
Panna Wymagająca
Autorzy
S. S. Sahoo
Lektury
784K
Rozdziały
49
Tygrysia Księżniczka w Polowaniu
Amelia
Nigdy nie wiesz, jak bardzo różni się życie w różnych częściach świata.
Dopóki nie staniesz w miękkim jedwabnym szlafroku przy oknie dużego apartamentu na szczycie wysokiego budynku. Błękitna rzeka Hudson oddzielała twoje miasto od New Jersey.
Oczywiście nie było nic złego w New Jersey.
Po prostu to nie był Nowy Jork.
Wypuściłam powietrze i mocniej otuliłam się szlafrokiem. Chłodny poranek wpuszczał małe obłoczki lodowatoniebieskiej mgły do salonu przez otwarte okno. Okno zajmowało całą północną ścianę mojego domu.
Śliczny przeszklony wykusz wystawał z mojego ulubionego miejsca. Dla każdego, kto szedł ulicą w dole, wyglądał jak scena dla królowej. Mogłam sobie wyobrazić, jak macham do nich.
Ale nie chciałam ryzykować, że dostanę w moją śliczną twarz bajglem albo dużą kawą.
Z uśmiechem na twarzy przypomniałam sobie, jak miałam dziewięć lat. Oddałam każdy ostatni grosz kieszonkowego, które oszczędzałam przez cały rok, biednej małej dziewczynce przed kościołem świętego Biskupa.
Miała oczy najczystszego błękitu. Byłaby piękna, gdyby bieda nie odcisnęła się tak wyraźnie na jej twarzy. Kiedy wróciłam do domu, mama zapytała mnie, gdzie jest moje kieszonkowe.
„Wydałam wszystko, mamo, przepraszam!” – błagałam. I oczywiście tata mnie usłyszał. Och, był taki wściekły. Musiałam obejść się bez kieszonkowego przez cały miesiąc. Kiedy mama próbowała mi pomóc, mocno ją przytuliłam i powiedziałam tylko jedno.
Mama poczekała, aż tata wyjdzie z pokoju, po czym spojrzała na mnie poważnie. Niemal słyszałam dźwięk najmniejszych skrzypiec świata grających smutną muzykę w tle. Ale wtedy po prostu wiedziała.
„Pomogłaś komuś na ulicy, prawda?”
Skinęłam głową. A ona pocałowała mnie i powiedziała: „Jestem z ciebie dumna, ale może gdybyś trochę dawała, a resztę oszczędzała, miałabyś więcej pieniędzy, żeby pomagać innym!”
To była moja pierwsza lekcja o pieniądzach i pod koniec tak bolała mnie głowa, że podniosłam ręce i zaczęłam robić hałas jak mały wściekły kurczak.
„Kiedy będę wystarczająco duża, obrabuje bank i nakarmię wszystkich głodnych ludzi na świecie. Zobaczysz, mamusiu!”
Zawsze wpadałam wtedy w kłopoty, ale ci najbliżsi uważali to za słodkie i zabawne. I nadal chciałam nakarmić każdą głodną osobę, którą spotkam.
Ace nie był pewien, kiedy powiedziałam mu, że chcę wyprowadzić się z rodzinnego domu. Teraz dzielił go ze swoją przyszłą żoną, Veronicą. Ale zawsze czułam, że trzy silne osobowości pod jednym dachem to proszenie się o kłopoty.
Poza tym chciałam być panią we własnym domu. Nie było miejsca na inną kobietę, która rządziłaby tam, gdzie ja byłam obecna.
I w tej pięknej przestrzeni urządzonej w miękkich kolorach brzoskwini i limonki, morskiej zieleni i pieprzowej szarości byłam taka, jaką chciała mnie natura – władczynią w swojej przestrzeni.
Coś wbiło się w moje skądinąd szczęśliwe serce jak ostry cierń w pierś.
Wypuściłam powietrze na widok otwartego zaproszenia na stole. Głęboko zmarszczyłam swoją wyrazistą twarz. To było zaproszenie, którego chciałam uniknąć za wszelką cenę, ale Veronica wyraźnie powiedziała mi, że muszę iść.
Michaela Andrews nie była moją przyjaciółką.
Była rozpieszczonym bachorem – i rozumiem, wszyscy tacy jesteśmy – ale ona była jednym z tych bachorów – z gatunku tych, które przychodzą z zerową inteligencją, wielkimi cyckami i biodrami, które poruszały się w sposób nie pozostawiający wiele wyobraźni.
Zawsze mówiła tym słodkim, fałszywym głosem, przez co chciałam roztrzaskać sobie głowę na drobny proszek.
Jedynym powodem, dla którego tego nie robiłam, było to, że świat nigdy nie dostałby drugiej Amelii Knight.
Dźwięk dzwonka z mojego specjalnego iPhone'a, przerobionego na złoty z odrobiną fioletowego kamienia dla dobrego efektu, przyciągnął moją uwagę.
Uśmiechając się, odebrałam, ulga wypełniła moją pierś. „Hej, Klarisse, jak tam wszystko?”
Klarisse Renmann była moją najlepszą przyjaciółką z czasów na Harvardzie.
Nigdy nie wyobrażałam sobie, że opuszczę Nowy Jork, ale w momencie gdy dostałam szansę studiowania psychologii biznesu, wiedziałam, że nadszedł czas na podróż. Nowy Jork mógł na mnie poczekać – i czekał.
„Hej, kochana. Wszystko dobrze po mojej stronie. Jak tam dom królowej?”
Przewróciłam oczami i wypuściłam kolejne sfrustrowane westchnienie. „Wszystko było dobrze, dopóki nie obudziłam się dziś rano z okropnym zaproszeniem. Pamiętasz Michaelę Andrews?”
„Tę głupią dziewczynę, która dręczyła cię w szkole, bo myślała, że wyrośniesz wyglądając jak chłopak i dziewczyna?”
„To znaczy myślę, że wyglądanie jak jedno i drugie jest piękne. Ale nie było miło, kiedy wciskała mi swoje wielkie cycki w twarz i mówiła, że jest lepsza ode mnie przez rozmiar biustonosza. Co gorsza, dziś są jej urodziny, a moja rodzina zmusza mnie, żebym poszła.”
„Co?” – zabrzmiała na zdenerwowaną, co w pełni podzielałam. „Dlaczego?”
„Cóż, ojciec Michaeli inwestuje pieniądze w Knight's Corp. Ale to nie wszystko. Ace wierzy w utrzymywanie dobrych relacji ze starymi bogatymi rodzinami w Nowym Jorku.”
„Nie mówiłaś mi, że ojciec Michaeli zarobił większość swoich pieniędzy na niepłaceniu podatków?”
„Och, to dopiero początek dla grupy Andrews. Ale to nie moja sprawa. Jak tam Teddy?”
Seria miękkiego śmiechu zabrzmiała z drugiego końca telefonu. „Dzwoniłam, żeby ci powiedzieć, że Teddy został przeniesiony do zoo w Bronksie i umiera z chęci spotkania dziewczyny, która uratowała mu życie tyle lat temu!”
Teddy Knight. Mój najdroższy, najpiękniejszy złoty tygrys amurski w paski bogatego brązu i zbudowany z sześciuset funtów czystego mięśnia i mocy łowieckiej.
Był złoty, jakby Bóg wyrzeźbił go ze stwardniałego światła słonecznego.
Uratowałam go przed grupą nielegalnych myśliwych podczas wyprawy na daleki wschód Rosji, w maleńkiej wiosce, gdzie tygrysy amurskie były szanowane przez miejscowych i głęboko kochane za dobro, które przynosiły naturze.
Nielegalni myśliwi, jak się okazało, już uciekali przed prawem, więc kiedy Klarisse i ja zgłosiłyśmy ich na policję, uratowałyśmy nie tylko małego Teddy'ego, ale także jego braci i siostry.
Matka jednak nie mogła być uratowana na czas – i był to ból, który nosiłam w swojej skórze tak długo, jak go znałam i kochałam.
Spędziłam dwa miesiące z Teddym, ucząc się więcej o jego domu i życiu, stając się centrum jego małego świata. A kiedy pożegnałyśmy się ze sobą, wiedziałam, że nigdy nie dostanę z powrotem takiej miłości.
Nie miało to znaczenia. Takie miłości miały się zdarzyć raz w życiu, bo były zbyt czyste i zbyt wielkie, by zdarzały się raz za razem.
„Kochana?”
„Jestem tutaj. Ale muszę się z nim spotkać. Klarisse, mogę do ciebie oddzwonić później?”
„Kiedy tylko chcesz.”
Po rozłączeniu się zrobiłam sobie kawę i przejrzałam kontakty i nazwiska, żeby dotrzeć do zarządu zoo w Bronksie. Coś kształtowało się w mojej głowie.
Dowiedziałam się, że Teddy był tak zdrowy i żywy jak zawsze, wciąż rozrabiaka w wieku czterech lat, tak jak był w wieku dwóch miesięcy.
Reszta dnia była bardziej zajęta, niż miałam nadzieję. Ale był to dobry rodzaj zajętości – wiesz, taki, który kładzie się jak ciepły koc na ramionach w skądinąd zimny dzień i sprawia, że myślisz: „Okej, dam radę”.
Trochę po ósmej wieczorem rodzinny samochód zawiózł mnie na miejsce urodzin.
Veronica była już tam z moim bratem, Ace'em. Była piękna w granatowej sukience, sznur pereł sprawiał, że jej i tak długa szyja wyglądała jeszcze dłużej jak u łabędzia.
Mój brat wyglądał jak głupek, którym zawsze był, ale musiałam przyznać, że wiek i obowiązki zrobiły z niego mężczyznę. Tworzyli dobrą parę.
Na tym kończyła się dobra część wieczoru. Michaela zarezerwowała całą stodołę i otaczające ją trawniki na swoje urodziny.
Każdy cal przestrzeni był urządzony w brzydkich jaskrawych pomarańczach i jasnych neonowych różach.
Nosiła typową koktajlową sukienkę Chanel – zakurzoną różę, pokazującą jej bardzo duży biust.
Szczęście uderzyło mnie z wielką siłą, kiedy dwie dziewczyny śmiały się obok mnie, każda wskazując na wyraźną robotę, którą miała zrobioną.
„Te usta wyglądają gorzej niż trend z kaczą buzią, który mieliśmy kilka lat temu” – jedna uśmiechnęła się złośliwie.
„Cicho” – druga dziewczyna zaśmiała się i odciągnęła ją. Mniej więcej w tym samym czasie usłyszałam dźwięk ogromnej ciężarówki zjeżdżającej alejką, zatrzymującej się tuż przed bramą trawnika.
Mój czas, żeby zabłysnąć.
Wszystkie oczy były teraz na mnie.
Oczy Michaeli wyglądały jak serca bluszczu trującego, jednocześnie zazdrosne i ciemne. Nie zwracałam na to uwagi. Żyłam dla tego rodzaju uwagi.
Odchodząc, uważając, by nie pomarszczć złotego haftu na mojej obcisłej sukience Schiaparelli, zeszłam trawnikiem tam, gdzie zaparkowana była ciężarówka.
Goście wydawali głośne dźwięki klaksonów ze swoich drogich Porsche, eleganckich BMW i dziwnego Fortunera, ale kogo to obchodziło?
To był Nowy Jork i nie mogłaś przetrwać w tym mieście, jeśli zwracałaś uwagę na uczucia kogokolwiek innego niż ci najbliżsi sercu.
„Jest tutaj?” – zapytałam mężczyznę stojącego z tyłu, bawiącego się ogromnym zestawem kluczy. Skinął głową i otworzył drzwi.
Głośny ryk wstrząsnął całą ulicą, podróżując i odbijając się echem do najdalszych zakątków Hudsonu. Tam, lśniąc w jasnych nocnych cieniach, był mój złoty chłopiec.
„Teddy!” – nie mogłam powstrzymać szczęśliwych łez od spadania. „Mój Teddy! Proszę otworzyć klatkę!”
„Jesteś tego pewna?” – mężczyzna wciąż wyglądał na niepewnego.
Wbiłam w niego wzrok, błękit w moich oczach był cichym ogniem chaosu.
„Czy wyglądam na niepewną?”
„Dobra, niech ci będzie” – powiedział cicho. Wyglądał jak jedna z tych osób, które miały dość temperamentów bogatych nowojorczyków i ich szalonych działań.
Nie obwiniałam go, ale nic nie miało mnie powstrzymać – najmniej ze wszystkiego opiekun zoo, który nie znał więzi, jaką dzieliłam z żywą istotą w środku.
Kolejny ryk wstrząsnął ogrodami. Czułam, jak ziemia pode mną drży, gdy mężczyzna powoli otwierał transportowe skrzynie.
Przez jedną sekundę kocio-żółte oczy Teddy'ego spotkały błękit w moich. Widziałam w nich tak wiele rzeczy.
Minione życie.
Historię.
Lasy o zachodzie słońca i sosnowe igły z kroplami wody z wczesnego poranka.
Całą ziemię.
Potem była tylko masa miłości. Skoczył na mnie. Tłum wydał głośny krzyk i usłyszałam, jak Ace i Veronica krzyczą na mnie, żebym się cofnęła.
Teddy i ja byliśmy owinięci w tygrysi wariant niedźwiedziego uścisku, jego przednie łapy na moim ramieniu, gdy śmiałam się w jego miękkie futro, każdy śmiech bardziej dziki i szalony niż poprzedni.
W innym stuleciu próbowaliby zabrać mnie do Salem.
Nie pomogłoby to jednak. I tak bym uciekła i pomalowała te cholerne miasta na czerwono.
Po długim czasie, a może bardzo długiej minucie, odwróciłam się. Dwóch kolejnych mężczyzn pomogło mi zaprowadzić Teddy'ego na scenę w centrum trawnika.
Niska cisza opadła na tłum. Każda para oczu była na mnie.
Michaela stała na scenie z otwartymi ustami. Odsunęłam mikrofon i lekko ją popchnęłam. Odsunęła się niezdarnie.
„Przepraszam za niespodziewaną niespodziankę. Michaela i ja rozmawiałyśmy jakiś czas temu” – mrugnęłam do niej, gdy nadal wpatrywała się we mnie zszokowana.
„I obie zgodziłyśmy się, że to będzie wspaniała okazja dla mnie, żeby nauczyć was, jak cenne są te wielkie koty dla świata i dlaczego musimy chronić je przed nielegalnym polowaniem.”
Świat zapomniał o Michaeli Andrews i jej wielkich cycach.
„Rzeczywiście, bez naszych amurów i innych tygrysów samo serce naszych systemów przyrodniczych z pewnością zawiedzie prędzej niż później.”
Każde słowo, które wypowiedziałam, każdy dotyk, który zostawiłam na miękkim futrze Teddy'ego, i każde mruczenie, które wydawał w odpowiedzi, były wszystkim, czego chcieli. Nie przejmowałam się nawet gniewnym spojrzeniami dezaprobaty od Ace'a i Veroniki.
Wiedzieli, że to było coś więcej niż moja miłość do dzikiej przyrody. To była zemsta. To było moje mówienie tym, którzy musieli usłyszeć, ale nie mogli się zadać trudem, by słuchać.
Kiedy skończyłam, nie zatrzymałam się na opinie. Zobaczę ich wystarczająco dużo jutro. Zaprowadziłam Teddy'ego z powrotem do transportowej skrzyni i wróciłam z nim do zoo w Bronksie.
Po naszych pożegnaniach i obietnicach powrotu wróciłam do domu na długi, słodko bezsenny sen.
Obudziłam się na dźwięk zasłon odsuwanych na bok i wściekłej twarzy Ace'a wpatrującej się we mnie.
„Patrzysz na to?” – machał gazetą przed moją twarzą.
Nagłówki sprawiły, że wybuchnęłam głośnym śmiechem.
„Tygrysia księżniczka w natarciu”.
„Uważaj, świecie, jest już tutaj”.
„Wiesz, że Michaela była dobra dla twojej firmy, prawda?” – Ace zmarszczył brwi. „Przestań się śmiać.”
„Kto cię wpuścił, Ace?”
„Pokojówka” – powiedział ze złością. „A teraz nie czas na miłe rozmowy. Zdajesz sobie sprawę, jak wielka to sprawa?”
Podał mi swój telefon. Facebook i Instagram były pełne memów, wskazujących na Michaelę wyglądającą na wściekłą na mnie, gdy kradłam jej grzmot.
W jednym memie chłopak trzymał dziewczynę za rękę, ale wpatrywał się w inną kobietę idącą przed nimi.
Słowa nad głowami chłopaka i dziewczyny brzmiały „publiczność” i „Michaela Andrews”, podczas gdy kobieta była „Towarzyska Amelia i jej mały chłopiec”.
„Czy to nie jest dobre też dla biznesu?” – zapytałam go wprost.
„Amelia” – wydał zmęczony dźwięk. „Musisz dorosnąć.”
Pokręciłam głową i przeciągnęłam się jak kot zwracający się do słońca. „Nie. Muszę się dobrze bawić, Ace. I to właśnie będę robić.”














































