
Kontrakt Carrero 2. Zmiana warunków
Autorzy
Lektury
584K
Rozdziały
41
Rozdział 1
Światło boleśnie razi mnie przez rzęsy, gdy próbuję otworzyć oczy. Jestem całkowicie zdezorientowana i świadoma hałasu oraz chaosu wokół mnie, ale wszystko to wydaje się bardzo odległe. Czuję się dziwnie spokojna, unosząc się w lekkiej bańce zamazanej rzeczywistości z wyciszonymi i dalekimi dźwiękami.
Próbuję dotknąć głowy, czując się oderwana od swojej ciężkiej kończyny, z potwornym bólem na całym ciele. Mam wrażenie, że moja czaszka pęka na pół i nieznośnie pulsuje, ale w połowie ruchu powstrzymuje mnie ciepła dłoń, co pozwala mi się skupić.
„Ciii, kochanie, zrelaksuj się. Pielęgniarka Jo się tobą opiekuje. Odpoczywaj, młoda damo, a ja sprawdzę twoje parametry jak u grzecznej dziewczynki. Ani się waż ruszać, słyszysz? To zajmie tylko chwilkę”. Troskliwy, słodki głos kobiety z południa spływa na mnie i kojąco powstrzymuje moje ruchy. Wzdrygam się, gdy jej delikatny dotyk wybudza moje ramię, zupełnie jakby do tej pory nie należało do mnie, a skóra mrowi, gdy na zmianę odpływam i wracam do tej dziwnej mgły. Oderwana od ciała w moim dziwnym, sennym świecie.
Nie mam pojęcia, gdzie jestem ani co się dzieje. Nie widzę wyraźnie, dostrzegając tylko senną, rozmytą mgłę ruchu, kiedy próbuję się skupić i odnoszę wrażenie, że leżę na łóżku. Nie jestem pewna, czy tak faktycznie jest, chociaż wiem, że leżę płasko i jest mi niewygodnie. Widzę kształty, może to ludzie poruszający się przede mną, ale nie mam pojęcia, na co patrzę. Wszystko jest oderwane i takie odległe, a ociężałość więzi mnie w tym dziwnym stanie.
Ostre, oślepiające światło gaśnie z głośnym pstryknięciem tuż przy moim lewym uchu. Dźwięk jest głośny i odbija się echem. Znowu się wzdrygam, a ten sam głos wraca jako łagodna fala.
„Teraz lepiej, skarbie? Lampa trochę raziła, a ty powinnaś odpoczywać. Jest po drugiej w nocy”.
Z całych sił staram się mrugać i szeroko otworzyć oczy. Mam wrażenie, że są sklejone, tworząc tylko małe szparki bez możliwości wyraźnego widzenia. Nie potrafię nawet rozpoznać twarzy pochylającej się nade mną, mimo że jest tak blisko, a nowe cienie z powodu tego, że prawdopodobnie zgaszono dla mnie światło, jeszcze bardziej utrudniają dostrzeżenie tego, co się dzieje.
W głębi pojawia się większa postać w białej koszulce i ciemnych spodniach, która wyróżnia się bardziej niż niebieska sylwetka kobiety obok mnie, przez co od razu wiem, że to mężczyzna. Bije od niego niesamowita aura, która przyciąga moją świadomość jak magnes. To tak, jakby mój umysł szukał w nim schronienia.
„Czy ona wie, co się dzieje?” Ten głos wydaje mi się bardzo znajomy, tak chrypliwy, męski i ciepły, ale nie potrafię utrzymać otwartych oczu, próbując skupić się na jego sylwetce. Nie mogę pojąć, dlaczego brzmi tak znajomo. Zmęczenie przejmuje nade mną kontrolę, a ja próbuję trzymać się rzeczywistości, z którą mój mózg słabo się łączy. Jestem tak bardzo zdezorientowana i z całych sił staram się zrozumieć, jak się tu znalazłam.
„Nadal na przemian traci i odzyskuje przytomność. Mocno uderzyła się w głowę, a biorąc pod uwagę to, że musieliśmy wypłukać z niej dużo alkoholu, teraz trudno jej zrozumieć, co się dzieje. Wszystko z nią będzie dobrze. Niech jej pan po prostu pozwoli się wyspać w najlepszym dla niej miejscu, panie Carrero”.
Mój mózg ożywia się na dźwięk tego nazwiska, próbuje łączyć fakty i rozpoznać głos. To może być Mico albo Alexi. Bądź też Gino, bo na tyle zdołałam teraz pojąć. Sama nie wiem. Nic nie ma sensu, nawet to, dlaczego mieliby tu ze mną być w tym szalonym miejscu. Jestem całkowicie rozbita, unosząc się na dziwnej chmurze, a mimo to moje ciało nie reaguje. Z całych sił próbuję coś zobaczyć; moje powieki są teraz cięższe i nie poddają się mojej kontroli, zasłaniając widok, przez co wciąż walczę, by utrzymać je chociaż trochę otwarte.
„Czy ona wie, że tu jestem?” Głos jest tak odległy i niski, że bywa prawie niesłyszalny. Głęboki, zmysłowy, męski głos Carrero, ale to niemożliwe, aby odróżnić, czy to Alexi, czy jego kuzyn, kiedy rozbrzmiewa z takiej odległości i otaczają go piknięcia, piski oraz buczenie maszyn, które sprawiają, że wszystko zlewa się w jedno.
„Cóż, ma potężne wstrząśnienie mózgu i kaca z piekła rodem, więc trudno powiedzieć. A teraz proszę być cicho i pozwolić dziewczynie spać. Wkrótce znowu otworzy te swoje niebieskie oczy i będzie żałować, że wypiła to morze alkoholu, żeby pozbyć się tego, co próbowała utopić”. Kobieta śmieje się radośnie. Jej śmiech jest gardłowy i głęboki, ale brzmi w nim coś życzliwego i to ostatnia rzecz, jaką słyszę, zanim z ogromną prędkością spadam z powrotem w nieważką ciemność. Rozpaczliwie próbuję powstrzymać to bezwładnym ciałem, błagając samą siebie, żeby nie wpaść w tę króliczą norę. Walczę, by pozostać w świadomym stanie i chwytam się przebłysków dźwięku oraz ruchu.
Nie chcę zniknąć w nicości. Chcę wstać i dowiedzieć się, o co do cholery tu chodzi; jak w ogóle się tu znalazłam i co mi się stało.
Nie mam zielonego pojęcia. Moja pamięć jest zamazana i pełna dziwnych obrazów, przebłysków ciemności, światła, bzdur i przerw w myślach. Mrugam mocno, by ponownie otworzyć oczy i podnosząc rękę, by dotknąć twarzy, zdaję sobie sprawę, że mam coś na nosie i ustach. Wyczuwając rurkę pod nozdrzami, która owiewa moją spoconą skórę delikatnym wiatrem, rozpraszam się na tyle, by wrócić do teraźniejszości.
Muszę być w szpitalu, ale nie mam pojęcia jak ani dlaczego się tu znalazłam. Ostatnia rzecz, jaką potrafię przypomnieć sobie w umyśle, to fakt, że byłam pijana i próbowałam wejść do mieszkania Alexiego. Jaka byłam pijana i głupia. Przypominam sobie, jak czekałam na niego na korytarzu i wypiłam o wiele więcej alkoholu, niż moje ciało było w stanie znieść. Nic dziwnego, że czuję się jak bez głowy; może nadal jestem zalana.
Zastanawiam się, czy zemdlałam?
Czuję się fatalnie, kiedy próbuję usiąść, napinając się do ruchu z cichym stęknięciem i wewnętrznie walcząc, by zrzucić koc obciążającej mnie ciemności. Wzdycham i ostatecznie poddaję się ciężarowi własnego ciała, czując kolejną falę zmęczenia, grożącą pociągnięciem mnie z powrotem. Wciąż oderwana od rzeczywistości próbuję odchrząknąć, żeby coś powiedzieć w ramach ostatniej próby pokazania im, że jestem z nimi w pokoju. Nienawidzę tego poczucia, że jestem jakimś niewidzialnym, unoszącym się bytem.
Niezdarnie podnoszę ręce, by przetrzeć oczy i odgonić watę otaczającą mój mózg, a moje ciężkie palce drgają i bez gracji opadają na mój policzek. Nic nie jest skoordynowane. Nic nie wydaje się prawdziwe i trzeźwe; równie dobrze mogłabym być naćpana lekami.
„Nie próbuj wstawać. Po prostu śpij. Ciii”. To znowu ten głos, delikatny, kojący i pełen troski, więc wiem, że to nie może być Alexi. On nigdy by się tak nie odzywał w stosunku do mnie — kobiety, którą tak nienawidzi; kobiety, którą z dumą niszczy na każdym kroku. Alexi nawet by na mnie nie nasikał, gdybym płonęła.
To musi być Mico, jako jedyny współczujący w świecie swojego kuzyna, więc odprężam się i nie walczę z nim, gdy jego dłoń otula moją. Przynosi ciepło mojej kończynie, która do momentu jego dotyku była odrętwiała i lodowata. Pragnę powrócić do rzeczywistości i na niego spojrzeć, zapytać go, dlaczego tu jestem i co się dzieje, ale nic nie działa, a ja jestem brutalnie uwięziona w swojej zmęczonej głowie.
Nie potrafię się ruszyć ani przekręcić; jestem ciężka, obolała i gotowa wylecieć z orbity po każdym moim wdechu. Ciągnięta raz po raz z powrotem w stronę ciszy tracę energię potrzebną do tego, by walczyć tu o przetrwanie. Nie potrafię utrzymać się w przebudzeniu.
„Cam, zrelaksuj się i odpocznij. Wszystko będzie dobrze. Nigdy nie pozwolę, żeby coś ci się stało”. Uspokaja mnie chrypliwym głosem, kiedy czuję na policzku delikatny powiew jego oddechu, gdy ten pochyla się, by do mnie szepnąć. Czuły, miękki dotyk obcego ciepła na mojej skroni i twarzy kończy we mnie całą walkę, zupełnie jakby użył jakiejś potężnej magii, a ja odpuszczam niczym wyślizgując się z powierzchni wody i w pełni się zanurzam.
To wszystko, co słyszę, gdy poddaję się delikatnym falom obmywającym moje bezwładne ciało, zakopując się w milczącej ciszy nicości.
***
Budzę się z trudem, łapiąc powietrze, ogarnięta paniką z walącym w piersi sercem, a moje ciało zrywa się do pełnej gotowości zalane zimnym potem. Siadam prosto z prędkością i siłą, która brutalnie wyrywa rurkę z mojej twarzy i piskam, słysząc synchroniczne szarpnięcie wenflonu w ramieniu. Moja ręka i nos pieką równocześnie z ostrością, która wywołuje u mnie mdłości od przewracającego się w środku żołądka. Dyszę ciężko zdezorientowana swoim otoczeniem z powodu koszmaru, który wyrwał mnie ze snu.
Wydaje mi się, że jestem w małym pokoju, pełnym światła księżyca i cieni, ciężko oddychając i pocąc się, kiedy resztki snu znikają, a mój wzrok wyostrza się, by mnie uspokoić. Wciąż jest ciemno, więc podskakuję z przewracającym się żołądkiem, gdy wysoka, mroczna postać odsuwa się od okna i odwraca gwałtownie w moją stronę, rzucając cień, który uderza we mnie potężnym uczuciem deja vu, i w panice cofam się w tył. Na całym ciele mam gęsią skórkę.
„Alexi?” Słowo wymyka mi się bez zastanowienia, ciało tężeje, gdy zimny strach przeraża mnie do szpiku kości, mój głos drży i czuję łzy w oczach, gdy on się zbliża. Reakcje wyprzedzają zdrowy rozsądek, gdy rzucam się na łóżko, próbując od niego uciec. Wspinam się spazmatycznie i niezgrabnie, tak bardzo przerażona, tak straumatyzowana wspomnieniami z mojego snu i tym, kim on dla mnie jest.
Potworem, który mnie nawiedza.
Potworem, który zmusił mnie do przyłożenia pistoletu do głowy i skończenia z tym wszystkim.
Teraz wszystko pamiętam. Wiem, dlaczego tu jestem. Wiem, co Alexi kazał mi zrobić, abym mogła zakończyć mój ból.
Strzeliłam sobie w głowę!
Ale? … To niemożliwe.
Nadal tu jestem. Oddycham.
Może nie żyję, a to jest moje osobiste piekło? Mój oprawca na całą wieczność. To dowodzi, że zawsze był diabłem, skoro stoi teraz przede mną w zaświatach.
Czuję się bardzo chora. Zżerają mnie mdłości, które skręcają mi żołądek.
„Camilla, uspokój się… to ja… to Mico. Przestań!” Nad moją głową zapala się światło, gdy on uderza w lampę i oślepia mnie jasność, wstrzymując moje ruchy poprzez oświetlenie całego pokoju. Zwisam w połowie z łóżka w szpitalnej koszuli, a Mico chwyta mnie za ramię, aby powstrzymać mój upadek twarzą na podłogę. Rozpaczliwie trzyma moje wyrywające się ciało, dopóki przestaję walczyć o ucieczkę i uświadamiam sobie, że to jednak nie diabeł we własnej osobie.
Zastygam z wstrzymanym oddechem i zamrożona ze strachu, gdy mój mózg zaczyna nadrabiać zaległości i składać wszystko w logiczną całość. Widząc go, analizując pokój i jego twarz, nie dostrzegam nikogo innego, kto mógłby mnie teraz skrzywdzić.
Rozluźniam moje napięte i sztywne kończyny, relaksując się odrobinę i oddychając ciężko, by uspokoić fale przepełnionej niepokojem paniki, a z mojego pulsującego i spoconego ciała lęk powoli znika.
Pozwalam mu ostrożnie i powoli wciągnąć mnie z powrotem na łóżko, widząc, że Mico zachowuje się niezwykle delikatnie, ale stanowczo. Przyglądam mu się jak jeleń oślepiony światłami reflektorów, wciąż napięta i gotowa do ucieczki.
Moje serce i płuca pracują wspólnie jak szalone, gdy wciągam głęboko powietrze, żeby wydawać się mniej histeryczna.
„Przepraszam”. To słowo wypływa z falą łez, a emocje mocno we mnie uderzają. W mgnieniu oka czuję wyczerpanie i ogromne załamanie, gdy moje ciało osuwa się z ulgą i czystą słabością. Nie nadaję się do niczego, a co dopiero na walkę i ucieczkę, kiedy moje serce nadal wali w klatce piersiowej. Krzywię się, gdy poprawia mnie na łóżku razem z obolałym ciałem, a moja głowa boli jak diabli, o wiele gorzej niż wcześniej, gdy pulsujący w tyle czaszki ból przypomina uderzanie w bęben.
„Nie przepraszaj. Miałaś ciężkie kilka godzin. Jak tam głowa?” Mico kiwa głową w moją stronę, a ja odruchowo podnoszę rękę, by dotknąć miejsca, które boli najbardziej, tuż na środku z tyłu, gdzie zszokowana wyczuwam guz wielkości jajka. To dla mnie wielki szok.
„Co u diabła? Skąd mam…” Urywam, gdy dociera do mnie coś innego. Mój umysł wraca do odzyskanych wspomnień i zamiast tego pytam o coś ważniejszego.
„Dlaczego żyję?”
Przystawiłam sobie pistolet do głowy i pociągnęłam za spust z każdą odrobiną zdecydowania, na jaką było mnie stać. Nie wahałam się, przykładając go prosto do skroni i chcąc z tym wszystkim skończyć.
Jak to możliwe, że leżę w szpitalu z guzem na głowie?
Mico zatrzymuje się na sekundę i patrzy na otwarte drzwi. Przez chwilę ma tajemniczy wyraz twarzy. Pochyla się do mnie, by nikt go nie usłyszał, i zniża głos.
„Pistolet się zaciął, a kula utknęła w lufie. Alexi pchnął cię do tyłu, żeby wyrwać ci broń z dłoni i powalił cię z taką siłą na betonową ścianę, że straciłaś przytomność. Myśleliśmy, że cię zabił”.
Jego spokojny ton i poważny wzrok mówią mi, że to nie jest żart ani sen. Nie unoszę się w zaświatach ani nie mam halucynacji w śpiączce.
Opada ze mnie cała siła. Uświadamiam sobie, co próbowałam zrobić i jak nisko upadłam. A jednak…
„Dlaczego próbował mnie powstrzymać?”
To palące pytanie tkwi na samym przedzie mojej głowy i pomimo wszystkiego, co pamiętam, moje głupie serce wciąż uchwyciło się drobnej iskierki, przez co w duchu ganię się za własną słabość. Nienawidzę siebie za to, że w ogóle o nim teraz myślę.
Czy on nie chciał mojej śmierci?
Czy to nie on ciągle dręczył mnie, prowokując do załamania? To on tam stał i nie robił nic, żeby mnie powstrzymać? Musiał wiedzieć, co planuję; to było oczywiste.
On nie zasługuje na to, żeby o nim myśleć. Muszę o nim zapomnieć na zawsze. Jego miejsce jest w piekle, razem z jego znęcaniem się.
„To skurwysyn, Camillo, ale nie jest całkowicie pozbawiony serca. Alexi chciał zakończyć waszą więź, a nie patrzeć, jak umierasz. Nigdy tego nie chciał”. Mico odwraca wzrok, gdy to mówi, coś pojawia się na jego twarzy, ale nie znam go wystarczająco dobrze, by to odczytać. Wydaje się zaniepokojony i nie może na mnie spojrzeć, a ja odrzucam te myśli od siebie, tak samo jak obraz tego zimnego drania, siedzącego w mojej głowie.
Zamiast tego mrugam i rozglądam się wokół, próbując uwolnić swoje myśli i skupić się na czymkolwiek innym niż Alexi Carrero, na przykład przyjmując do wiadomości to dość sterylne otoczenie.
Fakt, że wydajemy się być w zwykłym szpitalu, oznacza, że powiedziano im, iż sama straciłam przytomność i nikt nie wspomniał o incydencie z pistoletem. To nie ta prywatna klinika, w której byłam ostatnim razem, więc zgaduję, że przywieziono mnie na pogotowie, mówiąc tylko, że uderzyłam się w głowę po pijaku. To by wyjaśniało, dlaczego Mico zniżył głos, by nikt nas nie usłyszał.
Sama też wiem, że lepiej nie wspominać o broni, bo to tylko pogarsza sprawę i pakuje człowieka w gówno. Ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję, to nadzór psychiatryczny z powodu próby samobójczej. Przerabiałam to już raz, gdy moje rany od Ricka wyglądały na zadane samej sobie i już wtedy wiedziałam, żeby nigdy nie mówić prawdy na głos.










































