
Ślepa miłość
Autorzy
Heather Teston
Lektury
718K
Rozdziały
36
Rozdział 1
Drake siedział w biurze Spencer and Spencer, firmy wynajmującej ochroniarzy dla osób potrzebujących ochrony.
Założył prawą nogę na lewą, poluzował krawat i czekał, by usłyszeć o nowej pracy. Głowa wciąż go bolała po wczorajszej nocy.
Po raz kolejny wypił za dużo poprzedniego wieczoru. Poznał w barze blondynkę i zabrał ją do siebie. Uprawiali seks.
Obudził się nagi. Blondynka zniknęła. Zużyta prezerwatywa na podłodze była jedynym dowodem tego, co się wydarzyło.
„Oto twoja nowa praca” – powiedział jego szef. Przesunął teczkę przez biurko w stronę Drake'a.
Drake otworzył teczkę i przeczytał informacje w środku. „Templeton – słyszałem o nim. Dlaczego miałby nas wynajmować, skoro na pewno ma własnych ludzi? Słyszałem też, że niektóre z jego interesów nie są do końca czyste.”
Keith spojrzał na swojego brata Caina, zanim odpowiedział. „To tylko plotki. Pan Templeton korzysta z usług tej firmy już od jakiegoś czasu. Poprosił o kogoś, komu może zaufać. Jesteś naszym najlepszym pracownikiem, ale musisz mniej pić i trzymać nerwy na wodzy.”
„No cóż, może nie chcę tej pracy” – powiedział Drake. Rzucił teczkę, nie czytając reszty.
Cain oparł się na krześle. „Drake, przez swoje zachowanie masz problem z utrzymaniem pracy. Ta praca płaci trzy razy więcej niż normalnie. Dostaniesz też zakwaterowanie w jednej z najładniejszych rezydencji w Kalifornii.”
Drake uniósł brwi. Spojrzał na dwóch mężczyzn siedzących naprzeciwko. „Trzy razy? Dlaczego trzy razy – co przede mną ukrywacie?”
Cain chrząknął. Keith bawił się długopisem w dłoni. To był wyraźny znak, że coś przed nim zatajali.
„To nic takiego, Drake, naprawdę nic. Po prostu obiecaliśmy temu człowiekowi naszego najlepszego faceta. Jego interesy są bardzo ważne dla naszej firmy. Może nas wynieść albo zniszczyć.”
Drake patrzył na dwóch mężczyzn. Byli bliźniakami po pięćdziesiątce. Tylko jeden był łysy. Drugi miał pełne włosy. Obaj byli niscy i przy kości.
„Dobra, wezmę tę pracę. Kiedy zaczynam?”
Obaj bracia wyglądali na wyraźnie odprężonych. „Dzisiaj. Jedź do domu i spakuj swoje rzeczy” – powiedział Cain. Uśmiechnął się i wstał, by uścisnąć dłoń Drake'a.
„Jeszcze jedno pytanie. Jak długo ma potrwać ta praca?”
„Od czterech do sześciu miesięcy” – odpowiedział Cain.
Drake'owi wydawało się to normalne, więc nie dopytywał. Wziął teczkę, ale tylko po to, by wyjąć adres. Resztę zostawił. Wiedział wszystko, co chciał wiedzieć. Resztę odkryje po drodze.
„No dobra, to do zobaczenia, jak skończę robotę.”
Gdy Drake wyszedł, Keith odwrócił się do Caina. „Nie sądzisz, że powinniśmy byli ostrzec go o dziewczynie?”
Cain się roześmiał. „Sam się przekona wystarczająco szybko.”
„A co, jeśli zrezygnuje, gdy się dowie?” – zapytał Keith. Zaczął się pocić.
„Drake to uparty sukinsyn. Zostanie przy tej robocie tylko po to, żeby coś udowodnić. Kto wie, może to właśnie to, czego potrzebuje. Ktoś, kto postawi go do pionu. Ktoś, kto zbije mu grzebień z głowy. Ale chętnie bym popatrzył, jak ją spotyka.”
„Mam nadzieję, że masz rację co do tego, że zostanie. Ona już przepędziła każdego innego ochroniarza, jakiego mieliśmy” – powiedział Keith. Potarł skroń.
Gdy tylko Drake wyszedł z klimatyzowanego biura na zewnątrz, kalifornijskie słońce uderzyło w niego z całą mocą. Mięśnie go bolały i zaczął się pocić. Zdjął marynarkę i krawat. Rozpiął kilka guzików koszuli.
Podszedł do swojego samochodu. To była jego duma i radość, Ford Thunderbird z 1966 roku. Pojechał do swojego małego mieszkania. Tam spakował torby. Upewnił się, że wszystko jest wyłączone po spakowaniu broni i kajdanek.
Rozejrzał się i pokręcił głową. To miejsce naprawdę było ruderą. Wiele razy myślał o wykorzystaniu pieniędzy, które otrzymał od rodziny, żeby kupić lepsze mieszkanie. Ale obiecał sobie, że nigdy nie tknie tych pieniędzy.
Dotarł do rezydencji Templetona. Gwizdnął, gdy ją zobaczył. Wyglądała jak coś z filmu. Jedynym wejściem była elektryczna brama. Strzegło jej dwóch uzbrojonych mężczyzn.
Siedział w samochodzie i czekał, aż do niego podejdą. Nie zdejmował ciemnych okularów.
„Proszę podać cel wizyty” – powiedział jeden z mężczyzn ostrym tonem. Wyglądał jak olbrzym z ogromnymi mięśniami wypychającymi rękawy koszuli.
„Jestem umówiony z panem Templetonem. Mnie oczekuje.”
„Nazwisko” – powiedział olbrzym ponownie ostrym tonem. Położył rękę na broni.
„Drake O'Rourke” – odpowiedział. Bębnił palcami po kierownicy, podczas gdy mężczyzna sprawdzał listę na tabliczce.
Mężczyzna zobaczył jego nazwisko i poprosił go, żeby wysiadł z samochodu. „Otwórz walizkę powoli i nie próbuj niczego głupiego.”
Następnie kazał drugiemu facetowi przeszukać bagaż. Gdy ten to zrobił, wyciągnął broń i kajdanki.
Drake zdjął okulary. Było gorąco i zaczynał tracić cierpliwość. „Panowie, zaczynam mieć tego dość. Odłóżcie moje rzeczy z powrotem, zanim naprawdę się wkurzę i skopię wam tyłki.”
Mężczyźni spojrzeli na siebie i się roześmiali. Potem odezwał się ten większy. „Po co ci to wszystko i co zamierzasz z tym zrobić?”
„Wasz szef zatrudnił mnie jako ochroniarza. Mogę tego potrzebować.”
Obaj mężczyźni uśmiechnęli się do siebie, a ten mniejszy się odezwał. „To ten facet, o którym mówił szef.” – Włożył rzeczy Drake'a z powrotem do walizki. Cały czas się śmiał. „Wpuść go.”
Drake wsiadł z powrotem do samochodu i patrzył na dwóch mężczyzn. „Może mi powiecie, co jest takiego śmiesznego?” – zapytał, zanim wjechał.
„Och, sam się przekonasz wystarczająco szybko. Powodzenia, stary – będziesz go potrzebował.” – Mniejszy mężczyzna kazał mu wjechać.
Większy pokręcił głową i się uśmiechnął. „Biedny sukinsyn. Ciekawe, jak długo ten wytrzyma?”
Gdy Drake podjechał pod rezydencję, przywitał go kolejny olbrzym. Mężczyzna wyraźnie miał broń.
„Jestem umówiony z panem Templetonem” – powiedział Drake.
„Proszę za mną” – rozkazał mężczyzna.
Drake wysiadł z samochodu i szedł za mężczyzną po schodach. Drzwi otworzył lokaj.
Drake został wprowadzony do dużego pomieszczenia. To wyraźnie było biuro tego człowieka. Kazano mu czekać i niczego nie dotykać.
Usiadł i rozejrzał się po pokoju. Był urządzony drogimi rzeczami. Na ścianach wisiało kilka słynnych obrazów.
Za biurkiem znajdowała się szklana gablota z różnymi rodzajami broni: pistolety, noże i inne narzędzia służące do krzywdzenia ludzi.
Lokaj wszedł, niosąc tacę z kawą i herbatą. „Pan Templeton zaraz do pana przyjdzie. Czy czegoś pan potrzebuje?”
„Nie, wszystko w porządku” – odpowiedział Drake. Prawda była taka, że chętnie napiłby się zimnego piwa albo kieliszka whisky. Ale skoro było wcześnie, pomyślał, że lepiej nie prosić.
Kilka sekund później drzwi się otworzyły. Wszedł mężczyzna po pięćdziesiątce. Był wysoki. Miał srebrno-siwe włosy. Widać było, że nie jest to człowiek, którego chciałoby się rozzłościć.
Drake wstał i uścisnął dłoń mężczyzny. Potem usiadł z powrotem, gdy mu kazano.
„Panie Templeton, ma pan piękny dom. Chcę tylko powiedzieć, że zrobię wszystko, żeby pana chronić. Ale muszę zapytać: dlaczego ja, skoro ma pan już wokół siebie tylu ludzi?”
„Panie O'Rourke, to nie mnie będzie pan chronił. Tylko moją córkę, Catherine.”
Drake poczuł, jak głowa zaczyna go boleć. Teraz wiedział, dlaczego jego szefowie zachowywali się tak dziwnie. Wiedzieli, że nie przyjąłby tej pracy, gdyby wiedział, że będzie ochroniarzem jakiejś młodej, rozpieszczonej smaruli.
„Z całym szacunkiem, ale nie zajmuję się opieką nad dziećmi. Myślę, że lepiej będzie, jeśli znajdzie pan kogoś innego do tej roboty.”
„Nie będzie pan opiekunem, panie O'Rourke. Będzie pan chronił moją księżniczkę. Pójdzie pan wszędzie tam, gdzie ona pójdzie. Zrobi pan to, czego ona chce. Będzie pan z nią cały dzień i całą noc.
Nie mam czasu szukać kogoś innego, a to tylko kilka miesięcy. Za trzy tygodnie muszę wyjechać za granicę. Nie mogę jej ze sobą zabrać.
Potrzebuję kogoś, komu mogę zaufać, że będzie ją chronił. Powiedziano mi, że jest pan godny zaufania. Dam panu ogromną premię, gdy pana praca się skończy.”
„Czy pana żona jedzie z panem, czy też będę się opiekował i nią?”
„Moja żona zginęła w wypadku samochodowym osiem lat temu.” – Pan Templeton zamrugał, powstrzymując łzy. Po tylu latach wciąż za nią tęsknił.
„Przykro mi, nie wiedziałem.” – Ostatnią rzeczą, jakiej chciał Drake, było pilnowanie dzieciaka. Ale z premią, którą miał dostać później, pomyślał, że wytrzyma. W końcu, jak trudne może być zajmowanie się dzieckiem?
„Przyjmie pan tę pracę?”
„Tak, przyjmę. Gdzie jest teraz pana córka? Powinienem ją poznać, zanim się rozgoszczę.”
„Jest przy basenie. Każę zanieść pana bagaże do pokoju. Przygotowałem jeden dla pana. Jest naprzeciwko pokoju Catherine. Chcę, żeby był pan blisko niej na wypadek, gdyby czegoś potrzebowała.
Jest coś, o czym powinienem panu powiedzieć. Potrafi być trudna. Jest trochę dzika. Będzie pana testować. Będzie naciskać pana guziki. Radzę być stanowczym i twardym, ale nigdy jej nie lekceważyć ani nie krzywdzić. Czy to jasne?”
„Jasne” – odpowiedział Drake. Wstał. „A teraz proszę mnie do niej zaprowadzić, żebyśmy mogli się poznać.”
Wtedy wszedł jakiś mężczyzna. Podszedł do starszego pana i szepnął mu coś do ucha. Pan Templeton odwrócił się wtedy do Drake'a.
„Mam coś, czym muszę się zająć. Stanly zaprowadzi pana do basenu. Niech pan idzie, a ja dołączę do was wkrótce.”
„Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Mogę ją przestraszyć. Nie zna mnie. Mógłbym sprawdzić swój pokój. Gdy pan będzie wolny, moglibyśmy pójść razem.”
„Niech mi pan wierzy, panie O'Rourke, nie przestraszy jej pan. Wie, że pan dzisiaj przyjeżdża. Wyjdę, jak tylko będę mógł.”
Drake poszedł za Stanlym przez kilka pomieszczeń, aż dotarli do tylnej części domu.
„Basen jest tam” – powiedział Stanly. Wskazał na duże przeszklone drzwi przesuwne. „Jestem pewien, że znajdzie pan pannę Templeton albo w basenie, albo w ogrodzie, który jest z boku. Powodzenia.”
Drake zmrużył oczy na mężczyznę. „Dlaczego wszyscy życzą mi powodzenia? Czy to dziecko jest aż takie złe?” – Zobaczył uśmiech na twarzy Stanly'ego i miał ochotę go uderzyć.
„Dziecko?” – roześmiał się. „Miło było pana poznać. Szkoda, że nie zostanie pan tu długo.” – Stanly odszedł, zostawiając Drake'a zdezorientowanego.
Gdy Drake wyszedł na zewnątrz, poczuł żar słońca bijący na niego. Żałował, że ma na sobie cholerny garnitur.
Sięgnął do kieszeni i wyjął okulary przeciwsłoneczne. Założył je i rozejrzał się wokół.
Najpierw zauważył ogród. Był piękny z różnymi kwiatami i posągami. Nie był typem faceta, który przejmuje się dekoracją. Ale lubił piękne rzeczy.
Zdał sobie sprawę, że z tyłu nie ma żadnych strażników. Ale wszędzie były kamery bezpieczeństwa. Ale dlaczego dziecko miałoby być tu samo, chyba że ma nianię? Ale jego nowy szef nigdy o niej nie wspomniał.
Idąc dalej, zobaczył basen. Na leżaku leżała kobieta w ciemnych okularach przeciwsłonecznych. Wyglądała, jakby spała. Nigdzie nie było widać dzieciaka.
Gdy Drake podszedł bliżej, nie mógł przestać myśleć, że to musi być niania. Jego oczy przesunęły się po jej ciele. Miała ciemne włosy i nosiła bardzo małe bikini.
Stwardniał, patrząc na jej ciało. Była gorącą małą numerką. Musiał się dowiedzieć, kim jest, zanim zrobi ruch. Mogła równie dobrze być dziewczyną szefa, chociaż wyglądała na zdecydowanie za młodą dla niego.
Gdy do niej dotarł, uśmiechnął się do niej. Chciał, żeby zobaczyła jego dołeczki. Kobiety zdawały się je lubić.
Bez względu na to, gdzie był, jeśli zobaczył kobietę, którą chciał zaciągnąć do łóżka, wystarczyło, że pokazał jej dołeczki. Działało za każdym razem.
„Zamierzasz coś powiedzieć, czy tylko tak stać i gapić się na moje ciało?” – powiedziała bardzo niegrzecznym tonem.
Nie spodobał mu się jej ton, więc zrezygnował z uśmiechu. „Szukam Catherine. Powiedziano mi, że mogę ją tu znaleźć. Jeśli jesteś nianią, to kiepsko wykonujesz swoją pracę – nigdzie nie widzę dzieciaka.”
„Jestem Catherine, ty gadający pawian.”













































