Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Seria The Goddess Complex, Tom 1: Królowa kampusu

Seria The Goddess Complex, Tom 1: Królowa kampusu

Autorzy
D. E. Gress
Lektury
19,3K
Rozdziały
46
Autorzy
D. E. Gress
Lektury
19,3K
Rozdziały
46
💕Romantyczne👩🏼‍🏫Nauczyciele⚔️Od wrogów do kochanków👩🏽‍🎓Studenci💔Zakazany romans🏙️Współczesne💪SIlne kobiety🥵Erotyka🧑🏽‍🦳Różnica wieku🖤Mroczne🔫Mafia

Persephone Vale chce po prostu przetrwać Mitologię starożytną 101, jednocześnie trenując lacrosse'a – aż do chwili, gdy jej genialny, bezlitosny profesor, dr Jason Mavros, zaczyna zamieniać każdą jej nieobecność i dyskusję w grę o dominację. Kiedy ich starcie przenosi się z sali wykładowej w nocne życie miasta, Persephone zdaje sobie sprawę, że on obserwuje ją równie uważnie, co ocenia. Jeden lekkomyślny esej może zmienić wszystko.

Mitologia 101

PERSEPHONE

„I na koniec… bardzo przerażające imię, Persephone Vale”.
Podniosłam rękę, zgłaszając obecność, i przygotowałam się na komentarze o moim nietypowym imieniu — zwłaszcza że były to podstawy mitologii starożytnej.
Dlaczego to sobie zrobiłam? To był mój ostatni semestr przed dyplomem.
„Imię Persefona oznacza »Niosącą Śmierć«, »Niszczycielkę Światła«, ale w mitologii greckiej jest bardziej znana jako »Królowa Zaświatów«. Planuje pani sprawiać problemy w mojej klasie, panno Vale?”
Profesor — osławiony profesor Mavros, który rządził swoją salą, jakby to był jego własny mroczny świat — spojrzał na mnie znad okularów i uniósł ciemną brew.
Energicznie pokręciłam głową, chociaż o ironio, kłopoty zdawały się mnie prześladować — dobra, to kłamstwo. To ja byłam kłopotem.
Jak tak łatwo mnie przejrzał? Na pewno był to bardzo trafny strzał.
„To dobrze, bo choć rozumiem, że dla wielu z was ten kurs to tylko fajny przedmiot do wyboru, oczekuję, że potraktujecie go równie poważnie, jak każdy inny”. Kiedy przeszedł do omawiania sylabusa i swoich oczekiwań, wyłączyłam się, obserwując tego doskonale starzejącego się mężczyznę, gdy przechadzał się na przodzie sali.
Choć jego uroda obrosła na kampusie legendą, tajemniczy profesor miał w sobie chłód, który potrafiłby zamrozić letni dzień. Poruszał się z poczuciem wyższości i groźnym spojrzeniem, które mogło każdego zamienić w kamień. Szepty ciągnęły się za Panem Wysokim, Mrocznym i Wolnym niczym cienie, podobnie jak horda wzdychających do niego studentek.
Krążyły plotki o jego trudnej, brutalnej przeszłości — a może i teraźniejszości. Nikt nie znał prawdy, ale te spekulacje tylko czyniły go bardziej intrygującym. Sposób, w jaki w jego ostrym spojrzeniu pojawiało się czasem coś nieodgadnionego, fragmenty tatuaży widoczne pod wyprasowanymi koszulami, blade blizny na kłykciach i jedna na brodzie tuż pod wargą — to wszystko potęgowało tę tajemnicę.
Obecność na jego zajęciach wydawała się nieco surrealistyczna. Widziałam go wcześniej na kampusie i miałam swój udział w podziwianiu jego boskiej sylwetki, ale były to powierzchowne odczucia. Wielu studentów zapisywało się na jego zajęcia tylko po to, żeby na niego popatrzeć lub go doświadczyć, jakby był istotą ze starożytnych legend.
Zawsze lubiłam uczyć się nowych rzeczy, więc w moim ostatnim semestrze postanowiłam wybrać coś fajnego.
Może mnie pan za to pozwać, doktorze Mavros.
Po tych studiach wybierałam się na magisterkę i musiałam znaleźć pracę, najlepiej w mojej dziedzinie medycyny sportowej, żeby zdobyć doświadczenie — bo same dyplomy niewiele dziś znaczą.
„Waszym pierwszym zadaniem jest wybranie mitu, który do was przemawia, i opisanie waszych przemyśleń na temat jego znaczenia przez pryzmat waszych życiowych doświadczeń. Zastanówcie się, jaki cel miałby ten mit w codziennym życiu i jakiej lekcji próbuje uczyć”.
Zapisując to zadanie pod koniec zajęć, uświadomiłam sobie, że nie miałam na tyle szczęścia, by skończyć pierwszy tydzień wiosennego semestru bez pracy domowej. Liczyłam na trochę luzu, biorąc pod uwagę mój projekt dyplomowy oraz harmonogram sportowy, które i tak pochłaniały cały mój wolny czas.
Chciałam cieszyć się ostatnim semestrem studiów licencjackich z przyjaciółmi, zanim prawdziwy świat stanie się prawdziwy. Miałam dwadzieścia dwa lata i byłam wolna jak ptak, by szukać ekscytacji — lub kłopotów — tam, gdzie tylko chciałam.
Jednak moje pojęcie kłopotów nie obejmowało igrania z moimi ocenami czy zadzierania z doktorem Mavrosem.
Po wykładzie ostrożnie podeszłam do niego, jakby był głodnym Minotaurem. „Eee, doktorze Mavros?”
Podniósł wzrok znad laptopa, zamykając go powoli, po czym zsunął okulary. Piwne oczy spotkały się z moimi — ostre, płynne i zaskakująco piękne pod gęstymi brwiami, wyrytymi na jego twarzy jak w kamieniu. Prześlizgnęły się po mnie niczym osąd, powolny i celowy, dostrzegając więcej, niż byłam na to gotowa.
Oliwkowa cera, schludny krawat i czarna elegancka koszula oraz ciemne, starannie ułożone włosy z lekką siwizną — to wszystko było niesprawiedliwie i irytująco pociągające jak na mężczyznę tuż przed czterdziestką.
„Tak?” To słowo było spokojne, ucięte — ale Boże, ten głos. Niski i oschły, jak groźba owinięta w satynę.
„Chciałam tylko zostawić harmonogram drużyny lacrosse”. Wyciągnęłam do niego kartkę niczym dar. „Będzie kilka zajęć, z których będę musiała wyjść wcześniej na mecze wyjazdowe, lub opuścić je całkowicie”.
Na początku jej nie wziął — tylko przyglądał mi się o ułamek sekundy za długo. Kiedy w końcu wyciągnął kartkę z mojej dłoni, jego palce musnęły moje. Ostry, gorący wstrząs przeszył mój nadgarstek, ale on zdawał się tego nie zauważyć.
A może jednak zauważył. Trudno to było stwierdzić przy jego kamiennej twarzy.
Zakładając z powrotem okulary, obojętnie przebiegł wzrokiem po kartce. „W te dni równie dobrze może pani w ogóle nie przychodzić. I tak wpiszę pani nieobecność”.
Zamrugałam. „Słucham?”
„Obecność to część oceny” – wyjaśnił, nie odrywając wzroku od kartki. „Jeśli opuści pani za dużo zajęć, nie zaliczy pani tej części. Prosta sprawa”.
„Rozumiem. Słuchałam dzisiaj, kiedy pan o tym mówił, ale te mecze są oficjalnie zatwierdzone przez uczelnię. To” – śmiało pstryknęłam w trzymaną przez niego kartkę – „jest zawiadomienie z wielotygodniowym wyprzedzeniem, żebym mogła być na bieżąco z nauką”.
W końcu znów na mnie spojrzał. Twardo. To spojrzenie mogłoby wgnieść słabszą dziewczynę w ścianę, jednak u mnie tylko spotęgowało opór.
„Usprawiedliwiona czy nie, nie będzie pani tutaj, kiedy reszta grupy będzie. Gdybym przyznawał wszystkim punkty, kiedy się nie pojawiają, nikt nie przychodziłby na zajęcia. Cały system się sypie, a poza tym to nie jest przedmiot, który można realizować w kawałkach”.
Wyprostowałam się z zaciśniętą szczęką. „Poradzę sobie. Jestem na ostatnim roku, a nie jakąś zdezorientowaną świeżynką”.
Jedna brew powędrowała do góry — zaledwie odrobinę. „Panno Vale, jeśli zasady pani nie odpowiadają, może pani wypisać się z tych zajęć i znaleźć profesora, który dostosuje się do pani harmonogramu”.
Wzięłam wdech, ignorując fakt, że z powodu jego głosu słowa „panno Vale” zabrzmiały jak coś nieprzyzwoitego. Mój puls nie miał prawa reagować w ten sposób na kogoś, kogo miałam ochotę uderzyć.
„Kuszące, ale nigdzie się nie wybieram. Skonsultuję to z dyrektorem sportowym”.
Jego wzrok opadł ledwo zauważalnie na moje usta, a potem wrócił do moich oczu, które zwęziły się gniewnie. „Jest pani uparta” – zamruczał niemożliwym do odczytania tonem. „Proszę z tym uważać. Upór bywa… źle rozumiany”.
Tylko przez mężczyzn nieprzyzwyczajonych, gdy rzuca im się wyzwanie, miałam ochotę odgryźć się.
Zamiast tego stałam twardo na swoim miejscu, posyłając mu swój najlepszy uśmiech w stylu „pieprz się”. „Nie wypiszę się z pana zajęć, doktorze Mavros”.
To wywołało arogancki błysk w jego ciemnych, przypominających whiskey oczach, a jego usta lekko drgnęły. Bezceremonialnie oddał mi harmonogram. „Niech pani robi, co chce, ale moje zasady wciąż obowiązują”.
Odwróciłam się do wyjścia, czując, że śledzi wzrokiem każdy mój ruch niczym drapieżnik oceniający ofiarę. Wkrótce miał się dowiedzieć, że byłam czymkolwiek, byle nie ofiarą. Gdy moja dłoń spoczęła na klamce, jego głos rozległ się za moimi plecami...
„A tak w ogóle” – dodał z nutą nonszalancji, jakbym była tylko irytującym komarem – „jeśli nadal zamierza pani rzucać mi wyzwania, panno Vale... lepiej niech przygotuje się pani na przegraną”.
Przez resztę dnia krążyłam po kampusie jak w amoku, a nawet energiczny trening na uczelnianej siłowni i mroźne styczniowe powietrze nie zdołały ostudzić mojego temperamentu. Kiedy wróciłam do mieszkania, które dzieliłam z przyjaciółką, podniosła wzrok znad gorącej miski ramenu i od razu dostrzegła mój nastrój.
Chelsea zamarła, obserwując spod jasnoblond grzywki, jak obok niej przechodzę. „Dlaczego wyglądasz, jakbyś weszła na wojenną ścieżkę?”
„Bo weszłam”. Rzuciłam torbę na podłogę i otworzyłam laptopa. „Jeden z moich profesorów uznał, że mecze wyjazdowe to niewystarczające usprawiedliwienie dla nieobecności. Obecność to dwadzieścia pięć procent oceny, a moja średnia nie spadnie tylko dlatego, że profesor Mavros uważa, że może robić, na co ma ochotę”.
„Powiedziałaś profesor Mavros? Książę Ciemności? Sam Hades?”
Wskazałam na nią i cmoknęłam językiem.
„Dziewczyno, mierzysz się z Mavrosem? Jesteś albo odważna, albo głupia”. Usiadła obok mnie, kiedy z furią pisałam maila do dyrektora sportowego, i ani na chwilę nie spuściła ze mnie wzroku swoich wielkich, błękitnych oczu. „Jaki on jest? Widziałam go tylko na kampusie, nigdy nie miałam z nim zajęć”.
Kliknęłam „wyślij” i rozpuściłam swoje długie, kasztanowe włosy z niedbałego koka. „To zarozumiały, arogancki tyran”.
„A do tego gorący?”
„Do przesady. Szkoda tylko, że idzie to w parze z tak paskudnym charakterem. Nic dziwnego, że jest singlem. Tak czy inaczej, zadarł z niewłaściwą laską. Jeśli myśli, że mnie przestraszy, to grubo się myli. Nie po to przetrwałam dorastanie z trzema facetami żłopiącymi koktajle białkowe, żeby teraz wycofywać się przed kimś takim jak doktor Mavros”.
***
Następnego dnia w mojej skrzynce odbiorczej pojawił się e-mail od pana Keenana, dyrektora sportowego uniwersytetu. Chciał się spotkać — najwyraźniej Mavros już do niego dotarł.
Skurwiel mnie wyprzedził.
Zapłonęła we mnie irytacja, lecz pod nią zaiskrzyło coś jeszcze — ostra, niespokojna energia, której nie potrafiłam określić.
Dobrze. Jeśli chce grać ostro, ja zagram jeszcze ostrzej.
Drzwi do biura dyrektora sportowego zamknęły się za mną po wyczerpującej godzinie. Nie spodziewałam się pełnego przesłuchania w sprawie mojego harmonogramu i stypendium, ani prób zrozumienia, dlaczego dr Mavros chce „zrobić ze mnie przykład”.
Najwyraźniej nie byłam pierwszą osobą, która na niego narzekała przez te wszystkie lata jego pracy tutaj, ale pierwszą, którą wyraźnie uznał za intruza w swoim Podziemiu.
Cholera, za dużo gadam.
Wychodząc z budynku, naciągałam bluzę, kiedy skręciłam za róg…
...i wpadłam prosto na niego.
Profesor Mavros nawet nie drgnął. Kiedy tylko chciałam go wyminąć, czubek jego wyglansowanego buta precyzyjnie przeciął mi drogę, zmuszając mnie do zatrzymania się w pół kroku. Bez rąk, bez wysiłku — jedynie ta irytująca arogancja, jakby zatrzymanie mnie nie było warte tego, by chociaż kiwnął palcem.
Wtedy górował nade mną z ciemnym spojrzeniem i ostrą prezencją — tak blisko, że musiałam odchylić głowę, by napotkać jego wzrok. Powietrze między nami iskrzyło od ledwo powstrzymywanego wyzwania i buntu.
„Panno Vale” – zaczął gładko, jakbym przed chwilą niemal na niego nie wpadła. „Owocne spotkanie?” Od jego ubranego w drogi garnitur w kolorze grafitu ciała biło ciepło, pachnące skórą i czymś dymnym.
„Powiedziałam mu o wszystkim”. Skrzyżowałam ramiona na piersi. „O nieobecnościach, moim harmonogramie i tej małej gierce o władzę, w którą pan gra”.
Przechylił głowę. „Naprawdę?”
Zmrużyłam kocio oczy, posyłając mu wyniosły uśmieszek. „Owszem. I z radością pragnę poinformować, że w pana skrzynce odbiorczej znajduje się oficjalna prośba o umożliwienie mi odrobienia zaległości w godzinach pańskich konsultacji bez obniżania oceny”.
Ku mojej satysfakcji jego piwne oczy zapłonęły.
„Jeśli pan nie wie, mam pełne stypendium sportowe, a mój ojciec był tu wcześniej trenerem futbolu, po czym przeniósł się do NFL. Kojarzy pan Dale'a Vale'a, dwunastokrotnego mistrza dywizji? Tego, który ma dwóch zawodowo grających synów? Tego Dale'a Vale'a. Jeśli nie uwzględni pan tej prośby, przekażą sprawę do dziekana”.
„Mmm”. Z jego piersi wydobył się głęboki, powolny dźwięk, niczym grzmot przed burzą. „Ma pani talent do przyciągania uwagi, panno Vale”. Nie umknął mi sposób, w jaki jego wzrok szukał pęknięcia w mojej zbroi.
„A pan ma talent do gapienia się, jakby był to sport kontaktowy, profesorze. Powinnam czuć się zaszczycona czy wnieść skargę?” – odgryzłam się, unosząc brew.
To wywołało u niego cień uśmiechu — tego niebezpiecznego. Pochylił się na tyle blisko, że przestrzeń między nami aż zaiskrzyła. „Proszę uważać na słowa” – wyszeptał. „Chyba że chce pani sprawdzić, co jeszcze uda się nimi zdobyć”.
Moje serce tłukło się o żebra, szybko i gorączkowo. Powinnam była odejść, ale chaos miałam we krwi, więc zamiast tego posłałam mu słodki uśmiech. „Tego pan chce?” – zapytałam przesłodzonym głosem. „Niełatwo mnie zastraszyć, doktorze Mavros”.
Jego szczęka drgnęła zaledwie odrobinę, ale wystarczyło to, bym zrozumiała, że zadałam celny cios. Mavros wyprostował się, poprawiając mankiety marynarki z celową, wyćwiczoną łatwością. „Chcę tylko, by wiedziała pani, w co pani gra. Nazwisko tatusia ma swoje granice”.
„Tatuś nie zdobył za mnie średniej pięć zero”. Pozwoliłam, by zapadła cisza, zanim przeszłam obok niego — bez dotyku, ale na tyle blisko, by poczuć jego dymny oddech.
Na jego twarzy odmalowało się zamyślenie, ale nie zamierzałam zostawać w pobliżu, by to nowe odkrycie mogło zakiełkować. Kiedy szłam korytarzem, zawołał do mnie — z nieodpartą potrzebą, by ostatnie słowo należało do niego.
„Do zobaczenia na zajęciach, panno Vale”.

Odkryj Galateę

W pogoni za omegąOdrzucona i przy nadziei Książka 2Łotry z Blackwood 3: BeauPanna młoda KingsleyaHybrydowa partnerka króla alfy: Gra króla demonów

Najnowsze publikacje

Luna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorni

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

NIE przeczytane...

by Izabela28

liczba książek: 46