
Niebezpieczny związek
Autorzy
Belle Dowson
Lektury
1,2M
Rozdziały
36
Rozdział 1
OLIVIA
Byłam już przyzwyczajona do samotności. Od miesięcy nie miałam dachu nad głową, żadnej możliwości znalezienia pracy ani zapłacenia za cokolwiek.
Miasta, wsie, miejsca pracy i ludzie zostali zniszczeni. Ja przeżyłam. Wojna między krajami dobiegła końca, a teraz bogaci żyli dobrze, a biedni musieli walczyć o przetrwanie.
Banki żywności były pełne, jadłodajnie miały niewiele jedzenia do rozdania, a żebranie na nic się nie zdawało.
Była jedna rzecz, którą mogłam zrobić – coś, co bardzo by zasmuciło moją babcię, gdyby wiedziała, co musiałam robić.
Stałam i czekałam na samochód – samochód z bogatym mężczyzną, który zapłaciłby mi za jedną noc, a może nawet nie chciałby mnie na całą noc.
To była brudna robota i była zła, ale to wszystko, co mi zostało. Nic więcej nie miałam do sprzedania.
Na ulicy było zimno, gdy oparłam się o witrynę sklepu z filmami dla dorosłych, który był jednym z nielicznych otwartych miejsc w mieście. Czekałam.
Na szczęście Hazel, dziewczyna, którą znałam, była na tyle miła, że pozwoliła mi wziąć prysznic i sprawić, żebym wyglądała mniej jak chora.
Lekki wiatr poruszał moimi miedzianymi włosami, które swobodnie z nim płynęły. Czułam swoje suche, popękane wargi, które na pewno były widoczne pod jaskrawoczerwona szminką, którą pożyczyłam.
Wiedziałam, że jasny blask, który kiedyś miałam w zielonych oczach, dawno zniknął.
Moja sukienka była z ciemnoniebieskiego satyny, coś, co również pożyczyłam od Hazel. Cienkie ramiączka niewiele mnie ogrzewały, podobnie jak długość sukienki, która sięgała do połowy ud.
Patrzyłam, jak samochody przejeżdżają obok mnie, i obserwowałam inne dziewczyny wsiadające i wysiadające z aut. Stałam i czekałam na swoją kolej. Choć tego nienawidziłam, musiałam. Inaczej umarłabym z głodu.
„Halo?”
Spojrzałam na luksusowy samochód sportowy, który się zatrzymał. Podeszłam seksownym krokiem do auta. Za kierownicą siedziała kobieta o ciemnych włosach i ciemnej skórze.
„Dla kobiet biorę podwójnie” – powiedziałam, idąc w stronę wyraźnie bogatej pani i jej nowiutkiego samochodu.
„Jak masz na imię?” – zapytała mnie kobieta.
„Jesteś gliną? Bo jeśli tak, to nazywam się Jane Doe.” – Cofnęłam się trochę, nie ufając tej kobiecie, a ona lekko się roześmiała.
„Och, kochanie, nie jestem gliną. Jestem Lyra, Lyra Smyth, i mam dla ciebie propozycję.”
„Słucham.” – Nie podeszłam do niej bliżej. Zamiast tego zostałam w bezpiecznej odległości, na wszelki wypadek. Myślałam, że z łatwością mogę przed nią uciec.
„Mój mąż ma miejsce, bezpieczne miejsce dla takich jak ty. Chce się opiekować ludźmi, którzy potrzebują opieki. My, kobiety, jesteśmy traktowane jak osoby wyjątkowe. Spójrz, jakim samochodem jeżdżę.” – Kobieta wskazała na swój bardzo ładny samochód.
„Co to za miejsce?” – zapytałam. Nie ufałam nikomu, kto obiecywał szczęśliwe zakończenie.
„Cóż, jest bezpieczne i z dala od ciężkiego życia, które teraz prowadzisz. Mężczyźni pracują dla firmy, którą prowadzi mój mąż, a my, kobiety, cóż, dostajemy dobre rzeczy od mężczyzn” – wyjaśniła.
Chciałam uwierzyć, że mogę gdzieś mieszkać i być bezpieczna, ale to nie wydawało się prawdziwe – nic z tego nie wydawało się prawdziwe.
„Co masz do stracenia? Możesz tu zostać i obciągać faceta za piątkę albo pojechać ze mną i być bezpieczna i być może szczęśliwsza, niż kiedykolwiek myślałaś, że możesz być.”
Rozejrzałam się po ulicach, na których stałam przez miesiące. Pomyślałam o mężczyznach, którzy mnie zmuszali, krzywdzili, tylko po to, żeby zdobyć kilka funtów na jedzenie lub wynajęcie brudnego pokoju hotelowego na porządny sen.
A potem mój sen nigdy nie był porządny. Ja zawsze miałam koszmary o tym, co zrobiłam, żeby zasłużyć na swoje łóżko.
„Zamierzasz mnie zamordować. Czuję to.” – Obszedłam dwumiejscowy samochód i wsiadłam na miejsce pasażera.
„Nie zamierzam cię zabić. Nie zaryzykowałabym zrujnowania mojego manicure, grzebiąc cię” – powiedziała Lyra żartobliwie, odjeżdżając z prędkością z tego okropnego miejsca, w którym mieszkałam.
Siedzieliśmy w ciszy, gdy jej mały samochód pędził przez ulice. Była pewną siebie kierowczynią i wydawała się kochać moc samochodu.
„Dokąd jedziemy?” – zapytałam w końcu.
„Najpierw powiedz mi swoje imię, tylko imię. Twoje nazwisko nie ma znaczenia, gdy zaczniesz z nami mieszkać” – wyjaśniła Lyra, nie odrywając wzroku od drogi.
„Olivia, mam na imię Olivia, ale większość nazywa mnie Liv.” – Westchnęłam.
Uśmiechnęła się do mnie przez chwilę, zanim skupiła się z powrotem na drodze.
„Cóż, Liv, jedziemy do domu przejściowego, gdzie cię umyjemy, nakarmimy, a potem zdecydujemy, gdzie będziesz mieszkać w naszej Wiosce.”
To brzmiało tak dziwnie, ale myśl o cieple, jedzeniu i być może nowych ubraniach mnie nie martwiła. Byłam zdesperowana, żeby coś zjeść.
Dom przejściowy był dużym domem pośrodku niczego. Lyra wjechała na ogromny podjazd, a wszystkie światła w środku domu były zapalone.
„Mieszkasz tu?” – zapytałam, patrząc na stary budynek.
Lyra lekko się roześmiała obok mnie.
„Nie, to tutaj pracuje mój mąż. Ja mieszkam w domu w naszej Wiosce” – wyjaśniła Lyra, wyłączając samochód i wysiadając. Poszłam za nią.
Lyra szła pewnie po kamiennych schodach do ogromnego domu. Wstukała kilka cyfr w klawiaturę obok podwójnych drzwi.
To było szalone; byłam kompletnie szalona, że spokojnie pojechałam z tą obcą osobą. Serce waliło mi mocno w piersi, gdy drzwi otworzyły się z brzęczeniem, a Lyra poprowadziła mnie do wspaniałego wejścia domu.
Podłoga była cała z marmuru, a z wysokiego sufitu zwisały duże, eleganckie lampy. Wyścielane czerwonym dywanem schody wypełniały pomieszczenie. Przypominały mi schody z filmu Titanic.
Był tam obraz mężczyzny z Lyrą. Na górze schody rozdzielały się w lewo i w prawo.
„To ja i mój mąż, Noel, na naszym ślubie.” – Lyra uśmiechnęła się, gdy szłyśmy do środka schodów i patrzyłyśmy na obraz.
Spojrzałam na Noela. Był starszy od Lyry, która była trochę starsza ode mnie, może po trzydziestce. Noel miał jasne niebieskie oczy i białe włosy, ale był bardzo przystojny.
„Lyra! Moja droga!”
Spojrzałam w górę na prawe schody, gdzie pojawił się mężczyzna w garniturze.
„Noel, to jest Olivia. Znalazłam ją dziś wieczorem.” – Lyra wskazała na mnie, gdy Noel podszedł bliżej z uśmiechem i ciepłym uściskiem dłoni.
„Pozwól, że się na ciebie przyjrzę, Olivio.” – Noel patrzył na mnie z góry na dół, jakby podejmował decyzję.
„Myślę, że świetnie by się sprawdziła w Wiosce.” – Lyra uśmiechnęła się, obejmując męża w talii. On objął ją, gdy się do niego przytuliła.
Stałam, czekając, aż Noel coś powie, gdy dalej patrzył na mnie z góry na dół.
„Co robiłaś, zanim Lyra cię znalazła?” – zapytał Noel.
Westchnęłam – wiedziałam, że muszę być szczera. Musiałam sprawić, żeby mi współczuł, żeby ewentualnie dał mi coś do jedzenia i dom.
„Pieprzymam się z facetami za pieniądze i nienawidziłam każdej sekundy tego” – powiedziałam. Noel skinął głową i spojrzał w dół na Lyrę, a potem z powrotem na mnie.
„Więc zakładam, że miałaś życie przed tym?” – zapytał mnie.
Skinęłam głową.
„Oczywiście, szkoliłam się na prawniczkę, ale po tym, co się stało, wszystko się rozpadło. Nie mogłam dostać pożyczek, więc musiałam robić to, co musiałam, żeby przeżyć i mieć co jeść.”
Byłam zdenerwowana, że straciłam swoją szansę, ale życie zniszczyło tak wielu, a ja po prostu musiałam iść dalej jak wszyscy inni.
„Twoja rodzina, gdzie oni są?” – zapytał Noel.
„Moi rodzice nie żyją, a moja siostra jest… Nie mam pojęcia gdzie, i to wszystko, co mam.”
Noel skinął głową, jakby rozumiał. Świat się zmienił, a wojna stworzyła tak wiele strat i zniszczenia.
„Lyra, zabierz Olivię na prawą stronę domu i nakarm ją i daj jej wody. Zorganizuję jej przeprowadzkę do Wioski.” – Noel uśmiechnął się do mnie i do Lyry.
Byłam szczęśliwa, podobnie jak Lyra. Podskoczyła i pocałowała męża w policzek, zanim wzięła mnie za rękę i poprowadziła w górę prawych schodów.
„Jadę do Wioski?” – zapytałam. Lyra skinęła głową, prowadząc mnie do jadalni, gdzie był zimny bufet gotowy do zjedzenia.
„Tak, wszystko zostanie dla ciebie zorganizowane. Teraz jedz. Przyniosę ci coś ciepłego do ubrania.” – Lyra wyszła przez drzwi po lewej stronie pokoju.
Jadalnia była równie wspaniała jak reszta domu. Długie okna miały ciemnobordowe zasłony. Duży kominek dawał pomieszczeniu ciepło płonącego ognia.
Usiadłam przy długim stole bankietowym i zjadłam jedzenie, które było rozłożone.
Wiedziałam, że to może być pułapka, sztuczka – ale w moich oczach to było lepsze niż ulice, na których mieszkałam.














































