
Ośmiokąt Violet
Autorzy
Michaela Castello
Lektury
15,0K
Rozdziały
36
Violet musi się bronić w ciemnej uliczce. Wojownik o imieniu Derek sprawia, że wciąż do niego wraca. Przysięgła sobie, że zrezygnuje z randek. On chroni kodeks swojej siłowni. Chemia ignoruje ich plany. Gdy trening staje się poważny i zbliża się jego kolejna walka, jedno pytanie nie daje im spokoju: czy to tylko żar, czy początek czegoś, za co warto walczyć?
Paranoja
VIOLET
Wyszłam z biura koło dziesiątej.
Wynajmowane przeze mnie biuro było piękne, ale leżało w kiepskiej okolicy. Był to teren pełen starych fabryk i wąskich, ciemnych zaułków. Nie znosiłam wychodzić z pracy tak późno. Moje kroki odbijały się echem, a ja udawałam, że się nie boję.
Wtedy właśnie zaczęłam się niepokoić, gdy zauważyłam mężczyznę za sobą. Pewnie wcale mnie nie śledził. Po prostu szedł w tym samym kierunku. Prawda?
„Idź dalej, Vi”, powiedziałam cicho do siebie.
Gdy mijałam zdezelowane samochody przed lokalnym barem, zauważyłam kolejnego mężczyznę, który szedł w moją stronę. Wpatrywał się prosto we mnie. Odwróciłam wzrok na kilka sekund, potem spojrzałam z powrotem, ale on wciąż się gapił.
Strach rósł w mojej piersi i mocniej chwyciłam torebkę.
Zbliżył się, a jego twarz rozciągnęła się w szerokim uśmiechu i zobaczyłam coś w jego oczach, jak u drapieżnika gotowego do skoku. Oddech mi przyspieszył i odwróciłam głowę, by szybko zerknąć za siebie. Tamten mężczyzna wciąż był tuż za mną i niemal mnie dogonił.
Nie miałam dokąd uciec. Minęliśmy już bar i nikogo nie było w pobliżu.
Jeszcze kilka kroków i mnie dosięgnie. Raz, dwa, trzy…
„Hej, stary, jak dobrze cię widzieć!” Mężczyzna za mną sprawił, że podskoczyłam, gdy się odezwał.
Ten, który szedł w moją stronę przeszedł obok, przytulił go i trzymali się przez kilka sekund. Nie wiedzieli, że o mało nie wrzasnęłam wniebogłosy.
Wypuściłam powietrze, zamknęłam na chwilę oczy.
Szłam dalej, teraz szybciej, w stronę samochodu. Cholera. Naprawdę musiałam znaleźć sposób, żeby uspokoić szalone myśli.
***
Następny dzień minął nieco szybciej dzięki całodziennym spotkaniom. Byłam z siebie dumna, gdy wychodziłam z pracy o szóstej, normalnej porze dla większości ludzi.
Wróciłam do domu i postanowiłam pobiegać, zanim zajdzie słońce. Założyłam jaskrawóróżowe buty i strój do biegania, a potem ruszyłam swoją zwykłą trasą. Zawsze robiłam to samo. Zawsze biegałam tą samą drogą.
Po dwudziestu minutach zwolniłam nieco, poczułam zmęczenie.
Gdy spojrzałam w stronę szarego ceglanego domu po drugiej stronie ulicy, zobaczyłam właściciela, który niósł kosz na śmieci do krawężnika. Miał szerokie plecy, mokrą koszulkę, cienką linię tatuażu widoczną nad jednym ramieniem.
Odwrócił się i ponad podskakującymi krokami dostrzegłam jego twarz: mocna szczęka, piękne oczy, bardzo przystojny. On szedł dalej, ja biegłam dalej, nasze oczy spotkały się na dwie… trzy sekundy, aż…
Bum!
„Kurwa, ała!” Wpadłam na znak stopu i uderzyłam się w łokieć na tyle mocno, że zakręciły mi się łzy w oczach. Zbyt zawstydzona, by się odwrócić i spojrzeć na osobę, która widziała ten żenujący moment, pobiegłam szybciej.
To było w moim stylu – pokręciłam głową i próbowałam udawać, że to się nigdy nie wydarzyło.
Minutę czy dwie później stałam na ganku, ciężko dyszałam, gdy otwierałam drzwi wejściowe. Wzięłam pocztę i weszłam do domu.
Przeglądałam korespondencję na stole, gdy wypadła jakaś ulotka i zsunęła się na podłogę. Sztuki walki: od samoobrony po MMA.
Siłownia Ośmiokąt. Żółte kółko głosiło: Darmowa lekcja próbna.
No proszę, wyraźny znak z nieba.
Byłam gotowa spróbować czegoś, czego nigdy wcześniej nie robiłam. Myślałam o powrocie na jogę, ale byłam gotowa spróbować czegoś trochę mniej… spokojnego.
Tego miałam już wystarczająco dużo, gdy wracałam do pustego domu każdego wieczoru.
Wzięłam telefon. Wiedziałam, że pewnie nie odbiorą o tej porze, ale chciałam przynajmniej zostawić wiadomość.
Z czasem nauczyłam się, że szybkie złożenie małej obietnicy może pomóc w dotrzymaniu większej później. Miałabym mniejszą szansę, żeby się z tego wycofać.
Czekałam na sygnał i skręcałam kartkę w dłoni.
„Tak?”odpowiedział szorstki głos.
„Och, ee… cześć! Dzwonię… w sprawie darmowej lekcji próbnej? Czy to… Siłownia Ośmiokąt?” Wciąż byłam trochę zdyszana po biegu i ledwo mogłam powiedzieć trzy słowa bez ciężkiego oddychania.
„Tak, to my. Wszystko w porządku?” zapytał głęboki głos.
Poszłam do kuchni i oparłam łokcie na blacie, miałam nadzieję złapać oddech, ale… „Auć!” Dostałam bolesne przypomnienie o wypadku ze znakiem stopu.
„Przepraszam, byłam właśnie… na przebieżce i uderzyłam się łokciem w znak stopu… Zresztą nieważne”. Po co właśnie opowiadałam zupełnie obcej osobie o swoim żenującym wypadku?
Po drugiej stronie zapadła długa cisza i zastanawiałam się, czy się rozłączył.
„Halo?”
„T-tak, ee”. Mężczyzna w słuchawce chrząknął, a jego głos zabrzmiał nieco łagodniej. „Jakie zajęcia chciałabyś spróbować?”
„Myślałam o… jakichkolwiek zajęciach z samoobrony, które oferujecie”, odpowiedziałam niepewnie.
„Cóż, nasze zajęcia z samoobrony to tylko jedna lekcja, więc nie oferujemy darmowej lekcji próbnej. Myślę, że zajęcia z Krav Magi mogą być lepszym wyborem. Są świetne dla kobiet i nauczysz się znacznie więcej, jeśli jesteś gotowa poświęcić trochę czasu w ciągu najbliższych kilku tygodni”. Jego głos był miękki, ale mocny. Trudno to było wytłumaczyć, ale sprawiał, że kolana mi się trochę uginały. Albo może to przez bieganie.
„Okej, brzmi dobrze”. Mój oddech niemal wrócił do normy.
„Środa, dziewiętnasta. Pasuje ci? Po prostu przynieś sportowe ubranie, butelkę wody i jesteś gotowa”. Zrobił pauzę. „Jak masz na imię?”
„Tak, idealnie! Nazywam się Violet. Violet Peterson”.
Położyłam kartkę na blacie i napisałam Środa, 19:00 na karteczce samoprzylepnej, dużymi literami, których nie mogłam zignorować.
Przykleiłam ją do futryny, żebym widziała za każdym razem, gdy będę przechodziła, mały znak mówiący Przyszłej Mnie, żeby się tam stawiła.
Żadnych wymówek, Vi. Nie tym razem.
„Miło było z tobą rozmawiać, Violet. Do zobaczenia w środę”, powiedział.
„Dzięki, nawzajem. Miłego wieczoru”. I zakończyłam rozmowę z podekscytowaniem w ciele.
Nagle nie mogłam się doczekać środy.
















































