
Ukraść jego partnerkę
Autorzy
Michelle Torlot
Lektury
3,2M
Rozdziały
35
Rozdział 1: Wataha Moonstone
Sebastian
Las był głośny od trzasku liści i gałązek łamiących się pod moimi butami, gdy szedłem ścieżką do domu stada. Ścieżka zarosła zbyt gęsto. Moje ciężkie buty bojowe nie były ciche, ale dzisiaj nie miałem zamiaru chodzić po cichu.
To nie była moja ziemia, ale byłem tu, bo ktoś mnie poprosił.
Jeśli alfa stada Moonstone miała jakichś wojowników lub strażników pilnujących granicy, trzymali się z daleka.
Nie widziałem ich w świetle księżyca, ale wiedziałem, że kryją się w ciemności.
Otworzyłem szeroko nozdrza i wciągnąłem zapach lasu. Czułem ich, a przynajmniej strach, który z nich bił.
Powinni się bać. Nie bez powodu byłem najsilniejszą alfą w zachodniej połowie świata.
Nie przybyłem tu, żeby walczyć. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Ale ludzie wiedzieli o mnie, zanim się zjawiłem. Nie przeszkadzało mi to. Strach był potężnym narzędziem i wiedziałem o historiach, które ludzie opowiadali o mnie i moim stadzie.
Większość z nich była prawdziwa.
Byłem twardy i nie okazywałem litości wrogom, a moje stado trzymałem w ryzach lojalności i posłuszeństwa. To, co powiedziałem, było prawem, a kara za nieposłuszeństwo była surowa.
Nie pozwalałem nikomu wejść na moją ziemię bez uprzedniego pozwolenia, a prawie nigdy go nie udzielałem. Każdy, kto wszedł na moją ziemię, nawet przez pomyłkę, więcej się nie odezwał. Przynajmniej nie poza moją ziemią.
Gdy zbliżyliśmy się do domu stada, spojrzałem na niego z obrzydzeniem, podobnie jak mój brat.
Kyrian spojrzał na mnie i uniósł brwi. Dom wyglądał staro i zniszczenie.
W porównaniu z innymi domami stad był mały.
Nic w porównaniu z naszym własnym domem stada.
Wiedziałem, że to stado jest małe i słabe, ale myślałem, że będzie lepiej niż to. Nie byłem pewien, co alfa zamierza nam zaoferować. Tak naprawdę nie byłem zainteresowany tym stadem.
Ale alfa musiał myśleć inaczej. Dlatego tu byliśmy.
„Przypomnij mi, po co tu jesteśmy” – zapytał Kyrian.
Spojrzałem na brata.
Był trochę niższy ode mnie, a jego mięśnie nieco mniej rozwinięte. Ale widać było, że jesteśmy braćmi. Obaj mieliśmy brudnoblond włosy i jasne niebieskie oczy. Obaj nosiliśmy długie włosy.
Moje były krótko przycięte po bokach z długimi włosami na górze. On zawsze nosił swoje w warkoczu.
Byłem szczęśliwy, że mam go jako swojego betę, mimo że urodził się, by być alfą.
„Jesteśmy tu, żeby porozmawiać z tą żałosną parodią alfy” – uśmiechnąłem się.
Kyrian przewrócił oczami.
„Masz na myśli, Bastian, że powiesz mu, czego chcesz, a jeśli odmówi, powiesz, że zabijesz jego stado.”
Puściłem mu płazem to, że nie użył mojego tytułu.
Kyrian był jedynym, który mógł nazywać mnie po imieniu. Wszyscy inni nazywali mnie Alfą.
Nigdy się na niego nie złościłem za nieużywanie pełnego tytułu, gdy byliśmy sami. Kyrian nigdy by tego nie zrobił przy innych ludziach.
Ale wiedziałem, że dobrze jest mu czasem przypomnieć.
„Pamiętaj, żeby nazywać mnie Alfą, gdy wejdziemy do środka” – powiedziałem.
Kyrian uśmiechnął się i opuścił głowę.
„Tak, Alfo.”
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się.
„Skończmy z tym, młodszy bracie.”
Gdy zbliżyliśmy się do wejścia do domu stada, zobaczyłem, jak Kyrian rozgląda się po okolicy. Prawdopodobnie szukał zagrożenia. Strażników tutaj również nigdzie nie było widać.
„Myślisz, że wiedzą, że tu jesteśmy?” – zapytał.
Roześmiałem się na jego zaniepokojona minę.
„Użyj nosa, młodszy bracie. Możesz ich nie widzieć, ale możesz poczuć ich strach.”
Kyrian powąchał powietrze, potem się uśmiechnął.
Spojrzałem tam, gdzie patrzył. Patrzył na jedno z okien na drugim piętrze. Ale kiedy spojrzałem, nie sądziłem, że to budynek przyciągnął jego uwagę.
To była młoda kobieta, albo dziewczyna, która obserwowała nas z góry.
„A co z nią? Myślisz, że się ciebie boi?”
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się.
Szybko odsunęła się od okna i zniknęła.
„Jeśli nie, to teraz prawdopodobnie tak.” – Roześmiałem się.
Spojrzałem ponownie, mając nadzieję zobaczyć małą blondynkę w oknie jeszcze raz. Była bardzo ładna z tego, co widziałem.
Ale dzisiaj nie miałem szczęścia. Nie wróciła, więc spojrzałem z powrotem na drzwi domu stada.
Gdy dotarliśmy do drzwi, uderzyłem w nie głośno ręką. Szybko spojrzałem przez ramię.
Zabrałem ze sobą dwóch dodatkowych wojowników. Zostali z daleka od nas, jak powinni.
Szybko przemówiłem do nich w myślach. Zostańcie na zewnątrz, chyba że was zawołam
Dwaj mężczyźni opuścili głowy, pokazując, że zrozumieli.
Spojrzałem z powrotem na drzwi, gotowy uderzyć w nie ponownie. Ale nie musiałem, bo powoli się otworzyły.
Stał tam starszy mężczyzna. Był wyraźnie zdenerwowany. Opuścił głowę.
„Alfo Sebastian, Beta Kyrian. Witajcie w stadzie Moonstone. Jestem Beta William. Alfa James na was czeka. Proszę, chodźcie za mną” – powiedział drżącym głosem.
Byłem zaskoczony.
Małe skinienie głową z szacunku było normalne od bety, ale nie pełny ukłon jak ten. Nie tylko to, ale czułem strach, który z niego bił. Mój brat nigdy by się tak nie zachował.
Może to stado było słabsze, niż myślałem. To ułatwiłoby mi zadanie.
Beta zaprowadził mnie do czegoś, co wyglądało jak sala konferencyjna. Albo mogła to być jadalnia.
Długi drewniany stół prawdopodobnie mógł pomieścić dwanaście osób z każdej strony. Teraz alfa siedział na końcu stołu w żałosnej próbie pokazania, że jest silniejszą alfą w pomieszczeniu. Jego próba nie zadziałała.
Spojrzałem na Alfę Jamesa. Miałem rację. Był bardzo słabą alfą. Jego ciemne włosy zwisały i wyglądały na nieuczesane. Jego brązowe oczy miały problem ze spojrzeniem w moje oczy.
Jego broda była nieuporządkowana i miała siwiznę, pokazując, że jest stary.
Byłem pewien, że mój brat mógłby go pokonać w walce. Zaczynałem się zastanawiać, czy w ogóle jest prawdziwą alfą.
Ale nie byliśmy tu, żeby walczyć. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Byłem tu, żeby zobaczyć, co ta Alfa ma do zaoferowania, a właściwie, czego chce.
Alfa James wstał, gdy się zbliżyliśmy. Wyciągnął rękę, czekając, aż ją uścisnę.
Jeśli to było to, czego się spodziewał, będzie bardzo rozczarowany.
Usiadłem na jednym z krzeseł, zostawiając go stojącego z wyciągniętą ręką. Szybko ją cofnął.
Jego beta przesunął się, by stanąć nieco na lewo od jego krzesła, jak cichy strażnik.
Mój brat usiadł na krześle obok mnie.
Oparłem się do tyłu, krzyżując prawą nogę na lewej, i spojrzałem na niego, czekając.
Sposób, w jaki siedziałem, był wyraźnie lekceważący. Każda alfa, która była czegoś warta, powiedziałaby coś o tym. Ale on nie.
Nie spuszczałem z niego wzroku, chociaż nie musiałem.
Jego strach był łatwy do wyczucia.
Chrząknął i wskazał na tacę na stole.
„Chcesz się napić?” – zapytał.
Skinąłem głową. To była whisky, to, co lubiłem pić. Ale patrząc na jego dom stada, byłem pewien, że będzie to tani gatunek.
Spojrzał na Kyriana, który odmówił, kręcąc głową.
Mój brat lubił dobry drink, ale w takich chwilach jak ta chciał pozostać czujny.
Alfa James nalał dwie duże szklanki i popchnął jedną ze szklanek w moją stronę. Powąchałem ją i wziąłem łyk. Tak jak myślałem, była słaba. Nie zdziwiłbym się, gdyby dolał do niej wody.
Skrzywiłem się i postawiłem szklankę mocno.
„Dlaczego dokładnie poprosiłeś mnie, żebym tu przyszedł, Alfo James?” – zapytałem.
Przełknął ślinę. Był wyraźnie zdenerwowany.
„Ja... uh... miałem nadzieję, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi” – powiedział drżącym głosem.
Wydałem z siebie dźwięk i skinąłem głową.
„A co dokładnie możesz mi dać?”
Zesztywniał nieco.
„Jak możesz wiedzieć, główna droga do przewożenia rzeczy przechodzi przez moją ziemię. Pobieram opłatę za wszystkie rzeczy, które przez nią przechodzą. Nie będę cię obciążał, jeśli zgodzisz się nas nie atakować” – powiedział.
Przewróciłem oczami na brata, potem spojrzałem z powrotem na Alfę Jamesa.
„Myślisz, że ta niewielka kwota, którą pobierasz, wystarczy, żebym nie zaatakował twojego stada?” – powiedziałem głośno. „Daj mi coś, co ma znaczenie.”
Jego twarz zbladła.
„J-jak co?” – powiedział drżącym głosem.
Pochyliłem się do przodu, oblizując wargi.
„Jak twoją córkę.”
Alfa James spojrzał na swojego betę, potem z powrotem na mnie.
„Co chcesz zrobić z moją córką?” – zapytał drżącym głosem.
Wzruszyłem ramionami.
„Potrzebuję partnerki. Alfy kobiety. Wilkołaczki, która może mi dać szczenięta, dziecko, które przejmie po mnie.”
Skinął głową i odwrócił się do swojego bety.
„Wyślij jedną z omeg po Emmeline.”
Beta skinął głową i wyszedł przez drzwi z tyłu pomieszczenia.
„A co, jeśli znajdziesz swoją przeznaczoną partnerkę?” – zapytał Alfa James.
Spojrzałem na niego z obrzydzeniem.
„Nie udawaj głupiego, Alfo. Wszyscy wiedzą, że moja przeznaczona partnerka nie żyje.”
Skinął głową. Historie były wszędzie, ale teraz usłyszał to ode mnie.
„Czy możesz obiecać, że moja córka nie umrze w ten sam sposób?”
Wzruszyłem ramionami.
„To zależy od twojej córki” – powiedziałem.
Spojrzałem, gdy drzwi się otworzyły. Beta wrócił z młodą wilkołaczką.
Nie była tym, czego się spodziewałem.
Myślałem, że to będzie ta mała blondynka. Ta miała ciemne włosy i brązowe oczy ojca. Była wyraźnie starsza niż dziewczyna, którą widzieliśmy w oknie.
Jeśli była jego córką, musiała wyglądać jak jej matka.
Alfa James wstał i wyciągnął rękę do młodej kobiety.
„To moja córka, Emmeline. Emmeline, to Alfa Sebastian. Szuka partnerki.”
Uśmiechnęła się i podeszła do mnie, wyciągając rękę.
Jej zapach miał na sobie innych mężczyzn. Jeśli jej ojciec próbował powiedzieć, że nigdy z nikim nie była, mylił się. Poza tym nie byłem nią zainteresowany.
„Miło mi cię poznać, Alfo...” – zaczęła.
Zignorowałem ją i odwróciłem się do Alfy Jamesa.
„Nie ta... Nie jest w moim typie. Ta ładna blondynka.”
Alfa James przełknął ciężko ślinę, a twarz jego córki wyglądała na wściekłą.
Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jej ojciec powstrzymał ją, podnosząc rękę.
Zamknęła usta.
Przynajmniej jego córki robiły to, co im kazano. Cóż, ta robiła. Nie sądziłem, żeby młodsza była inna.
„Sky—Skylar... właśnie osiągnęła pełnoletność. Nie jest gotowa, żeby być czyjaś partnerką” – powiedział drżącym głosem.
Skrzyżowałem ręce na piersi.
„Masz wybór. Albo sprowadzisz ją tu teraz, albo wyjdę, wrócę jutro i zabiję twoje stado. Potem i tak ją wezmę!”















































