
Sztuczka demona Książka 3: Kochanek ze snów
Autorzy
Lektury
83,7K
Rozdziały
20
Przedślubna gorączka
Księga 3: Wyśniony Kochanek
Stałam na skraju ostatniego miejsca na świecie, w którym chciałabym się znaleźć. Fakt, że towarzyszyli mi moi obecni kochankowie i mała grupa sześciu wiedźm snu, wcale mi tego nie ułatwiał. Noc była piękna, a ja zamierzałam ją zepsuć.
Dlaczego inni wędrowcy snów byli ze mną? Mieliśmy do załatwienia wiele celów. Wiedziałam, że zwlekam, ale miałam ważne pytanie.
Dwie gwiazdy na moim ramieniu pulsowały bólem. „Set, kiedy twoja matka mnie naznaczyła, powiedziała, że znak się uaktywni i będzie bolał, gdy znajdę się w pobliżu celu. Teraz mnie boli. Dlaczego wcześniej tak nie było?”
Set posłał mi szeroki uśmiech. „Do tej pory wiedziałaś, kogo szukasz. Łatwo ich znajdowałaś i miałaś dużo czasu. Tym razem szukamy zmiennokształtnych w wielkim tłumie, a ty nie masz pojęcia, kim oni są”.
Wypuściłam głośno powietrze z płuc. „Zmiennokształtni nie są nieśmiertelni. Żyją tak samo długo jak ludzie”.
Wtrącił się Leo. „To prawda, ale niektóre gatunki żyją znacznie dłużej niż inne”.
Słowa Leo przykuły moją uwagę. „Twój tata mógłby podać nam imiona. Albo chociaż lepsze wskazówki”.
Leo się uśmiechnął. „Nigdy by tego nie zrobił. Powinnaś zapytać go, jak poznał moją matkę. Prawie ją stracił, bo powiedział jej za dużo”.
Set wydał z siebie cichy dźwięk. „Niechętnie to przyznaję, ale zgadzam się z Leo i Pai. Czasami zbyt duża wiedza może przynieść więcej szkody niż pożytku”.
Zmarszczyłam brwi. „Dlaczego?”
Set spojrzał na mnie. „Jeśli wchodzisz w jakąś sytuację, myśląc, że wiesz wszystko, a dzieje się coś niespodziewanego, to nie jesteś na to gotowa. Idziemy tam, spodziewając się, że wszystko się spieprzy. Nie wiemy co się stanie, ale jesteśmy gotowi na niespodzianki. Gdyby powiedział nam wszystko, czy bylibyśmy gotowi, gdy czyjś wolny wybór zmieni naszą przyszłość?”
Moje oczy otworzyły się szerzej. „Więc twierdzisz, że wszystko może się zmienić i popsuć nam szyki?”
Set skinął głową.
Spojrzałam na Leo. „A Pai nie zdołałby nas ostrzec na czas”.
Leo przytaknął. „Dokładnie. Dowiedziałby się dopiero w momencie, gdy zmieni się bieg wydarzeń”.
Wypuściłam z sykiem powietrze. „To musi być strasznie wkurzające”.
Set zaśmiał się cicho. „Owszem”.
Spojrzałam na Seta. „Aż tak mu ufasz?”
Set stanowczo pokiwał głową. „Tak, ufam. A ty nadal grasz na zwłokę”.
Westchnęłam. „Tak... Ale Pai posiada moc, którą można by uznać za potężniejszą od twojej. Nie przeszkadza ci to?”
Set wybuchnął śmiechem. „Znasz przecież Nu. Naprawdę myślisz, że nie jestem przyzwyczajony do tego, że inni są ode mnie potężniejsi? Nie muszę być najsilniejszy ani wszystkimi rządzić. Muszę tylko być wystarczająco silny, aby robić to, co chcę i muszę”.
Miałam właśnie zapytać, co musi robić, ale Leo mi przerwał. „Sarah. Musimy to załatwić”.
Kana z grupy stojącej za nami wtrąciła się do rozmowy. „O nie, posłuchajmy reszty tego dramatu. Tylko zróbcie nam najpierw trochę popcornu”.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że nie tylko ja patrzyłam na nią ze złością.
Odezwał się Sai. „Wszyscy czujemy ból tego znaku. Nikt z nas nie chce być niewolnikiem Bogini. Wszyscy chcemy pozbyć się zagrożenia, zarówno z jej strony, jak i ze strony tych, którzy pewnie znów by na nas polowali i nas zabijali. Wszyscy chcemy być wolni od tego więzienia, w którym się ukrywaliśmy. Nie wyżywaj się na niej”.
Kana odwróciła się do niego z wściekłością. „Wszystko by było dobrze, gdyby się nie pojawiła! Gdyby Pai jej do nas nie sprowadził!”
Wtrącił się Set. „Pai wie wszystko. Musiał to przewidzieć. Uznał, że to lepsze rozwiązanie. Możesz się tylko zastanawiać, przed jakim jeszcze gorszym losem nas chroni”.
Kana zaczęła mówić, ale siostra bliźniaczka jej przerwała. „Pai zapewnił nam bezpieczeństwo, utrzymywał nas przy życiu i w ukryciu. Tylko dzięki niemu wciąż żyjemy. On wybrał ją i wybrał ten moment”.
Kana wpatrywała się w swoją bliźniaczkę. Na jej twarzy malowała się wściekłość. „Ona nie jest naszą wybawicielką!”
Głos zabrał Esper. „Jesteśmy tu, by pomóc uratować nas samych”.
Spojrzała na Espera. Wtedy odezwał się Reve, przykuwając jej uwagę. Przerażony mężczyzna poluzował sobie krawat. „Kochasz Espera”.
Cała grupa zesztywniała, gdy wypowiedział to, co ja już dawno podejrzewałam. Kana otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale Reve uciszył ją jednym spojrzeniem. „Boisz się, że ktoś z nas zginie albo wszyscy staniemy się niewolnikami Bogini. I że nigdy nie będziesz miała szansy z nim być”.
Cała złość zdawała się uchodzić z Kany. Zobaczyłam łzy w jej oczach.
„Kocham twoją siostrę. Czuję ten sam strach, co ty. Ale zachowując się jak wściekła suka, ślepa na całą sytuację, tylko wszystkich od siebie odepchniesz. Włącznie z Esperem”.
Bhranti uśmiechała się do Revego. Wyglądało na to, że przegapiłam sporo z relacji w tej grupie. Bhranti delikatnie chwyciła siostrę za rękę i przemówiła łagodnym głosem. „Mamy tu szansę wyeliminować jeszcze dwa cele. Tak, wszyscy chcemy to skończyć. Chcemy wrócić do domu i żyć tak, jak pragniemy, z tymi, których kochamy. Musimy jednak pamiętać, że przed kolejnym wielkim wyzwaniem może nam być potrzebna chwila wytchnienia”.
Kana zjeżyła się. „Gdyby nie pieprzyła się z nimi cały czas, ta klątwa zostałaby już z nas zdjęta”. Jej głos ociekał jadem. Aż się we mnie zagotowało.
„Ja nie zabraniam ci mieć własnego życia seksualnego”.
Kana błyskawicznie odwróciła głowę i rzuciła mi mordercze spojrzenie. Jej gniew powrócił ze zdwojoną siłą. „Jesteś po prostu dziwką, która sypia z każdym facetem! Nawet cię nie obchodzi, czy ich krzywdzisz!”
„Dlaczego w ogóle obchodzi cię moje życie seksualne? Albo moi faceci?”
Esper odchrząknął, zerkając na Nehkaama, który stał tuż obok niego. Rumieniec na twarzy Espera powinien być dla mnie ostrzeżeniem przed tym, co zamierzał powiedzieć. „To może być moja wina. Ja... no cóż... rozmawiałem z Kaamem. Mogło mi się wyrwać, że jesteś bardzo piękna. I że to wielka szkoda, że masz już w swoim życiu tak wielu mężczyzn”.
Sam rumieniec nie był wystarczającym ostrzeżeniem. Set wybuchnął potężnym śmiechem. Nie było to ciche chichotanie, ale głośny śmiech, od którego trzęsło się całe jego ciało. Leo starał się ukryć uśmiech.
Ukryłam twarz w dłoniach. „Nie mam czasu na te gówna. Bez urazy, Esper, ale nie jestem tobą zainteresowana”.
Kana nadal jednak kipiała złością. „Co?! Mężczyźni z twojego gatunku nie są już wystarczająco dobrzy, żeby się z nimi przespać?”
Pokręciłam głową i się roześmiałam. „Mam prawdziwego boga i księcia Piekła. Są nieśmiertelnymi istotami, które miały całe wieki na opanowanie do perfekcji swoich umiejętności w łóżku. A ty myślisz, że zechcę wrócić do zwykłych śmiertelników?” Kiedy skończyłam mówić, jej złość wydawała się nieco opadać. „Dobra, skoro już wszystko jasne i nie zamierzam dodawać kolejnych facetów do mojej listy, zróbmy wreszcie to, co do nas należy”.
***
Set wciąż cicho chichotał, gdy przekraczaliśmy granicę watahy. „Jeśli kiedykolwiek zechcesz dodać jeszcze kilku facetów do swojej listy, proponuję dobrać też kobietę, a może nawet dwie. Albo chociaż upewnij się, że mężczyźni, których wybierzesz, są biseksualni. W przeciwnym razie zabraknie ci dziurek, w które moglibyśmy cię pieprzyć”.
Bez namysłu uderzyłam go w ramię. Moja dłoń po prostu sama się poruszyła. „To wcale nie jest śmieszne!”
Set się uśmiechnął. Widziałam już wcześniej jego uśmiechy, ale tym razem było inaczej. Poczułam ciepło tego uśmiechu od czubka głowy aż po same palce u stóp.
„Będę musiał się z tobą nie zgodzić”.
Bóg chwycił dłoń, która go uderzyła. Splótł swoje palce z moimi. Próbowałam się wyrwać, ale trzymał mnie mocno. Uśmiech wcale nie znikał z jego twarzy.
Posłałam mu gniewne spojrzenie. Przestałam się jednak szarpać, bo wydawało mi się to bardzo dziecinne. Wolną ręką chwyciłam jednak dłoń Leo.
Leo uniósł moją dłoń do ust. Pocałował ją, a potem pozwolił, by swobodnie opadła między nami.
Wreszcie nadszedł czas, by stawić czoła temu, co nas czekało. Znowu miałam zobaczyć Brenta. Miałam też zobaczyć kobietę, z którą sparował się zaraz po tym, jak uznał mnie za zmarłą.
Musiałam przyznać sama przed sobą, że to bolało. Bolało mnie to, że w ogóle na mnie nie czekał. Zabolało mnie, że nie poświęcił czasu na prawdziwą żałobę po mnie.














































