
Seria "Prophecy": Część 1. Proroctwo Artemidy
Autorzy
Lektury
224K
Rozdziały
20
Ciężar korony
Z uniwersum przepowiedni: Przepowiednia Artemisa, część 1
ANNA
Promienie słońca wpadały przez okno, wypełniając pokój ciepłym, złotym blaskiem. Wyciągnęłam ramiona nad głowę, mrugając zaspanymi oczami i zapadając się głębiej w miękką pościel.
Czułam obok siebie przyjemny ciężar moich partnerów, których obecność otulała mnie jak znajomy, ciepły koc. Leżałam dokładnie między Aresem a Apollem — moimi partnerami, moimi ukochanymi i całym moim światem.
Na szczęście wilkołaki nie starzały się tak jak ludzie, więc chociaż mieliśmy już ponad czterdzieści lat, nadal wyglądaliśmy tak samo jak osiemnaście lat temu. Szczerze mówiąc, ci dwaj wciąż zachowywali się jak dwudziestolatkowie — zwłaszcza jeśli chodziło o ich wielki apetyt na seks.
Ares spał po mojej prawej stronie, a jego silne ramię spoczywało opiekuńczo na mojej talii. Nawet po tylu latach wciąż był taki sam — silny, opanowany i zdolny rozpalić we mnie dzikie, ogniste uczucia.
Zawsze taki był — odważny, porywczy, pełen pasji — i nie zmieniłabym w nim zupełnie niczego. Nie zmienił się ani trochę.
Po mojej lewej stronie dłoń Apolla delikatnie spoczywała na mojej talii, a jego dotyk był łagodniejszy, lecz równie zaborczy. Zawsze był spokojniejszy i bardziej zamyślony, ale jego intensywność dorównywała Aresowi na swój własny, cichy sposób.
Nawet teraz, leżąc obok niego, czułam, jak jego ciepło przenika moje ciało, a ten delikatny blask przypominał mi, że jestem bezpieczna w jego ramionach. Poranne słońce otulało nas, sprawiając, że świat na zewnątrz wydawał się odległy i nieważny.
W tych cichych chwilach nic innego się nie liczyło — ani obowiązki, ani chaos — tylko my. Mimo upływu lat i trudności, z którymi się zmierzyliśmy, nigdy nie czułam się bardziej spełniona i pewna swojego życia.
Spojrzałam na obu mężczyzn — Aresa z jego cichą intensywnością i Apolla z jego spokojną pewnością siebie — i nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Byłam szczęśliwa — naprawdę, głęboko szczęśliwa.
To byli moi partnerzy, z którymi moja dusza połączyła się na zawsze. Razem stworzyliśmy rodzinę z ośmiorgiem dzieci, tak jak przepowiedziała Bogini Księżyca.
Artemis, nasz pierworodny, był z nich wszystkich najpotężniejszy. Same jego narodziny zjednoczyły dwa królestwa, co nikomu nie wydawało się możliwe.
I już za dwa dni oficjalnie zostanie królem, władając jednym zjednoczonym królestwem. Chociaż Ares i Apollo wciąż spali głęboko, mój umysł był już w pełni rozbudzony i pełen pędzących myśli.
Za dwa dni Artemis skończy osiemnaście lat, a wraz z tymi urodzinami nadejdzie wielki ciężar odpowiedzialności. Spędził większość życia, przygotowując się do tego momentu, ale teraz on wreszcie nadszedł — stał się prawdziwy.
Ceremonia łączenia w pary oficjalnie rozpocznie jego panowanie jako jedynego króla wilkołaków. A jeśli Bogini Księżyca mu pobłogosławi, będzie to również dzień, w którym spotka swoją przeznaczoną partnerkę.
Przez głowę przemknęło mi wspomnienie, przenosząc mnie z powrotem do mojej własnej ceremonii łączenia w pary — do momentu, w którym po raz pierwszy poczułam zapach Aresa i Apolla. Ich zapachy były wyraźne, osobiste i przeznaczone tylko dla mnie.
Te zapachy oznaczały naszą więź, a ta więź znaczyła o wiele więcej, niż mogłam sobie wyobrazić. Oznaczała zmianę — cały mój świat stanął na głowie, kiedy Victor mnie porwał i próbował zmusić do zostania jego partnerką.
Ale ta zmiana nie dotyczyła tylko trudnych chwil — przyniosła również to, co dobre. Była to zmiana, której nasza wilkołacza społeczność bardzo potrzebowała.
Artemis był odpowiedzią na tę potrzebę, zmianą, na którą wszyscy czekaliśmy. Od momentu jego narodzin i niezwykłego pokazu jego mocy, nasza społeczność stawała się silniejsza, lepsza i bardziej zjednoczona.
Ostrożnie wyślizgnęłam się z łóżka, kładąc stopy miękko na podłodze i starając się nie obudzić Aresa i Apolla. Kiedy szłam cicho korytarzem w stronę pokoju Artemisa, wnętrza wydawały się dziwnie puste i ciche.
Pałac nigdy nie był cichy — nie przy ośmiorgu biegających dzieciach — ale teraz ta cisza wydawała się wręcz nienaturalna. Mimo że moje najmłodsze dziecko miało już dwanaście lat i wszystkie przestały przemieniać się wewnątrz czy ścigać po korytarzach, wciąż nie mogłam przyzwyczaić się do tego spokoju.
Wszystkie nasze dzieci — Artemis, Poseidon, Athena, Zeus, Hera, Morpheus, Aphrodite i Hermes — wciąż mocno spały, wolne od codziennych obowiązków. Artemis był pierwszym dzieckiem, którego dorastanie obserwowałam, a potem, prawie co roku, pojawiało się kolejne, i każde z nich miało swój wyjątkowy dar.
Ale Artemis był wyjątkowy — Bogini Księżyca obdarzyła go wieloma darami, w przeciwieństwie do jego rodzeństwa, z którego każde otrzymało tylko po jednym.
Wślizgnęłam się cicho do jego pokoju, wchodząc na palcach do środka, i patrzyłam, jak śpi. Jego policzek delikatnie opierał się o puszystą poduszkę, a oczy miał mocno zaciśnięte w spokojnym śnie.
Wyglądał tak spokojnie, tak niewinnie, a moje serce lekko się ścisnęło. Każda matka martwiła się, gdy jej dziecko dorastało — zwłaszcza wtedy, gdy czekały na nie tak wielkie obowiązki.
Szczególnie wtedy, gdy ciężar całego królestwa spoczywał na ich barkach. Za dwa dni wszystko miało się dla nas zmienić.
Stanęłam obok jego łóżka, delikatnie odgarniając kosmyk ciemnobrązowych loków z jego czoła. Artemis poruszył się lekko, ale się nie obudził.
Uśmiechnęłam się łagodnie na jego widok. Był wychowywany właśnie na ten moment, na to, by zostać potężnym królem.
Usiadłam ostrożnie na brzegu łóżka, czując, jak materac ugina się pod moim ciężarem, i wyszeptałam cicho: „Artemis”.
„Matko?”, zamamrotał zaspany, momentalnie się wybudzając.
„Czas wstawać, mój synu”, powiedziałam łagodnie.
Artemis podciągnął się do pozycji siedzącej, mrugając powoli, gdy jego oczy spotkały się z moimi.
„Zostały dwa dni”, przypomniałam mu cicho, „do twoich urodzin i ceremonii łączenia w pary”.
Artemis powoli pokiwał głową, zaciskając usta w wąską, poważną linię. Jak każdy nastolatek bał się tego momentu — czasem po cichu, czasem głośno — ale ten dzień zawsze budził w nim lęk.
Była to duża presja dla kogoś w jego wieku, nawet jeśli wiedział, że to obowiązek, który musi na siebie wziąć.
„Ceremonia łączenia w pary”, kontynuowałam łagodnie, „oficjalnie rozpocznie twoje rządy jako króla”.
„Stado będzie oczekiwać od ciebie przywództwa. Ja i twoi ojcowie nadal będziemy twoimi doradcami, ale będziesz miał więcej swobody w podejmowaniu decyzji”.
„Musisz nauczyć się, jak samodzielnie rządzić królestwem — jak prawdziwy król. Będziesz musiał dokonywać trudnych wyborów i czasem będziesz mógł liczyć tylko na siebie, aby znaleźć odpowiedzi”.
„Nie będziemy już dla ciebie oparciem, Artemis — cały czas staraliśmy się kierować tobą tak, abyś stał się samodzielny”.
Artemis znów podniósł na mnie wzrok, a ja zauważyłam, jak bardzo dorósł. Jego ramiona były teraz szersze, ciało silniejsze, a postawa przypominała bardziej mężczyznę niż chłopca.
Ale w jego oczach — tych niebieskozielonych oczach, będących idealnym połączeniem moich i jego ojca — wciąż było widać młodzieńczą niewinność. Wiedziałam jednak, że z czasem jego spojrzenie stanie się twardsze, zahartowane przez życiowe doświadczenia.
„Wiem o tym, matko”, odpowiedział cicho Artemis.
„Przygotowywałeś się do tego od dnia narodzin”, przypomniałam mu łagodnie. „Potrafisz unieść ciężar korony. Król pełni wiele ról — rozumie poświęcenie i potrzebę zachowania równowagi, wie, kiedy walczyć, a kiedy okazać litość. Wie, co jest konieczne na każdym spotkaniu i przy każdej decyzji”.
Wiedziałam, że nie zawsze będę mogła mu pomagać. Będzie musiał samodzielnie podejmować trudne decyzje — bez naszej pomocy.
Moje pozostałe dzieci też miały swoje role do odegrania, ale żadne z nich nie miało zadania tak wielkiego jak to Artemisa. To on był następcą tronu, tym, którego Bogini Księżyca wybrała, by poprowadził naszą dynastię i przyniósł znaczącą zmianę.
Artemis zmarszczył brwi, znów na mnie spoglądając. „Zachowujesz się, jakbym wyruszał na wojnę i nigdy nie miał z niej wrócić, matko”.
„Wiem, wiem. Rozumiem swoje obowiązki. Ty i moi ojcowie przygotowywaliście mnie do tego dnia przez prawie siedemnaście lat — pamiętam nawet, jak ojciec czytał mi na dobranoc książki o wojnie”.
Na to wspomnienie nie mogłam powstrzymać cichego śmiechu. Ares upierał się przy tym, twierdząc, że to uczyni Artemisa silniejszym — nawet jeśli na początku tylko psychicznie.
I miał rację. Na szczęście Artemis odziedziczył cząstki charakteru zarówno Aresa, jak i Apolla, stając się idealnym połączeniem ich obu.
„Wiem, ale nie możesz winić matki za to, że się martwi”, przypomniałam mu łagodnie.
Pokręcił głową, przeciągając się i naciągając na siebie mocniej pościel. „A teraz, jeśli nie masz nic przeciwko, matko, muszę się ubrać”.
„Zapominasz, że kiedyś zmieniałam ci pieluchy”, zażartowałam, śmiejąc się lekko, gdy wstawałam z jego łóżka.
Cicho zamknęłam za sobą drzwi. „Dwa dni”, wyszeptałam, po części do siebie, a po części z nadzieją, że mnie usłyszy.
Wilczy słuch był wspaniałą rzeczą — zwłaszcza u alfy.















































