
Alfa i Doe Bonus: Świąteczny pocałunek
Autorzy
Lektury
79,7K
Rozdziały
1
ŚWIĄTECZNY POCAŁUNEK
Bonus do Łani Alfy: Świąteczny pocałunek
Ta świąteczna minihistoria rozgrywa się w Boże Narodzenie przed pierwszym tomem Łani Alfy. Miłej lektury!
ACE
Moja partnerka musiała być najsłodszym stworzeniem na całej planecie. Trzymałem dłonie na jej idealnych biodrach, podtrzymując ją, gdy balansowała niepewnie na krawędzi krzesła i poprawiała długą girlandę nad wejściem do salonu.
Do Bożego Narodzenia zostały cztery dni. Chociaż Doe zaczęła dekorować dom gdzieś w okolicach Święta Dziękczynienia, wciąż znajdowała kolejne rzeczy do dodania. Wyglądało to tak, jakby Święty Mikołaj i wszystkie jego elfy zwymiotowały dekoracjami po całym domu.
Patrzyłem, jak moja Doe majstruje przy girlandzie, i czułem ciepło w piersi. Żyłem dla takich chwil. Promienista energia Doe zdawała się świecić jaśniej niż lampki na choince jej rodziny, a jej wielkie brązowe oczy błyszczały.
Miała na sobie koszmarny świąteczny sweter, tak wielki, że wyglądał raczej jak sukienka, z dzwoniącymi dzwoneczkami i tańczącymi reniferami. Ciemnozielone legginsy i skarpetki z Grinchem dopełniały całości, a na głowie miała lekko przekrzywioną czapkę Mikołaja.
To był tylko jeden z wielu świątecznych strojów, które wyciągnęła od początku naszych zimowych ferii kilka dni temu. Uwielbiałem przychodzić do niej codziennie, żeby zobaczyć, co nowego absurdalnego na siebie włożyła.
Nie trzeba chyba dodawać, że Doe uwielbiała Boże Narodzenie. Była wręcz zafascynowana. Była najszczęśliwsza, gdy na ziemi leżał śnieg, w oknie stała choinka, a wokół niej była cała rodzina.
A kiedy Doe była najszczęśliwsza, ja byłem najszczęśliwszy. Żyłem po to, żeby widzieć uśmiech mojej dziewczyny.
„Grammy, kiedy będą gotowe ciasteczka? Tak pysznie pachną” – zapytał babcię Griffin, ośmioletni brat Doe.
Cała siódemka braci Doe siedziała na podłodze w salonie, oglądając Elfa w telewizji i wpychając w siebie popcorn. Dziadkowie siedzieli na kanapie za nimi, choć dziadek zasnął jakieś piętnaście minut po rozpoczęciu filmu i teraz cicho pochrapywał, przytulając do piersi poduszkę.
Rodzice Susan spędzali Boże Narodzenie u Doe co roku. A ponieważ ja też — nie było mowy, żebym spędzał święta z ojcem — przez ostatnie kilka lat zdążyłem całkiem dobrze poznać Grammy i Papę.
„Powinny być gotowe lada chwila” – odpowiedziała Grammy. – „Nasłuchujcie minutnika.” Zerknąłem na nią i pierwszy raz zauważyłem, że obserwuje mnie i Doe z wymownym uśmiechem na twarzy. Czy przyglądała nam się cały czas?
„Czy to jest proste?” – zapytała Doe, zwracając moją uwagę z powrotem na siebie. Wyciągnęła ręce nad głowę, poprawiając girlandę.
„Dla mnie wygląda idealnie” – powiedziałem, choć mocniej zacisnąłem dłonie na jej biodrach, gdy krzesło pod nią się zachwiało. Ta dziewczyna nie ma żadnego poczucia równowagi.
Próbowałem powiesić girlandę sam — w końcu mogłem do niej dosięgnąć bez narażania życia — ale Doe uparła się, że zrobi to osobiście. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zgodziłem się po to, żeby stać na wysokości jej okrągłego tyłeczka i trzymać dłonie na jej biodrach. Są takie cudownie ściskalne.
Usta Doe lekko się wykrzywiły w grymasie. „Chyba ta strona nie jest równa” – mruknęła, przesuwając się jeszcze bliżej krawędzi krzesła.
Zanim zdążyłem ostrzec ją, żeby uważała, krzesło przechyliło się do przodu i Doe wydała z siebie przerażający pisk, lecąc twarzą w kierunku podłogi.
Jakbym kiedykolwiek miał do tego dopuścić.
Mój refleks natychmiast zadziałał i stanąłem przed jej lecącym ciałem, łapiąc ją, zanim upadła. „Mam cię” – uspokoiłem ją. Ostrożnie objąłem jej nogi ramionami i postawiłem ją z powrotem na krześle.
Doe roześmiała się bez tchu. „O mało co! Dzięki, Ace.”
Pokręciłem głową z dezaprobatą. „Koniec z akrobacjami na krześle.” Zanim zdążyła zaprotestować, przyciągnąłem ją do siebie i objąłem ramieniem pod tyłkiem, podnosząc ją w górę.
„Co ty…? Hej!” – pisnęła Doe. – „Ace! Postaw mnie!”
„Straciłaś przywilej wieszania girlandy.”
„Ale nie skończyłam!”
Pozwoliłem jej ciału zsunąć się wzdłuż mojego, aż stanęła stopami na ziemi, przyciśnięta do mnie całą sobą. Jej dłonie wylądowały na mojej klatce piersiowej, a ona odchyliła głowę, patrząc na mnie w górę. Jej gniewne spojrzenie złagodniało w niechętny uśmiech.
„Jesteś niemożliwy” – powiedziała.
„A ty jesteś nieostrożna” – odpowiedziałem, poprawiając jej czapkę Mikołaja czułymi dłońmi. – „Nie pozwolę ci dziś zginąć, nawet w imię świątecznego ducha. Kończę za ciebie.”
Doe westchnęła teatralnie. „Dobra.” Skrzyżowała ręce na piersi. „Ale tylko dlatego, że chcę dożyć Bożego Narodzenia.”
Po powieszeniu girlandy pod czujnym okiem Doe, upewniając się, że każda gałązka jest dokładnie tam, gdzie chciała, stanęliśmy obok siebie, żeby podziwiać efekt naszej pracy.
„Wygląda tak świątecznie!” ucieszyła się Doe. „Co myślisz, Grammy?”
„Wygląda cudownie, kochanie. Cały dom wygląda pięknie” – odpowiedziała Grammy. – „Chociaż wydaje mi się, że tamte drzwi też teraz potrzebują girlandy.” Wskazała na szklane drzwi prowadzące do kuchni, które rzeczywiście wyglądały teraz zaskakująco pusto.
Doe powoli odwróciła się do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. „Chyba widziałam jeszcze jedną girlandę na strychu.” Zamrugała na mnie swoimi wielkimi brązowymi oczami i wydęła dolną wargę. „Przyniesiesz ją dla mnie? Odwdzięczę ci się ciasteczkami.”
Westchnąłem, udając poirytowanego, chociaż oboje wiedzieliśmy, że zrobiłbym to nawet bez obietnicy wypieków. „Dobra. Zaraz wracam.”
***
Nie zajęło mi długo znalezienie girlandy na strychu i zejście na dół. Miałem wrócić do wszystkich w salonie, kiedy usłyszałem swoje imię.
„...zawsze lubiłam Ace'a. Więc co jest między tobą a tym przystojnym młodym mężczyzną?” – zapytała Grammy. – „Dlaczego jeszcze nie jesteście razem?”
Nie mogąc się powstrzymać, zatrzymałem się tuż przed wejściem do salonu, nadstawiając uszu na odpowiedź Doe. To był naprawdę ciekawy temat.
„O czym mówisz?” – odpowiedziała Doe z pełnymi popcornu ustami.
Wyjrzałem zza rogu akurat w chwili, gdy Grammy przewróciła oczami. Doe była zbyt zajęta oglądaniem telewizji, żeby zauważyć, że podsłuchuję. „Och, kochanie. Jestem stara, ale nie ślepa. Ten chłopak szaleje za tobą.”
Doe roześmiała się. „Masz na myśli mnie i Ace'a? Nie, uwierz mi, jesteśmy tylko przyjaciółmi. Absolutnie nic nas nie łączy.” Brzmiała zaskoczona, ale nie całkiem przerażona tym pomysłem, więc to był plus.
Ku mojemu zaskoczeniu Grammy obróciła głowę i jej oczy spotkały się z moimi. Uniosła brew, jakby chciała powiedzieć: „To prawda?”
Wtedy zdałem sobie sprawę, że Grammy wiedziała, że podsłuchuję. Chciała, żebym to usłyszał.
Sprytna staruszka.
W milczeniu uśmiechnąłem się i pokręciłem głową. Nie, to nie była prawda. Ani trochę.
Doe była moja. Po prostu jeszcze o tym nie wiedziała.
Grammy posłała mi szeroki uśmiech, po czym odwróciła się z powrotem do Doe. Położyła dłoń na jej kolanie. „Czy to minutnik na ciasteczka właśnie usłyszałam?”
Doe spojrzała w stronę kuchni. „Och, pewnie tak. Pójdę sprawdzić.” Wstała i podskakując, ruszyła do kuchni.
Wzrok Grammy skupił się na mnie w chwili, gdy Doe zniknęła z pola widzenia. „Chodź, usiądź przy mnie, młody człowieku. Pogadajmy sobie.”
Z girlandą wciąż w ręku podszedłem do niej i usiadłem obok na kanapie, uważając, żeby nie obudzić Papy, który spał po jej drugiej stronie.
„Naprawdę jesteś coraz przystojniejszy za każdym razem, kiedy cię widzę” – powiedziała do mnie Grammy. – „I coraz większy. Czym wy się tu, u licha, karmicie? Zaraz głową sufit przebijesz, jak nie przestaniesz rosnąć.”
Zaśmiałem się. „Dobre geny rodzinne, jak sądzę.”
Grammy zmrużyła oczy. Coś w tej kobiecie mówiło mi, że nie wierzy w żadne bujdy, które jej wciskaliśmy, żeby ukryć fakt, że jesteśmy wilkołakami. Ale wiedziała też, że nie warto nas o to naciskać.
„Więc kochasz się w mojej wnuczce, co?”
Prawie się zakrztusiłem ze śmiechu. Prosto z mostu. Podoba mi się to.
„Coś w tym stylu, tak” – odpowiedziałem.
„To dlaczego jeszcze nic z tym nie zrobiłeś? Minęło siedemnaście lat. Nie powinniście już dawno być razem?”
„Gdyby to było takie proste.”
„Ace i Dotty technicznie są razem!” – zawołał Griffin ze swojego miejsca na podłodze. – „Bo są partnerami…„
„Elliot. Przegapiasz swoją ulubioną scenę.” Posłałem mu wymowne spojrzenie i skinąłem głową w stronę telewizora. Powinien wiedzieć, że nie wypada rozmawiać o kulturze wilkołaków przy człowieku. Nawet jeśli tym człowiekiem była jego babcia.
Twarz Elliota poczerwieniała i pochylił głowę w poddańczym geście, po czym odwrócił się z powrotem do telewizora.
„Partnerami?” – zapytała Grammy.
„Chłopcy są przekonani, że Doe i ja jesteśmy bratnimi duszami” – wyjaśniłem. – „Chcą, żebyśmy byli razem.”
„Hmm” – mruknęła Grammy. – „Więc nie tylko ja zauważyłam tę chemię. Planujesz powiedzieć Dorothy, co do niej czujesz?”
Wypuściłem długi oddech. To było skomplikowane. Gdyby to zależało ode mnie, Doe wiedziałaby o moich uczuciach już dawno temu.
„Pracuję nad tym” – odpowiedziałem w końcu, celowo pozostając przy ogólnikach.
Grammy nabrała figlarnego wyrazu twarzy. „Chciałbyś trochę pomocy?”
Zerknąłem na szklane drzwi prowadzące do kuchni. Słyszałem, jak Doe kończy. Miała wrócić do nas w każdej chwili.
„Co miałaś na myśli?” – zapytałem, szczerze zaciekawiony. Nie miałbym nic przeciwko, żeby trochę przyspieszyć bieg wydarzeń między mną a Doe.
Uśmiech Grammy był wręcz diaboliczny.
Nie zdążyłem odpowiedzieć. Doe wpadła z powrotem do salonu z ogromnym talerzem parujących ciasteczek. „Snickerdoodles, prosto z pieca! Kto chce?”
Jej młodsi bracia rzucili się do niej.
„Ostrożnie, są gorące!” – ostrzegła Doe, gdy wszyscy chwytali z talerza. – „Może musicie chwilę poczekać, zanim je zjecie.”
Kiedy chłopcy mieli już po co najmniej dwa ciasteczka, moja partnerka usiadła obok mnie na kanapie. Poczęstowała babcię, a potem podsunęła talerz mi. Zawsze myślała o innych przed sobą.
Wziąłem dwa ciasteczka, jedno dla siebie i drugie dla Doe. Upewniłem się, że ugryzła swoje, zanim podniosłem własne do ust.
„Są pyszne” – powiedziałem, składając szybki pocałunek na jej policzku. – „Dziękuję, że je zrobiłaś, słoneczko.”
Doe spojrzała na mnie ciepło, a jej policzki zaróżowiły się. „Nie ma za co.”
„Chłopaki, podziękowaliście siostrze za ciasteczka?” – zapytałem jej młodszych braci.
Rozległ się chór głosów: „Dziękujemy, Dotty!”
Doe przewróciła oczami i lekko szturchnęła mnie łokciem w bok. „Coraz bardziej zamieniasz się w mojego tatę.”
Miało to sens, biorąc pod uwagę, ile czasu spędzałem z jej rodziną. „Lepiej twój tata niż mój.”
Doe uważnie spojrzała mi w twarz. „Co on robi w Boże Narodzenie? Zamierzasz się z nim spotkać?”
Wzruszyłem ramionami i objąłem ją ramieniem za ramiona, przyciągając do siebie. „Nie jestem pewien.” Nie powiedziałem nic więcej. Ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę, było psucie jej humoru, kiedy była w tak dobrym nastroju.
Napięta chwila szybko minęła, gdy bracia zaczęli domagać się kolejnych ciasteczek, a głos Grammy przebił się przez gwar. „Ace, ty i Dorothy macie jeszcze dekorowanie do dokończenia. Pokój wygląda nierówno.”
Spojrzałem na starszą kobietę. Czy to tylko mi się wydawało, czy nagle brzmiała szczególnie entuzjastycznie?
„Ach, tak, zupełnie zapomniałam!” – zawołała Doe. – „Udało ci się znaleźć tę girlandę na strychu?” – zapytała mnie.
Kiwnąłem głową i podniosłem ją z miejsca, gdzie ją upuściłem na podłogę. „Chodź.”
***
Szybko uporałem się z ostatnią girlandą, a Doe cały czas mną dyrygowała.
„Gotowe” – powiedziałem. – „Jak wygląda?”
Doe kiwnęła głową. „Napusz ją na środku. Dziwnie wygląda.”
Zrobiłem, co mi kazała, poprawiając środkową część, która z jakiegoś powodu była spłaszczona.
„Co to jest?” – zapytała Doe, stając obok mnie. Wskazała na miejsce, które dotykałem. „Te małe białe kuleczki, tu.”
Żołądek mi się ścisnął. Dokładnie wiedziałem, co to jest. Jemioła.
„To jemioła!” – krzyknął Thomas. – „Tata kupił ją mamie w zeszłym roku!”
Miał rację. Pamiętałem, jak Joe gonił Susan po domu z jemiołą, domagając się pocałunków od swojej partnerki przy każdej okazji. Był tak uparty, że Susan w końcu musiała schować ją na samo dno jednego z pudeł z dekoracjami.
Więc jak znalazła się na girlandzie?
„Stoicie dokładnie pod nią!” – krzyknął radośnie Elliot, nie kryjąc podniecenia. Każdy z jej braci patrzył teraz na nas, Elf zupełnie zapomniany. – „To znaczy, że musicie się pocałować!”
Oczy Doe rozszerzyły się, biegając wzrokiem między mną a jemiołą. „Czy ty…?”
„Nie” – powiedziałem szybko, choć mój wzrok powędrował do Grammy. Jej uśmiech mówił mi wszystko. Mrugnęła do mnie figlarnie.
Bracia Doe zaczęli skandować: „Całus! Całus! Całus!”
Byli na tyle głośni, żeby wyrwać Papę ze snu, sprawiając, że poderwał się gwałtownie. „Co u licha się dzieje?”
Doe odwróciła się do mnie, zarumieniona, ale roześmiana. „Co robimy?”
„No musicie się pocałować, oczywiście” – powiedziała Grammy. – „To tradycja.”
Doe przyjrzała mi się, a jej wzrok na chwilę zjechał na moje usta. Policzki zapłonęły jej jak pomidory. „Chyba szybki pocałunek w usta nikomu nie zaszkodzi. To znaczy, jeśli ci to nie przeszkadza.”
Czy mi to nie przeszkadza? Na tę chwilę czekałem od trzech cholernych lat.
Skandowanie chłopaków było coraz głośniejsze. „Całus! Całus! Całus!”
„Idę z powrotem spać” – mruknął Papa, zamykając ponownie oczy.
Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się do mojej dziewczyny. „To tradycja.”
Doe zachichotała. Nie zdążyłem się przygotować, kiedy stanęła na palcach i przycisnęła swoje usta do moich.
Niebo.
Wokół wybuchły okrzyki, ale nie zwracałem na nie uwagi. Całowanie Doe było tak samo wspaniałe, jak je zapamiętałem. Iskry więzi eksplodowały na moich ustach, przeszywając całe ciało. Mój wilk warknął, a moja pierś zawibrowała z rozkoszy.
Byłem prawie pewien, że Doe planowała szybki pocałunek, ale zatrzymała się dłużej, niż się spodziewałem — nie żebym narzekał. Uwielbiałem to, jak się we mnie wtapiała, jak westchnęła i pochyliła się po więcej. Jej palce wbiły się w moje ramiona, a jej zapach stał się słodszy. Zamknęła oczy.
Tymczasem ja robiłem wszystko, żeby jej kompletnie nie pożreć. Nie wpychaj języka w gardło swojej partnerce przy jej młodszych braciach. Nie dociskaj jej do ściany, kiedy babcia patrzy.
Skończyło się zbyt szybko. Minęło zaledwie kilka błogich sekund, kiedy Doe sapnęła i otworzyła szeroko oczy. Oderwała usta od moich i cofnęła się, potykając. Musiałem zebrać całą siłę woli, żeby nie przyciągnąć jej z powrotem. Brałem głębokie oddechy, uspokajając się. Mój wilk chciał przejąć kontrolę.
Z dłonią na ustach Doe rozejrzała się po pokoju, widząc zdumione twarze członków rodziny. Przez chwilę myślałem, że spanikuje, ale wtedy się uśmiechnęła i z jej ust wydobył się dźwięczny chichot.
„No! Wszyscy zadowoleni?” zaśmiała się. Żartobliwie mnie odepchnęła i podbiegła z powrotem na kanapę, opadając obok babci.
Stałem dokładnie tam, gdzie mnie zostawiła, gapiąc się za nią jak ogłupiały idiota. Jak ona, do cholery, tak szybko doszła do siebie?
Doe wzięła miskę z popcornem z kolan babci i postawiła ją na swoich, po czym w końcu na mnie spojrzała.
Przewróciła oczami. „Wiem, że moje umiejętności całowania są na najwyższym poziomie, ale nie myśl, że stanie tam da ci kolejnego buziaka.” Przesunęła się na kanapie, robiąc mi miejsce pośrodku. Poklepała siedzenie. „No chodź. Obejrzyj ze mną koniec filmu.”
Poruszając się w zakochanym oszołomieniu, przeszedłem przez pokój i usiadłem między nią a babcią. Nie mogłem się powstrzymać i przyciągnąłem Doe do siebie, potrzebując jej bliskości teraz bardziej niż kiedykolwiek. Doe natychmiast się do mnie przytuliła, rozgrzewając mnie do głębi.
Dłoń wylądowała na moim kolanie, delikatnie je klepiąc. „Nie ma za co” – szepnęła mi Grammy do ucha.
Koniec. Na razie...
Porywający finał historii Ace'a i Doe pojawi się na Galatea 27 stycznia 2025 💝












































