
– Przestań się gapić, Ryker. Lilly powtarza to w myślach, robiąc martwy ciąg jeszcze przed wschodem słońca… a on i tak nie spuszcza z niej wzroku. Zanim jakikolwiek chłopak wejdzie jej w drogę, Lilly próbuje po prostu przetrwać w Montisque Academy, nie płacząc kolejny raz na dziedzińcu, trzymać głowę nisko i stać się na tyle silną, by poczuć się nietykalną. Wtedy jej nauczyciel, pan Coleson, spokojnie przesuwa w jej stronę stos kartek i przyznaje, że nie zajmuje się tylko ocenianiem. Jest ochroniarzem jej ojca. Teraz Lilly ma na karku zabójczo przystojnego dorosłego, który łamie wszelkie zasady, snując się za nią po korytarzach, bogatego chłopaka z siłowni, który patrzy na nią, jakby już była jego własnością, i prześladowców kochających publiczność. Powinna nienawidzić tej uwagi – i nienawidzi – co tylko pogarsza sprawę, gdy czuje na skórze to znajome mrowienie. I znacie ten moment, w którym czujecie, że właśnie rodzi się plotka? No właśnie. Coleson odprowadza ją po lekcjach, muskając palcami jej łokieć, jakby to nie było nic wielkiego, a wszystkie głowy naraz się odwracają. – Lilliana Lorenzo? – wołają z sekretariatu.
LILLY
Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników