
Sounders Hokej 2: Nieprzyzwoite gesty
Autorzy
Jade Castle
Lektury
115K
Rozdziały
43
ROZDZIAŁ 1
Książka 2: Obscene Gestures
APOLLO
Apollo sączył drinka, rozwalony w swoim ulubionym fotelu. Mieszkanie go dusiło, mimo przestronnego salonu. Wpatrywał się w pustkę, a jego myśli wciąż wracały do Tess. Nie przestał o niej myśleć od Toronto.
Rozpacz, która tak wyraźnie malowała się na jej pięknej twarzy, sprawiała, że był wściekły na samego siebie. Jak mógł jej to zrobić?
„A jeszcze lepsze pytanie” – mruknął do siebie – „to jak mogłeś nie wiedzieć, że ta dziewczyna jest w tobie zakochana?” Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem, a za nimi rozległy się wściekłe kroki jego siostry bliźniaczki.
„Nie wiem, Pollo. Jak mogłeś nie wiedzieć?” Meda była wściekła. Rzadko się kłócili, ale od kilku tygodni tylko to robili. „A, czekaj! Bo jesteś samolubnym dupkiem!”
„Zaraz, zaraz, Sis” – krzyknął, wstając z fotela. – „Rozumiem, że jesteś na mnie wkurzona przez Tess, i masz prawo, ale nie możesz tak wpadać do mojego mieszkania i…”
„Zamknij się, kurwa!” – wrzasnęła. – „Właśnie wracam od Tess. Przez ostatnie trzy dni płacze przez ciebie. Mówiłam ci milion razy, że jest w tobie zakochana, naprawdę zakochana. Ale czy ty słuchałeś? Nie! Wolisz być kurwiarzem i rżnąć wszystko, co się rusza! Nie rozumiem, Pollo! Poso vlakas bori na ise (Jak głupi możesz być)? A ty WEPCHNĄŁEŚ JEJ TO W TWARZ!!”
Apollo cisnął szklanką o ścianę, zostawiając wgniecenie i rozbite szkło. „WIEM, MEDA!!” Zacisnął pięści wzdłuż ciała, próbując opanować oddech. „Wiem” – powiedział drżącym głosem. – „Słuchaj, nie mam na to żadnego dobrego wytłumaczenia. Spieprzyłem. To takie proste.”
„Dlaczego, Pollo? Dlaczego mi nie wierzyłeś? A właściwie lepsze pytanie brzmi: dlaczego nie chciałeś mi wierzyć?”
Apollo westchnął głęboko i opadł z powrotem na fotel. Meda stała w tym samym miejscu ze skrzyżowanymi rękami na piersi.
„Nie wiem, Sis. Chyba nigdy tak naprawdę nie czułem się wystarczająco dobry dla kogoś takiego jak Tess.” Meda zmarszczyła brwi ze zdziwieniem.
„Co masz na myśli? Jesteś najbardziej zarozumiałym dupkiem, jakiego znam, nawet bardziej od Dariusa, o ile to w ogóle możliwe.” Apollo prychnął.
„Powinnaś wiedzieć lepiej niż ktokolwiek, Meda — to tylko gra. Zachowuję to gówno na lód i na laski. Tego chcą, więc to im daję.”
„To najżałośniejsza rzecz, jaką w życiu słyszałam” – powiedziała Meda, przewracając oczami. W końcu usiadła naprzeciwko niego na kanapie. „Znam cię lepiej niż ktokolwiek i wyczuwam kit na kilometr. Spróbuj powiedzieć mi prawdę, bracie.” Apollo pokręcił głową.
„Mówię poważnie, Meda. Apollo na lodzie i Apollo siedzący przed tobą to dwie różne osoby.”
„To nie jest powód, dla którego zdeptałeś serce Tess! Vlákas (Idioto)! Nie rozmawiasz z jakąś głupią dziwką, którą planujesz przelecieć po meczu. Jestem twoją siostrą. Jeśli ze mną nie potrafisz być szczery, to jaki to ma sens?”
„Chcesz prawdy, Sis?” Apollo wiedział, że zaraz straci panowanie nad sobą, ale nie mógł się powstrzymać. Sojusznik, jakiego myślał, że ma w swojej siostrze bliźniaczce, wymykał mu się z rąk.
„Tak! Chcę! Nigdy sobie nie kłamaliśmy. Cholera, tyle razy się nawzajem kryliśmy, że Baba chyba do dziś nie wie, co jest grane.” Meda westchnęła i pochyliła się do przodu, opierając łokcie na kolanach. „Kocham cię, Pollo, i kocham Tess. Jesteś moim bratem, a ona jest siostrą, której nigdy nie miałam. Rozpadam się, bracie. Muszę wiedzieć, dlaczego zraniłeś osobę, która jest mi najbliższa zaraz po tobie.”
„Nie wiem, okej? Byłem pijany, kiedy ta kobieta się na mnie rzuciła. Nie chciałem już więcej myśleć o Tess, więc zrobiłem to, co zawsze. Nie wiedziałem, że Tess będzie w tej windzie.”
„Zaraz, zaraz. Nie chciałeś już więcej myśleć o Tess? To znaczy, że cały czas o niej myślałeś?” Apollo przeczesał palcami swoje niesforne ciemnoblond loki.
„Tak, ale…”
„O nie, nie. Myślałeś o niej cały ten czas i wiedziałeś, że cię kocha… prawda? Wierzyłeś mi za każdym razem, kiedy to mówiłam, ale zamiast ją pokochać, wolałeś ją zmiażdżyć? Dobrze to rozumiem?” W oczach Medy znów zapłonął ogień. Tyle jeśli chodzi o spokojne rozwiązanie sprawy.
„Tak! Okej? Jesteś teraz zadowolona?” Apollo wstał i zaczął chodzić po pokoju. „Wiedziałem, że mnie kocha do pewnego stopnia, ale nie miałem pojęcia, że jej uczucia są aż tak głębokie. I żeby było jasne, nie zdecydowałem się jej zmiażdżyć! To po prostu się stało!”
„Po prostu się stało, jasne! Dla mnie to było ustawione. Może nie przez trzeźwego ciebie, ale pijany ty jak najbardziej by to zrobił. Zrobiłbyś wszystko, żeby Tess dała ci spokój, i na to właśnie wpadłeś?”
„Zaraz, Meda. Tak to nie wyglądało i dobrze o tym wiesz. Byłem pijany! Jedyne, co pamiętam, to że obściskiwałem się z jakąś sztuczną rudą i znalazłem się w windzie. Na nic innego nie zwracałem uwagi. Naprawdę myślisz, że zrobiłbym coś tak podłego?”
„Biorąc pod uwagę twoją historię, musiałabym powiedzieć, że tak. Po prostu nigdy nie sądziłam, że upadniesz tak nisko, żeby zrobić to Tess.” I proszę. Oto, co jego siostra bliźniaczka naprawdę o nim myślała. Cholera.
„Nie wierzę w to” – mruknął.
„Pollo, kocham cię, ale jesteś skończonym chujem, jeśli chodzi o kobiety. Nie jesteś najgorszym z Dakiedesów, przyznaję, ale niewiele ci brakuje. Nie zdziwiłoby mnie, gdybyś zrobił cokolwiek, żeby pozbyć się uczuć jakiejś kobiety.” Meda wstała z kanapy, przyjmując obronną postawę, a jej oczy mówiły prawdę. „Szczerze, gdybym nie była twoją siostrą, chyba niezbyt bym cię lubiła.”
„Co do kurwy??” Nie mógł uwierzyć, że te słowa właśnie wyszły z ust jego siostry. „Kochasz mnie, ale mnie nie lubisz? Jak to w ogóle działa??”
„Prosto. Kocham cię, bo jesteś moim bratem i bliźniakiem, ale nie podoba mi się, jak traktujesz kobiety, a szczególnie Tess.”
„No to dopiero!” Apollo prychnął. „Nigdy nie obchodziło cię, co robiłem z jakąkolwiek kobietą, dopóki nie chodziło o Tess. A teraz wpadasz do mojego mieszkania i mówisz mi, że jestem najgorszą osobą na świecie z powodu Tess? Nie widzisz, jak bardzo to jest popieprzone?”
Miał rację. Meda nigdy nie lubiła żadnej z jego dziewczyn ani jego przygód na jedną noc, ale nigdy nic nie mówiła. Pilnowała swoich spraw, a on nie wtrącał się w jej.
„No tak, ale żadna z tych idiotek nie jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie obchodziło mnie to, bo nie chciałam być na ciebie wiecznie wściekła. Dopóki traktowałeś Tess z szacunkiem, trzymałam gębę na kłódkę.”
„Aha, czyli w końcu wychodzi prawda. Tess znaczy dla ciebie więcej niż twój własny brat, twoja krew.”
Meda przewróciła oczami. „Nie przekręcaj moich słów, Pollo. Oboje znaczycie dla mnie cały świat.”
„Mm, nie, myślę, że się mylisz.” Apollo stanął naprzeciwko siostry. „Myślę, że ona znaczy dla ciebie więcej. Gdybym znaczył choć połowę tego co Tess, nie wpadałabyś tu jak kula burzycielska. Usiadłabyś ze mną i porozmawiała jak człowiek, zamiast rzucać oskarżeniami.”
„Nie rzucam oskarżeniami!” – zaprotestowała Meda. – „Mówię prawdę, której nie chcesz słyszeć!”
„No to masz prawdę, której ty nie chcesz słyszeć, kochana siostro. Mam dość bycia twoim cieniem.”
„Zaraz… co?” Meda była zaskoczona. „Nie rozmawiamy o nas, bracie. Rozmawiamy o Tess.”
„Nie, skończyłem rozmawiać o niej. Chciałaś brutalnej prawdy, więc proszę bardzo. Kocham cię, Meda, ale jesteś skończoną suką, jeśli chodzi o hokej. Zawsze musimy grać po twojemu. Nigdy nie słuchasz, kiedy mam pomysł. Myślisz, że jesteś nie wiadomo kim, bo jesteś pierwszą kobietą, która dostała się do NHL.” Meda była w szoku. Nigdy nie słyszała, żeby Apollo tak do niej mówił.
„Pollo…”
Uniósł rękę, żeby ją powstrzymać.
„Gramy razem od czwartego roku życia. Nigdy nie graliśmy osobno ani w różnych drużynach. Byłem twoim cieniem od dziecka. Nawet Baba na treningach i meczach bardziej skupiał się na tobie niż na mnie.”
„Cieniem… co… Pollo, oszalałeś?”
„NIE SKOŃCZYŁEM!” Meda otworzyła usta ze zdumienia. „Kiedy ludzie mówią o mnie, zawsze mówią też o tobie. Nigdy nie jestem po prostu Apollo Dakiedes, hokeista światowej klasy. Jestem bratem bliźniakiem Andromedy Dakiedes, drugą połową Demolition Derby. Tą wolniejszą połową. Domyślnym gościem. Tym, który wystawia ci krążek, żebyś mogła błyszczeć, ale sam nigdy nie zabłyśnie.”
„Nigdy tak o tobie nie myślałam” – powiedziała Meda cicho. – „Pollo, jesteśmy swoimi połówkami. Tylko razem tworzymy całość.”
„Kiedyś w to wierzyłem, Meda. Ale już nie. Nie po dzisiejszym wieczorze.”
„Co chcesz przez to powiedzieć?”
„Mówię, że chyba czas pokazać światu, kim naprawdę jest Apollo Dakiedes. Że jestem czymś więcej niż bliźniakiem mojej siostry. Że jestem równie wielki bez niej, jak jestem z nią.”
„Pollo” – wyszeptała. – „Nie… nie możesz mówić poważnie. Przepraszam za to wszystko z Tess. Nie kocham jej bardziej niż ciebie. Jesteś moim bratem, moim towarzyszem z łona matki, moją drugą połową!”
„Już nie, Sis. Po dzisiejszym wieczorze jesteśmy osobno. Zamknij drzwi, jak będziesz wychodzić.” Apollo zostawił oszołomioną Medę stojącą w salonie.
Nie wiedziała, co myśleć. Przyszła tu, żeby dać mu popalić za Tess i wymyślić, jak ich ze sobą zeswatać. Ale gdzieś po drodze wszystko poszło nie tak.














































