytarz, dotarła do pomieszczenia, o którym wiedziała, że jest prywatnym gabinetem gospodarza. Spojrzała jeszcze raz przez ramię, aby upewnić się, że korytarz wciąż jest pusty, po czym cicho uchyliła drzwi i wślizgnęła się do zaciemnionego pokoju.
Zatrzymała się, by jej oczy mogły przyzwyczaić się do słabego światła płynącego z kominka, po czym ruszyła w stronę biurka. Światło księżyca wpadające przez okno dawało wystarczająco dużo blasku, by mogła znaleźć księgę spotkań i przewertować jej strony.
Zamarła, gdy wydało jej się, że coś słyszy, i zerknęła w stronę drzwi. Wytężyła słuch w poszukiwaniu dźwięku, który zwrócił jej uwagę, ale zmarszczyła brwi, gdy niczego nie usłyszała. Ponownie spoglądając na księgę, cicho przewracała strony i przeglądała notatki.
Znowu podniosła wzrok. Bardziej to poczuła, niż usłyszała. Odłożywszy księgę dokładnie w to samo miejsce, gdzie ją znalazła, szybko osunęła się na podłogę, opierając się plecami o ciężkie biurko.
Przy odrobinie szczęścia ktokolwiek, kto właśnie nacisnął klamkę drzwi do gabinetu, szybko go opuści. Upewniwszy się, że jej spódnica jest dobrze ukryta, zamarła, gdy włoski na karku stanęły jej dęba. Dokładnie wiedziała, kto wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi.
„Co ty tutaj robisz?”
Sophie podniosła wzrok, wcale nie zaskoczona widokiem znajomych oczu patrzących na nią z góry. Choć wszedł do pokoju i podszedł do biurka całkowicie bezszelestnie, zawsze czuła ten dreszczyk świadomości, kiedy był blisko. „Lordzie Lockwood”.
Ujęła jego dłoń, gdy wyciągnął ją, by pomóc jej wstać, a po chwili natychmiast ją cofnęła i wygładziła spódnicę, po czym znów na niego spojrzała. „Czegoś szukałam”.
Patrzenie mu w oczy zawsze było błędem. Odwróciwszy wzrok, skupiła się na drzwiach. Przez głowę przemknęła jej myśl o desperackiej ucieczce, ale wiedziała, że to daremne.
Całkowicie i bezwzględnie zagradzał jej drogę.
„Z mojego doświadczenia wynika, że ktoś, kto przeszukuje biurko pod osłoną nocy, należy do jednego z dwóch typów. Nie sądzę, byś była którymkolwiek z nich, więc może mi to wyjaśnisz?”
Sophie zmarszczyła brwi. „Informacji. To wszystko”.
Zaryzykowała spojrzenie w jego stronę i po wyrazie jego twarzy poznała, że nie był usatysfakcjonowany jej odpowiedzią. Wiedziała również, że nie jest gotowa powiedzieć mu prawdy, co oznaczało, że musi wymyślić coś, co go udobrucha.
Znów popełniła błąd, napotykając jego spojrzenie. Ten sam ciemny błękit, który przypominał jej na wpół zamarznięte jezioro w środku zimy i sprawiał, że czuła się, jakby tonęła, miał w sobie odrobinę ciepła tuż pod powierzchnią. Nie była pewna, czy komukolwiek udało się przebić przez tę lodową warstwę.
Zdała sobie sprawę, że tonie w owym cieple, a nie w lodzie. „Chciałam po prostu sprawdzić, czy ma zaplanowane spotkania w określone dni”.
„I co odkryłaś?”
„Że rzeczywiście widnieją podobne wpisy przy podobnych datach”. Sophie wzięła głęboki oddech. „Zapewniam cię, mój panie, że nie robię niczego podstępnego”.
„Wcale tak nie zakładałem”.
„Jakie są twoje zamiary?” Sophie znów na niego spojrzała. Ten mężczyzna miał irytującą zdolność zapierania jej tchu w piersiach jednym tylko spojrzeniem.
Doprowadzało ją do szału to, że miał na nią taki wpływ. Nie sądziła, by zdradził komukolwiek jej tajne poszukiwania, ale musiała mieć pewność.
„Myślałem, że to oczywiste. Dla reszty towarzystwa z pewnością tak to wygląda”. Zrobił krok do przodu, a sięgając w dół, ujął w dłoń jej podbródek, po czym pochylił się i ją pocałował.

Odkryj Galateę

Saga KoronySaint-Rock High Książka 3: Szansa na nowe życiePanny młode z przypadku 1: Narzeczona DracoPewnego razu w WigilięZłamani Aniołowie MC Książka 4

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzie

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

by goshka

liczba książek: 105

Daphne Anders

by goshka

liczba książek: 10

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Waiting for the next book

by Dr_Sunflower

liczba książek: 7

Epic Reads

by Khalikat

liczba książek: 7

Chętnie wrócę

by BADZIA

liczba książek: 58

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Przeczytane-pozostałe

by Patunia

liczba książek: 24

Finished reading

by OldHippy

liczba książek: 108

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 277

Finished reading

by mightymoma

liczba książek: 59

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 365

Magical

by MisBehave

liczba książek: 14

Przeczytane z serii

by Panna Anna

liczba książek: 83

Wolves

by Sexy_absConded

liczba książek: 81