Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Warunki miłości

Warunki miłości

Autorzy
H L Wampler
Lektury
17,4K
Rozdziały
40
Autorzy
H L Wampler
Lektury
17,4K
Rozdziały
40
🤑Miliarderzy💰Miliarderzy💍Zaaranżowane małżeństwo🏙️Współczesne💪SIlne kobiety

Eden wchodzi do sądu gotowa powiedzieć „tak”. Zamiast tego zostaje z dwiema kawami, bez pana młodego i z sercem w rozsypce. Wtedy pojawia się Alexander – miliarder, który może stracić wszystko, jeśli jeszcze dziś nie znajdzie żony. Ich przypadkowe spotkanie owocuje układem: jeden podpis, żadnych uczuć, czysty biznes.

Jednak w mieście, gdzie duma płonie mocniej niż miłość, a zasady są po to, by je łamać, to, co zaczęło się jako chłodna umowa, zaczyna przeradzać się w coś, czego żadne z nich nie planowało. Gdy Eden odnajduje swoją siłę, a Alexander dowiaduje się, o co tak naprawdę walczy, granice między obowiązkiem a pożądaniem zacierają się w najbardziej nieoczekiwany sposób.

Rozdział 1: To nie on

EDEN

Wybrałam ławkę przy brudnym oknie, bo siedząc tam, czułam się trochę mniej, jakbym tonęła. Zmusiłam się, żeby patrzeć na ulicę zamiast na biurko urzędnika.
Powtarzałam sobie, że po prostu przyszłam za wcześnie, a Craig zawsze się spóźniał. Dziesięć minut jeszcze nic nie znaczyło. To kłamstwo gładko przeszło mi przez gardło, bo ćwiczyłam je od lat. Ukrywałam jego wady za logicznymi wymówkami, żeby chronić się przed bolesną prawdą.
Postawiłam drugą kawę obok siebie na ławce. Uważałam, żeby nie przewrócić tekturowej tacki. Lubił kawę z trzema łyżeczkami cukru i bez tekturowej osłonki, a ja pamiętałam ten szczegół aż nazbyt dobrze. Pamiętałam wszystko i to wydawało się niezwykle ważne. Trzymanie się tych drobnostek sprawiało, że to bolesne czekanie wydawało się tylko chwilowe.
Mój telefon wskazywał dziewiątą dziesięć.
Byliśmy umówieni na dziewiątą.
Obserwowałam pary mijające okno. Niektóre się śmiały, inne milczały, ale wszyscy poruszali się z taką lekkością, że aż bolało mnie serce. Nikt inny nie rozglądał się po sali przerażonymi oczami. Nikt nie sprawdzał telefonu co pół minuty. Nikt nie wymyślał wymówek dla faceta, który nawet nie zadał sobie trudu, by się zjawić.
Zacisnęłam palce na papierowym kubku tak mocno, że gorąco przebiło się przez osłonkę i poparzyło mi skórę. Fizyczny ból dał mi coś, na czym mogłam się skupić. To było lepsze niż narastająca pewność, że to wcale nie było zwykłe spóźnienie.
To było porzucenie, które powoli przenikało mnie do szpiku kości.
Druga kawa stała tam jak okrutne przypomnienie o mężczyźnie, który miał się tu pojawić. Miał usiąść na ławce i powiedzieć coś uroczego, żeby załagodzić sytuację. Zawsze miał w zanadrzu historyjkę o korkach, złym skręcie albo nagłym, przedłużającym się spotkaniu. Jego krzywy uśmiech zazwyczaj załatwiał sprawę.
Jednak kubek pozostał pełny i nietknięty. Pianka opadła, a karmelowa polewa rozpuściła się w smutną, brązową plamę. Plastikowe wieczko miało głębokie wgniecenie w miejscu, gdzie ścisnęłam je zbyt mocno. Jakby to ściskanie mogło jakoś posklejać ten zrujnowany dzień w jedną całość.
O dziewiątej piętnaście znowu sprawdziłam godzinę. Te cyfry zabolały mnie niczym fizyczny cios. Byliśmy spóźnieni i on był spóźniony, ale ta głupsza część mojego serca wciąż miała nadzieję, że w każdej chwili wejdzie przez te szklane drzwi.
W myślach wciąż usprawiedliwiałam nieobecność Craiga. Taki nawyk wypracowałam przez pięć lat naszego związku. Złamanie tego schematu oznaczałoby przyznanie przed samą sobą, jaki był naprawdę.
Próbowałam kulić się w sobie i siedzieć cicho. Owinęłam się ciaśniej płaszczem. Inne pary ustawiały się w kolejce do urzędnika i czekały na wyczytanie swoich nazwisk. Widziałam ludzi w dżinsach, młodą kobietę w jaskraworóżowych trampkach i z wyprasowanym welonem, a także babcię z bukietem kwiatów z marketu.
A potem byłam ja.
Miałam na sobie białą, satynową sukienkę do kolan. Była delikatna i prosta. Wybrałam ją, żeby nie wyglądać, jakbym oczekiwała od niego zbyt wiele. Jednak teraz, w jarzeniowym świetle urzędu, sprawiała, że wyglądałam, jakbym oczekiwała absolutnie wszystkiego.
Naprzeciwko mnie siedziała mała dziewczynka w niebieskiej sukience. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Jej mama w tym czasie przeglądała telefon. Nawet nie słyszała połowy szeptów swojej córki, które trafiały prosto w moje pękające serce. Nie odwzajemniłam spojrzenia dziewczynki. Nawet jako siedmiolatka doskonale rozumiała, co tu się dzieje. Byłam tą żałosną kobietą, którą wystawiono do wiatru w urzędzie stanu cywilnego.
Ekran mojego telefonu pozostawał całkowicie pusty. Nie miałam żadnych nowych wiadomości ani nieodebranych połączeń. Spróbowałam więc zadzwonić jeszcze raz. Połączenie zostało natychmiast przekierowane na pocztę głosową, bez ani jednego sygnału. Spróbowałam ponownie. Usłyszałam jeden pusty sygnał, po czym znów włączyła się automatyczna sekretarka. To oznaczało, że Craig celowo odrzucał moje połączenia. To nie było normalne, nawet jak na jego najgorsze humory.
Nagle telefon zawibrował mi w dłoni. Serce podeszło mi do gardła, gdy chwyciłam go zbyt gwałtownie. Okazało się jednak, że to tylko powiadomienie o poczcie głosowej od mojej mamy. Mimo to włączyłam odsłuchiwanie. Wciąż byłam na tym rozpaczliwym etapie, kiedy wierzyłam, że jakiekolwiek działanie naprawi tę ciszę.
„Cześć, skarbie! Mam nadzieję, że jesteście już po ślubie. Chciałam ci tylko powiedzieć, że twój tata płacze w salonie, bo jest taki szczęśliwy…”
Rozłączyłam się, zanim jej nadzieja zdążyła całkiem mnie złamać. Jej radość wydawała się tu nie na miejscu, była zbyt głośna jak na to żałosne pomieszczenie. Mama nie wiedziała, że siedzę sama w ponurym holu urzędu. Nie wiedziała, że zostałam całkowicie upokorzona, jeszcze zanim zdążyliśmy złożyć sobie przysięgę.
Pochyliłam się do przodu i oparłam łokcie na kolanach. Ukryłam twarz w dłoniach. Moja skóra drżała, jakby podłączono mnie do prądu.
Odtwarzałam w głowie wszystkie możliwe scenariusze. Zastanawiałam się, czy może się zgubił, pomylił godziny, albo czy stało się coś złego z jego samochodem. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nic mu nie jest. Jego nieobecność była odpowiedzią, jakiej mi w ten sposób udzielał.
Wyprostowałam się, gdy drzwi wejściowe otworzyły się z sykiem. Zareagowałam, zanim w ogóle zdążyłam o tym pomyśleć. Ale to nie był Craig.
Do środka wszedł mężczyzna, którego obecność całkowicie przecinała pomieszczenie na pół. Miał na sobie ciemny, dopasowany płaszcz, który podkreślał jego szerokie ramiona. Jego twarz była ostra i opanowana. Zupełnie nie pasował do ludzi, którzy przyszli tu dzielić majątek albo kłócić się o mandaty.
Tuż za nim szła szybko jakaś kobieta. Mówiła do niego krótkim, stanowczym, biznesowym tonem. Nie spojrzał na mnie, nie spojrzał też na nikogo innego. Przeszedł przez salę, jakby już pogodził się z każdą korporacyjną burzą, jaka mogła na niego czekać za urzędniczym biurkiem.
Jednak było w nim coś, co przyciągnęło mój wzrok. Poruszał się z tak ogromnym, opanowanym spokojem, że w takim miejscu wydawało się to wręcz niebezpieczne. Potarłam ramiona, żeby całkowicie się nie rozsypać. Z każdą sekundą czułam się w swojej białej sukience coraz bardziej bezbronna i odsłonięta.
Wstałam na miękkich nogach i podeszłam do okienka. „Mój narzeczony się spóźnia” – powiedziałam, a na ostatnim słowie mój głos strasznie się załamał.
Urzędniczka wstukała coś na klawiaturze, nie odrywając wzroku od monitora. „Nazwisko?”
„Hale. Eden Hale. I Craig Daniels.”
Przerwała pisanie i spojrzała na harmonogram. „Zostaliście przesunięci na koniec kolejki. Jeśli pan Daniels się zarejestruje, wywołamy was. Jednak przez najbliższą godzinę mamy pełen grafik.”
„Jeśli on…” Moje gardło ścisnęło się tak bardzo, że nie mogłam oddychać. Powiedziałam więc tylko: „Oczywiście. Dziękuję.”
Wróciłam na ławkę, gdzie czekała druga kawa. Zdawała się wpatrywać we mnie, jakby znała całą prawdę o moim upokorzeniu. W klatce piersiowej poczułam nagły, palący ból. Nie zamierzałam jednak płakać na oczach tych wszystkich rodzin. Oni przynajmniej byli kochani i chciani przez swoich bliskich.
Mój telefon zawibrował z powiadomieniem z kalendarza: 9:00 Ślub cywilny z Craigiem Danielsem. Mała ikonka pierścionka obok jego imienia wyglądała jak kpina z całego mojego życia, które wokół niego zbudowałam.
Otworzyłam nasz czat i zaczęłam pisać wiadomości. Kasowałam je raz za razem, aż w końcu, w przypływie czystej paniki, wcisnęłam przycisk wyślij.
Eden
Ja już jestem. Jesteś blisko?
Eden
Przesunęli nas, ale za godzinę mogą nas przyjąć.
Eden
Craig?
Eden
Wszystko w porządku?
Nie dostałam żadnej odpowiedzi. Pod szarymi chmurkami czatu nie pojawił się nawet znacznik dostarczenia wiadomości.
Dziewczynka z naprzeciwka znów szepnęła do swojej mamy, a jej wysoki głos przebił się przez gwar na korytarzu. „Mamusiu, ona jest zupełnie sama”.
Jej mama podniosła wzrok, spojrzała na moją białą sukienkę i się skrzywiła. „Emmo, kochanie, tak nie można…” Nie dokończyła zdania. Nie musiała, bo dziecko miało całkowitą rację.
Stojący w pobliżu mężczyzna śmiał się zbyt głośno do telefonu, opowiadając o podziale majątku. Ten dźwięk odbijał się echem od betonowych ścian. Urząd dobitnie uświadamiał, że złamane serce wymaga papierkowej roboty i odczekania swojego w kolejce. Moje ciało napięło się ze stresu. Wszystko wydawało się zbyt wyraźne, zbyt jasne i zbyt jawne, abym mogła to przetrwać.
Kolejne wibracje zwiastowały następną wiadomość głosową od mojej mamy. Pytała w niej, czy jestem już wniebowzięta i po ślubie. Rozłączyłam się, zanim zdążyła dokończyć. Nie wiedziała, że Craig zostawił mnie tu na oczach połowy miasta. Nie wiedziała, że mężczyźnie, którego kochałam, nie zależało na mnie na tyle, by chociaż odrzucić mnie prosto w twarz.
Przycisnęłam dłoń do obojczyka, gdy wróciło do mnie niechciane wspomnienie z zeszłego tygodnia. Craig opierał się wtedy z piwem o blat w naszej kuchni.
„Nie podoba mi się twoja praca” – powiedział wtedy lekceważącym tonem, przez który poczułam się malutka. „Wysysa z ciebie energię”.
Obróciłam to w żart i powiedziałam, że dzięki temu mamy na rachunki. On jednak upierał się, że nie powinnam się z tym męczyć. Zaproponował nawet, że porozmawia z jakimiś swoimi wpływowymi znajomymi.
Craig lubił podejmować za mnie decyzje, bo dzięki temu czuł się ważny. Ale kiedy zaproponowałam, żeby spędził ze mną jeden dzień w biurze i zrozumiał stronę strategiczną mojej pracy, szybko zmienił temat.
Moja praca nie była wcale efektowna, ale była bardzo zauważalna. Pracowałam w dziale strategii korporacyjnej. Było to stanowisko polegające na kontakcie z klientem. Moje pomysły uznawano za genialne albo bezwartościowe, w zależności od tego, kto głośniej powtórzył je na sali konferencyjnej.
Tworzyłam prezentacje, dzięki którym inni wyglądali na stanowczych. Przewidywałam sprzeciwy klientów i sprzątałam bałagan, którego wcale nie narobiłam. Wszystko to robiłam z uśmiechem na ustach. Craig lubił nazywać to stresującym. Pracowaliśmy jednak w tym samym dziale, więc doskonale wiedział, jak często moja praca była przypisywana jego nazwisku.
Nigdy nikogo nie poprawiał, gdy dyrektorzy go chwalili. Przymykałam na to oko, bo go kochałam. Wiedziałam, że jestem lepsza w swojej pracy niż większość mężczyzn, którzy mnie przekrzykiwali. Kiedy pojawiały się problemy, zostawałam po godzinach, żeby je naprawić. Nigdy nie załamywałam się pod presją.
A jednak teraz załamywałam się przez mężczyznę, którego nawet tu nie było.
Kiedy za oknem przesunęła się chmura, światło odbiło się inaczej. Szyba zmieniła się w ciemne lustro i właśnie wtedy zobaczyłam go ponownie. Mężczyzna w ciemnym płaszczu stał w pobliżu wejścia. Był tak nieruchomy, że zupełnie nie pasował do tego miejsca, pełnego gorączkowego ruchu.
Miał sztywną postawę i wypolerowane buty. Jego zaciśnięta szczęka sugerowała, że od dawna przywykł do sprawowania władzy.
Obserwował korytarz, aż w końcu jego ciemne oczy napotkały moje spojrzenie. To był szybki, intensywny moment, a potem odwrócił wzrok. Wsunął dłonie głębiej w kieszenie płaszcza, jakby musiał nad nimi zapanować. Może przyszedł tu z powodu pozwu korporacyjnego, testamentu, a może własnego ślubu.
Znów na mnie spojrzał. Jego wzrok spoczął na mnie na tyle długo, że pod wpływem tej uwagi moje policzki zaczęły płonąć. Po chwili znowu odwrócił wzrok.
Już go kiedyś widziałam. Byłam tego pewna.

Odkryj Galateę

Potomek 2: Chronić jego królowąCo się stało z Erin Księga 2: Zaginieni dziedziceUniwersum Dyskrecji: The OrderRequiem City Nieve & Thar'n

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omacku

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 34

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11