Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Dzikie zgliszcza: To, co między nami pozostało

Dzikie zgliszcza: To, co między nami pozostało

Autorzy
Kristen Mullings
Lektury
69,3K
Rozdziały
12
Autorzy
Kristen Mullings
Lektury
69,3K
Rozdziały
12
💕Romantyczne😌Druga szansa🎭Dramatyczne🏙️Współczesne💰Miliarderzy💪🏻Samce alfa🤑Miliarderzy🖤Mroczne

Wargi Romana uniosły się nad moimi, tak blisko, że aż bolało, a jego głos był szorstki jak żwir.

– Jeszcze nie – szepnął. – Przy następnym oddechu zupełnie się dla mnie zatracisz.

Sage przysięgała sobie, że skończyła z Romanem – z kłamstwami, złamanym sercem i ogniem, który nigdy tak naprawdę nie wygasł. Kiedy jednak los ponownie ich ze sobą styka, napięcie między nimi staje się elektryzujące, niebezpieczne i niemożliwe do zignorowania. Roman pragnie odkupienia; Sage pragnie prawdy. Każdy dotyk wydaje się obietnicą, każda kłótnia – wyzwaniem. On jest zdeterminowany, by dowieść, że się zmienił, ale stare rany nie goją się łatwo, a pokusa potrafi skutecznie zacierać granice między przebaczeniem a uległością. Pomiędzy pełnymi napięcia kolacjami, ostrymi słowami i skradzionymi pocałunkami, oboje stają przed pytaniem, od którego nie ma ucieczki – czy można naprawdę kochać kogoś, kto raz już cię złamał?

Rozdział 1: Nalej mi wody

SAGE

„Sage! Nie możesz...”
Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem tak mocno, że futryna aż zadrżała. Ciężko oddychałam, powoli się cofając i wpatrując w drzwi w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję na mój wybuch.
Myślałam, że Roman po prostu przez nie przejdzie – zawsze potrafił przekraczać moje granice, szczególnie te, które starałam się utrzymać najmocniej. Mocno zacisnęłam szczękę.
Ogarnęła mnie całkowita cisza. Próbowałam zapanować nad swoimi uczuciami, ale poniosłam żałosną porażkę, a potem pojawiły się łzy.
Miałam ochotę krzyczeć, ale zamiast tego rzuciłam się na łóżko, chwytając poduszkę, by stłumić szloch i wytrzeć spływające łzy.
Boże, jak ja tego nienawidziłam.
Nie powinnam za nim tęsknić. Nie powinnam go już pragnąć.
„Kätzchen” – usłyszałam jego głos. Był stłumiony przez drzwi, niski i pełen bólu. To przezwisko znów poruszyło mnie do głębi. Jak zawsze. „Nie możesz mnie ciągle unikać”.
Moje dłonie mocniej zacisnęły się na poduszce.
Unikać go? Zniknął na całe tygodnie. Żadnego telefonu. Żadnego SMS-a. Tylko cholerna, zwykła wiadomość, że ma „sprawy rodzinne”. Znowu! Jakbym każdego dnia nie płonęła w ciszy.
Jakbym nie czuła jego obecności w każdym pokoju, do którego wchodziłam.
Usiadłam, szorstko ocierając policzki. „A ty nie możesz tak po prostu wracać, jakby nic się nie stało!”
Nie potrafiłam powstrzymać krzyku, a mój głos załamał się w połowie zdania.
Chwila ciszy. Potem usłyszałam jego głos. Był teraz cichszy. „Proszę... otwórz drzwi”.
Wpatrywałam się w nie. Moje palce drżały.
Nie rób tego, Sage.
Ale z Romanem Heinrichem było tak, że on nigdy nie błagał.
A teraz to robił.
Moje nogi ruszyły, zanim zdążyłam je powstrzymać. Kierował mną ból — było mi gorąco, byłam wściekła i czułam to niezaprzeczalne pragnienie, które budził we mnie Roman, żyjące tuż pod moją skórą i zawsze go pragnące. Chciałam czuć go na sobie, w sobie.
Moje palce ostrożnie zacisnęły się na klamce. Łaskawie otworzyłam drzwi.
Roman nawet nie drgnął. Stał prosto i nieruchomo na korytarzu, wyglądając jak sam żal ubrany w dopasowany, czarny garnitur. Nie miał krawata. Jego kołnierzyk był rozpięty, odsłaniając szyję.
Dobrze wiedział, co robi.
Jego lodowatobłękitne oczy omiotły mnie powoli i bez skrupułów, zupełnie jakby miał do tego pełne prawo. Wzrok spoczął na śladach łez na mojej twarzy i na ułamek sekundy złagodniał, po czym znów pojawił się w nim ten znajomy mrok.
„Nie nazywaj mnie tak” – warknęłam, choć mój puls przyspieszył. „Nie masz już prawa mnie tak nazywać”.
Zrobił krok do przodu. Ja zrobiłam krok do tyłu. Znaliśmy ten taniec aż za dobrze.
„Ale przecież nią jesteś, prawda?” – mruknął, jedną ręką zamykając za sobą drzwi. Ich kliknięcie rozniosło się echem po mieszkaniu jak wyrok. „Moja”.
„Nie, Roman” – syknęłam drżącym głosem. „Nie możesz znikać i wracać, udając, że jestem twoja”.
„Zawsze byłaś moja”. Jego głos stał się niski, szorstki i pełen zdecydowania. „Po prostu lubisz udawać, że tak nie jest”.
Wstrzymałam oddech, a on to zauważył.
Kąciki jego ust uniosły się, ale nie w uśmiechu, lecz w czymś głębszym. Czymś bardziej głodnym.
Roman ruszył do przodu, powoli i celowo, spychając mnie w stronę łóżka jak drapieżnik osaczający ofiarę. Z każdym jego krokiem pokój wydawał się mniejszy.
„Powiedz tylko słowo, a sobie pójdę” – mruknął. „Ale oboje wiemy, że tego nie chcesz”.
„Pierdol się” – szepnęłam, choć moje uda zacisnęły się pod jedwabnym szlafrokiem. „Nie będziesz ze mną pogrywał”.
Poruszył się tak szybko, że ledwie zdążyłam zaczerpnąć tchu.
Jedną dłonią chwycił mnie za włosy na karku, odchylając mi głowę do tyłu na tyle, by odsłonić moją szyję. Drugą zacisnął na mojej szczęce, mocno, ale ostrożnie i zaborczo. Przycisnął swoje ciało do mojego, a ja czułam tylko gorąco, mięśnie i męskie napięcie.
„Myślisz, że to gra?” – warknął, a jego gorący oddech owiał moje usta. „Więc każ mi przestać. W tej chwili. Powiedz nie, a wyjdę przez te drzwi”.
Nie zrobiłam tego. Nie potrafiłam. Moje serce biło tak mocno, że czułam to aż w zębach.
„Wciąż moja” – szepnął, przesuwając wargami po moim policzku bez całowania mnie. „Wciąż jesteś dla mnie mokra, nawet kiedy się złościsz”.
„Jesteś takim aroganckim...”
Zacisnął dłoń nieco mocniej, zaledwie po to, by uciszyć moje słowa, ale nie na tyle, by sprawić mi ból. Nie tak naprawdę.
„Rozbieraj się” – rozkazał.
Zamarłam. Jego głos był zapalnikiem, który z nienawiścią uwielbiałam — mówił do mnie tak, jakby mógł mi rozkazywać, jakbym miała paść na kolana na jedno skinienie jego palca. I kurwa, może bym to zrobiła.
„Roman, nie...”
„Rozbieraj się. Albo ja to zrobię”.
Dobrze wiedziałam, co to oznacza.
Oddech uwiązł mi w gardle, gdy wpatrywałam się w niego, zbuntowana i drżąca, po czym powoli pozwoliłam, by szlafrok zsunął się z moich ramion.
Obserwował każdy odsłaniany centymetr mojego ciała, jakby już do niego należało. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w powolnych, kontrolowanych oddechach, ale w jego oczach płonęła czysta zaborczość.
Stałam przed nim naga, z dumnie uniesioną brodą i sutkami twardymi od chłodnego powietrza oraz napięcia między nami. Nie zamierzałam odwracać wzroku.
„Dobra dziewczynka” – powiedział.
Boże, ta pochwała. Nienawidziłam tego, że moje uda same się przez to zacisnęły.
Stanął za mną, powoli i z nabożeństwem przesuwając opuszkami palców wzdłuż mojego kręgosłupa, aż chwycił mnie za biodra.
„Tęskniłem za tym” – mruknął mi do ucha. „Za tym, jak drżysz, choć jeszcze nawet porządnie cię nie dotknąłem”.
Zacisnęłam zęby. „Nienawidzę cię”.
„Wcale nie” – powiedział, gryząc mnie w ramię. „Bardzo byś chciała, ale twoje ciało wciąż reaguje na mnie”.
Odwrócił mnie w swoją stronę, delikatnie, ale stanowczo popychając na łóżko. Zanim zdążyłam zaczerpnąć powietrza, jego dłoń zacisnęła się na moim gardle — wywierając mocny i wymierzony nacisk, dokładnie tak, jak wiedział, że to lubię. Wystarczyło, by zaparło mi dech w piersiach.
„Słowo bezpieczeństwa nadal bez zmian?” – zapytał. Jego głos był mroczny i pełen grzechu.
„Tak” – wychrypiałam.
„Więc pozwól, że przypomnę ci, co traciłaś”.
Dłoń Romana spoczywała mocno na moim gardle, nie sprawiając mi bólu, a po prostu trzymając mnie w miejscu, jak swoją własność.
Moje nogi drżały. „Nie możesz tego robić” – szepnęłam, chociaż moje biodra uniosły się w stronę jego uda. „Nie możesz tak po prostu się zjawiać, nazywać mnie Kätzchen i myśleć, że zaraz ci ulegnę”.
„Już mi ulegasz” – warknął.
Jego usta były kilka centymetrów od moich, a jego oddech owiewał mi wargi. Pochylił się, aż gorąco jego ciała przygwoździło mnie do łóżka, a mój puls trzepotał w piersi jak schwytany ptak.
Czułam to. Ten moment tuż przed pocałunkiem. Coś wewnątrz mnie krzyczało „tak”.
Ale zamiast tego... odwróciłam głowę.
Zastygł w bezruchu.
„Nie mogę” – powiedziałam bez tchu.
Chwila ciszy.
„Muszę iść”.
Roman odsunął się na tyle, by na mnie spojrzeć — nie zdezorientowany, nie zły, a po prostu uważny. Oceniający.
„Mam nową pracę” – powiedziałam, próbując wyrównać oddech i uspokoić roztrzęsione ciało. „I już jestem spóźniona. Moja nowa przyjaciółka, Erin, czeka na mnie. Ona jako jedyna troszczy się o mnie, odkąd zostawiłam... wszystko”.
Usiadłam, chwytając za szlafrok i owijając się nim jak pancerzem.
Jego oczy pociemniały. „Wychodzisz teraz?”
„Tak” – odpowiedziałam, chociaż wypowiedzenie tego słowa fizycznie bolało. „Zbyt ciężko pracowałam, żeby zacząć od nowa, Roman. Nie zaryzykuję tego tylko dlatego, że się tu zjawiłeś z tym swoim głosem, swoimi dłońmi i z tym... zapachem”.
Uśmiechnął się przelotnie. „Czyli jednak wciąż mnie pragniesz”.
„Nigdy nie powiedziałam, że tak nie jest”. Przeszłam obok niego, muskając ramieniem jego klatkę piersiową. „Ale nie ulegnę mężczyźnie, który znika bez słowa, a potem oczekuje, że będę na niego czekać w ciepłym łóżku”.
Odwrócił się, wodząc za mną wzrokiem. „Tu nie chodziło tylko o mnie. Potrzebowałaś przestrzeni”.
„Ty zabrałeś tę przestrzeń” – warknęłam. „Zabrałeś wszystko”.
Cisza.
Następnie zabrzmiał jego głos. Niski i niebezpieczny: „A jednak wciąż jesteś moja”.
Odwróciłam się gwałtownie. „Roman...”
„Idź” – powiedział, przerywając mi. „Bądź profesjonalna. Bądź odpowiedzialna. Bądź tą wersją siebie, którą tak bardzo starasz się być beze mnie”.
Zamrugałam oczami, zszokowana jego nagłym chłodem.
„Ale kiedy skończysz już udawać, że to nie ma znaczenia...”
Spojrzał mi prosto w oczy. Jego wzrok palił. „Wiesz, gdzie mnie szukać”.
Nic nie odpowiedziałam, patrząc tylko, jak wychodzi przez drzwi. Moje serce wciąż mocno biło, uda nadal bolały, a zapach Romana utrzymywał się na mojej skórze jak grzech, którego jeszcze z siebie nie zmyłam.

Odkryj Galateę

Lisica AlfyKról wilkołakówCórka AlbionuIdealne fragmentyHistoria nie-walentynkowa

Najnowsze publikacje

Związani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorniWrzące żądze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Na później

by Panna Anna

liczba książek: 117

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8