
Uniwersum Dyskrecji: Syn czarnoksiężnika
Autorzy
Lektury
27,6K
Rozdziały
6
Prolog
Dawno, dawno temu…
Valerian siedział, obracając między kciukiem a palcem wskazującym pióro z metalową stalówką. Drobne krople lśniącego fioletowego atramentu rozbryzgiwały się po pergaminie, ale on tego nie zauważał.
Miał mocno zaciśnięte oczy, a jego spiczaste uszy drżały, gdy umysłem wędrował po Strumieniu. Najlepsze zaklęcia pisał, gdy Callena nie było w pobliżu — najwyraźniej młody mężczyzna za bardzo go rozpraszał.
Nie chcąc przeszkadzać elfowi w pracy, Callen ostrożnie podszedł do pieca. Herbata tekronowa, jego ulubiona! Nalał sobie filiżankę i usiadł w miękkim fotelu, podziwiając ukochanego z oddali.
Pickitt znikąd wskoczył Callenowi na kolana, wystraszając z niego całe qarah. Kot Valeriana wymagał więcej uwagi niż jego pan, więc młody mężczyzna poczęstował go drapaniem po brzuszku.
Kiedy Mistrz Zaklęć otworzył oczy, wciąż płonęły niebieskim blaskiem. Kiedyś opisał Strumień jako palące słońce, które mogłoby z łatwością spalić nieprzygotowany umysł.
Gdy jego oczy przygasły do naturalnego, szarego koloru trillium, ujrzał ukochanego i uśmiechnął się.
Choć wyglądał na niewiele ponad dwadzieścia lat, Strumień utrzymywał elfa przy życiu od ponad dziewięciu wieków.
„Migáre!” – wypowiedział Valerian, wyciągając rękę w stronę młodego mężczyzny. Fotel zaskrzypił, sunąc po drewnianej podłodze, aż uderzył o biurko.
Potem zaklęcie delikatnie uniosło Callena z siedzenia, sprawiając, że popłynął głową naprzód w stronę elfa po pocałunek.
„Witaj w domu, moja miłości” – szepnął łagodnie Valerian. – „Nie spodziewałem się ciebie przed jutrem.”
„Szkolenie rekrutów skończyło się wcześniej. Jej Wysokość dała nam trzy dni urlopu, zanim wyruszymy na stolicę Nilbani!”
„Królowa ostatnio narabia sobie zdecydowanie za dużo wrogów. Za każdym razem, gdy to robi, boję się o twoje życie!” Valerian chodził teraz tam i z powrotem przed kominkiem.
Callen wiedział, że elf z całego serca nienawidzi wojny, ale powinien być ostrożniejszy. Mógłby z łatwością zostać oskarżony o zdradę stanu za całe to qarah, które wygadywał o Cesarzowej.
„Jestem żołnierzem Armii Cesarskiej. Gdyby nie było wojny, nie miałbym pracy” – powiedział Callen z grymasem na twarzy.
„Bycie żołnierzem to nie praca, to życzenie śmierci. Przez wieki zgromadziłem mnóstwo zasobów. Moglibyśmy zamieszkać na wsi.”
„Zamieszkać na wsi? Mam dwadzieścia sześć lat! Kocham cię, ale nie jestem jeszcze gotowy, żeby siedzieć i patrzeć, jak rosną rośliny.”
Callen zaczynał tracić cierpliwość. Ten temat wracał stanowczo zbyt często.
„Moglibyśmy otworzyć szkołę! Moglibyśmy uczyć uzdolnionych ludzi posługiwania się Strumieniem, a także walki w sposób tradycyjny!”
„Nazywasz mnie prymitywnym?” – Callen się naburmuszył. Wiedział, że się czepia, ale nie mógł się powstrzymać.
„Nie to miałem na myśli!” Zachowanie Valeriana zmieniło się natychmiast.
Delikatnie masował ramiona Callena, aż ten się wzdrygnął.
„Znowu pokiereszowali twoje piękne ciało?” – zapytał elf, marszcząc brwi w tłumionym gniewie.
Rozpiął ciężki skórzany kaftan Callena i rzucił go na fotel. Rana znów zaczęła krwawić — szkarłatna plama rozkwitała na białej koszuli żołnierza.
Z najwyższą ostrożnością Valerian podniósł koszulę i ściągnął ją przez głowę kochanka. Wciągnął gwałtownie powietrze, gdy ujrzał odsłoniętą ranę.
„Jak mogą usprawiedliwiać to bezsensowne rozlewanie krwi na obozie szkoleniowym!”
Ognista pasja elfa wróciła z całą mocą. Choć jego gniew zawsze był skierowany przeciwko wybranej profesji Callena, szczera troska o młodego mężczyznę działała rozbrajająco.
Callen pochylił się i pocałował Valeriana głęboko, akurat gdy ten zamierzał kontynuować.
„Nie rozpraszaj mnie, kiedy próbuję być oburzony!” – oznajmił elf, odrywając się od pocałunku.
Elf wyjął świeżą ściereczkę z szafki w rogu i zamoczył ją w misce z chłodną wodą źródlaną. Delikatnie przemywał ranę, aż znikła cała zaschnięta krew.
Rozcięcie było głębokie i surowe, bolało Callena jak infernium. Valerian zamknął oczy i delikatnie ucałował ranę na całej jej długości.
Dotykowi jego ust towarzyszyło lekkie uczucie pieczenia. Kiedy skończył, zarówno ból Callena, jak i otwarta rana zniknęły. Skóra została całkowicie odtworzona, nie pozostawiając nawet blizny.
Młody mężczyzna wiedział, jak bardzo to wyczerpywało elfa, ale był wdzięczny za efekt. Był jedynym żołnierzem w swoim oddziale, który nie nosił na sobie ani jednej pamiątki z wojny.
„Kusi mnie, żeby zdjąć z ciebie resztę ubrania” – elf uśmiechnął się figlarnie.
Callen znał ten wzrok.
Ilekroć Valerian spędzał zbyt dużo czasu w swoim Wyższym Umyśle, w końcu zstępował do swojej bardziej pierwotnej natury. Biorąc pod uwagę, jak mało czasu spędzali razem, Callen nie miał zamiaru go powstrzymywać.
„To dlaczego tego nie zrobisz?” – powiedział, cofając się tyłem w stronę schodów.
Poddasze na piętrze starożytnego kamiennego domu elfa było ciepłe i przytulne. Valerian nienawidził jesiennego chłodu i obłożył swoje łóżko niezliczonymi warstwami koców i miękkich, puszystych skór.
„Potrafię sięgać do Strumienia, ale tak naprawdę to ty jesteś Zaklinaczem!” – powiedział ochrypłym głosem, który nie zdradzał jego prawdziwego wieku.
Podkradał się do Callena niczym do zdobyczy, schodek po schodku, aż uciekać nie było już dokąd.
Ciężka szata Valeriana opadła z głuchym odgłosem na pokrytą dywanem podłogę. Miał niezwykłą, smukłą sylwetkę, zupełnie gładką. Jedyne włosy na jego ciele to gęsty bujny splot wyrastający z głowy.
Większość elfów szczyciła się włosami w różnych odcieniach zieleni, ale wieki posługiwania się magią sprawiły, że włosy Valeriana przybrały ten sam metaliczny kolor co jego oczy.
Ciepło po uzdrawianiu minęło i Callen zaczynał odczuwać chłód. Pozbył się reszty ubrania i zanurkował pod pościel.
Z trudem łapał oddech, czekając, aż Valerian do niego dołączy, ale elf nie nadchodził.
Callen wyjrzał spod koców i ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu zobaczył, że kochanka nie ma. Czy elf zmienił zdanie?
„Zaraz wracam!” – zawołał Valerian z dołu.
Wrócił ze zwojem w dłoni.
„Szukałem tego konkretnego zaklęcia od miesięcy” – powiedział, po czym wymamrotał coś pod nosem.
„O co w tym chodziło?” – zapytał Callen, ciekaw, dlaczego Valerian przerwał swoje uwodzenie.
„Zobaczysz” – odpowiedział tajemniczo elf.
Jego dłoń już swobodnie wędrowała po klatce piersiowej Callena, potem po mięśniach brzucha i niżej, ku...
Callen sapnął, przytłoczony falą doznań. Czuł zarówno własną reakcję na dotyk elfa, jak i reakcję Valeriana. To było najdziwniejsze przeżycie w jego życiu.
Elf zniknął całkowicie pod grubymi kocami i przez chwilę panowała cisza. Dreszcz przeszył ciało Callena, gdy poczuł język na wrażliwym sutku.
Jednocześnie czuł, jakby robił to samo swojemu kochankowi... Albo sobie. To było bardzo mylące. Czy elf czuł to samo?
Liźnięcia i pocałunki schodziły kaskadą w dół ciała Callena, aż wilgotne uczucie objęło całą długość jego męskości.
Nie trwało długo, nim podwójne doznania okazały się zbyt przytłaczające dla jego kruchego ludzkiego umysłu i doszedł w ekstazie, jakiej nigdy wcześniej nie zaznał.
„I?” – zapytał Valerian, wynurzając się po oddech.
Callen wciąż unosił się na fali rozkoszy i nie byłby w stanie odpowiedzieć, nawet gdyby od tego zależało jego życie.
„Tak myślałem!” Uśmiech Valeriana byłby zaraźliwy, ale Callen nie panował nad żadnym mięśniem swojego ciała.
Elf położył się obok niego i patrzył przez szklany sufit na gwiazdy nad nimi.
„Czy to zaklęcie jest trwałe?” – zapytał Callen, nie będąc pewnym, jakiej odpowiedzi oczekuje.
„Mogę je cofnąć, jeśli czujesz się przytłoczony. Ale kiedy się przyzwyczaisz, nie będziesz chciał inaczej.”
„Poeksperymentujmy jeszcze trochę” – powiedział nieśmiało Callen.
Valerian delikatnie ułożył się na kochanku i całował go po policzkach, szyi i obojczykach.
Jednocześnie jego ramiona uniosły i rozchyliły nogi Callena. Nawilżający olejek fyr ułatwił wejście, a umysł młodego mężczyzny eksplodował od niepojętej ilości bodźców.
Gdy Valerian poruszał się powoli tam i z powrotem, Callen doświadczał dokładnie tego samego ucisku wokół własnej męskości.
Valerian zawsze potrzebował całej wieczności, by dojść. Czy to kwestia rasy, czy po niemal tysiącleciu cielesnych uciech po prostu się uodpornił?
Kiedy elf w końcu doszedł w Callenie, młody mężczyzna poczuł, że kompletnie stracił zmysły, wylewając się na własny brzuch... jeszcze dwukrotnie!
Valerian odgarnął włosy ze spoconej twarzy młodego mężczyzny i złożył pocałunek na jego ustach.
„Jesteś taki piękny” – wyszeptał.
I wtedy drogocenne wspomnienie Callena urwało się nagle, gdy jego krew rozlewała się po polu bitwy.
Powoli odpływając w nicość, myślał o swoim jedynym żalu... Nigdy nie poprosił ukochanego Valeriana o cofnięcie zaklęcia.
Czy jego kochanek poczuł cały jego ból?
***
Valerian rozlał herbatę, gdy ostry ból w boku niemal powalił go na kolana.
Callen!
Ogarnęła go nagła panika, gdy ból narastał. Zaklęcie, które elf rzucił, z pewnością wzmocniło ich zbliżenia, ale jego prawdziwym celem było odczuwać dokładnie to, co czuł w tej chwili.
Zamknął oczy i mentalnie sięgnął ku Strumieniowi. Ten wpuścił go z wahaniem, wyczuwając, że jego umysł nie jest spokojny.
Zbliżając się coraz bardziej ku prawdziwemu źródłu mocy, Valerian skierował pytanie w stronę Wszechwiedzy — samej esencji Caladrii.
Wrócił z tego niebezpiecznego ćwiczenia z lokalizacją i ostrzeżeniem.
Podniósł ręce w górę, a potem na boki, i wymamrotał: „Eeleel, ili'eeleel!”
Rzeczywistość wygięła się wokół niego, a żołądek podszedł mu do gardła, gdy przebijał się przez barierę przestrzeni i czasu.
Nagle Valerian znalazł się pośrodku pola bitwy. Kakofonia krzyków i wrzasków niemal pozbawiła go orientacji.
Teraz, gdy był tak blisko Callena, ból stał się znacznie gorszy.
Żołnierz w czerwonym hełmie i z okrutnym grymasem na twarzy rzucił się na elfa. Valerian nie znosił używania mocy Strumienia do przemocy, ale nie miał wyboru.
„Quelnarh ruteem!” – krzyknął i patrzył, jak żołnierz zastyga w miejscu.
Nie zatrzyma go to na długo.
Żołnierze z obu stron zauważyli już jego obecność. Ostatni raz, gdy mag uczestniczył w bitwie, było to podczas wojny o Ferest Rock.
To było dawno temu nawet jak na Valeriana.
Przeskakiwał nad zwłokami i unikał żołnierskich mieczy jak mógł, ale opóźniali go za bardzo. To będzie go sporo kosztować, ale nie miał innego wyjścia.
„Dharty hilsr!”
Ochronna bańka otoczyła teraz elfa, a oszalali z żądzy krwi piechurzy odbijali się od niewidzialnej siły, jakby ktoś ich odrzucał.
A potem znalazł Callena.
Potężny żołnierz stał nad młodym mężczyzną i patrzył, jak ten powoli się wykrwawia.
W chwili gdy pojawił się Valerian, żołnierz odwrócił się do niego i zamarł. Wiedział, że jest całkowicie lorped, a mimo to wepchnął miecz głębiej w Callena.
Elf złapał się za pierś w agonii, patrząc, jak życiodajna krew Callena wsiąka w ziemię pod nim.
W czystej furii umysł Valeriana sięgnął do Strumienia. Wszechwiedza próbowała go wypchnąć, ale opierał się z całych sił.
Kryształowe odłamki wystrzeliły z ziemi i rozszarpały żołnierza na strzępy, a jego kończyny opadły w kałużę własnej krwi i ekskrementów.
Callen nie żył, ale elf wiedział, że nie jest za późno. Jedynie Strumień miał moc, by dokonać tego, co było konieczne.
Valerian uklęknął przy ukochanym, walcząc ze łzami. Zamknął oczy i pozwolił swojemu umysłowi wyrazić jedyną prośbę do Wszechwiedzy.
Przyłożył dłoń do piersi ukochanego i patrzył, jak krew wciągana jest z powrotem do ciała, rana zszywana, a w końcu...
Callen sapnął gwałtownie, gdy jego tors uniósł się z ziemi. Oczy rozbłysły na chwilę jaskrawym błękitem, po czym wróciły do normalnego koloru.
Spojrzał na Valeriana, a jego twarz rozjaśniło uwielbienie.
„Co zrobiłeś?” – zapytał.
„Ja... ja...” – elf z trudem składał słowa w zdanie.
Valerian nie mógł już sięgać do Strumienia — przekazał swój dar Callenowi, by uratować mu życie. Bez więzi ze Wszechwiedzą jego ogromny wiek dopadł go w ciągu kilku chwil.
„Kocham ci...” – Valerian nie zdołał dokończyć zdania.
Odszedł.













































