Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawnaAnuluj subskrypcję tutaj
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Po zachodzie słońca

Po zachodzie słońca

Autorzy
Laura Venus
Lektury
15.7K
Rozdziały
34
Autorzy
Laura Venus
Lektury
15.7K
Rozdziały
34
🕵️‍♂️Tajemnica i suspens🏡Miasteczka i wsie🏡Dziewczyna z sąsiedztwa🕯️Slow Burn⚔️Od wrogów do kochanków🏡Codzienność💪🏻Obrońca🩺Lekarze i pielęgniarki

Po bolesnym rozstaniu Alice ucieka od wielkomiejskiego zgiełku, by odnowić podupadłą chatkę w sennej, wiejskiej wiosce. Projekt ten ma być dla niej nowym początkiem – jednak pomiędzy łuszczącą się farbą a gąszczem chwastów czuje się bardziej zagubiona niż kiedykolwiek.

Wtedy poznaje mężczyznę, którego zatrudnia do renowacji ogrodu: gburowatego, małomównego i zdecydowanie zbyt mocno trzymającego dystans. Jest zagadką, która kusi ją, by drążyć głębiej.

W miarę upływu dni, gdy ogród powoli rozkwita, rodzi się między nimi coś nowego – delikatnego, niespodziewanego i kojącego w sposób, którego żadne z nich sobie nie wyobrażało. Bo czasami najpiękniejsze rzeczy zapuszczają korzenie właśnie wtedy, gdy przestajesz uciekać.

Rozdział 1: Sundown Manor

ALICE

Stara, skrzypiąca taksówka podjechała pod wejście do wielkiego, zniszczonego domu górującego nad doliną. Kierowca wysiadł zza kółka i otworzył drzwi dla Alice. Kobieta westchnęła ciężko, stając na chrzęszczącym żwirze podjazdu, po czym spojrzała na wzgórze, dolinę, a na końcu na sam budynek.
Sundown Manor. Wyglądał dokładnie tak, jak zapamiętała z oględzin, może był tylko odrobinę bardziej ponury teraz, gdy słońce już zaszło.
„Myśli pani, że się tu odnajdzie?” zapytał ją kierowca, a jego głos brzmiał na nieco zbyt zmartwiony.
„Tak myślę, i to tylko na rok, dopóki dom nie będzie gotowy”, odpowiedziała ostrożnie Alice, zastanawiając się, czy miał w tym jakiś ukryty cel.
„Czy wkrótce wystawi go pani z powrotem na rynek?” zapytał mężczyzna, mierząc wzrokiem jej dwie teczki i niezadowoloną minę.
„Najszybciej jak to możliwe”, powiedziała ze smutnym śmiechem.
„Cóż, wożę tu ludzi od ponad czterdziestu lat. Większość wydaje się bardzo zadowolona z pobytu. Może pani też będzie”. Uniósł brwi w ojcowski sposób, dając jej na krótką chwilę nadzieję, która zaraz potem znów zniknęła.
„Mam taką nadzieję”, odpowiedziała, starając się nie brzmieć zbyt pesymistycznie.
Przeniosła wzrok za kierowcę, na miasteczko u podnóża wzgórza, Badger’s Rest. Owszem, to było piękne miejsce, idealnie pasujące do kiczowatych obrazków na ścianach u jej babci. Ale Alice urodziła się i wychowała w mieście, spędzając większość życia na najwyższych obrotach.
Myśl o życiu w takim miejscu wydawała się w porządku, ale na krótki czas. Nie było mowy, żeby została tu dłużej, niż to konieczne. „Zobaczymy”, dodała obojętnie, wyjmując portfel, by zapłacić.
„Biorę tylko gotówkę, proszę pani!” powiedział kierowca z uśmiechem. „Niewiele miejsc akceptuje tu karty kredytowe”.
Kiedy obiecała kierowcy, że zapłaci mu, jeśli wskaże jej bankomat, szofer odpowiedział, że wpadnie jutro, by mogła najpierw spokojnie spędzić noc.
Wciągnęła bagaże do środka ze ściśniętym żołądkiem. W starym domu czuć było stęchliznę i wilgotną ziemię, a z futryny drzwi odpadała farba.
Więc… to tutaj spędzę kilka najbliższych miesięcy…, pomyślała, spoglądając przez okno na zwiędły ogród. W ciemności był ledwie widoczny, więc szybko odwróciła wzrok, starając się nie myśleć o tym, jak żałośnie będzie wyglądać w pełnym słońcu.
Weszła po schodach, kierując się do głównej sypialni. Nie tracąc czasu na przyglądanie się otoczeniu, założyła czystą pościel na łóżko i szybko zasnęła.
Nagle poderwała się ze snu. Zajęło jej chwilę, by cokolwiek dostrzec w mroku. Do tego czasu zaczęło potwornie padać, a deszcz uderzał w okna i dach tak mocno, że bała się, iż budynek się zawali.
Chyba nie ma burzy, prawda? Na dole usłyszała hałas. To raczej nie deszcz, co?
Dźwięk był słaby, ale bardzo wyraźny. Jakby… skrzek? Zaczęła szukać po omacku włącznika na szafce nocnej. Co to jest? Czy w takim miejscu mogą być szczury? Zapewne, pomyślała, a jej serce zamarło ze strachu.
Chwyciła telefon, włączyła latarkę i zeszła na dół. Jeśli spotkam w kuchni stado tańczących szczurów, to co zrobię?
Ostrożnie zajrzała za róg w stronę kuchni. Wszystko wydawało się w porządku, poza całkowitym brakiem stylu i czystości. Światło latarki odbiło się w oknie, a jasny blask sprawił, że zmrużyła oczy.
Jeśli wszystko jest w porządku, to co przed chwilą słyszałam? Gdy omiotła latarką salon po raz ostatni, sprawdzając kąty i miejsca za meblami, przeszła obok podwójnych tylnych drzwi.
Ich drewniane ramy trzymały wysokie szyby, teraz czarne od nocy i deszczu, a ciemność po drugiej stronie odbijała jej własne światło. Podniosła telefon, a w nagłym błysku ujrzała postać stojącą za szybą.
Była wysoka i mroczna, a w jej wyciągniętej dłoni coś rzucało się i skrzeczało. Alice wrzasnęła i cofnęła się w panice, przewracając dużą lampę podłogową.
Postać za oknem ruszyła w jej stronę, podchodząc bliżej szyby z czymś w dłoni, co wciąż mocno trzepotało i zawodziło w ciemności. „Nie!”
Cofała się na oślep, a jej obcas zahaczył o brzeg dywanu. Odruchowo chwyciła zasłonę, próbując złapać równowagę.
Karnisz wyrwał się ze ściany, po czym sypiąc śrubami i kawałkami rdzy, z pełnym ciężarem jej ciała uderzył pod kątem w szklane drzwi. Okno pękło.
Hałas był ogłuszający. Drewno pękło z trzaskiem, a szkło rozsypało się chmurą ostrych odłamków, wpuszczając do środka deszcz i noc. Alice znowu krzyknęła, osłaniając głowę ramionami, gdy odłamki szkła sunęły po podłodze.
Uciekała w popłochu, ślizgając się na potłuczonym szkle i materiale, aż dotarła do rogu pokoju. Wcisnęła się w kąt, podciągnęła kolana pod brodę i zacisnęła dłonie na głowie, oddychając szybko i płytko ze strachu.
„Halo…?”
Przez zniszczone drzwi wpadła jakaś sylwetka. Zbyt szybko. Zbyt blisko. Pisnęła przerażona, kopiąc na oślep, całkowicie już pewna, że miała rację, że była za wolna i za głupia, a ten seryjny morderca zaraz ją zabije.
„Uspokoi się pani trochę?”
Trzepoczące, wrzeszczące stworzenie wpadło do pokoju zaraz za nim, a jego pióra zawirowały w świetle. Prześlizgnęło się po płytkach, wściekle uderzając skrzydłami – oburzone, wkurzone i jak najbardziej żywe. Kogut.
Alice ledwie to zauważyła, jej serce waliło jak młotem, a ręce nadal trzymała w górze, gotując się na najgorsze.
„Zerwał się”, powiedział szybko mężczyzna. „Usłyszałem go na podwórku i pobiegłem za nim – nie pomyślałem – Jezu, uspokoi się pani?”
Minęła sekunda, może dwie. Mężczyzna odwrócił się od niej na moment i zapalił światło w kuchni.
Alice wyjrzała zza swoich rąk. Kogut ucichł i zniknął z pola widzenia, a mężczyzna kucał przed nią z uniesionymi dłońmi na znak, że nic jej nie zrobi. Był ubrany w przemoczoną flanelową koszulę i wyblakłe dżinsy, a z jego potarganych brązowych włosów kapała woda na podłogę.
Wpatrywał się w nią. „To tylko kurczak”.
W piersi Alice wezbrało oburzenie. „To nie kurczak mnie przestraszył”. To była półprawda.
„Był pan pod oknem”, kontynuowała, teraz już drżąc, gdy strach mieszał się ze złością. „Wrzeszczał pan i wymachiwał czymś w ręce – co miałam sobie pomyśleć?”
Wypuścił głośno powietrze, przeczesując włosy dłonią. „Cóż, nie spodziewałem się, że w napadzie histerii rzuci się pani na okno”.
Tego było za wiele. Alice zaśmiała się krótko: w ostry i histeryczny sposób. „Próbował pan się włamać. A teraz proszę łaskawie wynosić się z mojego domu”.
„Wcale nie…”
„Wynocha”.
Mężczyzna wyprostował się, a w jego spojrzeniu widać było irytację. „Nie chciałem pani wystraszyć. Wystarczyło zapalić światło, nie musiała pani bawić się w Scooby Doo ze swoją latarką”.
Co za tupet, żeby mówić JEJ, jak ma się zachować. „Może tutejsze kobiety są przyzwyczajone do obcych facetów zaglądających im w nocy do okien, ale ja nie jestem. Dlaczego pan tu jeszcze jest?”
Podniosła się, otrzepując kolana drżącymi dłońmi. „Wynocha, zanim zadzwonię na policję i każę pana zamknąć w więzieniu”.
Twarz nieznajomego przez chwilę drgała. Czy on uważa to za zabawne, czy czuje się urażony?
„Zadzwoniłaby pani na mnie na policję?”
„Czy zadzwoniłabym na policję na nieznajomego, który w środku nocy wybił mi okno i próbował mnie przestraszyć ptakiem?”
„Nie wybiłem pani…”
„Wynocha. Stąd. Już.”
„Mogę pomóc posprzątać…”
„Głuchy pan jest? WYNOCHA!”
Zaczęła odganiać go rękami, wyganiając go ze swojego domu. Znów pokazał jej otwarte dłonie na znak rezygnacji.
„Dobra, dobra, i tak nie zamierzałem zostać na śniadanie”.

Odkryj Galateę

Tajemny AniołPosiadłość RosecliffTrenerMała kocicaWalka o miłość

Najnowsze publikacje

Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Akademia Pierce Charming 2: Pocałunek z królem półbogów i inne złe decyzjePrzesłuchanieBłękitny lód 2: Zakochana w Blue Ice

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 8

Najlepsze

autor: IwonaT

liczba książek: 63

Zakończona

autor: Hinatka118

liczba książek: 156

Jen Cooper

autor: goshka

liczba książek: 12

Annie Wipple UpP

autor: Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

autor: goshka

liczba książek: 6

Brak zakończenia

autor: Hinatka118

liczba książek: 79

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Bestsellery

autor: Agnieszka

liczba książek: 15

Czytam

autor: Iwonna

liczba książek: 10

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 73

Fajne

autor: Aleksandra W

liczba książek: 37

Gotowe

autor: Marlena R

liczba książek: 19

Czekające

autor: Martita

liczba książek: 10

ARRI STONE

autor: goshka

liczba książek: 7