
Serce Carrero 2: Podróż
Autorzy
L. T. Marshall
Lektury
1,3M
Rozdziały
76
Sophie powoli staje na nogi i odzyskuje siły bez Arricka w swoim życiu. Ma złamane serce, ale nie chce pozwolić, by znów wtargnął do jej życia i ją rozpraszał. Musi udowodnić samej sobie, że poradzi sobie zupełnie sama.
Niestety, tryby przeznaczenia znów przyciągają ich do siebie jak magnes.
Sophie musi zdecydować, czy jest w stanie ponownie wpuścić tę jedną osobę do swojego życia. Jak Sophie może nauczyć się wybaczać po zdradzie? Czy w ogóle zdoła na nowo zaufać Arrickowi?
Rozdział 1
Sophia
„Proszę”. Podaję Jenny przez stół szkice, nad którymi pracowałyśmy. Ładna brunetka pochyla się, by przyjrzeć się im z ciekawością w swoich łagodnych, brązowych oczach. Wysoka, smukła i trochę nieśmiała Jenny to moja koleżanka z grupy. Szybko staje się jedną z moich najbliższych przyjaciółek. Zaraz po Christianie, a oboje poznałam pierwszego dnia na spotkaniu organizacyjnym. Od razu złapaliśmy świetny kontakt w trójkę. Łączy mnie z nimi prawdziwa więź. Mimo moich początkowych oporów, przez ostatnie kilka tygodni oboje przebili się przez mój mur obronny. Teraz po prostu ich potrzebuję, żeby normalnie funkcjonować.
Christian stoi półtora metra dalej. Bezskutecznie próbuje ułożyć jakiś wzorzysty materiał w stylu boho na manekinie krawieckim. Jest wysoki i nienagannie ubrany w swoim dzisiejszym eleganckim stroju. Ma opadające blond włosy i szare oczy. Uśmiecha się szeroko do swoich dwóch ulubionych dziewczyn. Siedzimy schowani w kącie zatłoczonej pracowni krawieckiej. Dociera do nas gwar innych studentów i stanowczy głos dzisiejszego wykładowcy. W tym tygodniu podzielili wszystkich na trzyosobowe grupy, żebyśmy pracowali nad projektami. Zbliża się nasze pierwsze zaliczenie z podstawowych umiejętności krawieckich.
„Myślę, że jeśli wybierzemy ten, będzie to po prostu spódnica z koła i prosty gorset. Łatwo będzie nam samym skonstruować wykrój. A jeśli dobrze to zrobimy, możemy dodać temu trochę pazura”. Jenny odsuwa jeden z rysunków. Stuka palcem w różowy projekt w kwiaty, nad którym ostatnio myślałam. Oparłam go na modnej sukience z nowej kolekcji, którą wszędzie widywałam.
Chodzimy na zajęcia od kilku tygodni. Minęły już prawie trzy miesiące, odkąd odeszłam od Arricka i wynajęłam pokój w hotelu. Dwa tygodnie później Jake znalazł mi urocze dwupokojowe mieszkanie blisko uczelni. Kilka dni później zaczęły się zajęcia. W jego zręcznych rękach wszystko poszło bardzo szybko, dokładnie tak, jak zakładałam. Skupiłam się na nauce i urządzaniu mieszkania po swojemu. Co cztery tygodnie jeżdżę też do domu, żeby spotkać się z rodziną. Było ciężko, o wiele gorzej, niż potrafiłam to sobie wyobrazić w życiu bez niego. Ale daję radę. Dzień po dniu wciąż oddycham i walczę. Nie załamałam się całkowicie, choć na początku myślałam, że tak będzie.
Potrafię żyć bez Arry'ego.
Zazwyczaj potrafię stłumić w sobie tę pustkę, o której wiem, że to on. Skupiam się na pracy i ignoruję potrzebę sprawdzania jego imienia w telefonie każdego dnia. Usunęłam wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Dzięki temu nie widzę jego uśmiechu, piwnych oczu ani tej wspaniałej twarzy. Przez chwilę sprawił, że go nienawidziłam... Potem zamknęłam tę część mojej duszy, z którą był związany. Po prostu go zablokowałam. Tak jest lepiej.
Arrick zostawił w moim życiu ogromną dziurę. Wygląda jednak na to, że oboje uznaliśmy, że nie powinniśmy się ze sobą kontaktować. W końcu zapadła prawdziwa cisza. Nawet Jake unika mówienia o nim, kiedy spotykamy się na naszych obiadach co dwa tygodnie. Wie, jak się czuję. Wie, jak bardzo nie chcę wiedzieć, co u niego słychać. Wciąż jestem zła, że odrzucił mnie, jakbym nic dla niego nie znaczyła. Skoro potraktował mnie w ten sposób, to tak naprawdę nigdy go nie znałam. A przecież podobno wiele dla niego znaczyłam. Mówił, że jestem częścią jego samego, a jednak pozwolił mi odejść, jakbym była nikim.
Boli mnie to o wiele bardziej, niż się spodziewałam. Zwłaszcza że mówił, iż życie beze mnie jest beznadziejne. A jednak minęły trzy miesiące bez Arry'ego... Żadnych telefonów, żadnych SMS-ów i żadnych przypadkowych spotkań. I to pomimo tego, że mieszkamy blisko siebie. Ja też nie próbowałam się z nim skontaktować. Ale właściwie po co miałabym to robić? Tamtej nocy dał mi jasno do zrozumienia, że to ona jest jego przyszłością. Nie było szans, żebym to była ja. Uczę się żyć ze złamanym sercem, a ten ból w końcu kiedyś minie.
Wydaje mi się, że planuje swoje wizyty w domu tak, żeby uniknąć mnie w Hamptons. Pewnie polega w tym na Jake'u, skoro latam z nim do domu raz w miesiącu. Do dziś nie wpadłam na niego przypadkiem w mieście. Wcale mnie to nie dziwi. Trzymam się na uboczu i przestałam być imprezowiczką. Oprócz rzadkich wyjść, Arrick nigdy nie obracał się w tym samym towarzystwie co ja. Jego kariera sportowa i praca w Carrero Corp oznaczają, że nie będzie bez celu krążył po mieście. Nie wejdzie też raczej do sklepu z damską modą. Skupiam się teraz tylko na przyszłości, jakiej pragnę. W końcu czuję, że mam większą kontrolę nad pewnymi sprawami w moim życiu.
Daję radę... Dorastam zupełnie sama.
Pod koniec dnia wracam do domu. Spędzam czas z dwojgiem moich nowych przyjaciół. Oglądamy filmy albo pracuję w moim wymarzonym pokoju do szycia. Znajduję tam teraz mnóstwo radości. Jem, oddycham i żyję życiem studentki mody. Gromadzę na wieszakach imponującą kolekcję próbnych projektów. I to mimo że dopiero zaczęłam studia.
Świetnie sobie radzę i chyba mam do tego naturalny talent. Okazje do udziału w pokazach mody, nowych premierach i podglądaniu projektów na kolejny sezon całkowicie wypełniają mój czas. To wystarcza, by poradzić sobie z tym wielkim smutkiem. Pojawia się on zawsze, gdy myślę o tym, że Arricka nie ma w moim życiu. Nie pozwolę, żeby to mnie zniszczyło.
„Pokażcie no”, mówi Christian. Podchodzi do stołu, by przyjrzeć się naszemu wspólnemu projektowi. Naszym zadaniem było wymyślenie letniego ubrania. Ma ono pasować do obecnego trendu: luźnego, zwiewnego, kobiecego i w kwiaty. Ponieważ uwielbiam całymi dniami szkicować, zostałam tu główną projektantką.
Christian pochyla się blisko. Jak zwykle pachnie stanowczo zbyt mocno drzewem sandałowym. Otacza nas chmura jego perfum. Mrużę oczy, patrząc na jego zabawną minę, gdy ogląda nasze szkice.
„Podnieście dół o kilka centymetrów i mamy hit”. Uśmiecha się bezczelnie. Mimo braku ochoty na seks z piękniejszą płcią, ma słabość do odsłoniętych kobiecych nóg. Jestem prawie pewna, że to jakiś fetysz. Zupełnie nie pasuje to do jego zachwytu nad męskimi brzuchami i tym, co faceci mają między nogami.
„Stawiamy na elegancję i lata pięćdziesiąte”. Jenny szturcha go w żebra, gdy chłopak opiera się o nią. Przez to nie może siedzieć prosto. Jenny jest najspokojniejsza z naszej trójki. Jest nieśmiała i mówi cicho. Christian to z kolei kolorowy miłośnik dram. Ciągle przewraca oczami i prycha, dokładnie tak jak w tym momencie.
„Nieważne. Jak dla mnie to zdecydowanie zbyt staromodne!”. Wraca do owijania materiału wokół manekina. Zostawiamy go, by sobie podąsał. Chichoczemy, widząc, jak wściekle tupie i rzuca nam gniewne spojrzenia. Lubi myśleć, że wie wszystko najlepiej. Jednak jego mocne strony to ostre, odważne i ryzykowne projekty pełne detali. Jenny jest bardziej elegancka i stylowa. Ja natomiast łączę te style i potrafię świetnie wyłapywać nowe trendy.
„Nadal idziecie dziś ze mną na obiad? Ja stawiam”. Zerkam na Jenny po drugiej stronie stołu. Przypominam im o planowanym świętowaniu. W końcu skończyłam urządzać mieszkanie i uznałam, że warto to oblać. To moje pierwsze kroki w prawdziwą dorosłość. Koniec z pudłami, w połowie pustymi pokojami i bałaganem. Koniec z gołymi ścianami i poczuciem, że to tylko dom na chwilę. Skończyłam to. Urządziłam i dodałam wszystkie swoje osobiste detale. Zajęło mi to tylko dwa i pół miesiąca zamęczania moich dwojga przyjaciół, by mi w tym pomogli.
Zaszliśmy tak daleko w bardzo krótkim czasie. Moi rodzice odwiedzili mnie tydzień temu. Sprawili, że w końcu poczułam się, jakbym znalazła swoje miejsce na ziemi. Teraz odzyskałam ich zaufanie i miłość, a wszystko idzie ku lepszemu. Leila nienawidzi faktu, że zamieszkałam tu na stałe. Zaczyna się jednak z tym godzić. Moje częste powroty do domu sprawiają, że potrafi mi to wybaczyć. Odmawia jednak przyjazdu do miasta, żeby mnie odwiedzić. Najwyraźniej poślubienie Daniela i rezygnacja z dawnego życia oznacza dla niej, że nie lubi opuszczać domu.
„O kurczę, Sophs, to dzisiaj? Nie dam rady. Dziś są urodziny Marka i obiecałam mu, że zjemy razem obiad”. Wielkie oczy i drżąca warga Jenny sprawiają, że nie potrafię się na nią złościć. Jej chłopak pracuje na dziwne zmiany i dziewczyna prawie go nie widuje. Wiem, że ostatnio przechodzą trudny czas. Prawdę mówiąc, ona nigdy nie wydaje się przy nim szczęśliwa. Nie mogę być zła, że woli spotkać się z nim w jego urodziny, zamiast zjeść ze mną zwykły obiad.
„Nic nie szkodzi. Byleby tylko Chris też nie stchórzył”. Unoszę w jego stronę brew. On kręci w naszą stronę swoim bardzo umięśnionym i zgrabnym tyłkiem. Śmieję się z jego wygłupów.
„Nigdy bym nie wystawił mojej królowej”. Christian posyła mi buziaka w powietrzu. Po raz kolejny myślę o tym, jak bardzo to niesprawiedliwe. Zbudowany tak idealnie i przystojny chłopak jak on jest gejem. Kiedy akurat nie zachowuje się tak przesadnie i zniewieściale, wygląda jak facet hetero z krwi i kości. Zawsze jest też nieskazitelnie ubrany. Wzdycham nad niesprawiedliwością życia. Znalazłam mężczyznę, z którym dogaduję się prawie tak dobrze jak z „tym, którego imienia już nie wymienię”. Ale oczywiście musiało się okazać, że jest on dla mnie niedostępny.
„Mam ochotę na coś z wyższej półki. Ja płacę”. Uśmiecham się do niego, a on odpowiada mi wzruszeniem ramion. Chcę założyć sukienkę, którą przyniosłam ze sobą. Chcę odrzucić włosy, skoro znów dumnie noszę blond. Chcę zjeść wykwintny obiad z moim nowym ulubionym chłopakiem. Zupełnie nie mam dziś ochoty na fast foody ani naszą stałą kanapkę z delikatesów.
Moim drugim ulubionym chłopakiem. Nawet jeśli ten pierwszy nie zasługuje już na to miano.
„Chyba znam idealne miejsce. Otworzyli je zaledwie miesiąc temu, a rezerwacja nie jest tam potrzebna”. Christian posyła mi ten olśniewający, wręcz nienaturalnie biały, kosmetycznie poprawiony uśmiech. Pochyla się w taki sposób, że wygląda trochę jak model Calvina Kleina.
„Jasne. Ufam ci, o ile to nie sushi! Nie lubię surowej ryby”. Marszczę brwi i udaję, że wymiotuję, wkładając palce do gardła. Jenny chichocze z uwielbieniem. Sprawia to, że wydaje się uroczo dziecinna.
„Fuj, nie... Wolę mięso od ryby! To mogę połykać przez cały dzień, suki”. Christian pyskuje zbereźnie i puszcza do nas oko. Jenny i ja przewracamy oczami. Krzywimy się na ten jego sprośny żart. Czasami Christian nie ma wstydu i uwielbia szokować.
To mój typ przyjaciela.












































