Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Jej kłamliwy Fae

Jej kłamliwy Fae

Autorzy
Corinthe Davies
Lektury
19,1K
Rozdziały
43
Autorzy
Corinthe Davies
Lektury
19,1K
Rozdziały
43
🥵Erotyka⚔️Od wrogów do kochanków👩‍❤️‍👨Prawdziwy partner💘Przeznaczeni partnerzy💪🏻Obrońca🧚🏼‍♂️Wróżki🧙‍♂️Paranormalne i fantasy👑Rodzina królewska i arystokraci🐉Fantasy

Toraval, niegdyś dumny książę Fae, błąka się teraz po dolinie na wygnaniu, odarty z tytułu, mocy i celu. Jego życie jest puste, a ścieżka niepewna, dopóki nie odnajduje Emmaline – Ognistej Fae, ostatniej ze swego rodzaju, ściganej aż do granic wymarcia i wymazanej z pamięci.

Poczucie obowiązku szepcze mu, że wydanie jej rodzinie mogłoby przywrócić wszystko, co utracił: nazwisko, tron i potęgę. Jednak pożądanie płonie mocniej niż powinność. Gdy serce zdradza jego plany, Toraval musi wybrać między odzyskaniem korony a ochroną kobiety, której pokochania nigdy się nie spodziewał – w świecie, w którym miłość jest ostatecznym aktem buntu.

Rozdział 1: Stalker-Dibs

TORAVAL

Była naprawdę intrygującą, małą osóbką.
Nie pochodziła z Doliny Fae, a jej zapach i wygląd zdawały się nie z tego świata. Ciemnobrązowe, kręcone włosy opadały na ramiona, okalając jasnobrązową skórę. Najbardziej uderzające były jej oczy w odcieniu szałwiowej zieleni. Na tle jej skóry odznaczały się tak wyraźnie, jakby patrzyło się przez szybę okna.
Kobieta miała na sobie ciemny płaszcz z naciągniętym kapturem, jakby to mogło ukryć ją przed wzrokiem innych. Albo przed niebezpieczeństwami, które na nią czekały.
Niebezpieczeństwami takimi jak ja.
Uśmiechnąłem się pod nosem, obserwując, jak ta słodka istota klęka przed drzewem, przesuwając palcami w rękawiczkach po dzikiej roślinie.
Pnącze dzikiej róży. Wiedziałem, że ma właściwości lecznicze, o ile dobrze pamiętałem nauki sprzed kilkudziesięciu lat. Po zerwaniu kilku pędów ostrożnie schowała je do sakiewki u boku, a następnie wstała.
Zaczęła nucić piosenkę, której nie znałem, kiwając przy tym głową. Potem bez ostrzeżenia zatrzymała się i zaśpiewała na cały głos wers z piosenki „I Will Always Love You” Whitney Houston, jak bard w karczmie albo śpiewaczka operowa na scenie.
Miała całkiem niezły głos. Powstrzymałem parsknięcie śmiechem, gdy w teatralny sposób uniosła ręce do góry.
Ciągnęła jedną głośną nutę przez nienaturalnie długi czas, unosząc ręce jeszcze wyżej. Gdy przeszła do kolejnej nuty, w jej głosie pojawiło się wibrato. Za drzewem moja twarz wykrzywiła się w grymasie.
Nie potrafiłem do końca stwierdzić, czy czuję obrzydzenie, czy jestem jeszcze bardziej zaintrygowany.
Wzięła głęboki oddech.
Uniosłem brew na tę dramatyczną pauzę.
Ostatnia, kulminacyjna nuta była dla niej za wysoka i zabrzmiała boleśnie fałszywie.
„Dobrzy bogowie, kobieto!” – zawołałem, wychodząc z ukrycia. – „Próbujesz ukryć się przed ludźmi czy ich do siebie przyciągnąć? Chyba już słyszę wycie wilków”.
Kobieta pisnęła i odskoczyła do tyłu z uniesionymi pięściami, jakby była gotowa do bójki.
Co za urocza i żałosna próba samoobrony.
Uniosłem dłoń, kuśtykając w jej stronę i upewniając się, że moje magiczne przebranie nadal działa. W lewej dłoni trzymałem laskę, wyłaniając się spomiędzy dwóch drzew.
Na mój widok, jako zgarbionego, powłóczącego nogami starca, zapewne doszła do tego samego wniosku, co wszyscy: byłem nieszkodliwy.
Oczywiście się myliła, ale lubiłem to przebranie. Kiedy wydajesz się stary i zdezorientowany, ludziom robi się ciebie żal. Albo dają ci rzeczy za darmo.
Naprawdę, same korzyści.
Porzucając postawę obronną, wyprostowała się i wyciągnęła z uszu dwa małe, białe przedmioty. Z ogromnym zainteresowaniem przyglądałem się, jak wkłada je do malutkiego, okrągłego pudełeczka, kolejnego urządzenia, jakiego nigdy w życiu nie widziałem.
„Ale mnie przestraszyłeś!” – krzyknęła. – „Kim jesteś?”.
„Toraval. Większość mówi mi Tory” – odpowiedziałem, nadal gapiąc się, gdy chowała białe pudełeczko, po czym wskazałem na nie palcem. – „Co miałaś w uszach?”.
Zamrugała, zerkając na swoją torbę, do której schowała słuchawki i pnącze dzikiej róży. „Ach, moje słuchawki?”.
Trafna nazwa, ale to nie odpowiadało na moje pytanie. Zniecierpliwiony skinąłem głową i zbliżyłem się do niej, prawie zapominając, że dla mojego przebrania powinienem mocno utykać.
Ostrożnie zrobiła krok do tyłu, gdy się zbliżyłem. Znowu uniosłem dłoń, a w moich oczach błysnęło rozbawienie.
„Zapewniam cię, nie mam złych zamiarów. Jestem po prostu ciekawy. Jak masz na imię?”.
„Emmaline. Och, większość ludzi mówi mi Emma”.
Emma. To imię do niej pasowało. Z drugiej strony, mogłaby mieć na imię Toaleta, a i tak uważałbym ją za uroczą.
Z bliska poczułem jej zapach. Było to kuszące połączenie piwonii i… kwiatu pomarańczy?
„Witaj, Emmo”. Posłałem jej szeroki uśmiech, wiedząc, że moje magiczne przebranie ukazuje brak kilku zębów. Mimo próby zachowania uprzejmości, Emma nie mogła przestać się gapić.
„Co taka ślicznotka jak ty robi sama w lesie?” – zapytałem.
Rozbawione westchnienie Emmy dało mi jasno do zrozumienia, że była gotowa wybaczyć mojemu starczemu wcieleniu bycie obleśnym.
Starzy ludzie mieli w życiu tak łatwo.
„Szukam ziół” – odpowiedziała, a ja pokiwałem głową z udawanym zainteresowaniem, choć i tak już to wiedziałem.
„Och?” – Oparłem obie dłonie na mojej drewnianej lasce. – „Jesteś twórczynią eliksirów?”.
„Tylko początkującą. Próbuję zrobić eliksir, żeby pomóc… komuś” – odpowiedziała z nieśmiałym uśmiechem. Urocze. – „A ty po co tu jesteś, Tory?”.
„Jestem kimś, kogo można nazwać zawodowym wędrowcem” – odpowiedziałem z cichym, chrapliwym śmiechem.
W jej oczach mignęło współczucie.
Idealnie.
„Słońce niedługo zajdzie, a las może stać się niebezpieczny” – ciągnąłem dalej. – „Powinnaś wrócić do swoich przyjaciół”.
„Och, ja, um…” – Emma bała się przyznać, że jest sama, i zmierzyła mnie jeszcze raz wzrokiem. Niezły instynkt przetrwania. Jaka szkoda.
„Tak, niedługo do nich dołączę” – zapewniła mnie. Emmaline nie wiedziała, że śledziłem ją od dwóch dni i że w Dolinie nie miała absolutnie żadnych przyjaciół.
„Pójdę dalej szukać roślin… tam… w tamtą stronę” – powiedziała, wskazując kciukiem za ramię. – „Więc uważaj na siebie, Tory. Miło było cię poznać”.
Emma posłała mi przyjazny uśmiech i odwróciła się na pięcie, żeby wejść głębiej w las. Uśmiechnąłem się szeroko, gdy pokazała mi plecy.
Po prostu urocza. Myślała, że uda jej się ode mnie uciec.
Zrobiłem krok do przodu bez laski. Szedłem tuż za nią.
Po chwili Emma zorientowała się, że wciąż za nią idę. Ściągnęła kaptur i odwróciła się, by na mnie spojrzeć. „Umm, Tory?”.
„Tak, Emmo?”.
„Śledzisz mnie?”.
Z zapałem pokiwałem głową.
„Okej…” Zostawiła to słowo zawieszone w powietrzu, po czym skrzyżowała ręce. „A dlaczego mnie śledzisz?”.
„To jasne, że jesteś sama, słodka dziewczyno. Ja też. Moglibyśmy razem rozbić obóz na noc i poopowiadać sobie historie. Robię świetną zupę z królika”.
Tak naprawdę nie umiałem robić zupy. Potrafiłem z łatwością polować, ale poza szybkim przypaleniem mięsa nad ogniskiem, w ogóle nie umiałem gotować.
Zaśmiała się cicho, spoglądając na mnie z niedowierzaniem. „Chcesz spędzić ze mną czas? Dlaczego?”.
„Bywa mi samotnie” – odpowiedziałem, rozbrajająco wzruszając ramionami. – „Zrób przyjemność staremu człowiekowi. Obiecuję, że jesteś ze mną bezpieczna”.
Położyłem dłoń na sercu, z szacunkiem opuszczając głowę. „Składam uroczystą obietnicę, że nie zrobię ci krzywdy. Zresztą stary człowiek i tak nie mógłby narobić większych szkód” – zachichotałem.
Oczy Emmy powędrowały na zachód, gdzie zachodziło słońce. Pod ubraniem czułem zbliżający się chłód nocy.
„Cóż…” Spojrzała na mnie jeszcze raz, zacisnęła wargi, a potem jej usta drgnęły. „W porządku. Tylko na jedną noc. Ale żadnych głupich żartów, Tory. Albo dosłownie spalę ci spodnie za kłamstwo”.
Spali mi spodnie? Strasznie konkretna groźba, ale spodobała mi się.
„Cudownie! Jakie rośliny są następne na twojej liście?” – zapytałem, wskazując laską na papier w jej dłoni. – „Może mój stary nos zdoła je wywęszyć”.
„Co, jak pies?”.
Zaśmiałem się głośno, z udawaną obrazą przyciskając dłoń do piersi. Czy ta kobieta właśnie, kurwa, porównała mnie do psa?
„Nie jak pies” – zacisnąłem zęby, ale utrzymałem napięty uśmiech, żeby udawać, że mnie to bawi. – „Ale my, Fae, mamy wyjątkowe zmysły”.
„Fajnie”. – Zaśmiała się. – „Czy czujesz zapach wiciokrzewu?”.
„Nie obrażaj mnie” – powiedziałem, wyrywając papier z jej rąk. – „Wiciokrzew jest wszędzie. Daj mi jakieś trudniejsze zadanie”.
Emma znowu parsknęła śmiechem, a ten dźwięk był… słodki. Wręcz przyjemny dla moich uszu. Nie podobało mi się, jak dziwnie ciepło i przyjemnie zrobiło mi się od tego w ciele.
„Jesteś zabawny, Tory”.
„Tak… bardzo zabawny” – mruknąłem, patrząc na listę i zastanawiając się, jaki napój próbuje stworzyć. Miałem ogromną ochotę podrzeć ten pergamin, wyłączyć swoje magiczne przebranie i powalić ją swoim pięknem oraz urokiem, zanim w ogóle by się zorientowała, co się dzieje.
To z pewnością byłaby łatwiejsza droga.
Ale to nie byłoby zabawne.
A na bogów, jak ja uwielbiałem dobre polowanie.
Minęło bardzo dużo czasu, odkąd poczułem pociąg do człowieka tylko przez zapach. A jeszcze więcej czasu, odkąd chciałem za kimś takim podążać.
Nuda była dla mnie bardzo niebezpieczna. Ta dziewczyna była jedyną rzeczą, która chroniła Dolinę przed całkowitym chaosem.
Póki co, ta ciemnowłosa piękność była wystarczająco intrygująca, by powstrzymać te impulsy, co było dla niej wielkim szczęściem. Mogłem zamienić jej życie w istne piekło i pewnie bym to zrobił, kiedy znudziłoby mi się bycie miłym i uroczym.
Przez kolejne dwie godziny pomogłem Emmie znaleźć kilka roślin i przekonałem ją nawet, żeby zebrała dzikie grzyby na obiad. Zdawała się wahać, co świadczyło o kolejnym dobrym instynkcie przetrwania, ale była na tyle naiwna, że uwierzyła moim słowom. Wszyscy wiedzieli, że nie należy jeść dzikich grzybów.
Jak ta kobieta zdołała tu przeżyć? Kto ślepo wierzy słowom starego samotnika, który najwyraźniej postradał zmysły? Głupiutka śmiertelniczka!
Choć Emma mogła być naiwna, jeśli chodzi o zasady panujące w Dolinie, była doskonałą towarzyszką obozową. Gdy narzekałem na bolące stawy i obolałe plecy, od razu zabrała się za szukanie dla nas miejsca na nocleg.
Jej wzrok przykuła polana w lesie obok powalonego drzewa. Pomogła mi usiąść na pniu i kazała mi tam zostać, podczas gdy sama poszła po drewno. Wrzuciła je potem na sam środek kręgu ułożonego z kamieni.
Rozejrzałem się za małymi patykami na rozpałkę, których zapomniała przynieść. I gdzie był krzemień? Albo zapałki? Na bogów, czy naprawdę musiałem to dla niej robić? To była podstawowa wiedza o przetrwaniu!
„Nie bój się, mam gdzieś trochę zapałek” – mruknąłem, odwracając się, żeby poszukać swojej torby. Emma spojrzała na mnie z ciekawością, przekrzywiając głowę na bok, a potem zrozumienie złagodziło wyraz jej twarzy.
„Och, nie potrzebujemy tego”.
„Co?” – powiedziałem dość błyskotliwie.
Emma zawiesiła dłoń nad paleniskiem i wzięła powolny oddech przez nos, podczas gdy włosy na moim karku stanęły dęba, a skóra zaczęła mrowić.
Las nagle ucichł: nie śpiewały ptaki, nie cykały owady, nie było czuć wiatru.
Czas zdawał się zwalniać, gdy zobaczyłem magiczną energię w postaci złotych kul tańczących u jej stóp.
Zanim mój mózg zdołał w ogóle przetworzyć to, co widziałem – i to, czy działo się to naprawdę – ognisko zapłonęło z głośnym szumem.
Spadłem z drzewa i wylądowałem twardo na tyłku, głośno stękając.
„Tory! Nic ci nie jest? N-nie chciałam cię przestraszyć!”.
Jej dłonie spoczęły na moich ramionach, a ja pozwoliłem jej pomóc mi usiąść, walcząc o oddech – i o to, by w ogóle myśleć.
Władała ogniem.
Ona, kurwa, władała ogniem.
Jakim cudem?

Odkryj Galateę

Hotel LamiaWybrani 3: SparowaniCienie ognia: opowieść KiryOkłam mnie Książka 5: Zniewolone kłamstwaNiegrzeczny chłopak mnie pragnie Książka 2

Najnowsze publikacje

Róża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawszeLuna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniem

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Werewolf/Vampire/Witch/Fae

by pascale martin

liczba książek: 9

Fae, Vampire, Dragon and other Myth

by Sheiii

liczba książek: 12

Fae

by The Von

liczba książek: 9

Przeczytane z serii

by Panna Anna

liczba książek: 82

Chętnie wrócę

by Panna Anna

liczba książek: 53

Hot

by goshka

liczba książek: 129

Fajne, ale na raz

by Panna Anna

liczba książek: 28

Read and loved

by Liz_N

liczba książek: 17

Audiobooks

by LadyG924

liczba książek: 41

Good book but 1/2 spicy 🌶️🌶️

by Chicken Momma

liczba książek: 36

$$$

by Cynical Optimist

liczba książek: 19

Good ones...

by nicila88

liczba książek: 66

Books read and loved

by Lau reads n reads

liczba książek: 85

Favorite Books!

by ScarlettRose2

liczba książek: 80

X

by squeaky_cantaloupe_111

liczba książek: 55