Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Regulamin korzystania z usługiPrywatnośćPrawo do odstąpienia od umowyNota prawna
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Poważana 3: Kochanie, utopię cię

Poważana 3: Kochanie, utopię cię

Autorzy
Isabell R
Lektury
16.5K
Rozdziały
45
Autorzy
Isabell R
Lektury
16.5K
Rozdziały
45
😱Suspens💪🏻Obrońca🐺Wilkołaki i zmiennokształtni🌛Bogowie i boginie🧙‍♂️Paranormalne i fantasy💪SIlne kobiety🥵Erotyka⚔️Akcja i przygoda🧑🏽‍🦳Różnica wieku🧌Potwory🧙‍♀️Czarodziejki i magowie😇Anioły i demony👻Duchy🐉Fantasy

Kiedy Bella odkrywa tajemnicę, która sprowadza na jej najlepszą przyjaciółkę śmiertelne niebezpieczeństwo, nie waha się ani chwili. Wyrusza w podróż pełną cieni, szeptów i ryzyka, którego nigdy nie planowała podjąć. Zaginiony strażnik musi zostać odnaleziony, a z powodów, których nie może zignorować, Bella jest jedyną osobą zdolną go wytropić.

Nie jest jednak sama. Dołącza do niej cięty w języku żniwiarz oraz nieoczekiwany sojusznik, zmieniając wyprawę w coś znacznie bardziej skomplikowanego niż zwykła misja ratunkowa. Gdy na powierzchnię wypływają dawne wspomnienia, a szczęśliwa przeszłość zaczyna upominać się o jej serce, Bella czuje, że mury, które wokół siebie wzniosła, pękają.

Z każdym kilometrem niebezpieczeństwo rośnie, ale wraz z nim pojawia się coś cieplejszego i trudnego do wyparcia. Na drodze, która miała służyć ratowaniu przyjaciółki, Bella może odnaleźć samą siebie.

Rozdział 1: Francesca

FRANCESCA

Klęczałam przed krzyżem. Moja godzina kary dobiegała końca. Czasami żałowałam, że nie nauczyłam się pilnować własnego nosa, ale po prostu nie mogłam znieść, jak inni luci wywyższają się nad resztę.
„Myślałaś o naszych wartościach przed obliczem Pana?” zapytał mój Mistrz Śpiewu, kiedy wrócił. Wyglądał nieskazitelnie i przystojnie w swoim śnieżnobiałym garniturze. Wszyscy wysoko postawieni luci poszli z duchem czasu i zamienili szaty na eleganckie garnitury.
„Tak, ale Mistrzu Śpiewu, ocenianie nie jest naszym zadaniem”, powiedziałam, wbijając wzrok w podłogę. Potraktował mnie dziś bardzo łagodnie. Obyło się bez ani jednego uderzenia biczem.
„Oczyszczamy świat z zepsucia, moja droga. Zepsucie, jakie Diana sprowadziła do naszych szeregów, jest po prostu niedopuszczalne”, odpowiedział mój Mistrz Śpiewu, gładząc mnie po włosach. Ten dotyk budził we mnie wstręt, ale wolałam milczeć.
„Jeśli rozumiesz, możesz wstać, moja droga”, powiedział, gdy nie odpowiedziałam.
Westchnęłam, podnosząc się z kolan. Nic nie rozumiałam. Uważałam, że tylko Bóg ma prawo nas oceniać.
„Dobra dziewczynka. Mam dla ciebie zadanie. Jakiś spaczony duch nawiedza restaurację obok Koloseum. Idź się tym zająć”, rozkazał zimnym głosem.
„Tak, Mistrzu Śpiewu”, odpowiedziałam bez entuzjazmu i odwróciłam się do wyjścia.
„Francesca, nie współczuj upadłym. Sami są sobie winni. Nie zasługują na twoją litość”.
Odwróciłam się do niego w progu z chłodnym uśmiechem. „To, za kogo się modlę, to nie twoja sprawa”.
Odkąd skończyłam szkołę i zaczęłam pracę, czułam w sobie pustkę. Odkąd tylko dostrzegłam zgniliznę w naszych szeregach. Tę obsesję na punkcie czystości i plany, jakie wobec mnie mieli. Poszłam do swojego mieszkania w naszej głównej siedzibie i przebrałam się z prostej, czarnej sukienki w biały damski garnitur.
Zaplotłam moje gęste, różowe włosy w warkocz i wsunęłam do kieszeni mały, biało-złoty psałterz. Mocno ścisnęłam różaniec w dłoni, żeby dodać sobie sił, gdy opuszczałam swój pokój.
Po drodze do wyjścia minęłam portret Zepsutej Diany. Zatrzymałam się, żeby na nią spojrzeć. To zawsze dodawało mi otuchy przed misją. Zupełnie jakby mogła naprawić wszystko, co było nie tak. Ścisnęłam różaniec jeszcze mocniej, zanim zaczęłam się modlić.
„Diano, oby twój duch odnalazł drogę powrotną. Rozsiewaj swoje uzdrawiające zepsucie w naszych szeregach. Oni wszyscy muszą odzyskać serca”, wyszeptałam do portretu.
„Uważasz Dianę za świętą?” zapytał jakiś mężczyzna.
Na dźwięk jego głosu serce podeszło mi do gardła. Zaskoczona, odwróciłam się gwałtownie, żeby spojrzeć na mężczyznę, który mnie usłyszał. Był bardzo przystojny, miał czarne, kręcone włosy i przenikliwe, czerwone oczy. Jego skóra była zbyt blada jak na żywego człowieka, a ubrany był cały na czarno.
„Co żniwiarz robi w naszych korytarzach?” zapytałam. Od razu rozpoznałam, kim jest, chociaż o dziwo wcale nie wyczuwałam jego ducha. Mimo to, coś w jego obecności sprawiło, że znów wstąpiło we mnie życie.
„Och, ja? Szukam tylko luci, która zechce wyruszyć ze mną na misję odnalezienia strażnika. Jesteś chętna?” zapytał z chłopięcym, szelmowskim uśmiechem.
„Lucius nas opuścił, żniwiarzu”, powiedziałam, ignorując ciepło rozlewające się na moich policzkach, i ruszyłam dalej korytarzem. Ten żniwiarz nie miał prawa drwić z mojej wiary.
„Więc nie chcesz go sprowadzić z powrotem? Sprawić, by znów przejął kontrolę nad waszymi radami?” zapytał żniwiarz, idąc krok w krok za mną.
„Słucham? Jakby taka mała ja mogła przyciągnąć go z powrotem za ucho?” zażartowałam, wychodząc na dziedziniec. Nie wiedziałam, dlaczego w ogóle z nim rozmawiam. Wzięłam do ręki psałterz i zaczęłam śpiewać, szybko przywołując swoje skrzydła.
„O rany, to chyba najsłodsze pierzaste skrzydła, jakie w życiu widziałem”, powiedział żniwiarz, patrząc na moje jasnoróżowe skrzydła.
Moja twarz zapłonęła, gdy zmarszczyłam brwi. Nienawidziłam swoich skrzydeł. Inne dziewczyny i tak mi dokuczały, że wyglądam jak lalka. Twierdziły, że nikt nie może brać mnie na poważnie i że nasz Mistrz Śpiewu jest dla mnie miły tylko dlatego, że jestem urocza.
Zignorowałam go i odbiłam się od ziemi.
„Chcesz poznać ducha Diany, matki Luciusa? Ona mogłaby przyciągnąć go za ucho”. Żniwiarz zaśmiał się, unosząc się w powietrzu tuż obok mnie.
„Jasne, jasne, jakbyś miał taką moc. Ona na pewno jest już z Panem”, odpowiedziałam, mknąc przez niebo w stronę mojego celu.
„Mam taką moc, a ona wcale nie jest z Panem. Odrodziła się”.
„Tylko strażnik waszego rodzaju mógłby to wiedzieć na pewno”, parsknęłam, nie wierząc w ani jedno jego słowo.
„Zapomniałem się oficjalnie przedstawić. Jakie to niegrzeczne. Jestem Ari, strażnik żniwiarzy”. Uśmiechnął się szelmowsko.
Rozśmieszył mnie. Był uroczy, ale nie powinnam mieć takich myśli.
„Nie wierzysz mi?” zapytał i zsunął pierścień z palca.
Energia, która z niego przepłynęła, sprawiła, że gwałtownie wciągnęłam powietrze. Przypadkowo schowałam skrzydła i zaczęłam spadać. W następnej chwili byłam już w ramionach Ariego.
„Przepraszam. Nie chciałem cię przestraszyć. Dokąd leciałaś?” zapytał. Jego energia znów zniknęła.
„Pod Koloseum”, wybełkotałam oszołomiona.
Nie mogłam poradzić nic na gorąc, który oblał moje policzki, gdy byłam tak mocno przyciśnięta do piersi tego pięknego mężczyzny. Znowu klęczałabym przed krzyżem, gdyby mój Mistrz Śpiewu mnie teraz zobaczył, albo spotkałoby mnie coś gorszego. Ale on naprawdę wydawał się być strażnikiem, a to oznaczało, że mógł mówić prawdę. Sama nie wiedziałam, czy mam odwagę robić sobie nadzieję.
„Nie denerwuj się tak. Nie gryzę i na pewno nie zszargam twojej reputacji”. Zaśmiał się, pewnie zauważając, jak szybko bije moje serce.
W następnej chwili postawił mnie na ziemi, dokładnie tam, gdzie chciałam dotrzeć. To było dziwne, bo wcale nie podałam mu dokładnego miejsca.
„Zostałaś przysłana, żeby zająć się poltergeistem, prawda? Też ich wyczuwam”, powiedział, po raz kolejny odgadując moje myśli.
Skinęłam głową, patrząc na opuszczoną niedawno restaurację. Wejście było szeroko otwarte, ale w środku nie było żadnych gości ani personelu. Przełknęłam ciężko ślinę, zanim wyciągnęłam książkę. Przywołałam świetlną nić i weszłam do środka. Poczułam ulgę, że Ari wszedł tam za mną.
„Nienawidzę pracować sama. Mój Mistrz Śpiewu zmusza mnie do tego za karę”, wyznałam, podczas gdy rozbite szkło chrzęściło pod moimi butami.
„Za co miałby cię karać?” zapytał Ari, a z jego głosu zniknęło całe rozbawienie.
Ale ja go nie słuchałam. Mój wzrok skupił się na długich, czarnych włosach zwisających z kratki wentylacyjnej. Zaczęłam się trząść, kiedy to coś się poruszyło, wykonując nienaturalne skręty, a potem dwoje wielkich, czarnych oczu spojrzało na mnie z obłąkanej, wykrzywionej twarzy.
Poltergeist wyczołgał się z wentylacji z prędkością błyskawicy. Zakręciłam świetlną nicią, pozwalając, by oplotła ducha.
Bez wahania otworzyłam książkę drżącymi rękami. Próbowałam znaleźć odpowiednią stronę, podczas gdy duch krzyczał i śmiał się ze mnie. Starałam się go ignorować i zaczęłam śpiewać, aby oczyścić go z całego zepsucia.
„Dziękuję”, odezwał się głos starszego mężczyzny, kiedy skończyłam. Podniosłam wzrok znad książki i spojrzałam na ducha. „Zmienili moje menu. Obiecali, że tego nie zrobią, ale zrobili. Nie mogłem się powstrzymać, ale nigdy nie chciałem nikogo skrzywdzić”, powiedział.
„Wszystko w porządku, śmierć przybyła, żeby zabrać cię do domu”, powiedziałam i spojrzałam na Ariego.
On się nie poruszył. Tylko uśmiechnął się do mnie szelmowsko. „Wszystko w porządku. Poprowadź ducha do domu, mój przyjacielu”, powiedział i kiwnął głową w stronę ducha.
„Tak, mój panie”, odpowiedział nieznany głos, po czym duch zniknął w błysku błękitnego światła.
„Nie mogę go poprowadzić, kiedy wciąż mam z tobą sprawy do omówienia”, wyjaśnił, wyglądając na dziwnie zdeterminowanego.
To sprawiło, że moje serce wcale nie chciało się uspokoić. „Jakie sprawy? Czy mówiłeś poważnie o odnalezieniu Luciusa?” zapytałam, zdezorientowana i trochę przestraszona. A co, jeśli to był tylko podstęp, żeby mnie zdemaskować?
„Całkiem poważnie. I jestem pewien, że jesteś dokładnie tą luci, której potrzebujemy”.
„Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?” zapytałam, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć.
„Zabiorę cię teraz prosto do Diany. To powinien być wystarczający dowód”, powiedział Ari.
„Chyba tak”, powiedziałam ostrożnie. Znowu wpadłabym w kłopoty, gdybym nie wróciła przed ciszą nocną. Brakowało mi jednak innych opcji i desperacko potrzebowałam cudu.
„Więc idziemy? To wcale nie jest tak daleko”, powiedział Ari wesołym tonem, dając mi znak głową, żebym poszła za nim. To było dziwne, jak bardzo ktoś z tak czerwonymi oczami nie wzbudzał we mnie żadnego poczucia zagrożenia.
Poszłam za nim, jakby był moim lalkarzem. Nadzieja pociągała za sznurki. A ja po prostu podążałam za nią.

Odkryj Galateę

Zakochana w braciach mafiiP**prz to, jesteś mojaKroniki wilkołaków Książka 2Trylogia Tucker x Olivia Tom 3: Mój mąż TuckerSeria Prawdziwa Północ, Księga 2: Onyksowa Krew

Najnowsze publikacje

Niebezpieczny związek. Tom 2Zakochana w braciach mafii Księga 3Zakochana w braciach mafii Księga 2Druga szansaSeria Stado Ridge Mountain, tom 5: Przepowiednia

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Hot

autor: goshka

liczba książek: 165

Ksiązki które czytam

autor: Magdalena gajewska

liczba książek: 358

Vivienne Wren

autor: goshka

liczba książek: 9

Zakończona

autor: Hinatka118

liczba książek: 156

Najlepsze

autor: IwonaT

liczba książek: 63

Jen Cooper

autor: goshka

liczba książek: 12

Annie Wipple UpP

autor: Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

autor: goshka

liczba książek: 6

Całe

autor: Aassiiaa

liczba książek: 68

Brak zakończenia

autor: Hinatka118

liczba książek: 79

Czytam

autor: Iwonna

liczba książek: 9

Bestsellery

autor: Agnieszka

liczba książek: 15

Fajne

autor: soft_melon_300

liczba książek: 84

Fajne

autor: Aleksandra W

liczba książek: 37

Gotowe

autor: Marlena R

liczba książek: 19