Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Dobrzy, źli i upiorni

Dobrzy, źli i upiorni

Autorzy
Cherry Redwood
Lektury
15,4K
Rozdziały
39
Autorzy
Cherry Redwood
Lektury
15,4K
Rozdziały
39
💕Romantyczne💪SIlne kobiety😌Druga szansa🧙‍♂️Paranormalne i fantasy🕵️Detektywi i policjanci🧙‍♀️Czarodziejki i magowie

Odrzucona jako „przeklęta” po krwawej bitwie, wiejska dziewczyna Linda Mae Walley nie może nawet kupić nafty w Copperwood. Kiedy wilki atakują jej dom i okazują posłuszeństwo jej głosowi, szepty o czarach zmieniają się w groźby – a szeryf Richard Leland, człowiek związany z jej przeszłością, musi wybrać między strachem miasteczka a niezwykłą mocą budzącą się w lesie.

Rozdział 1

LINDA MAE

Linda Mae Walley kochała Richarda Lelanda, odkąd skończyła siedem lat, a dwunastoletni Richard — w tamtym czasie Richie — uderzył w twarz Aarona Schustera za to, że ten wpuścił żabę za koszulę Lindy Mae. Przez krótki czas w młodzieńczych latach Linda myślała, że Richard również może darzyć ją uczuciem.
Wszystko to się zmieniło, kiedy Adela Baldovino przybyła do Copperwood.
Oczywiście teraz już jej tu nie było. Wyjechała w styczniu. Ale od czasu przyjazdu Addie nic nie było takie samo.
Linda wślizgnęła się do sklepu wielobranżowego Porterów z nasuniętym kapturem i rozbieganym wzrokiem. Nie chciała dzisiaj z nikim nawiązywać kontaktu wzrokowego. Może, jeśli uda jej się tego uniknąć, uniknie też kłopotów. Widok Richarda przy ladzie zdenerwował ją, ale spuściła głowę i ruszyła do półki z bańkami nafty.
Linda nie czuła nawet nienawiści do Addie za jej udział w swoim nieszczęściu. Mogłaby ją nienawidzić; większość ludzi tak robiła. Jednak tylko Linda widziała, co Addie zrobiła w lesie tamtego strasznego dnia, kiedy dosłownie rozpętało się piekło. To sprawiało, że nienawidzenie jej było poniekąd niemożliwe.
Ale to nie oznaczało również, że Linda ją lubiła.
Linda wybrała pięciogalonową bańkę i przeszła do tytoniu. Nie znosiła tytoniu. Śmierdział i wydawał jej się luksusem, na który nie mogli sobie pozwolić — ale ciotka Dora na niego nalegała. Z ciotką Dorą się nie dyskutowało, więc Linda wybrała jednouncjową torebkę, włożyła ją do koszyka i wróciła do swoich myśli.
W każdym razie jej uczucia względem Addie Baldovino nie miały znaczenia. Addie opuściła Copperwood tego samego dnia, odjeżdżając ze swoim banitą i małą Kitty Schuster, która według połowy miasteczka wciąż uchodziła za zmarłą w śnieżycy.
Minęło kilka miesięcy i teraz wszyscy nazywali to Śnieżycą Szkolną albo czasem Wielką Śnieżycą. Szkody, które wyrządziła, wciąż były gdzieniegdzie widoczne, chociaż te większe zostały już naprawione.
Tym, czego nie naprawiono, były zniszczenia po bitwie, jaka rozegrała się w lesie następnego dnia.
Linda wybrała pudełko gwoździ. Teraz tylko ona i ciotka Dora pracowały na farmie, a Linda nie miała pojęcia, jaki rozmiar gwoździ wybrać; ciotka też jej tego nie powiedziała. Normalnie wybór takich rzeczy należałby do wujka Willa, ale wujek Will nie przeżył bitwy o Piekielną Bramę.
Tak samo jak ojciec Lindy. Gdyby żył, wcale nie kupowałaby gwoździ. Zmieniałaby pościel w pokojach gościnnych Saloonu Walleyów albo obsługiwała kilku miejscowych, którzy przyszli na karty i kieliszek czegoś mocniejszego.
Wiele rzeczy uległo zmianie od tamtego okropnego dnia w styczniu.
Linda zerknęła na front sklepu. Richard nadal tam był, gawędząc z panią Porter. Pan Porter też zginął w walce. Z tym że on należał do tych nieopętanych.
Nieprzeklętych, jak zaczęto ich nazywać.
„Mówię ci, że już odchodzę od zmysłów” – żaliła się pani Porter Richardowi, a jej twarz była naznaczona głęboką troską i, bez wątpienia, smutkiem. „John zajmował się zamówieniami i rachunkami. Nigdy w ogóle się do tego nie mieszałam”.
„Świetnie pani sobie z tym wszystkim radzi, pani Porter” – powiedział Richard.
Do Lindy dotarło, jak trudne musiało być dla pani Porter wzięcie na siebie wszystkiego, co wiązało się ze sklepem. Chciała jej pomóc, ale wiedziała, że każda jej propozycja byłaby niemile widziana.
Od czasu bitwy wszyscy byli wstrząśnięci, co wywołało straszliwy rozłam między przeklętymi a nieprzeklętymi oraz ich rodzinami.
Było to widoczne każdego dnia. Około dwudziestu kilku dorosłych w Copperwood zebrało się w motłoch i ruszyło za Addie w przypływie sprawiedliwego gniewu, podążając za nią do Północnego Lasu. Spośród nich, około połowa stała się mimowolnymi naczyniami demonicznego opętania. Linda Mae była jedną z nich.
Pamiętała tę rzeź jedynie w strzępkach i przebłyskach.
Ale Addie zamknęła Piekielną Bramę, a demony uwolniły mieszkańców Copperwood. To jednak nie oznaczało końca kłopotów.
Nieprzeklęci i ich rodziny nie ufali przeklętym i pałali do nich nienawiścią. Nie pomagał fakt, że pastor Easton był wśród nieprzeklętych, razem ze swoją żoną i siostrą. Siostra pastora Eastona zginęła w walce.
Pastor Easton głośno wyrażał swoje przekonanie, jakoby ci, którzy zostali przeklęci, sami wpuścili w siebie demony. Ich dusze były zbrukane i stanowiły żyzny grunt dla diabelskich machinacji.
To sprawiało, że życie w Copperwood jako przeklęty ocalały było niezmiernie trudne.
Linda przyglądała się rolkom wełnianej flaneli i perkalu na tyłach sklepu. Żadna z jej sukienek ani spódnic nie nadawała się do pracy na farmie. Całe życie mieszkała w mieście.
Ciotka Dora wpadłaby jednak we wściekłość, gdyby Linda wydała jakikolwiek grosz na siebie.
Linda pociągnęła za ukryty pod płaszczem mankiet bluzki. Boleśnie ocierał się o znajdującą się pod nim bliznę. Blizna miała sześć lat. Można by się spodziewać, że nie będzie już wrażliwa. A jednak wciąż była.
Ładna, nowa sukienka z luźniejszymi rękawami, uszyta z jakiejś miękkiej flaneli, byłaby w sam raz.
Ale już widziała oczyma wyobraźni, jak ciotka Dora wpada w furię na samą myśl o tym.
Z westchnieniem odwróciła się od bel materiału, by pójść do lady. Jej zwlekanie przyniosło jej jedną drobną korzyść. Richarda już nie było.
Kiedy Linda zbliżyła się do lady, pani Porter zmierzyła ją chłodnym spojrzeniem.
Linda spuściła wzrok i uniosła koszyk, wyciągając portmonetkę. Zamierzała szybko zapłacić i wyjść.
„Nie chcę tu więcej widzieć nikogo twojego pokroju” – powiedziała pani Porter przez zaciśnięte usta.
Linda spojrzała na nią zaniepokojona. „Ależ pani Porter, w okolicy nie ma żadnych innych sklepów”.
„Nie będę sprzedawać takim jak ty” – odparła pani Porter.
Linda Mae przez chwilę wpatrywała się w nią z otwartymi ustami.
„Ale my potrzebujemy tych rzeczy” – powiedziała w końcu oszołomiona Linda.
„Jedź do Bismarcku” – rzuciła pani Porter. „Nic mnie to nie obchodzi”.
Podróż do Bismarcku zajmowała cały dzień przy dobrej pogodzie. Linda pokręciła głową z niedowierzaniem. „Pani Porter, proszę. Pozwól mi chociaż kupić te rzeczy. Potem nie będę już pani niepokoić”.
„Nie!” – wykrzyknęła.
Właśnie w tym momencie do sklepu weszły pani Jordan i pani Dooley. Mąż pani Jordan, Ronnie, był wśród nieprzeklętych, którzy zginęli w walce, a mąż pani Dooley również należał do nieprzeklętych, choć przeżył, no i był bratem pani Porter. Z tego powodu ich nadejście nie zwiastowało dla Lindy Mae niczego dobrego.
Linda przyjrzała się rzeczom w swoim koszyku.
Powinna wyjść w tej samej chwili, ale ciotka Dora wściekłaby się nie na żarty, gdyby wróciła z pustymi rękami.
„Proszę, pani Porter” – błagała.
„Powiedziałam nie, ty zielonooka zarazo!” – warknęła pani Porter. Wypowiedziała to w taki sposób, jakby fakt posiadania przez Lindę zielonych oczu był kolejnym przewinieniem na jej liście.
„No proszę, Mary Rose, w czym problem?” – zapytała pani Dooley, podchodząc bliżej. Była kobietą w średnim wieku z rumianymi policzkami od lat pracy na farmie Dooleyów. Wyglądała na dość silną, by wywlec Lindę z budynku, i sądząc po wyrazie jej twarzy, była na to gotowa.
„W niczym” – zaprotestowała Linda. „Chcę tylko zrobić zakupy i wyjść”.
„Skoro pani Porter mówi nie, lepiej jej posłuchaj” – syknęła pani Jordan.
Linda spojrzała na nią z konsternacją. Zmarły Ronnie Jordan pracował jako kucharz w lokalu Vica Walleya, odkąd Linda sięgała pamięcią. Pracowała ramię w ramię z nim jako kelnerka, codziennie roznosząc klientom przyrządzane przez niego potrawy. Nigdy nie przepadała za panią Jordan, ale żeby ta kobieta odzywała się do niej w ten sposób – to było nie do pomyślenia.
Pani Dooley podeszła do koszyka Lindy i energicznymi ruchami zaczęła wyciągać z niego przedmioty.
„Proszę pani, potrzebujemy tej nafty!” – błagała Linda.
Wtedy do środka wszedł Richard Leland.
Linda spojrzała na niego z iskierką nadziei.
Richard był jednym z nieprzeklętych, ale był też szeryfem — a wiele lat temu byli sobie bardzo bliscy. Z pewnością musiał zainterweniować.
„W czym tkwi problem, drogie panie?” – zapytał, podchodząc leniwym krokiem do lady, przy której Linda i pani Dooley szarpały się o bańkę z naftą.
„Proszę, Rich... szeryfie” – zająknęła się Linda, w porę się powstrzymując. Poufałość nie była w tym momencie wskazana.
Richard spojrzał na nią swoimi ciepłymi, błękitnymi oczami.
Uspokojona, kontynuowała: „Muszę tylko kupić kilka rzeczy. Zaraz potem sobie pójdę”.
„Nie chcę kogoś takiego jak ona w moim sklepie!” – oświadczyła pani Porter, nastroszywszy się niczym dumna kwoka.
Cztery kobiety spojrzały wyczekująco na Richarda.
„Cóż, uważam, że najlepiej będzie, jeśli zrobi pani tak, jak mówi pani Porter, panno Walley. To jej sklep”.
Czy Linda myślała wcześniej, że jego oczy są ciepłe? Nie. Były zimne i twarde jak lód.
Pokonana Linda puściła bańkę z naftą i zabrała się za wyciąganie reszty rzeczy z koszyka. Pani Dooley chciała wyrwać stamtąd tytoń, ale Linda ją uprzedziła, chwytając go i rzucając na ladę.
Z ostatnim spojrzeniem rzuconym im wszystkim, ze szczypiącymi od łez oczami, wymknęła się chyłkiem ze sklepu.
Spotkanie było wystarczająco okropne, ale kiedy wyszła na zewnątrz, zdała sobie sprawę, że jej kłopoty dopiero się zaczynają.

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

Czekające

by Martita

liczba książek: 11

Odkryj Galateę

Związana z VasilijemŁotry z Blackwood 3: BeauSounders Hokej 2: Nieprzyzwoite gestyOpowieści wróżki 1: Skrzydła przeznaczeniaDecyzje pożądania 2: Miłość czy żądza

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocWrzące żądzeNa cienkim lodzie