Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Shadow Moon Tom 5: Wieczny Płomień

Shadow Moon Tom 5: Wieczny Płomień

Autorzy
Rain Itika
Lektury
18,9K
Rozdziały
71
Autorzy
Rain Itika
Lektury
18,9K
Rozdziały
71
⚔️Akcja i przygoda🧛🏻Wampiry💘Przeznaczeni partnerzy🐺Wilkołaki i zmiennokształtni🌛Bogowie i boginie🧙‍♂️Paranormalne i fantasy🐺Paranormaline

Nigdy nie prosiła, by być kimś ważnym. Życie twierdzi inaczej.

Nieznana młoda kobieta przemierza niebezpieczny świat, uzbrojona w hart ducha, cięty humor i zasadę, której wiernie przestrzega: przetrwać w pojedynkę i nikogo nie skrzywdzić. Nie pamięta przeszłości, a dysponując mocą zbyt wielką, by czuć się z nią komfortowo, pilnie strzeże swojego serca i jeszcze pilniej swojej magii. Los bywa jednak wścibski. Cienie gęstnieją, dawne więzi powracają, a dziwny krąg utalentowanych sojuszników wciąga ją w coś znacznie większego, niż ona sama. Każdy krok wystawia na próbę jej przysięgę zachowania dystansu, nawet gdy poczucie przynależności zaczyna wydawać się kuszące. Świat chyli się ku chaosowi, a ona staje w samym jego centrum – niechciana i nieunikniona. Czy jest tarczą, iskierką, czy może burzą, której nikt nie dostrzegł w porę?

Rozdział 1: Preludium

KSIĘGA 5: WIECZNY PŁOMIEŃ

Wszędzie zapanował chaos, gdy jedni wykrzykiwali rozkazy, a inni wyli z bólu. Smród żelaza uderzył ich w nozdrza, a krew wsiąkała w ziemię, zamieniając ją w ciemną papkę. Walka dopiero się zaczęła, ale trupy już szybko się piętrzyły.
Stal uderzała o stal, gdy miecze broniły swoich panów, wbijając się w miękkie ciało i z łatwością kończąc życie.
Ciemne, kręcone włosy powiewały na wietrze, gdy rozglądała się we wszystkich kierunkach z uniesionym mieczem, gotowa zaatakować każdego, kto chciałby ją skrzywdzić. Pot pokrywał jej czoło, a jasne oczy błądziły po tłumie, szukając kolejnego przeciwnika.
„Jest ich zbyt wielu, nie utrzymamy tej pozycji. Powinniśmy się wycofać”, krzyknął rozpaczliwie ktoś za jej plecami.
Odwracając się do swojego towarzysza, odpowiedziała, przebijając się głosem przez hałas bitwy. „Nie, musimy walczyć albo zginąć, próbując. Nasz król tego zażądał”.
„Ale my na pewno zginiemy”, wykrztusił ktoś inny.
Zanim zdążyła odpowiedzieć i rozkazać im walczyć, błysk stali w świetle pochodni przykuł jej uwagę, dając jej czas na uniesienie własnego miecza i zablokowanie ciosu nadchodzącego z drugiej strony.
Hełm zakrywał twarz mężczyzny, a jego biało-czerwona koszula oznaczała, że był wrogiem. Zbierając siły, odepchnęła go, a zszokowany mężczyzna zachwiał się do tyłu, by po chwili odzyskać równowagę i znów rzucić się w jej stronę.
Był godnym przeciwnikiem, ale ona miała lepsze umiejętności. W kilka sekund martwe oczy żołnierza wpatrywały się już w zachmurzone niebo, a z krwawej rany na jego szyi tryskała siła życiowa, wsiąkając z powrotem w ziemię.
„To jest szaleństwo”.
Spoglądając na swoich żołnierzy z tyłu, kobieta stawiła czoła atakowi, dostrzegając, że wrogów jest o wiele więcej niż ich samych. Chłopak miał rację, ale byli uwięzieni z wysokimi bramami za plecami i żądną krwi armią przed sobą. Decyzja zapadła, ale czy nie było już za późno?
„Odwrót!”, krzyknęła w mrok nocy. Jej ludzie posłuchali i odsunęli się od walki, a niektórzy, odwracając się plecami, zostali ugodzeni od tyłu, gdy desperacko próbowali uciec w bezpieczne miejsce.
„Otworzyć bramę!”, zażądał ktoś, ale gruba, drewniana brama pozostała zamknięta.
Mężczyźni walili w drzwi, a ich zakrwawione ręce drapały ciemne drewno, zostawiając za sobą spływające, czerwone ślady.
„Porzucili nas”, zauważył mężczyzna obok niej, a jego głos łamał się z wysiłku po walce.
Patrząc na desperację swoich ludzi, kobieta uniosła miecz i stanęła twarzą w twarz z nadciągającą hordą, wiedząc, że dzisiejszej nocy zginie, ale, jak Bóg był jej świadkiem, zabierze ze sobą tylu wrogów, ilu zdoła. „Do ataku!”, ryknęła.
Wbiegając w tłum, cięła i przebijała się głębiej w chaos, gotowa ich wykończyć, gdy nagły wybuch bólu ją sparaliżował. Spoglądając w dół, zobaczyła drewniany grot wystający z jej klatki piersiowej, a krew plamiła jej ubrania i szybko się rozprzestrzeniała.
Śmierć zapukała do jej drzwi, a ona w końcu była wolna od trudów życia.
Gdy wyciągnęła rękę, aby wyjąć włócznię, cała scena się zmieniła: zniknęła walcząca horda i ciemna noc, a na jej miejscu pojawiło się bezchmurne, błękitne niebo, stykające się na horyzoncie z bezkresnym oceanem. Z dołu dobiegały okrzyki ludzi, a ich proste słowa zlewały się ze sobą.
Pętla na szyi wpijała się w jej miękką skórę, ograniczając oddech i tłumiąc jej głos. Poczuła ostry ból w nodze, a spoglądając w dół, zobaczyła krew spływającą po nagiej łydce oraz kamień obok stopy, którego czubek był mokry od jej krwi.
„Było warto”, wychrypiał mężczyzna po jej lewej stronie.
Walcząc z więzami, które krępowały jej nadgarstki na plecach, zdołała wykręcić ciało w jego kierunku, spotykając znajome spojrzenie swojego zastępcy. „Było warto”, wypluła z siebie, gdy lina zaciskała się przy każdym najmniejszym ruchu.
„Dzisiaj jesteśmy świadkami wymierzenia sprawiedliwości poprzez egzekucję piratki znanej jako Szkarłatna Dama oraz jej bandy odmieńców”, powiedział mężczyzna na krawędzi platformy, odczytując zarzuty z otwartego zwoju. „Zdrada króla, kradzież ładunku, porwanie członków rodziny królewskiej — to tylko niektóre z postawionych wam zarzutów”. Zerknął na nich przez ramię, nawiązując z nią kontakt wzrokowy, a na jego przystojnej twarzy zagościł złośliwy uśmiech.
„Karą jest śmierć. Niech Bóg zlituje się nad waszymi duszami”. Zwijając pergamin, mężczyzna przesunął się na bok, odsłaniając żądny śmierci tłum, który zaczął głośno wiwatować.
Śmierć miała ją wreszcie powitać, gdy spojrzała w górę, bo brudny tłum nie był ostatnim widokiem, jaki chciała zobaczyć przed końcem. Po pociągnięciu dźwigni pierwszy mężczyzna runął w dół, a jego ciało szarpnęło się, gdy lina zacisnęła się na jego szyi; oczy wyszły z poczerwieniałej twarzy. Minęła zaledwie sekunda, zanim przestał się ruszać, a jego ciało kołysało się w przód i w tył.
„Obyśmy się jeszcze spotkali”, szepnął jej zastępca, tuż zanim runął w dół.
Modląc się cicho o szybką śmierć, skierowała wzrok z powrotem na swój dom: ocean. Nie pragnęła życia piratki, ale takie właśnie wiodła; wszystko, co osiągnęła, zawdzięczała sobie, a śmierć za własne przekonania wydawała się słuszna.
Stado ptaków unosiło się na niebie na wietrze, a lekki uśmiech zagościł na jej ustach. Spadła natychmiast, a jej suknia podwinęła się, zanim ciężar ciała pociągnął ją w dół, podczas gdy lina wbijała się w jej szyję. Instynktownie próbowała walczyć, ale to było bezużyteczne; otworzyła usta, pragnąc zaczerpnąć powietrza, lecz to nigdy nie nadeszło.
Ryk tłumu zniknął, gdy w jej uszach zabrzmiało brzęczenie, a wzrok pokryły ciemne plamy. Wiedziała, że to już niedługo. Zamykając powieki, powitała bezkresną, czarną pustkę, ale zanim ta nadeszła, silny wiatr uderzył w jej ciało, rzucając ją do tyłu prosto w miękki fotel.
„Wszystko u ciebie w porządku?”, zapytała jej przyjaciółka z miejsca pod oknem.
„Tak”, odpowiedziała, a jej palce wbijały się w podłokietniki po obu stronach, gdy kolejne szarpnięcie wstrząsnęło metalową tubą, do której z własnej woli weszła.
„Jak to możliwe, że żyjesz tak długo i nigdy wcześniej nie leciałaś?”, zapytała jasnowłosa dziewczyna, a uśmiech rozjaśnił jej twarz. Czyste szczęście z uśmiechu przyjaciółki spłynęło na nią, nieco ją uspokajając, lecz ulga trwała tylko chwilę, bo zaraz jej plecy uderzyły w miękki fotel, a gwałtowny ruch wybił powietrze z jej płuc.
Ciepłe palce splotły się z jej dłońmi, a spoglądając na przyjaciółkę, zobaczyła własny strach odbijający się w jasnych oczach Victorii. Ta chętnie skorzystała z okazji, by dołączyć do niej w tym locie przez cały kraj na rozmowę o pracę.
Kiedy Vic dowiedziała się, że to jej pierwszy lot, z przyjemnością skorzystała z okazji, by ją wspierać i pomóc jej we wszystkim, czego mogła potrzebować.
Teraz to ona potrzebowała otuchy, ale strach na twarzy Vic tylko przypieczętował przerażenie, które w tej chwili czuła. Głos z tyłu głowy krzyczał, że zaraz zginie, jednak to nie mogło być prawdą.
Wielokrotnie zapewniano ją o bezpieczeństwie podróży lotniczych; taksówkarz, recepcjonista, a nawet mężczyzna pijący kawę obok w poczekalni, wszyscy mówili, że łatwiej zginąć w drodze na lotnisko niż w katastrofie lotniczej.
Cóż, mylili się, bo one właśnie miały stać się częścią statystyk.
Zaciskając mocno oczy, próbowała zmusić serce do uspokojenia, biorąc głębokie oddechy, ale gwałtowne kołysanie samolotu zmusiło ją do ich otwarcia, pozwalając jej patrzeć, jak inni pasażerowie zaczynają bać się o własne życie.
Poza szeptami i łzami słyszała też zawodzenie dziecka, którego krzyki odbijały się echem nad jej głową. Nagle rozległo się tam głośne kliknięcie, a spoglądając w górę w samą porę, zobaczyła maski tlenowe wypadające z sufitu.
Przypominając sobie instrukcję bezpieczeństwa, złapała maskę, pociągnęła za sznurek i założyła ją na głowę. Z przodu zaczął wyć alarm, a stewardzi gorączkowo biegali tam i z powrotem, aby pomóc pasażerom; coraz więcej ludzi zaczęło panikować w miarę jak rósł ich strach.
Jedyne, co mogła zrobić, to patrzeć, jak walczą z nieuniknionym; nadszedł jej czas — tyle akurat wiedziała — lecz odmówiła sobie strachu przed końcem, bo on i tak w końcu spotykał każdego.
Ciemność ogarnęła samolot, gdy zgasły światła, zastąpione przez czerwone, migające żarówki przy wszystkich drzwiach ewakuacyjnych. Spoglądając na przyjaciółkę, pożałowała teraz, że ją zaprosiła; Vic chciała tylko pomóc, a zamiast tego czekała ją śmierć.
Dziewczyna zacisnęła dłonie na swoim fotelu, rozglądając się wokół i skanując wzrokiem samolot, w nadziei na coś, na cokolwiek — lecz pomoc miała nie nadejść. Wiedziała o tym, dlatego chwyciła dłoń Victorii i ścisnęła ją, dodając jej otuchy, gdy ta najbardziej tego potrzebowała.
„Przepraszam”, powiedziała do Vic, ale maska stłumiła dźwięk.
Nagle ich ciała z całym impetem uderzyły o fotele, gdy samolot zaczął gwałtownie spadać, a prędkość wcisnęła je w tę pozycję, podczas gdy obie zamarły. Walcząc z ciśnieniem powietrza, zdołała odwrócić twarz w stronę przyjaciółki, łapiąc przez szybę przebłysk widoku na zewnątrz; jasnopomarańczowe płomienie lizały okno, ponieważ skrzydła płonęły.
Victoria chciała podążyć za jej wzrokiem, ale powstrzymała ją, zaciskając dłoń. Ich spojrzenia się spotkały, splatając w cichej komunikacji; wiedziały, że ich czas dobiegł końca, i były wdzięczne, że mają siebie nawzajem do samego końca.
Krzyki pasażerów stały się głośniejsze niż ryk spadającego samolotu — ich strach...

Odkryj Galateę

Perfekcyjne przyłożenieSerca Alaski Prequel: Miłość i AlaskaPodarunek ArtemisaSeria Króla Alfy: Z Bety w AlfęSeria Partnerka Kane'a tom 2: Alfa Xander

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniem

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Alpha💖❣️💕Luv❤️#1

by Kricketlyn

liczba książek: 39

Alpha/ Luna stories

by Heidi

liczba książek: 20

Werewolves

by Sheiii

liczba książek: 33

Finished Stories

by Arzosha

liczba książek: 254

E🎯N📚D📌

by Diana Henao

liczba książek: 51

Shifter Reads

by julieannd0609

liczba książek: 44

Alpha & Omega

by Masquerading

liczba książek: 36

Good story; little or no 🌶️ action

by Chicken Momma

liczba książek: 54

Werewolves & shifters

by proud_fox_575

liczba książek: 185

Finished reading

by OldHippy

liczba książek: 112

Books I’ve Read 2

by JoannaS

liczba książek: 47

Shifters

by JunebugMomma

liczba książek: 59

Best of all!!!

by Nile2010

liczba książek: 103

Eh not bad not great

by CherryK

liczba książek: 19

Already Been Read

by pleasant_dragon_380

liczba książek: 38