
Zaginiona księżniczka Tom 3
Autorzy
Holly Prange
Lektury
19,3K
Rozdziały
31
W świecie, w którym zderzają się światy nadprzyrodzony i ludzki, Zinnia i Aaron zmagają się z miłością, traumą i niebezpieczeństwem. Walcząc o powrót do normalności, zostają wciągnięci w walkę z mrocznymi siłami zagrażającymi ich watasze i Krainie Wróżek. Dzięki magii żywiołów, niezłomnej lojalności i więzi wykraczającej poza granice krain, muszą zmierzyć się ze swoją przeszłością i walczyć o przyszłość. Czy ich miłość wystarczy, by pokonać mrok?
Rozdział 100
EVERLY
Życie jest zabawne...
Po tym wszystkim, co mi się przydarzyło, zaczynam rozumieć, jak to działa.
Czasami wydaje się, że za każdym razem, gdy znajdziesz spokój, wszystko się zmienia od nowa.
To tego rodzaju historia.
Do tej pory zapewniłam sobie wolność, pokonałam moich panów, rozprawiłam się z duchami przeszłości...
Większość życia spędziłam na zajmowaniu się przeszłością.
Ale to miało się zmienić, tylko że jeszcze o tym nie wiedziałam.
Kiedy ta historia się zaczęła, byłam szczęśliwa wiedząc, że pokonawszy moją przeszłość, w końcu miałam przyszłość, na którą czekałam.
MIELIŚMY przyszłość.
Logan i ja mogliśmy zrobić wszystko, tak długo jak robiliśmy to razem.
Nie wiedziałam, że wkrótce to się zmieni – WSZYSTKO miało się zmienić...
Jak każda dobra historia, zaczęło się od czegoś małego:
Od zwykłego pukania do drzwi.
DZIEWIĘĆ MIESIĘCY WCZEŚNIEJ
– Halo?
Ktoś tu jest – to nie Logan.
Kiedy chrząka za drzwiami, wiem, kto to jest...
– Everly – mówi głos – to ja.
Moja twarz się rumieni. Stoję, pełna podniecenia.
– Jedna sekunda – piszczę.
Czy to jest to?
Myśl ta przyprawia mnie o zawrót głowy i wsuwam szatę na ramiona, moje palce drżą i drętwieją. Pędzę do drzwi, nie mogąc opanować swojego podniecenia.
Kiedy je otwieram, Sophie, lekarz watahy, stoi z notatnikiem w ręku.
Sophie jest zwykle elegancka i porządna, ale teraz wygląda, jakby się spieszyła. Jest pokryta potem, a jej zwykle idealne włosy są w nieładzie.
Żołądek mi opada.
– Powiedz mi, że to dobra wiadomość! – mówię bez tchu.
Wtedy na jej twarzy pojawia się największy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam.
O, Bogini.
– Wyniki przyszły – mówi. – To dobra wiadomość.
LOGAN
– Na północy rodzi się niebezpieczeństwo! – kontynuuje Harrison.
Bębnię palcami po wielkim czerwonym stole przede mną. Jak zawsze, spotkanie rady przeciągnęło się przez cały poranek i jak zwykle, jedyne co robię, to myślę o Everly.
W komnatach rady, pokój jest podzielony na dwie połowy: po mojej lewej stronie, moja matka i ojciec siedzą, ich postawy idealne, są całkowicie skupieni.
Moja babcia stoi obok nich, doglądając kominka. Przyciąga mój wzrok. Wciąż wyczuwam charakterystyczny błysk w jej oku, gdy zauważa, że odpływam. Uśmiecha się i gestem wskazuje na drugą stronę pokoju.
Posłuchaj – mówi mi przez połączenie.
Warczę.
Po mojej prawej stronie siedzi reszta rady. To banda podstarzałych, skwaszonych wilków, które przez ostatnie lata sprawiały mi wyłącznie kłopoty.
Starszy Harrison, szef rady, wciąż bredzi. Za każdym razem, gdy mówi, jego żylasta broda odbija się pod ustami.
To mogłoby mnie uśpić, gdyby nie to, że nieustannie gardzę słowami, które się z niego wydobywają.
Czyż się nie zgadzasz, Alfo Loganie? Na północy czai się niebezpieczeństwo? – jego monotonny monolog ciągle się powtarza.
Everly, proszę, uratuj mnie!
Próbuję skontaktować się z nią przez nasze połączenie ale nie do końca działa.
Wstaję.
– Wiecie – mówię – nie pamiętam, kiedy ostatnio na Północy nie było niebezpieczeństwa. Te sfory zawsze wydają się szczerzyć zęby na nas, południowców - zabawne, jak słowo wraca do nas tak szybko...
Niektórzy z rady zmieniają kolor na lekko czerwony, ale nie Harrison. Utrzymuje swój wzrok na mnie.
– Wtargnąłeś na ich terytorium – prycha. – W zeszłym roku nie przeszło niezauważone, że nasz Alfa...
Nie zaakceptuję tego.
– Tym właśnie jestem, czyż nie? – prycham. – Waszym Alfą?
Jego szczęka w otczeje.
– Ponieważ wyraźnie pamiętam – kontynuuję – że ty i inni radni staraliście się jak mogliście, aby mnie zastąpić!
Starszy Harrison wstaje. Zamierzam, kurwa, eksplodować, jeśli otworzy usta.
– Nie dano nam zbyt dużego wyboru...
Kiedy mój wilk ma zamiar wypłynąć na powierzchnię, czuję, jak coś uderza o tył mojej nogi.
– Dość.
Twarz mojej babci jest jak z kamienia. Odzyskuje swoją laskę.
Uspokajam mojego wilka. Gdyby to był ktoś inny niż ona, nie ma szans, żebym się uspokoił, ale biorę głęboki oddech i znajduję swoje miejsce.
Ojciec przyciąga mój wzrok.
– Logan, postaraj się być dyplomatyczny.
– Zadaniem rady jest powiadomienie cię o wszystkich ruchach Północy – dodaje moja matka.
Zasysam głęboki oddech przez nos.
Jestem zmęczony tym wszystkim. Chcę tylko spędzić czas z Everly.
Odkąd została moją towarzyszką, nie było nic poza chaosem.
Teraz, kiedy wreszcie mamy spokój, ostatnią rzeczą, jaką chcę robić, jest spędzanie popołudni na słuchaniu zrzędzenia tych dupków. Mam inne sprawy na głowie i żadna z nich nie ma związku z Północą.
– Jak już mówiłem – kontynuuje Harrison – sprawy nie są jeszcze daleko posunięte. Dyplomatyczne rozwiązanie między Północą a Południem nie jest niemożliwe...
Logan.
Everly jest z powrotem na połączeniu i huczy od aktywności emocjonalnej.
Całe moje ciało rozświetla się, jakbym został ponownie podłączony.
Moja towarzyszka. Jej głos. Koi każdy centymetr mojego ciała.
Everly! Co się dzieje? Próbowałem...
Przerywa moje myśli.
Przyjdź do mnie, Loganie. Znajdź mnie. Teraz.
Prostuję się gwałtownie.
Chyba wiem, co to oznacza. Nagle czuję się lekki jak piórko. Gdy tylko słyszę te słowa, znów żyję. To naprawdę może być tym razem...
Ponownie wstaję z mojego skórzanego fotela.
– Masz coś jeszcze do dodania, Alfo Loganie? – szyderczo stwierdza Harrison.
Gdy się odwracam, upewniam się, że moja siła alfy jest w pełnej krasie i jednym spojrzeniem sprawiam, że wszyscy członkowie rady mrużą oczy na swoich miejscach.
– Wszyscy chcieliście mnie wyrzucić. Mówicie, że nie mieliście wyboru – mówię. – Cóż, kiedy powróciłem z podziemi, przypominam sobie pana szyję wciśniętą między moje zęby, radny Harrisonie. Nie każ mi żałować, że pozwoliłem ci żyć.
Jego twarz staje się krwistoczerwona. Moja babcia potrząsa głową.
– Ja jestem alfą tego stada – kontynuuję. – Nie pozwolę panu dłużej mną manipulować. Nie będę stał z boku, gdy Północ torturuje swoich ludzkich poddanych. Nic nie jest tego warte, nawet pokój.
Trwam przy moich ostatnich słowach, ale czuję się śmiesznie, gdy wychodzą z moich ust. Utykam spojrzenie w drzwiach, a gdy mam zamiar wyjść, słyszę tylko przyciszone rozmowy.
Z ostatnim spojrzeniem wokół, moje oczy padają na Harrisona.
– Poza tym, północne sfory są naszymi wrogami - czyżbyście o tym zapomnieli?
Kiedy wychodzę na korytarz, nigdy nie czułem się bardziej wolny. Everly jest w pobliżu. Słyszę jej kroki. Serce bije mi w uszach, gdy pojawia się za rogiem.
Bogini. Wygląda tak pięknie. Jej długie czarne włosy, które zazwyczaj są spięte w kucyk, swobodnie spływają po ramionach, a ona sama jest udrapowana w jedwabny szlafrok. Nie ma nawet na sobie butów!
– Everly – mówię, brakuje mi słów.
Nie tracąc chwili, jej oczy świecą na mój widok, owija wokół mnie swoje ramiona i przyciąga mnie blisko.
Wszystko, co widzę, to jej oczy i czuję ciepło jej oddechu.
– Tak bardzo cię kocham – mówi.
– Ja też cię kocham.
Moje serce bije tak szybko, że zaraz eksploduje.
– Co chciałaś mi powiedzieć?
Odsuwa się, a ja widzę łzy zbierające się w jej oczach.
– Loganie – oznajmia. – Jestem... jestem w ciąży.
– Co!? Nie mogę w to uwierzyć! – krzyczę, moje ręce drżą, gdy przyciągam ją do mojej piersi i trzymam ją blisko.
W głowie mi się kręci. Wreszcie!!!
– Zostaniesz ojcem, Loganie! – mówi Everly.
Łzy płyną strumieniem po jej twarzy. W tej chwili jestem tak szczęśliwy, jak nigdy. Z całej siły, przejęty jakąś niewidzialną energią, podnoszę ją w ramiona.
– Alfo Loganie! – mruczy.
Bez słowa prowadzę ją przez korytarz i w stronę naszego pokoju. Wokół mnie słyszę narastający podekscytowany szum.
Wiem doskonale, że stado może wyczuć, co się dzieje poprzez zbiorowe połączenie, ale nie mam teraz dla nich czasu. Teraz jestem tylko ja i moja towarzyszka.
Kiedy wchodzimy do sypialni, wszystko, co chcę zrobić, to rzucić moją towarzyszkę na łóżko. Zamiast tego, wstrzymuję się, opuszczając ją delikatnie, nasze oczy spotykają się, pochylam się do przodu i całuję jej słodkie pulchne usta.
– To jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu – oświadczam.
Przez jej łzy słyszę, że się zgadza.
Podnoszę rękę do jej brzucha i drżę z podniecenia.
– Cokolwiek się stanie – mówię – wszystko dotyczy teraz naszego dziecka, Everly. Wszystko.
Ona unosi rękę do mojego policzka i przytakuje.
– Naszej córki, Loganie – dodaje Everly. – Ona jest dziewczynką!
– To niesamowita wiadomość – szepczę. – To jest właśnie to, czego chcieliśmy.
Całkowicie w transie, leżę na plecach, a Everly wczepia się w moją klatkę piersiową.
Wszystko czego potrzebuję na świecie jest w moich ramionach.
Spokój. W końcu mamy spokój...
Wracam myślami do moich słów w radzie. Nagle konflikt z Północą przeraża mnie nieco bardziej.
– Wszystko w porządku? – pyta Everly.
Patrzy na mnie swoimi pięknymi, szerokimi oczami.
– Najważniejsze – szepczę – jest to, że ty i nasza córka jesteście bezpieczne, moja miłości. Żadna krzywda nie spotka żadnej z was, nieważne, ile to będzie kosztować.











































