
Uniwersum Dyskrecji: ADAM - film internetowy
Autorzy
Lektury
38,7K
Rozdziały
7
Rozdział 1
„Korytarze” — tak ostatecznie je nazwali.
Mogli po prostu użyć klasycznych terminów: tunele czasoprzestrzenne, mosty Einsteina-Rosena, tunele podprzestrzenne. Ale chyba chcieli brzmieć choć trochę oryginalnie.
Po ponad czterech dekadach eksperymentów teoria czarnej i białej dziury zaowocowała pierwszym stabilnym korytarzem. Przetransportował mały statek dalej, niż ktokolwiek w historii ludzkości kiedykolwiek dotarł. Szkoda tylko, że nikt nie wymyślił sposobu, żeby ten biedak mógł wrócić.
Żartuję!
Petrov przeszedł na emeryturę po powrocie na Ziemię i napisał trzy książki, z których jedna jest lekturą obowiązkową na każdym kierunku studiów wyższych.
W ciągu trzech dekad grupa sześciu odważnych pionierów zbudowała „Drogę do Rzymu”. Sieć stabilnych korytarzy prowadziła do Alpha Centauri Prime — jedynej nadającej się do zamieszkania planety krążącej wokół najbliższej nam gwiazdy.
W ostatnich miesiącach trzy statki ARC opuściły Terra Prime. Ziemia została przemianowana z jakiegoś absurdalnego powodu. Mówili, że chodziło o rozróżnienie planet macierzystych.
Uważałem to za lekką przesadę, zwłaszcza że statki wypełnione kolonistami, zapłodnionymi zarodkami zwierząt i nasionami roślin wciąż musiały jeszcze urządzić ludzkości nowy domek letniskowy.
Oddzielono mnie od reszty kolonistów w ostatniej chwili. Korporacja Padrona przydzieliła mi zadanie tak tajne, że nawet ja nie miałem do niego dostępu!
Wiedziałem tylko tyle, że będę transportował specjalny ładunek na nową planetę. Najwyraźniej kluczowe było, żeby dotarł tam po statkach kolonizacyjnych. Wyobraźcie sobie mój szok, gdy wyznaczono mnie na jedynego ludzkiego pasażera luksusowego statku wycieczkowego VIP zamiast standardowego frachtowca!
Czekała mnie bardzo długa podróż, ale miała się wydawać zaledwie kilkutygodniowa. Moim jedynym prawdziwym zadaniem było nadzorowanie przejścia statku między każdym punktem wyjścia i wejścia.
Byłem pierwszą kosmiczną nianią na świecie!
Czy wspominałem, że dostałem tylko jedną wytyczną? Pod żadnym pozorem nie wolno mi było ruszać ładunku!
***
Otwarcie korytarza za 5… 4… 3… 2… 1.
Wow! To było piękne! Nawet jeśli wyglądało trochę tak, jakby gigantyczna kosmiczna dziura w dupie otwierała się przede mną. Do tej pory widziałem to światło tylko z powierzchni Ziemi.
Statek powoli zbliżył się do horyzontu zdarzeń i szarpnął do przodu, gdy weszliśmy w nasz pierwszy korytarz. Nazywano go „Ludovico” na cześć kapitana misji, która zbudowała „Drogę do Rzymu”.
Poczułem się jak totalny frajer, klaszcząc sam sobie po udanym wejściu. Gapiłem się na wirujący ruch przede mną przez dziesięć minut, ale szybko zaczęło mi się kręcić w głowie. Miałem cholerną nadzieję, że ten statek był zaopatrzony w jakieś porządne przekąski!
Wszystko na pokładzie tego cholernego statku było zdrowe!
Najgorszą rzeczą, jaką udało mi się znaleźć do jedzenia, były suszone śliwki! Nie byłem gotowy spędzić międzygwiezdnej podróży na kosmicznym tronie, więc zamiast tego wziąłem krakersy.
Ten statek był ogromny! Po jaką cholerę tu byłem? Czy to miało być przeznaczone dla jakiegoś korporacyjnego grubasa, który aktualnie podróżował w kriośnie na statku ARC?
Była tu duża sypialnia z własną łazienką, w pełni wyposażona siłownia i sala do sparringów, sala multimedialna, pokój artystyczno-muzyczny, bar ze stołem bilardowym i basen!
Kurwa mać, czułem się jak król, mimo że nic z tego nie było przeznaczone dla mnie. Czy było? Raczej nie!
Znalazłem pokój zamknięty na skaner siatkówki. Co tak stara technologia identyfikacji robiła na tak nowoczesnym statku? Wszystkie inne drzwi otwierały się, bo wykrywały mój implant neuralny.
Powinienem spróbować? Nieeee! To pewnie tam trzymali tajemniczy ładunek. Nie powinienem tam wchodzić!
***
Gapiłem się w sufit potrójnego łóżka. W kosmosie było za cholernie cicho, nie mogłem zasnąć. Dlaczego tu byłem? Dlaczego wybrali mnie do tej „misji”, jeśli w ogóle można to było tak nazwać?
Mój umysł szalał z ciekawości, co kryło się za TYMI drzwiami. Nie mogłem myśleć o niczym innym. Trzy razy wstawałem z zamiarem przyłożenia oka do skanera i za każdym razem kładłem się z powrotem.
A może mały szybki numerek z samym sobą w tym drogim łóżku? To byłby mój cichy akt buntu przeciwko korporacji. Cholera, nie było tu nigdzie żadnych kamer, prawda? Nie, nie szpiegowaliby własnej elity.
Wyciągnąłem kutasa z majtek i splunąłem w dłoń.
Czy byłem pierwszą osobą, która zwaliła sobie w korytarzu? Pomysł, że mógłbym być sławny tylko z tego powodu, rozbawił mnie.
Nie trwało to długo, zanim doszedłem. Nie przeleciałem nikogo od miesięcy, a ośrodek treningowy nie dawał zbyt wielu okazji na szybkie walenie.
***
W wieku trzydziestu trzech lat byłem najmłodszym pilotem statku międzygwiezdnego, ale to się tak naprawdę nie liczyło, bo nawigacyjna sztuczna inteligencja wykonywała większość roboty.
Nie wyglądałem tak źle jak na swój wiek i byłem pewien, że wśród kolonistów znajdę przynajmniej jednego przystojniaka, który nie miałby nic przeciwko odrobinie męskiej miłości! Na pewno wysłali chociaż jednego?
O kurwa!
A co, jeśli byłem jedyną królową na całej planecie samców alfa? Co za okropna myśl! Uspokójmy się, sprawdzając, czy mogę otworzyć TE drzwi.
O kurwa! Moje oko miało dostęp! Drzwi otworzyły się z sykiem i ostrożnie wszedłem do małej, ciemnej przestrzeni.
Pokój był pusty, nie licząc małego metalowego pudełka. Nie miało żadnych wyróżniających oznaczeń poza tabliczką z logo korporacji Padrona. Co mogło być tak cenne i zmieścić się w tym pudełku?
Zawahałem się na chwilę. Czy dowiedzą się, jeśli szybko zajrzę do środka? Na pewno nie! Ostrożnie podniosłem wieczko i ku mojemu ogromnemu rozczarowaniu znalazłem… czarną kulę!
Co do kurwy?! Tyle zachodu dla tego czegoś?
Co by się stało, gdybym tego dotknął? Naprawdę nie powinienem, bo moja jedyna wytyczna brzmiała, żeby nie… Ups, palec mi się ześlizgnął.
Czarna kula uniosła się w powietrze i pękła na pół. Z jej wnętrza zamigotało niebieskie światło i właśnie gdy pomyślałem, że to ozdobna dekoracja do pierwszego ogrodu na Alpha Centauri, czarna chmura wystrzeliła we wszystkich kierunkach.
Co do kurwy?!
Rzuciłem się do drzwi, ale nie mogłem oderwać wzroku. Chmura poruszała się dziwnie. Czy to były kości?
Patrzyłem całkowicie zahipnotyzowany, jak pod chmurą zaczął formować się szkielet. Chmura przesunęła się w górę i ukończyła czaszkę, po czym opadła w dół, dodając mięśnie i tkanki.
Gdy druga warstwa była gotowa, chmura znów przesunęła się w górę i dodała skórę. Nie mogłem oderwać oczu od… Wow, co za piękna dupa!
Co to za cholerny rodzaj technologii? Facet był drukowany z czarnego pyłu na moich oczach! Piękne, mocne plecy, elegancka szyja, a teraz i głowa była gotowa. Resztki pyłu ułożyły się w idealną czuprynę ciemnoblond włosów.
Dżin z kuli powoli się odwrócił i… Kurwa, co za ciało! Moje majtki nie były przygotowane na takie widoki.
Błyszczące zielone oczy wpatrywały się we mnie z ciekawością, a ja desperacko próbowałem myśleć o nudnych rzeczach, żeby mój wzwód opadł.
„Czym ty, kurwa, jesteś?” – wyszeptałem.
„Jestem ADAM, cyfrowa matryca archiwalna. Czym… do kurwy… ty jesteś?” – odpowiedział oszałamiająco przystojny „czymkolwiek był”.
„Vee” – przedstawiłem się, machając ręką. Nie odważyłem się jeszcze ruszyć z miejsca przy drzwiach.













































