
Ugryziona przez Alfę: Finał
Autorzy
Lydia Rose
Lektury
134K
Rozdziały
15
Niepokoje trwają
QUINN
. . Podróż do domu.
Czułam się, jakbym biegła przez chmury. Bezpiecznie i wygodnie, otulona najmiększym, najpuszystszym materiałem. Kolor był czerwony. Nie blada ani zimna czerwień, ale ciepła – jak bijące serce.
Miłość.
Selena miała rację. Kiedy nic innego nie pomagało, miłość wskazała mi drogę. Miłość sprowadziła nas tutaj, z kolejnym sercem bijącym w rytm mojego własnego.
To uczucie spłynęło na mnie jak słodki miód ściekający po skórze. Sprawiło, że się spociłam, ale w najlepszy możliwy sposób.
Niemal słyszałam, jak porusza się we mnie, mówiąc mi, żebym go chroniła.
Mój syn; moje słońce.
On będzie moim początkiem.
Jax położył dłoń na moim brzuchu w ochronnym geście.
„Jestem z nas taki dumny. Że zaszliśmy tak daleko. Przez to wszystko.”
Odwróciłam się do niego. W końcu byłam gotowa porozmawiać o jednej rzeczy, o której dotąd nie rozmawialiśmy. Tkwiła mi w głowie.
„Jax.” Pocałowałam go delikatnie w skroń. „Opowiedz mi o niej.”
Wtedy na mnie spojrzał. Jego piękne, jasne oczy kryły głęboką historię – straty, miłości, smutku i pogodzenia się z losem.
„Katherine miała swoje powody” – powiedział w końcu cicho. Odwrócił ode mnie wzrok i skierował go w stronę dalekiego horyzontu. Teraz pokrywała go dziwna mieszanka zielonych lasów spotykających się z fioletowym niebem.
„Chciała doświadczyć życia. Nie była gotowa odejść na tamten świat, i to łatwo zrozumieć. Ilu z nas może z własnej woli powiedzieć, że jest gotowych zostawić wszystko za sobą i odejść raz na zawsze, moja miłość?”
Skinęłam głową. „To musiało być bardzo smutne. Musieć podjąć taką decyzję, i to tak niesprawiedliwie.”
Westchnął. „Nie mogła. Kiedy łotrzy zrobili jej to, co zrobili, widziała tylko wszystko, co traciła. Dlatego wybrała pół-życie. Wymieniła swoją duszę z Jodie.”
Oczy napełniły mi się łzami. Jodie. Tak bardzo jej ufałam.
Niemal straciłam wszystko, co miało znaczenie, przez nią. Ale z drugiej strony wiedziałam też, że nigdy nie spotkałabym mojego ojca, gdyby nie ona. Nie wiedziała, jak stała się powodem tego wszystkiego.
To ona zapoczątkowała cały łańcuch wydarzeń, który nas tu sprowadził. Nigdy jej nie wybaczę ani nie zapomnę. Ale z pewnością byłabym jej po części wdzięczna.
Bo bez niej nigdy bym nie poznała, do czego jestem zdolna. Kim jestem zdolna się stać.
„Kiedy powiedziała mi prawdę o Jodie i jej wyznawcach” – kontynuował Jax – „złamała obietnicę, którą złożyła tej wiedźmie. To była cena. To właśnie ją zniszczyło.”
Pozwoliłam, by cisza zawisła między nami przez chwilę, zanim zapytałam: „Czy to cię zraniło?”
Jax delikatnie dotknął mojego policzka. „Quinn, kłamałbym, gdybym powiedział, że to mnie nie rozbiło na milion kawałków. Ale nawet kiedy była ze mną, nigdy nie postrzegałem jej jako mojego partnera – nie po tym, jak pojawiłaś się w moim życiu.”
Uśmiechnęłam się na te słowa.
„Była... była tym, kim była. Moją przeszłością. Dawno utraconą miłością, ale bardzo wielką. Była już wspomnieniem, kiedy ją zobaczyłem. I nie zapomina się takiej miłości. Ale nie zapomina się też swojej teraźniejszości. Nigdy bym nie mógł.”
Coś we mnie poruszyło się, jakby moje dziecko było zadowolone z odpowiedzi swojego ojca. Przyciągnęłam Jaxa bliżej i pocałowałam go w ucho. „Kocham cię.”
„I ja ciebie kocham.”
„To bardzo wzruszające.”
Śpiewny głos sprawił, że odwróciłam się w jego kierunku. Byliśmy już prawie z powrotem przy posiadłości stada Shadow Moon, a na polanie czekała Isabelle.
Miała ciepły uśmiech na twarzy, ale wyglądała też na zaniepokojoną.
„Isabelle, co się stało?”
„Selene i ja odbyłyśmy długą rozmowę. Jesteśmy z ciebie taka dumne, Quinn. Ale obawiam się, że koniec jeszcze nie nadszedł. Jeszcze nie. Theodore i ja zostaniemy, żeby pomóc.”
Jax i ja wymieniliśmy długie spojrzenie.
Część mnie wiedziała, że przyszłość wciąż będzie niebezpieczna, mimo że więzy partnerstwa zostały naprawione.
„Selena ma przeczucie, że wszystkie wielkie moce mają zdolność pozostania, jeśli nie w fizycznej formie, to w duchowej.”
Niepokojące uczucie zakiełkowało we mnie. Tak właśnie Harper wciąż była na tym planie, mimo że jej dusza należała gdzie indziej. Tak samo zrobiła Katherine.
„Martwi się, że Mathieus mógł wymienić to, co zostało z tej czarnej duszy, żeby pozostać w jakiejś podstawowej formie. To oznacza, że masz do stoczenia jeszcze jedną ostatnią wojnę, Quinn.”
Właśnie kiedy myślałam, że w końcu mogę zaznać spokoju. Wychować rodzinę wśród róż.
Wypuściłam powietrze. „Ale nie może być na tyle silny, żeby zrobić coś więcej na własną rękę. Prawda?”
Isabelle pokręciła głową.
„Nie, masz rację. Nie jest wystarczająco silny. Ale może używać naczyń. Może mówić, działać i niszczyć przez nie. Pytanie, które powinnaś sobie zadać, brzmi: czy jest ktoś, kto zrobiłby wszystko, żeby się na tobie zemścić?”
Jax i ja wymieniliśmy kolejne spojrzenie.
Anthony.
JAXON
Skontaktowałem się z Alexem po rozmowie z Isabelle. Znalazłem go w bibliotece – całował się z Zarą.
Jedyne, co mogłem zrobić, to dać im znać o swojej obecności – chrząknąłem głośno.
Zara odskoczyła jak oparzona, jej twarz oblała się rumieńcem. Alex oczywiście nawet nie drgnął. Zamiast tego spojrzał na mnie z głupkowatym uśmiechem.
„Co tam, alfa?”
Przetarłem twarz ze zmęczenia i usiadłem. „Wygląda na to, że mamy więcej roboty.”
Zara wyglądała na zaniepokojona. „Co się stało?”
Opowiedziałem im wszystko, co Isabelle powiedziała Quinnowi i mnie. Zara zupełnie zamilkła.
„Nieważne, co się wydarzy” – powiedział Alex, jego głos był chropowaty. „Nigdy nie pozwolę, żeby nasi ludzie wrócili do tego bałaganu, z którego dopiero co się wydostaliśmy. Nie powinniśmy być bez partnerów. Bez miłości. Nie możemy dopuścić, żeby to się powtórzyło, Jax.”
Miał rację. Jeśli Mathieus mógł szerzyć zło przez ludzką postać, to znaczyło, że będzie szukał sposobów, by znowu złamać moc więzi między partnerami.
Cholera, zrobiłby coś jeszcze gorszego. Na pewno spróbowałby mocniej i poróżnił wilki między sobą.
Ten głupiec nie rozumiał, że to nie zadziała na dłuższą metę, że nie można wyeliminować najsilniejszych, jeśli nikogo nie zostanie.
Zara wstała i wzięła zakurzony stary tom z lewego rzędu książek o wilczej mitologii.
Otworzyła go na konkretnej stronie o starożytnej anatomii i czytała przez chwilę. Jej twarz robiła się coraz bardziej zaniepokojona.
„Wygląda na to, że Isabelle miała rację. Zło, które jest tak wielkie, nie umiera tak łatwo, przynajmniej nie w duchu.”
Przesunęła książkę w moją stronę, ale był to starożytny miks sanskrytu i jakichś obrazków, których nie rozumiałem. Spojrzałem na nią zdezorientowany.
Gdyby była Quinnem, przewróciłaby oczami. Ale zamiast tego uśmiechnęła się słabo.
„Mówi się tu, że potrzebuje ludzkiego naczynia, dokładnie tak, jak powiedziała ci Isabelle. Jeśli je znajdzie, może przenieść swoją atmę do tego naczynia i mówić oraz działać przez nie. To nowy demon, znacznie bardziej dziki.”
„Co to jest atma?”
„Dusza.”
Wstałem i podszedłem do okna biblioteki. Na zewnątrz wieczór był ciemny, jego kolor to dziwny odcień granatu zmieszany z głęboką czernią. Smugi różu przecinały ciemność.
Quinn spacerował w ogrodzie azalii.
QUINN
. . . . Jax znalazł mnie przy małym krzewie kwiatów, który pielęgnowałam. Szeptałam do niego ciepłe słowa, żeby dobrze rósł.
– Co mu mówiłaś? – Uśmiechnął się.
– Że świat go potrzebuje – odparłam, podnosząc się. – Coś znalazłeś?
Wystarczyło spojrzeć na jego twarz, żeby wiedzieć.
Wojna jeszcze się nie skończyła.
– Mamy do zrobienia.
ANTHONY
Śmierć i zniszczenie wokół mnie nie miały sensu.
Jak nasz gatunek mógł się tak... zdziczećć?
Część mnie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że to Jax i jego stado byli za to odpowiedzialni. I ta przeklęta luna.
Wszystko było w porządku, zanim się pojawiła.
Jasne, pokój był kruchy i niebezpieczny, ale przynajmniej istniał.
Zdecyduję, co robić później. Najpierw musiałem zobaczyć moją partnerkę. Dotknąć jej. Kochać ją.
Tęskniłem za jej zapachem, smakiem jej ust, tym, jak się uśmiechała, gdy się z nią kochałem.
Byłem wściekły, gdy moi własni strażnicy nie wpuścili mnie do jej sypialni.
„Co to ma znaczyć?” ryknąłem. „Jak śmiecie mnie od niej oddzielać?”
Jeden ze starszyzny stada – nigdy nie przepadałem za tym facetem – wyszedł z jej pokoju ze strachem na twarzy.
„Alfo Anthony.” Jego głos drżał. „Z przykrością muszę ci powiedzieć, że mamy złe wieści.”
„Co się stało?” Zbladłem. „Co się wydarzyło? Wpuście mnie, muszę ją zobaczyć! Nigdy nie chciałem się tak zachować...”
„To coś więcej” przerwał mi. Normalnie zbeształbym go za taką bezczelność, ale nie miałem czasu.
„CO MI CHCESZ POWIEDZIEĆ?”
„Nasza luna – obawiam się, że nie żyje. Ty... ty ją zabiłeś. Gołymi rękami. Próbowaliśmy cię powstrzymać, ale byłeś zbyt silny.”
Nie. Nie. Nie.
Odepchnąłem mężczyznę i wpadłem do pokoju Melanie. To był żart. Jakaś okrutna gra.
Jej tam nie było.
To, co zobaczyłem, to okrutnie poranione ciało, włosy w dokładnie takim samym odcieniu rudości jak u mojej ukochanej.

















































