
Maskarada
Autorzy
Lektury
617K
Rozdziały
21
1: Rozdział 1
MARCO
Marco zazwyczaj nie znosił tych głupich balów maskowych. Na początku planował tylko pojawić się na chwilę, żeby zadowolić matkę, a potem wyjść.
Ale odkrył, że podoba mu się wolność, jaką daje maska. Dziś wieczorem był po prostu Marco. Nie Marco Livingston, miliarder, właściciel Livingston, Inc. Tylko Marco.
Znalazł sobie miejsce przy barze i przez prawie godzinę wychylał whiskey, obserwując ludzi. Wtedy z drugiego końca sali dobiegł go śmiech, który przykuł jego uwagę.
Brzmiał tak niebiańsko, że natychmiast mu stanął. Ruszył za tym dźwiękiem i wkrótce wpatrywał się w oszałamiająco piękną kobietę.
Jej długie włosy muskały drobny tyłeczek, który miał ochotę ścisnąć. Sukienka odsłaniała odrobinę dekoltu, a kiedy spojrzał jej w oczy za maską, zobaczył najbardziej hipnotyzujący odcień szarości, jaki kiedykolwiek widział.
Whiskey rozmyła wszystko w jedno. Taniec, pocałunki, obmacywanie, a potem…
Jakoś skończyli w jego pokoju hotelowym — ona na kolanach, biorąca do ust wszystkie dwadzieścia pięć centymetrów, które miał do zaoferowania. Wciąż miała na sobie prostą czarną maskę. Umówili się, że je zatrzymają. Widok jej tam, na dole, nagiej wszędzie poza twarzą, doprowadzał go do szaleństwa.
Taki głęboki oral był dla niego czymś nowym. Większość kobiet się krztusiła i lodzik zamieniał się w ręczną robotę.
To był zdecydowanie najlepszy oral, jaki kiedykolwiek dostał. Zastanawiał się, jak dobrze byłoby poczuć jej cipkę wokół siebie.
Zaczęła się odsuwać, ale złapał ją za włosy i przyciągnął z powrotem do siebie — jej nos musnął jego miednicę. Przez chwilę jego umysł zamroczony whiskey martwił się, że jest dla niej zbyt ostry. Ale kiedy jęknęła wokół niego, wiedział, że jej się to podoba.
Całkowicie się puścił, bezlitośnie pieprząc jej usta, podczas gdy ona trzymała się jego ud i przyjmowała wszystko, co jej dawał.
Jego pchnięcia zwolniły, gdy dochodził, patrząc, jak połyka co do ostatniej kropli.
„Na łóżko”, rozkazał, kiedy odzyskał oddech.
Marco uwielbiał lizać cipkę i był w tym dobry. Nigdy nie smakował cipki tak dobrej jak jej. Była jak dojrzała brzoskwinia — jej soki wypełniały mu usta i nie mógł się nią nasycić.
Przycisnął jej biodra do łóżka, żeby pochłonąć jak najwięcej. Jej jęki były muzyką dla jego uszu.
Doprowadził ją do orgazmu dwa razy, zanim poczuł, że krew znów spływa mu na dół. „Chcę cię pieprzyć. Mogę cię pieprzyć?” wychrypiał. Skinęła gorączkowo głową.
Prezerwatywa była ostatnią rzeczą, o której pomyśleli. Zauważył jej brak dopiero wtedy, gdy był już w niej po same jądra, czując każdy centymetr jej mokrego gorąca. To też było dla niego coś nowego — nigdy wcześniej nawet nie pomyślał o pieprzeniu kogoś bez zabezpieczenia.
Kiedy doszedł w niej po raz pierwszy, czując, jak zaciska się wokół niego siłą własnego orgazmu, w jego głowie pojawiła się chwila jasności. Jedna noc to za mało. Musi mieć tę kobietę jeszcze raz. I jeszcze raz.
Była jakby stworzona specjalnie dla niego. Tam, gdzie większość kobiet ledwo dawała radę jedną rundę z nim, ona ciągnęła przez całą noc. Sposób, w jaki jęczała jego imię, jeżdżąc na nim, był muzyką dla jego uszu. Musiał to słyszeć codziennie.
„Jak masz na imię?” wyszeptał jej do ucha.
Pokręciła głową. „Nie musisz wiedzieć.”
„Mam na imię Marco”, spróbował.
„Fajnie dla ciebie. I tak nie dostaniesz mojego imienia.”
Roześmiał się. „Możesz przynajmniej zdjąć maskę, kotku?”
Znów pokręciła głową. „Podoba mi się to. Ta aura tajemniczości.”
Jemu też się podobała, więc nie naciskał. Zadowolił się tym, że przez resztę nocy mógł nazywać ją „kotkiem”.
RYAN
Ryan nie spodziewała się, że z kimś się prześpi na tej imprezie. Prawie z nikim nie sypiała od zakończenia swojego ostatniego katastrofalnego związku.
Ale za każdym razem, gdy natrafiała na przenikliwe zielone oczy Marco za jego maską, musiała powiedzieć tak, i tak, i jeszcze raz tak.
Nie było powierzchni w pokoju, na której by jej nie zerżnął. Pieprzyli się na łóżku, na stole, na krześle, a nawet na umywalce w łazience.
Ryan wiedziała, że będzie obolała przez wiele dni, ale nie obchodziło jej to. Zbyt dawno żaden mężczyzna nie sprawił, żeby czuła się tak dobrze. Kutas Marco był zdecydowanie największy, jakiego kiedykolwiek miała, a on wiedział, jak go używać — pieprzył ją w pozycjach, o których nawet nie wiedziała, że są możliwe.
Jej ciało było już wyczerpane i obolałe, ale chętnie znów na niego wsiadła. Zamierzała wziąć tyle, ile był gotów jej dać.
Światło za oknem blaknęło do przedświtowej szarości, kiedy wreszcie opadł na łóżko. Ona też się położyła, opadając z plaśnięciem na jego klatkę piersiową, lepka i usatysfakcjonowana.
„Chyba w końcu mnie wykończyłaś, kotku”, wymamrotał, już na wpół śpiący.
„Zajęło to tylko… ile? Siedem, osiem rund?” zażartowała Ryan. Naprawdę była pod wrażeniem jego wytrzymałości.
„Zostań”, westchnął. „Śpij.” A potem zamknął oczy, sam podążając za własną radą.
Ryan uśmiechnęła się, patrząc na niego. Byłoby tak łatwo zasnąć tutaj, w cieple jego ciała. Ale powinna iść.
To była pijana przygoda na jedną noc, nawet jeśli alkoholowy szum Ryan zaczynał już zamieniać się w kaca. Nie chciała czekać i patrzeć, jak magia pryska rano.
Poruszając się cicho, odkleiła się od niego i znalazła swoją sukienkę, buty i torebkę, po czym ruszyła do drzwi. Przypomniawszy sobie, w końcu zdjęła też spoconą maskę i wsunęła ją do torebki.
Zatrzymała się na chwilę w drzwiach, żeby na niego spojrzeć. Prześcieradło oplatało się wokół jego bioder, a on był nagi — nie licząc maski, która zwisała pod dziwnym kątem.
Był taki piękny. Szkoda, że nigdy więcej go nie zobaczy.
DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Instrukcja na pudełku mówiła, żeby poczekać dwie minuty po nasikaniu na patyczek. Ryan czekała pięć minut, sześć, siedem. Wiedziała, co pokaże wynik. Ale kiedy dostanie potwierdzenie, to stanie się prawdziwe.
W końcu nie mogła już dłużej tego odkładać. Spojrzała na niewinny kawałek plastiku na umywalce w łazience. Mała uśmiechnięta buźka patrzyła na nią radośnie, potwierdzając to, co już wiedziała.
Była w ciąży.
Usiadła z powrotem na zamkniętej klapie toalety, wpatrując się w test.
No, kurde.













































