
Nocna operatorka Książka 2: Były prezes
Autorzy
Lektury
594K
Rozdziały
40
Prolog
Księga 2: Były dyrektor generalny
NOAH
„Szefie?” – wydusiła z siebie.
Posłał jej zdziwione spojrzenie. To było dla niego coś nowego – bycie wziętym za kogoś innego. Takie rzeczy zdarzały się zwykłym ludziom, a nie Noahowi Ryderowi.
„Dlaczego tu jesteś, szefie?” – zapytała ponownie.
Odrzucając na bok swoje zdumienie, skupił się na jej promiennej twarzy i podszedł bliżej. Cofnęła się, ale on nadal szedł naprzód, kierując ją w stronę bambusowej ściany baru na plaży. Jego zamiarem było przyparcie jej do muru.
I tak też zrobił. Zderzyła się ze ścianą z głuchym łoskotem. Z jej ust wyrwał się cichy pisk, gdy spojrzała na niego z twarzą wciąż pełną dezorientacji. Z kimkolwiek go pomyliła, był zdeterminowany, by do końca nocy sprawić, że o tym zapomni.
„Mogę być twoim szefem kiedykolwiek i gdziekolwiek zechcesz” – uśmiechnął się złośliwie, opierając dłoń blisko jej głowy, ale uważając, by nie naciskać na kruchą ścianę. „Na jakiejkolwiek powierzchni wolisz” – dodał.
Przez chwilę wyglądała na zaskoczoną. Potem wyraz jej twarzy całkowicie się zmienił. Przysunęła się do niego, a jej wargi znalazły się kusząco blisko jego ust. Nie dotykały ich, ale czuł na twarzy ciepło jej oddechu. Uznał to za podniecające, a jego ciało zareagowało w ten sam sposób.
„Ale ty już byłeś moim szefem” – mruknęła zmysłowo. „Przez około rok, zanim wszystko porzuciłeś, włączając w to mnie, i odszedłeś”.
Potrzebował chwili, by przyswoić jej słowa. Kiedy w końcu do niego dotarły, odskoczył z zaskoczenia, mierząc ją wzrokiem z góry na dół. To było niemożliwe.
To po prostu nie mogło być prawdą. Ale im dłużej przypatrywał się jej twarzy, ciemnoniebieskim oczom i licznym kolczykom w uszach, uświadomił sobie, że to jednak możliwe – i że to już się wydarzyło.
O kurwa!
LILLIAN
Wszystko, czego pragnęła, to dwa tygodnie wylegiwania się na plaży bez makijażu. I była zdeterminowana, by to dostać, w ten czy inny sposób.
Jej szefowa odrzuciła jej prośbę. Myśląc, że ma do tego prawo, Lillian nie zamierzała się wycofać. Zamierzała dostać swój letni urlop, choćby nie wiem co. Zasłużyła na niego. Zasłużyła nawet na podwyżkę za znoszenie swojej obecnej szefowej, ale nie zamierzała zbytnio kusić losu. Jeszcze nie teraz.
Wszystko w swoim czasie.
Jej szefowa nie była przeciwna temu, by wzięła urlop; po prostu nie zgadzała się co do jego terminu i długości. Ale to nie był problem Lillian. Miała prawo wybrać, kiedy chce wziąć wolne. To nie był upór – to było jej prawo. Wszyscy pracownicy mogli wybierać termin letniego urlopu, a obowiązkiem przełożonego było się do tego dostosować.
W jej przypadku powinno to być proste. Pracowała sama, więc nie było konfliktu z innymi współpracownikami.
„Mam dziesięć ważnych spotkań biznesowych w lipcu, z czego siedem pokrywa się z twoim urlopem” – powiedziała szefowa, posyłając jej karcące spojrzenie. „I powinnaś coś zrobić ze swoim wyglądem. Nie mogę ciągle szukać dla ciebie wymówek na każdym spotkaniu”.
Jej szefowa zawsze znajdowała powód, by poruszyć temat jej wyglądu. Lillian była o krok od powiedzenia jej, żeby się odczepiła, ale ugryzła się w język. To był cud, że utrzymała tę pracę przez trzy lata, i nie zamierzała dać się zwolnić. Nie zamierzała też zmieniać swojego stylu tylko po to, by zadowolić szefową.
Jak dotąd to się u niej sprawdzało, a posiadanie kobiety jako szefowej nie było wystarczającym powodem do zmian. Jej przełożona równie dobrze mogła być lesbijką (choć to mało prawdopodobne), a w firmie było mnóstwo mężczyzn. Bycie obserwowaną lub podrywaną nie było w jej stylu. A gdyby do tego doszło, musiałaby zareagować.
Nie żeby nie spotykała się z nieodpowiednimi spojrzeniami, odkąd zaczęła tu pracować, ale daleko im było do komplementów. Ignorowanie ich weszło jej w krew. Musiała przymykać oko na wiele spraw, żeby utrzymać to stanowisko, biorąc pod uwagę, jakie miała szczęście, że w ogóle je dostała.
Nie zamierzała lekceważyć swojego urlopu. Popełniła ten błąd w zeszłym roku. Jeśli jej szefowa nie ustąpi, będzie musiała spróbować innego podejścia.
Aby zwiększyć swoje szanse na sukces, postanowiła stonować makijaż. Jej czarny eyeliner w żelu i tak był już prawie zużyty, a musiała kupić nowy. Na razie narysowała tylko cienką czarną kreskę nad ciemnofioletowym cieniem do powiek. Wybrała pomadkę w naturalnym odcieniu i zamieniła swój zwykły zestaw dużych kółek na proste kolczyki wkrętki.
Jej strój był taki sam jak każdego innego dnia, ale miała nadzieję, że te drobne zmiany zostaną zauważone i zadziałają na jej korzyść.
„Przesuń moje następne spotkanie o trzydzieści minut. Wychodzę na lunch” – oznajmiła jej szefowa około południa.
„Dobrze, panno Coleman” – odpowiedziała.
Szefowa spojrzała na nią, lekko zbita z pantałyku.
„Nie zapytasz, czy spotykam się z mężczyzną, czy coś w tym stylu?”
„Nie”. Lillian wzruszyła ramionami, rysując coś na swoim notatniku.
Zazwyczaj pytała tylko po to, żeby zirytować szefową, a nie dlatego, że ją to obchodziło. Ale dzisiaj była zdeterminowana, żeby być miłą. To nie była jej sprawa, z kim sypia jej szefowa, chociaż przeczuwała, że z nikim. Gdyby było inaczej, prawdopodobnie byłaby mniej zrzędliwa.
„Od kiedy jesteś taka dyskretna?” – prychnęła szefowa.
„Odkąd przestała pani odpowiadać na to pytanie. Poza tym nadal nie rozwiązałyśmy kwestii mojego urlopu. Nie mogę się teraz martwić o pani życie miłosne”.
„Jeśli o mnie chodzi, sprawa jest zamknięta” – powiedziała panna Coleman stanowczo. „Weźmiesz urlop w sierpniu, jak większość personelu. To najdogodniejszy czas ze względu na nasze obciążenie pracą i nie powinnaś już robić z tego powodu problemu”.
Zanim Lillian zdążyła odpowiedzieć, jej szefowa stuknęła obcasami i odeszła. Lillian siedziała, wściekając się na postawę przełożonej. Potem uświadomiła sobie, że to dobry moment, aby sama zjadła lunch. Nie opuściła jednak budynku. Zjechała tylko windą do firmowej stołówki. Dzięki Bogu, że jedzenie było tam całkiem znośne.
Po obiedzie wróciła do biurka, bardziej zdeterminowana niż kiedykolwiek, by rozwiązać ten problem. Kiedy panna Coleman wróciła, Lillian zerwała się z fotela i poszła za nią do jej biura. Nie zapytała o pozwolenie, co było odważne, ale wciąż była sfrustrowana.
„Z całym szacunkiem, letni urlop mi nie pasuje. Potrzebuję go wcześniej” – powiedziała tak spokojnie i stanowczo, jak tylko potrafiła.
Jej szefowa posłała jej zaskoczone spojrzenie, po czym odzyskała opanowanie.
„A ja potrzebuję mojej osobistej asystentki obecnej na spotkaniach. Jak sama rozumiesz, moje potrzeby są zawsze ważniejsze od twoich, ponieważ jestem twoją szefową. Tak więc weźmiesz urlop w sierpniu i ani chwili wcześniej. Możesz odejść”.
Lillian wyszła z biura bez słowa i opadła na krzesło.
„Jak sama rozumiesz, moje potrzeby są zawsze ważniejsze od twoich” – przedrzeźniała ją cicho. „Cóż, pozwolę sobie mieć inne zdanie, szefowo-suko”.
Usiadła prosto i odblokowała ekran komputera. Przygryzła wargę, wahając się przez chwilę. Ale nie było się nad czym zastanawiać. Zrobiła, co mogła, i dała szefowej szansę na zatwierdzenie wniosku o urlop. Jej przełożona postanowiła ponownie go odrzucić.
„Nowa wiadomość…” – mruknęła cicho. „Hmm, zobaczmy… Tak, to jest to… Zaczynamy…”
Temat: Lillian Astaire (Oddział Europejski) – Letni urlop.
Do: Asher Ryder.
Szanowny Panie Ryder,
Nazywam się Lillian Astaire i jestem osobistą asystentką panny Coleman. Wcześniej byłam osobistą asystentką pana Noaha Rydera. Pracuję w Pana firmie od trzech lat.
Przepraszam, że zawracam Panu głowę tak błahą sprawą, ale nie wiedziałam, do kogo innego się zwrócić.
Jak widzi Pan po temacie tego e-maila, pojawił się problem z moim letnim urlopem. Nie potrafię dojść do porozumienia z panną Coleman, która poza tym jest doskonałą szefową.
Prychnęła na ostatnie zdanie, które napisała, ale było to konieczne, by pokazać, że nie próbuje obgadywać swojej przełożonej. Gdyby Ryder pomyślał, że robi to na złość, zignorowałby ją albo udzieliłby jej reprymendy.
Przerwała na chwilę, aby zająć się przełożeniem kolejnego spotkania, a następnie kontynuowała pisanie.
Chciałabym wziąć dwa tygodnie letniego urlopu w połowie lipca, ale panna Coleman nalega na sierpień. Twierdzi, że lepiej to pasuje do wolniejszego tempa pracy w tamtym miesiącu. Jednak ja naprawdę muszę odwiedzić rodzinę w lipcu. Wypływają w rejs w sierpniu i nie będę mogła do nich dołączyć.
Rozumiem, że lipiec jest pracowitym miesiącem, ale myślałam, że mamy pewną elastyczność w wyborze terminu urlopu.
Pracuję tu od trzech lat i zawsze brałam wolne w sierpniu. Zawsze był to najlepszy czas dla firmy. Jeśli Pan chce, może Pan sprawdzić w dokumentach. Próbowałam rozwiązać to z panną Coleman, sugerowałam inne opcje, ale nic nie zadziałało.
Czy mógłby Pan rzucić na to okiem? Albo skierować mnie do kogoś, kto to zrobi?
Przepraszam, że zawracam Panu tym głowę.
Z poważaniem,
Lillian Astaire
Wcisnęła Wyślij, trzymając kciuki i zastanawiając się, czy powinna była najpierw udać się do działu kadr, zanim napisała do dyrektora generalnego. To mogło potoczyć się na dwa sposoby: Asher Ryder mógłby pomyśleć, że przekracza swoje kompetencje i ją zignorować, albo mógłby jej pomóc, co prawdopodobnie wkurzyłoby pannę Coleman.
Właściwie istniała jeszcze trzecia opcja: mógłby odesłać ją do kadr.
Normalnie nie wiedziałaby, na co mieć nadzieję, ale w tej chwili kibicowała opcji numer dwa lub trzy. Potrafiła znieść gniew panny Coleman, ale nie zamierzała przegapić spotkania z rodziną.
Jeśli nie dostanie wolnego, zgłosi chorobę. Wymyśli, jak to zrobić.
Musiała wyjechać w tym czasie i wcale nie kłamała o rejsie. Jej cała rodzina będzie nieobecna przez cały sierpień, a ona chciała z nimi być, zanim wyjadą.
Przebywanie wśród ludzi, którzy kochali ją najbardziej, i przy których mogła być sobą, dobrze by jej zrobiło.
W tym wielkim, ekscytującym mieście nic nie potoczyło się tak, jak zaplanowała. Absolutnie nic. Ale nie mogła powiedzieć tego swojej rodzinie.
Chcieliby, żeby wróciła do domu, a ona nie mogła tego zrobić. Kochała swoje rodzinne miasto, ale nie na tyle, by tam zostać. Zawsze marzyła o czymś więcej, chciała zobaczyć świat.
Dlatego właśnie od razu skorzystała z okazji do pracy w tej firmie, nawet jeśli oznaczało to przeprowadzkę na inny kontynent. Kiedy składała aplikację, miała nadzieję na stanowisko w Stanach Zjednoczonych, ale nie było wolnych miejsc.
Przyjęła więc pracę tutaj, a jej marzenie o zwiedzaniu świata zostało odłożone na później.
Jak na ironię, to jej rodzina miała właśnie spełnić jej marzenie.
Przeprowadziła się do miasta na studia, a potem, po pierwszych kilku wypłatach, przeprowadziła się ponownie, żeby być bliżej pracy. Opuszczenie miasta, w którym studiowała, by gonić za dobrą pracą, nie sprawiało wrażenia, jakby rezygnowała z czegoś ważnego.
Spotykała się z kimś, ale on nie był wart ryzykowania jej przyszłości. Żaden mężczyzna nie był.
Czy kiedykolwiek była zakochana?
Nie.
Ale całe życie miała wciąż przed sobą, więc nie martwiła się zbytnio.














































