
Tajemny wilk: Księga 2
Autorzy
Lektury
121K
Rozdziały
23
Rozdział 1
Księga 2: Sekrety ujawnione
SOPHIE
Przede mną stał stary mężczyzna, przywódca łowców. Patrzył na mnie ze złośliwym uśmiechem. Nie wróżyło to niczego dobrego.
„W końcu się spotykamy.” Jego skrzeczący głos wywołał dreszcze na całym moim ciele.
„Czy wiesz, że byłem ostatnią osobą, która widziała twoich rodziców żywych?” Zaśmiał się. „Wiesz, skąd mam taką pewność? Bo to ja ich oboje zabiłem” – powiedział bez cienia emocji.
Wściekłość przeszyła moje ciało. Moja wilczyca chciała przejąć kontrolę.
„Błędem było pozwolić ci żyć” – kontynuował. – „Ale może jeszcze możesz się nam na coś przydać.”
Wzięłam głęboki oddech. Musiałam się uspokoić — byłam otoczona przez łowców.
„Koniec z zabawami, Sophie. Wiem, że zaprowadziłaś nas do swojej starej watahy — nie jesteśmy głupcami. Naprawdę myślisz, że mogą nas pokonać?”
Kiedy nie odpowiedziałam, przywódca pokręcił głową. „Dam ci jedną szansę, żebyś naprawiła swój mały błąd.”
Wziął łuk i nałożył strzałę. Wycelował prosto we mnie.
„Przyłącz się do nas albo zgiń” – powiedział.
„W takim razie nie mam innego wyboru” – odpowiedziałam.
***
Minęły trzy miesiące, odkąd stałam się wilkiem, a Jake i ja oznaczyliśmy się nawzajem. Życie z Jakiem było piękne. Traktował mnie jak księżniczkę — a technicznie rzecz biorąc, nią właśnie teraz byłam.
Z czasem nauczyłam się, co to znaczy być wilkiem. Czy wiedziałam już wszystko? Nie, absolutnie nie. Ale wszyscy w mojej nowej watasze starali się pomóc mi zrozumieć moją wilczycę. Zaakceptowali mnie jako przyszłą lunę.
Moja najlepsza przyjaciółka, Bonnie, i ja przeprowadziłyśmy się do domu watahy. Więc technicznie nadal mieszkałyśmy razem. Nie widywałyśmy się jednak tak często jak kiedyś. Odkąd poznała Dylana, swojego partnera, ta dwójka była nie do rozdzielenia.
Z powodu mojej burzliwej przeszłości z Willem, facetem, który mnie nękał, zdecydowałam, że chcę nauczyć się walczyć.
Na początku Jake nie był zachwycony. Nie podobał mu się pomysł, że miałabym walczyć z innym wilkiem, nawet jeśli tylko na treningu. Próbował mnie odwieść od tego pomysłu, ale cóż — byłam uparta.
Bonnie zdążyła już nauczyć mnie podstaw. Jak trudne to mogło być?
Tak właśnie tu trafiłam — na plac treningowy, pierwszy raz w życiu. Choć naprawdę chciałam trenować, byłam trochę zdenerwowana. Dzięki Bogu — a raczej dzięki Bogini — Bonnie zaproponowała, że będzie moją partnerką.
Jake poczuł się przez to nieco spokojniejszy. Myślał, że Bonnie pójdzie ze mną na łatwiznę. No to się przeliczył!
„Uch!”
Moje ciało przeleciało przez powietrze i wylądowało z głuchym łupnięciem na ziemi. Au! To bolało!
Usłyszałam głośne warknięcie.
Spojrzałam na mojego pięknego, umięśnionego partnera. Jego zwykle przystojną twarz wykrzywiała wściekłość. Szare oczy były wbite w moją napastniczkę, Bonnie. Jake odgarnął ciemnobrązowe włosy z oczu z widoczną frustracją.
Wskazałam na Jake'a i spojrzałam na niego surowo, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. „Jake, jeśli nie potrafisz się kontrolować, musisz stąd odejść. To nie będzie ostatni raz, kiedy oberwie mi się porządnie.”
„Wiem, moja miłości. Po prostu to takie nienaturalne dla mnie, żeby pozwolić, by ci się to przytrafiało. Wciąż przyzwyczajam się do myśli, że jesteś wilkiem. A teraz jeszcze walczysz!” Spojrzał na mnie przepraszająco.
Podniosłam się i podeszłam do niego. Kiedy złapałam go za rękę, poczułam, jak natychmiast się rozluźnia.
„No dalej, Jake, pomyśl o wszystkich korzyściach, jakie mamy — o tym, co razem robiliśmy, odkąd stałam się jedną z was.” Moja twarz była zaledwie kilka centymetrów od jego. „A może mam ci przypomnieć?”
Moje usta delikatnie musnęły jego. Jego źrenice się rozszerzyły. Mój język przesunął się po jego wargach.
Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie za tył koszulki, i zanim się zorientowałam, znów fruwałam. Czułam się bardziej jak ptak niż wilk.
„Bee, to nie fair!” – wrzasnęłam.
Bonnie tylko wzruszyła ramionami. „W większości przypadków atak nie jest fair. Poza tym jesteśmy tu, żeby trenować. Miłosne igraszki zostawcie sobie do sypialni.” Machnęła ręką między nami.
Odgarnęłam włosy z oczu i wbiłam w nią wzrok. Miała krótkie blond włosy ściągnięte w ciasny kucyk. Jej brązowe oczy patrzyły na mnie wyzywająco. Pełne usta rozciągał szeroki uśmiech.
Przewróciłam oczami i spojrzałam na Jake'a. Nadal wyglądał na sfrustrowanego. Usłyszałam, jak westchnął, po czym odszedł w stronę domu watahy.
Bonnie wróciła do pozycji bojowej. Zrobiłam to samo.
„Dlaczego walczymy w ludzkiej postaci? Chcę walczyć jako wilk” – jęknęłam.
Bonnie uniosła brwi i spojrzała na mnie, jakbym zwariowała. „Serio, Soof? Myślisz, że dasz radę walczyć jako wilk, skoro nie potrafisz nawet walczyć jako człowiek? Chyba nie.”
Wydęłam wargi.
„No dalej” – powiedziała. – „Daj z siebie wszystko. Przypomnij sobie podstawy, których cię nauczyłam.”
Próbowałam sobie przypomnieć jej lekcje. Wiedziałam, że muszę trzymać się nisko przy ziemi i okrążać ją, szukając słabego punktu. Aha, i jedna z najważniejszych zasad — nie wolno mi się rozpraszać.
Spojrzałam na Bonnie. Uśmiechnęła się złowieszczo i skinęła na mnie ręką.
„Luno Sophie?” – ktoś zawołał. Podniosłam wzrok, żeby zobaczyć, kto to.
Nie powinnam była tego robić. Bonnie, niczym kula do burzenia, znów mnie powaliła.
Spojrzałam na osobę odpowiedzialną za rozproszenie mojej uwagi. To był Dylan. Uśmiechnął się i pomachał. Otworzyłam usta ze zdumienia. „Chyba go nie prosiłaś, żeby mnie rozproszył?”
Bonnie roześmiała się. „Owszem, prosiłam. Musisz się skupiać, Soof. Nigdy nie daj się rozproszyć podczas walki — czy to na treningu, czy na serio.”
Westchnęłam i zerwałam się na nogi. „Może zakończymy na dziś? Jestem zmęczona.”
Bonnie spojrzała na mnie ze złośliwym uśmieszkiem. „No dalej, Soof. To wszystko, na co cię stać?”
Zmrużyłam oczy.
„Wiesz, zauważyłam, że Jake próbuje cię chronić, bo jesteś słaba. Jak możesz być luną w takim stanie? Nikt tego nie chce.”
Próbowała mnie sprowokować. I działało.
„Może Jake powinien znaleźć sobie inną partnerkę — taką, która jest silna” – drażniła się ze mną.
Poczułam, jak narasta we mnie gniew. Zaczęłam okrążać Bonnie.
„Tak, myślę, że tak będzie lepiej dla wszystkich. Nie sądzisz, Soof?”
Rzuciłam się na nią i zrobiłam coś, czego się nie spodziewała. Chwyciłam ją za nogi, objęłam ramionami jej kolana i pociągnęłam mocno. Pisnęła i poleciała do tyłu. Zanim zdążyła się pozbierać, siedziałam na niej okrakiem.
Posłałam jej triumfalny uśmiech. „Nie wkurzaj mnie, Bee.”
Spojrzała na mnie z zadowoleniem. „Chyba powinnam to robić częściej. Naprawdę coś w tobie obudziło.”
Zsiadłam z niej i wyciągnęłam rękę. Złapała ją, a ja pociągnęłam ją do góry.
„Trening skończony?” – zapytałam z nadzieją.
„Chyba nie, Soof. Chodźmy na siłownię. Musisz nabrać siły.”
Godzinę później w końcu skończyłyśmy. Dlaczego w ogóle chciałam się uczyć walczyć?
Powlokłam się do naszej sypialni i od razu poszłam do łazienki. Jake pewnie pracował — nigdzie go nie było.
Wzięłam długi, przyjemny prysznic i poczułam, jak moje mięśnie się rozluźniają. Drobne skaleczenia z treningu już się zagoiły. Dobrze jest być wilkiem.
Po prysznicu poszłam do biblioteki. Planowałam zagłębić się w historię naszej watahy.
Biblioteka nie była zbyt ruchliwym miejscem. Większość młodych czytała na czytnikach elektronicznych. Więc nie było niczym niezwykłym, że byłam tam sama.
Ale tego dnia nie byłam. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, zobaczyłam mężczyznę siedzącego przy stole, otoczonego książkami.
„Allan, nie wiedziałam, że znów wróciłeś.”
Allan, wuj Jake'a, podniósł wzrok. Jego brudnoblond włosy były tak długie, że zasłaniały mu oczy. Jego opalona skóra niemal lśniła, jakby połknął słońce.
Odgarnął włosy i uśmiechnął się. Wstał i podszedł do mnie.
„Sophie, miło cię widzieć. Tak, wróciłem wczoraj w nocy.” Jego twarz spoważniała. „Spędziłem już wiele godzin na poszukiwaniu twojej prawdziwej rodziny, ale wciąż niczego nie znalazłem. To mnie frustruje.”
Westchnęłam. Całe życie wiedziałam, że jestem adoptowana. Ale nie miałam pojęcia, kim byli moi biologiczni rodzice. Jeśli o mnie chodziło, moi rodzice adopcyjni byli moimi prawdziwymi rodzicami.
„Rozmawiałaś już z rodzicami?” – zapytał Allan.
Pokręciłam głową. „Wciąż nie miałam odwagi z nimi porozmawiać. A co, jeśli nie mają pojęcia, czym jestem? Będą mnie uważać za potwora.”
Allan spojrzał na mnie ze współczuciem. „Rozumiem. Ale żeby zdobyć jakiekolwiek informacje o twoich biologicznych rodzicach, uważam, że to jedyna droga.”
Skinęłam głową. Allan wrócił do stołu. Usiadłam na jednym z krzeseł i wzięłam książkę o historii. Moje myśli odpłynęły. Jake też próbował mnie przekonać, żebym porozmawiała z rodzicami, ale nie potrafiłam. Po prostu się bałam.
Nie mogłam się już skupić. Miałam totalny mętlik w głowie. Zamknęłam książkę, wstałam i wyszłam z biblioteki. Było mi trochę smutno.
Wróciłam do naszego pokoju i zwinęłam się w kłębek na łóżku. Po kilku minutach usłyszałam, jak ktoś wchodzi. To był Jake. Nic nie powiedział — tylko przytulił się do mnie od tyłu. Jego zapach mnie uspokajał.
„Powiesz mi, co cię gryzie?” – wyszeptał.
Odwróciłam się w jego ramionach i spojrzałam mu w oczy. „Rozmawiałam z Allanem. Nie znalazł niczego o mojej biologicznej rodzinie. Chce, żebym porozmawiała z moimi rodzicami.”
„Wiesz, Sophie, zawsze będę po twojej stronie — niezależnie od tego, co postanowisz.”
Posłałam mu słaby uśmiech. „Wiem.” Westchnęłam. „Chyba pora zadzwonić do rodziców.”
Sięgnęłam po telefon. Gdy tylko przyłożyłam go do ucha, żołądek podszedł mi do gardła. Odebrała mama.
„Sophie, tak miło cię słyszeć. Jak się masz? A jak tam ten twój uroczy chłopak?” Brzmiała na szczęśliwą.
Opowiedziałam rodzicom o Jake'u — oczywiście nie wszystko. W ich oczach był moim chłopakiem, ale w naszym świecie praktycznie byłam za niego wydana.
„Cześć, mamo. Jake i ja mamy się dobrze, dziękuję. Jak tam ty i tata?”
Mama zaczęła paplać o tym, co robiła z tatą. Słuchałam jej, ale nie do końca uważnie.
„Mamo” – przerwałam jej – „muszę z wami porozmawiać.”
Mama milczała przez chwilę. „O czym, kochanie?” Wyczułam podejrzliwość w jej głosie.
Wzięłam głęboki oddech. „Szukam moich biologicznych rodziców.”
Znów na chwilę zapadła cisza. Nic nie słyszałam.
„Sophie, możesz wpaść do nas niedługo? Nie chcemy o tym rozmawiać przez telefon.”
Mama brzmiała nieco smutno. Ale co ważniejsze — coś wiedziała! Serce zaczęło mi walić. Byłam podekscytowana, przestraszona i ciekawa jednocześnie.
„Uh, tak. Możemy przyjechać w ten weekend?”
„Możemy?” – zapytała zaskoczona.
Cholera — na chwilę zapomniałam, że nie wiedzieli o wszystkim. „Tak, chcę zabrać Jake'a” – powiedziałam.
Wyczułam jej wahanie. „Ach, dobrze. Może to nawet dobry pomysł.”
Bardzo ostrożnie dobierała słowa. Ja zresztą też.
„Pozdrów tatę ode mnie. Do zobaczenia wkrótce.”
Rozłączyłyśmy się. Jake uśmiechnął się do mnie. Oczywiście słyszał wszystko.
„Wszystko będzie dobrze, moja miłości” – powiedział.
Naprawdę miałam nadzieję, że tak będzie. Miałam jeszcze kilka dni, żeby się przygotować.

















































