Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Seria To tylko… 1: To tylko współlokator

Seria To tylko… 1: To tylko współlokator

Autorzy
Vesper Nadine
Lektury
1,1M
Rozdziały
24
Autorzy
Vesper Nadine
Lektury
1,1M
Rozdziały
24
💕Romantyczne✌🏻Najlepszy przyjaciel brata🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💪🏻Obrońca🔒Wymuszona bliskość

Jest na dnie – straciła pracę, nie ma gdzie mieszkać, nie ma nawet torebki. Kiedy więc najlepsza przyjaciółka rzuca jej koło ratunkowe w postaci wolnego pokoju u swojego brata, nie waha się ani chwili… nawet jeśli tym bratem okazuje się jej odwieczny wróg. On jest arogancki, irytujący i zdecydowanie zbyt przystojny. Żadne z nich nie chce wchodzić w ten układ, ale iskry fruwają tak szybko, że nie są w stanie ich ominąć. Gdy mury zaczynają pękać, przyciąganie staje się niebezpieczne. Wszyscy znają go jako playboya, a ona wie o nim wystarczająco dużo, by mu nie ufać… więc dlaczego jej serce mówi co innego? W zderzeniu tajemnic, uraz i chemii jeden fałszywy ruch może spalić wszystko na popiół.

Rozdział 1

Księga 1: To tylko współlokator

RACHEL

Londyński deszcz przypomina natrętnego eks – po prostu nigdy nie odpuszcza.
Poranna ulewa smagała mnie bezlitośnie, jakby nie miała nic lepszego do roboty, niż do reszty zrujnować mi dzień. W strugach zimnej wody, drżąc z zimna, upychałam cały swój dobytek w bagażniku mojego niewielkiego samochodu.
Pewnie zastanawiacie się, co, do jasnej cholery, w ogóle robiłam na zewnątrz w taką pogodę. Cóż, znacie to powiedzenie, że dobre rzeczy chodzą trójkami? No to zgadnijcie co? Te złe również.
Obudziłam się rano z dziwnym, niepokojącym przeczuciem, które osiadło ciężko na żołądku. Moja współlokatorka, Jessy, była zadziwiająco rozpromieniona i chichotała pod nosem, co natychmiast powinno zapalić w mojej głowie czerwoną lampkę ostrzegawczą. Ta dziewczyna nigdy nie cieszyła się na mój widok.
Zignorowałam jednak ten sygnał, odpychając złe myśli, i ruszyłam do pracy. Zatrudniona jako osobista asystentka prawnika w jednej z najbardziej prestiżowych londyńskich kancelarii, czułam, że mam stabilną pozycję. A przynajmniej miałam ją jeszcze wtedy, gdy wstawałam z łóżka.
Parę tygodni temu złożyłam na mojego obleśnego przełożonego skargę do działu kadr w związku z molestowaniem seksualnym. Ten bydlak należał do kategorii mężczyzn wychodzących z założenia, że znoszenie jego łapsk, które „niechcący” lądowały na moich pośladkach, należy do moich służbowych powinności. Złożyłam więc oficjalną skargę, ale ludzie jego pokroju zawsze wiedzą, jak wywinąć się z gówna, które sami narobili.
I zgadnijcie, co ten skurwiel wywinął? Odwrócił kota ogonem i zrobił ze mnie tę złą. Wmówił pracownikom HR, że próbowałam go uwieść od pierwszego dnia pracy, a skarga to jedynie moja mściwa reakcja na odrzucenie.
Ten cholerny bydlak wręczył mi wypowiedzenie osobiście, a na jego gębie błąkał się ten wredny, szyderczy uśmieszek. Więc mu przywaliłam. Ochrona wyprowadziła mnie z budynku, zanim zdążyłam odebrać ostatnią wypłatę czy choćby pieniądze, które wisieli mi za zeszły miesiąc.
Opadłam ciężko na zimny krawężnik przed wejściem do kamienicy. Ukryłam twarz w dłoniach, próbując uspokoić roztrzęsione nerwy.
No cóż, chyba to już nie jest moje mieszkanie.
Jakby zwolnienie z pracy nie wystarczyło, moja sukowata współlokatorka uznała za stosowne zadzwonić do właściciela mieszkania i uprzejmie donieść mu o mojej sytuacji zawodowej.
Już i tak zalegałam z czynszem za zeszły miesiąc. Ten dupek, dla którego pracowałam, wstrzymywał moją wypłatę, dając do zrozumienia, że dostanę ją tylko wtedy, gdy się z nim prześpię. A teraz, skoro stałam się bezrobotna, właściciel uznał, że naruszyłam warunki najmu, i po prostu mnie eksmitował. Wylądowałam więc na bruku – bezdomna, bezrobotna i przemoczona do suchej nitki.
Nic dziwnego, że rano była taka uśmiechnięta. Od dawna chciała mieć chatę tylko dla siebie, a teraz dopięła swego.
„Kurwa. Naprawdę przydałyby mi się teraz lody”.
Sięgnęłam po torebkę, którą postawiłam na betonie tuż obok, ale moja dłoń trafiła w próżnię. Odwróciłam się gwałtownie, omiatając wzrokiem okolicę, ale zguba rozpłynęła się w powietrzu.
Co jest, kurwa?!
Szybko się rozejrzałam. Zobaczyłam młodego mężczyznę uciekającego z moją torbą pod pachą.
„Kurwa!”, wrzasnęłam na całe gardło. Ruszyłam w pogoń, ale zatrzymałam się bezradnie, gdy postać zniknęła za rogiem. Przycisnęłam dłonie do czoła, biorąc głęboki, drżący oddech.
No więc widzicie, nieszczęścia też chodzą trójkami. A może to już cztery? Chociaż chyba nie powinnam wliczać w to londyńskiej pogody, skoro leje tu właściwie codziennie.
Chwytając się resztek zdrowego rozsądku, drżącymi palcami wybrałam numer do mojej najlepszej przyjaciółki.
Becky i ja byłyśmy nierozłączne niemal od kołyski. Mimo że teraz robiła karierę jako modelka i ciągle była w rozjazdach, pisałyśmy do siebie codziennie, a dzwoniłyśmy przynajmniej trzy razy w tygodniu.
Odebrała po drugim sygnale. „Hej, skarbie. Jak tam życie w Londynie?”
Na sam dźwięk jej głosu pękła we mnie tama. Rozszlochałam się bezradnie, dławiąc się łzami, gdy próbowałam streścić jej ten koszmar między kolejnymi atakami płaczu.
„Jasna cholera, Rach”, odpowiedziała z przejęciem. „Wszechświat naprawdę się dzisiaj na ciebie uwziął. Czego potrzebujesz, mała? Tylko powiedz”.
Otarłam mokre policzki i wzięłam głęboki, drżący oddech. „Ogarnę się. Wiesz, że stanę na nogi, ale… czy mogę się u ciebie zatrzymać na kilka dni? Może tygodni. Tylko dopóki nie znajdę nowej pracy”.
„Nawet nie pytaj, głuptasie. Przecież masz klucz. Jedź prosto do mnie i czuj się jak u siebie tak długo, jak będziesz potrzebować”.
„Dzięki, Beck. Jestem ci winna”.
Nie miałam pojęcia, czym sobie zasłużyłam na takie szczęście, by mieć przy sobie kogoś takiego jak Beck, ale w tamtej chwili wdzięczność zalewała mnie równie mocno, co ten cholerny londyński deszcz.
***
Rozmawiałyśmy jeszcze przez kilka minut. Beck szczebiotała o rajskiej, tropikalnej wyspie, gdzie akurat miała w tym tygodniu sesję zdjęciową. Kiedy w końcu się rozłączyłyśmy i poprawiłam się na fotelu kierowcy, czułam, że ciężar na mojej piersi nieco zelżał.
Przynajmniej mam dach nad głową, dopóki nie stanę na nogi.
Mój optymizm wyparował jednak w chwili, gdy wsunęłam kluczyk do stacyjki i spróbowałam go przekręcić. Silnik zakrztusił się gwałtownie. Przez moment rzęził, walcząc o życie, zanim ostatecznie wyzionął ducha z metalicznym brzękiem i piskliwym jękiem protestu.
„Och, chyba sobie, kurwa, żartujesz”, jęknęłam bezsilnie, opierając czoło o kierownicę. Spróbowałam odpalić go ponownie, ale efekt był żaden. Tępo wpatrywałam się w przednią szybę, po której spływały strugi wody. Zastanawiałam się, czym sobie na to wszystko zasłużyłam, kiedy mój wzrok padł na jarzący się w mroku neon mojego ulubionego sklepu na rogu. Londyńskie niebo wciąż płakało rzewnymi łzami, ale uznałam, że czekając na Ubera, mogę przynajmniej odhaczyć jeden punkt z mojej listy pragnień.
Przecież bardziej już nie zmoknę, prawda? I tak jestem przemoczona do suchej nitki.
Wyskoczyłam z wozu i z hukiem zatrzasnęłam drzwiami, po czym wściekła ruszyłam przez ścianę deszczu w stronę sklepu. Wparowałam do środka, ignorując wesołe brzęczenie dzwonka nad wejściem, i skierowałam się prosto do działu mrożonek. W głowie miałam tylko jeden cel.
LODY!
Zgarnęłam trzy pudełka moich ulubionych lodów ciasteczkowych i odwróciłam się na pięcie, by ruszyć do kasy. Wtedy z impetem na kogoś wpadłam. Jedno z pudełek prawie wyślizgnęło mi się z rąk, ale czyjeś duże, silne dłonie chwyciły mnie za łokcie, stabilizując moją pozycję. Podniosłam wzrok.
„O mój Boże! Przepraszam… czekaj, Mason?!” Rozpoznałam w nim starszego brata mojej najlepszej przyjaciółki. „Co ty tu robisz?”
Zmarszczył brwi – co było jego standardową reakcją na mój widok – i gwałtownie cofnął ręce, jakby się oparzył. „Rach? Dlaczego jesteś cała mokra?”
Nie miałam pojęcia, czym sobie zasłużyłam na jego niechęć, ale to uczucie było zdecydowanie odwzajemnione. Nie byłam jego fanką.
Przewróciłam oczami. „To Londyn, Mason. Tu cały czas pada”.
Zmierzył mnie wzrokiem, jakbym postradała zmysły. „No to może powinnaś kupić parasol zamiast trzech pudełek lodów”, rzucił z tym swoim aroganckim uśmieszkiem.
Czy wspominałam już, że trochę go nienawidzę? Zazwyczaj starałam się go ignorować ze względu na przyjaźń z Becky, ale dzisiaj moja cierpliwość się wyczerpała.
„Wiesz co, Mason? To był naprawdę gówniany dzień i nie mam teraz ani krzty cierpliwości do twoich humorów”. Posłałam mu przesłodzony, jadowity uśmiech.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę lady, unosząc rękę i pokazując mu środkowy palec ponad ramieniem.
Jego sarkastyczny śmiech odbił się echem w pustej alejce, kiedy w pośpiechu płaciłam za zakupy. Chwilę później pchnęłam drzwi i znów znalazłam się na zewnątrz.
Błagam cię, wszechświecie. Pozwól mi tylko dotrzeć do mieszkania Becky, a przysięgam, że zagrzebię się w łóżku i już nigdy więcej o nic cię nie poproszę.
***
Kierowca Ubera okazał się na tyle uprzejmy, że pozwolił mi wrzucić kilka toreb do bagażnika, żebym miała w co się przebrać, gdy dotrę do Becky. Po mechanika już zadzwoniłam – niech zabierze ten złom, choć i tak nie będę miała z czego zapłacić za naprawę.
Chyba będę musiała przeprosić się z metrem.
Zatrzymaliśmy się pod blokiem Becky akurat w chwili, gdy dostrzegłam pewnego wysokiego, wiecznie nachmurzonego dupka, znikającego w wejściu do klatki.
Nie ma, kurwa, mowy.
Błyskawicznie wybrałam numer do Becky.
„Hej, skarbie. Już się rozgościłaś ze swoimi lodami?”, zażartowała na powitanie.
„Nie”, prychnęłam. „Mój samochód wyzionął ducha. Tak na deser, do kompletu z resztą dnia”.
„Och, słonko. Los ci dzisiaj naprawdę nie odpuszcza, co?”
„Najwyraźniej nie, a to sprowadza nas do powodu, dla którego dzwonię”. Spojrzałam morderczym wzrokiem na drzwi jej budynku. „Czy Mason z tobą mieszka?”
Przez chwilę w słuchawce panowała cisza, którą przerwał nerwowy chichot. „Och, tak… kompletnie wyleciało mi z głowy, żeby wspomnieć, że on też aktualnie u mnie koczuje. Pękła mu rura w mieszkaniu, więc zatrzymał się u mnie na kilka tygodni, dopóki nie skończą remontu. To chyba nie problem, prawda?”
Jęknęłam głośno, opierając czoło o zagłówek fotela. „Beck, twój brat to dupek. Nigdy mnie nie lubił”.
„Cóż, ty też nigdy nie byłaś prezeską jego fanklubu, Rach”, odparowała szybko. „Potraktuj to jako szansę na lepsze poznanie się. Oho! Wołają mnie na plan! Muszę lecieć, skarbie. Tylko go nie zabij, okej? Krew koszmarnie spiera się z mojego dywanu”.
Rozłączyła się, a ja przez dłuższą chwilę tępo wpatrywałam się w ekran telefonu.
„Eee, proszę pani?”, zapytał niepewnie kierowca. „Wysiada pani?”
Westchnęłam ciężko. Ramiona opadły mi z rezygnacją, gdy pokiwałam głową. „Tak. Chyba nie mam zbyt wielkiego wyboru”.

Odkryj Galateę

W objęciach CallistyRequiem City Klątwa LyannyNiewidzący Król Lykanów i jego KrólowaSerca Alaski Prequel: Miłość i Alaska

Najnowsze publikacje

Nasza miłość jest jak rzucanie po omackuWrzące żądzeNa cienkim lodzieŁotry z Blackwood 3: BeauPrzekroczyć granicę

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 161

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 72

Aktualne

by Magdalena gajewska

liczba książek: 277

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 61

Na później

by Panna Anna

liczba książek: 117

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 365

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 6

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20