
Odkrywając siebie 5: Na wieczność
Autorzy
K. L. Jenkins
Lektury
1,1M
Rozdziały
95
Śledź losy Violet, Calluma, Tylera i Zacha podczas planowania ich ślubu oraz wzloty i upadki związane z PTSD Violet, które uniemożliwia jej uleganie prośbom Calluma o ich ostatnie dziecko.
Czy ich ślub zakończy się sukcesem i odbędzie się bez problemów?
Czy Violet będzie w stanie dać Callumowi dziecko, którego, jak sądził, nie chciał?
Prolog
VIOLET
Stoję na podeście otoczonym lustrami. Mam na sobie suknię, w której prawdopodobnie stanę na ślubnym kobiercu.
Suknia ma koronkowe kwiaty na piersi i ramionach. Koronka sięga aż do pętelek wokół moich środkowych palców. Ma szeroki dekolt w kształcie litery V i luźną koronkę, co nadaje jej typowy ślubny wygląd.
Drobne błyszczące koraliki zdobią koronkę w górnej części. Znajdują się również na wierzchniej warstwie obfitej, puszystej spódnicy, składającej się z wielu warstw cienkiego, przezroczystego materiału.
Suknia jest bardzo obszerna i pełna, niczym kreacja księżniczki. Dla odrobiny pikanterii ma otwarty dekolt w kształcie litery V na plecach, otoczony luźną koronką. To odsłania nieco skóry, ale wciąż wygląda elegancko dzięki przezroczystej koronkowej górze.
Sprzedawczyni proponuje pasujący koronkowy welon. Jest bardzo długi, około półtora metra, i tworzy za mną koronkowy tren współgrający z suknią. Przymierzyłam setki sukien w jedenastu sklepach przez trzy miesiące poszukiwań.
Zaczynam płakać i ocieram łzy chusteczką Jerry'ego. Carla, Liz i Lynn również ronią łzy na kanapie za mną.
– Wyglądasz jak z obrazka, kochanie – mówi Jerry, uśmiechając się do mnie w lustrze. Stoi blisko, z dłonią na moich plecach.
Wybrałam Jerry'ego, aby odprowadził mnie do ołtarza. Jest najbliższą osobą, jaką kiedykolwiek miałam jako ojca, więc to wydaje się naturalne.
– Mam prośbę, ale nie musisz się zgadzać – zagadnęłam go w jego biurze kilka miesięcy temu.
– O co chodzi, skarbie? – odparł.
– W końcu zdecydowaliśmy się na ślub i byłabym zaszczycona, gdybyś mógł odprowadzić mnie do ołtarza... do chłopców? – zapytałam, przerywając jego pracę.
Uśmiechnął się, zanim wstał i obszedł biurko, podchodząc do miejsca, gdzie stałam, nerwowo poruszając dłońmi.
Wziął obie moje ręce w swoje, przyciągając mnie, bym stanęła przed nim, zmuszając do spojrzenia w jego oczy.
– Kochanie, to dla mnie zaszczyt móc odprowadzić cię do ołtarza. Oczywiście, że to zrobię.
– Masz rację. Wyglądasz jak księżniczka – mówi Lynn, sprawiając, że przechodzi mnie dreszcz, gdy wypowiada to słowo. Nie mam już złych wspomnień na okrągło, ale wciąż słyszę jego głos, gdy ktoś używa pewnych słów.
„Księżniczka.”
– Chłopcy mają niesamowite szczęście, mając tak piękną pannę młodą – Carla uśmiecha się do mnie. Liz tylko pociąga nosem w chusteczkę, szeroko się uśmiechając. Próbuje coś powiedzieć, ale macha ręką zbyt energicznie, zanim się poddaje, kręcąc głową i pokazując mi zmięty kawałek tkaniny na przeprosiny.
– Myślę, że to ta jedyna – mówię sprzedawczyni, która stoi obok mnie z bardzo zadowoloną miną.
– Będziemy musieli ją zwęzić. Przypnę ją i wyślę do krawcowej. Potem poprosimy panią o przyjście za kilka miesięcy, żeby przymierzyć ją ponownie – informuje mnie, przynosząc mały wózek ze szpilkami i miarką.
Zaczyna mierzyć moje ramiona, pierś, talię i wzrost.
Zapisuje notatki na formularzu z wieloma kartkami, po czym zaczyna przypinać suknię, aby ściśle przylegała.
Ćwiczyłam, starając się poprawić sylwetkę i zbudować mięśnie w miejscach, o których nie wiedziałam, że mogę.
Zwęża talię tak mocno, że puszysty spódnica naprawdę odstaje na biodrach, sprawiając, że suknia wygląda jeszcze bardziej jak z bajki Disneya, które dziewczynki uwielbiają oglądać.
Gdy kończy dopasowywanie, kocham tę suknię jeszcze bardziej niż dwadzieścia minut temu.
Pomaga mi zejść z podestu i ostrożnie idę z powrotem do przymierzalni, gdzie asystuje mi przy zdejmowaniu sukni, uważając, by nie dotknąć szpilek, które wciąż w niej tkwią.
– Dziękuję bardzo – mówię jej, gdy już jestem ubrana i idę do recepcji, aby zapłacić za suknię, welon i białe buty Louis Vuitton, które zasugerowała.
Serce wali mi jak młotem na myśl o tym, ile pieniędzy zaraz wydam.
Skończyłam, przejmując konta bankowe od mojej matki i babci, gdy przeczytałam list od nich obu w tej stercie papierów.
Mogę wybaczyć mojej babci.
Nie miała nic wspólnego z moją sprzedażą, a w jej liście wydawała się bardzo zasmucona, że straciła możliwość spędzania ze mną czasu. Pisała o tym, jak przykro jej było, że moja matka tak bardzo uzależniła się od narkotyków. Czuła, że powinna być lepszą matką dla własnej córki, aby uchronić mnie przed fatalną decyzją, którą jej dziecko podjęło w moim imieniu.
I ma rację. Decyzje mojej matki sprawiły, że przez siedem lat żyłam w koszmarnych warunkach, co doprowadziło do porwania Zacha i wykorzystania go oraz śmierci mojego pierwszego dziecka z powodu jej wyborów.
Nie mogę powiedzieć, że otworzyłam serce, by przyjąć przeprosiny mojej matki. Jest ponad trzydzieści listów, a przeczytałam tylko dwa.
Pierwszy list, szczerze mówiąc, nie był do mnie, ale do Henry'ego. Błagała o mój powrót zaledwie pół roku po tym, jak zdecydowała się mnie sprzedać. Prosiła i błagała, a nawet mówiła, że da mu więcej pieniędzy niż dał jej na początku.
Powtarzała w kółko, jak głupia była, myśląc, że pieniądze i narkotyki są warte więcej niż moje życie, moja opieka.
Następny list, który przeczytałam, był na moje trzynaste urodziny, dokładnie rok po naszej przeprowadzce do Ameryki.
Został wysłany do domu w Ameryce, w którym mieszkałam, co sprawia, że myślę, iż moja matka wiedziała, gdzie byłam przez cały ten czas. Ale nigdy nie przyszła do domu, nigdy nie przyszła mnie szukać ani nie próbowała mnie odzyskać.
Ten list był do mnie.
Pierwsza połowa listu wyjaśniała, co zrobiła i dlaczego to zrobiła. Potem opisała, jak próbowała się poprawić i opowiedziała mi o tym, jak jej matka uświadomiła jej, że to, co zrobiła, było złe.
List był dobry, dopóki nie powiedziała mi, że zawarła umowę ze złym człowiekiem i wiedziała, czego on ode mnie chciał.
Wiedziała, ale i tak mnie mu sprzedała.
Wydaje się, że Henry był przyjacielem rodziny od wielu lat, przyjacielem mojego biologicznego ojca.
Znał moją matkę na długo przed tym, jak przedstawiła go mnie i widział, jak dorastam.
Zawsze okazywał dziwne zainteresowanie mną, ale moja matka ignorowała to, ponieważ był osobą, która dostarczała jej narkotyki. Innymi słowy, płacił za jej uzależnienie. Nie mogłam zmusić się do otwarcia kolejnego z dwudziestu ośmiu listów po tym. Wszystkie leżą w szufladzie w szafie, starannie ułożone i nieotwarte.
Moja matka wiedziała, że Henry jest złym człowiekiem. Sama doświadczyła jego nadużyć, gdy dawał jej narkotyki, ale mimo to pozwalała mu przebywać w moim towarzystwie od czasu, gdy byłam niemowlęciem, aż w końcu przekonał ją, by za niego wyszła.
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek dotknął mnie w tych latach, których nie pamiętam. Czy jego okrutne zachowanie zaczęło się na długo przed tym, jak udawał, że moja matka zmarła.
Martwię się o moje dziecko, Ellę, która wygląda dokładnie tak, jak ja, gdy miałam prawie trzy lata.
Cóż, to na podstawie zdjęć z czasów, gdy byłam mała, które znajdowały się w małym albumie fotograficznym znalezionym przez zespół Jerry'ego w domu w Londynie.
Moja córka. Z wyjątkiem oczu, wygląda dokładnie tak jak ja, a strach, który kiedyś czułam o siebie, teraz zmienił się w obawę o jej przyszłe bezpieczeństwo.
On wciąż jest w więzieniu, ale co będzie za rok lub dwa, może trzy? Czy jego dziwne zainteresowanie mną przeniesie się na moją bezbronną córkę, gdy wyjdzie?
Jestem bardzo zaniepokojona cały czas o moje troje dzieci. Nie mogę nawet pozwolić im bawić się na naszym podwórku bez chęci, by ktoś z personelu Sense był z nami.
Boję się, że Henry w końcu dowie się o Elli i będzie jej chciał, ponieważ ten sen sprzed dawna, zanim się urodziła, wraca każdej nocy w koszmarze, ale teraz jest inny.
On biegnie z nią, podczas gdy my gonimy za nimi, próbując odzyskać nasze dziecko.
Budzę się spocona każdej nocy i często zakradam się do jej pokoju, by spać w fotelu, żeby wiedzieć, że jest bezpieczna.
To głupie, naprawdę. Nasz dom jest jednym z najbezpieczniejszych domów w okolicy. Nikt nie może przejść przez ogrodzenia i system bezpieczeństwa ani sześciu strażników, których trzymamy na terenie... ani tym bardziej przez Lolę, ale mój mózg nie czuje się lepiej, wiedząc o tych wszystkich rzeczach.
Sprzedawczyni mówi mi sumę za moją suknię i dodatki, ale tak naprawdę nie słyszę kwoty, którą mam zapłacić. Nie waham się sięgnąć do torebki po kartę bankową z Anglii.
– Nie ma mowy. Ja chcę za to zapłacić – Jerry odsuwa moją rękę i kartę od sprzedawczyni, dając jej swoją własną z szerokim uśmiechem.
– Jer...
Kręci głową, uśmiechając się łagodnie. Uśmiechem, którego nie jestem przyzwyczajona u niego widzieć.
– Nie mam własnej córki, dla której mógłbym to zrobić. Proszę, pozwól mi kupić twoją suknię ślubną. To znaczy dla mnie więcej, niż mogłabyś kiedykolwiek zrozumieć – prosi, jego kciuk wyciera łzy, których nawet nie zdawałam sobie sprawy, że spływają po mojej twarzy.
Podnoszę rękę do jego dłoni, przyciskając jego dłoń do mojego policzka, zanim zamknę oczy i wezmę głęboki, uspokajający oddech, by poczuć się lepiej.
– Dziękuję, Jerry. To dla mnie niesamowicie wiele znaczy.
















































