
Poważana 1: Strażniczka wilków
Autorzy
Isabell R
Lektury
268K
Rozdziały
38
Halloween
Księga 1: Strażniczka wilków
ALEX
Nie planowałem iść na halloweenowe przyjęcie Aurory w Nord Manor, ale Ellie mnie namówiła. Powiedziała, że to okazja, która trafia się raz w życiu. Wtedy nie miała pojęcia, jak bardzo miała rację.
Zauważyłem Bellę i Aurorę, gdy tylko wszedłem do sali balowej. Dekoracje były upiorne.
„Naprawdę kreatywne, Auroro. Muszę ci to przyznać”, zawołałem, ale potem mój wzrok przyciągnęła kobieta stojąca obok nich.
Przykuła moją uwagę jak magnes – najpiękniejsza kobieta, jaką w życiu widziałem. Długie, miękkie loki i oczy o głębokim odcieniu zieleni. Twarz wyrazista, a jednocześnie delikatna.
„Jestem Alex!” przedstawiłem się i szybko wyciągnąłem rękę.
Była wysoka i szczupła, a jej cera lśniła jak porcelana. Miała na sobie białą suknię z osiemnastego wieku. Wyglądała niemal jak duch.
„Angèlique. Jestem młodszą siostrą Damiona”, powiedziała. Jej francuski akcent i przyjemny głos niemal wywołały u mnie gęsią skórkę. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, wyciągnęła do mnie rękę.
Poczułem iskrzące napięcie, kiedy ująłem dłoń Angèlique. Jak zaczarowany, uniosłem ją do ust i pocałowałam. Była ciepła i miękka, i nie chciałam jej puścić. Nigdy wcześniej nie czułem tak nagłego i silnego pociągu do kobiety.
Kiedy znów podniosłem wzrok, całkowicie pochłonął mnie jej uśmiech. Było w nim coś bardzo znajomego. Nawet nie zauważyłem, kiedy moje przyjaciółki odeszły, a ja zostałem z nią sam na sam.
„Więc jesteś umbrą? Łowcą demonów?” zapytała Angèlique, z tajemniczym uśmiechem.
„Nie dziś wieczorem. Dziś jestem piratem”, zażartowałem i puściłem do niej oko. Czułem nieodpartą potrzebę, żeby zbliżyć się do niej i zatrzymać ją przy sobie. To było bardzo dziwne. Roześmiała się. Ten dźwięk, jeszcze słodszy niż jej głos, był chyba najpiękniejszą melodią, jaką kiedykolwiek słyszałem.
„A ty? Nie wiedziałem, że Damion ma młodszą siostrę”, zagadnąłem z ciekawością. Angèlique nie miała aury. Nie mogłem określić, kim była. Ale jako siostra Damiona z pewnością nie była zwykłym człowiekiem. Prawdopodobnie była potężną czarownicą.
„Nie, niewielu ludzi o tym wie”, odpowiedziała i pochyliła się bliżej z seksownym uśmiechem. Wydawało mi się, że dostrzegłem błysk gniewu w jej oczach. „Chyba jesteś popularny?” zapytała i się cofnęła.
„Czy to ma znaczenie?” roześmiałem się nerwowo. Nie chciałem, żeby straciła zainteresowanie.
Jej uśmiech powrócił i objęła mnie ramieniem, po czym pociągnęła mnie za sobą.
„Chodźmy po drinka”, powiedziała takim tonem, jakby wydawała rozkaz.
„Poszedłbym z tobą wszędzie”, roześmiałem się na jej apodyktyczny sposób bycia.
Tylko zachichotała na moje słowa. Minęliśmy upiorną fontannę z napojami Aurory i stanęliśmy przy barze w rogu.
„Dwa kieliszki najlepszego merlota”, powiedziała do barmana.
„Ile masz lat?” zapytałem Angèlique, podczas gdy barman nalewał wino. Poruszała się z zauważalną gracją, a jej gust wydawał się niezwykły jak na młodą kobietę.
„Zapewniam cię, że jestem starsza od ciebie”, odpowiedziała z przebiegłym uśmiechem. Mogła być naprawdę stara, jeśli była nieśmiertelna jak Damion.
„A ty? Ile masz lat?” zapytała.
„Dwadzieścia osiem”, odpowiedziałem i skosztowałem wina.
„I to twój pierwszy raz tutaj? Byłam bardzo zaskoczona, kiedy usłyszałam, że Aurora zaprosiła w tym roku umbry”, powiedziała Angèlique.
„Nie lubisz nas?” zapytałem, mając na myśli łowców.
„Normalnie nie, ale szczerze mówiąc, nie miałam zbyt wielu konfliktów z umbrami – nie tak jak Aurora”, powiedziała z zalotnym uśmiechem.
Byłem tak pochłonięty jej uśmiechem, że ledwo słyszałem, co mówi. Miałem ochotę pocałować te pełne usta, przekonać się, czy są tak miękkie, na jakie wyglądają. Nie mogłem oderwać od nich wzroku.
„Chcesz się stąd wydostać, zanim Aurora zacznie drugą rundę swoich psikusów?” zapytała Angèlique, jakby czytała w moich myślach. Chwyciła moją dłoń i wyprowadziła mnie z sali balowej, zanim zdążyłem odpowiedzieć.
Kiedy tylko znaleźliśmy się z dala od tłumu, zdecydowałem się na śmiały ruch – pozostało mi jedynie mieć nadzieję, że dobrze odczytałem jej zamiary. Przyciągnąłem ją do siebie i pozwoliłem, by nasze usta się zetknęły.
Smakowała winem, malinami i sosną. To było zaskakujące, ale idealne połączenie. Odwzajemniła pocałunek, ale tylko przez chwilę. Potem odepchnęła mnie i chwyciła za rękę, po czym pociągnęła za sobą.
„Zaufaj mi, Alexandrze. Pragnę cię, ale lepiej, żebyś był wobec mnie trochę ostrożniejszy. Możesz później żałować swoich impulsywnych decyzji”, powiedziała bardzo bezpośrednio i z rozbawieniem w głosie.
To mnie rozśmieszyło.
„Wątpię”, odparłem i mrugnąłem do niej. Nie mogłem przestać sobie wyobrażać, jak rozwiązuję tę suknię.
Jej uśmiech stał się tajemniczy.
„Znajdźmy sobie spokojniejsze miejsce. Wkrótce tutaj może zaroić się od duchów”, wyszeptała, na co moje ciało nie omieszkało zareagować, po czym splotła ze mną palce i ruszyliśmy w kąt sali balowej.
Kiedy podeszliśmy do wnęki okiennej, pociągnęła mnie, żebym usiadł obok niej. Tam przyciągnęła mnie do siebie, a nasze usta ponownie się spotkały.
Nie całowałem tak nikogo od czasów nastoletnich. Chciałem dotknąć jej skóry, ale suknia to utrudniała, a Angèlique nie ułatwiała sprawy.
Zaśmiała się cicho przy moich ustach, kiedy przesunąłem dłońmi po jej talii, by sięgnąć do sznurowania. Chciałem więcej, ale pozwoliłem jej dyktować tempo.
Nie byłem pewien, ile czasu minęło, kiedy nagle usłyszałem, jak Bella woła mnie po imieniu. Czar chwili prysł, a ja odsunąłem się od Angèlique i rozejrzałem.
„Aurora naprawdę zamieniła was wszystkich w duchy”, powiedziała Angèlique ze zdziwieniem.
Ja też byłem zaskoczony, kiedy podążyłem za jej wzrokiem. Nic dziwnego, że nie zauważyłem jej od razu – blond włosy Belli pojaśniały do bieli. Jej blada sylwetka stała się przezroczysta i wtopiła w ciemność.
„Co się, do cholery, z tobą stało, Bello?” wyrzuciłem z siebie, zszokowany.
„Aurora zasugerowała, że fajnie byłoby zamienić wszystkich w duchy i kazać im szukać swoich ciał. Nie myślałam, że naprawdę to zrobi”, wyjaśniła Angèlique z zainteresowaniem w głosie.
„Dlaczego my nie jesteśmy duchami?” zapytałem ją podejrzliwie.
Zachichotała.
„Bo nie zostaliśmy na przyjęciu zbyt długo”, odpowiedziała i spojrzała na mnie pożądliwym wzrokiem, przez co znów zapragnąłem mieć ją tylko dla siebie.
„No to, Bella! Lepiej się pospiesz i znajdź swoje ciało”, powiedziałem, choć nie odrywałem wzroku od Angèlique.
„Och, głuptas z ciebie. Oczywiście, że musimy jej pomóc”, powiedziała i wstała.
„Nie ode mnie to usłyszałeś, ale z Aurorą nigdy nic nie wiadomo. Potrafi być trochę pochopna w swoich decyzjach i zaklęciach”, wyjaśniła.
Poczułem wielkie rozczarowanie.
„Blokująca”, wyszeptałem, kiedy mijałem Bellę.
„Wcale nie, nie planowałam jeszcze z tobą spać, Alexandrze”, powiedziała Angèlique. Była już sporo przed nami. Musiała mieć niesamowity słuch. To mnie zaniepokoiło – ale nie tak bardzo jak jej słowa.
Oczywiście, że musiała planować ze mną spać. Nie całuje się tak kogoś, jeśli się go nie pragnie, prawda?
„Znalezienie cię w tym domu zajmie wieczność”, westchnąłem, kiedy przemierzaliśmy korytarze. Angèlique zachichotała. Wiedziała, że jej pragnę.
„Cześć, Eriku”, powiedziała, kiedy skręciła za róg. Szukał Belli. Znalazł jej ciało.
„No cóż, Bello, zobaczymy się rano”, powiedziała Angèlique i pomachała jej na pożegnanie. Potem chwyciła moją dłoń i znów pociągnęła mnie za sobą.
„Chodźmy spać, robię się zmęczona”, powiedziała, dając mi znów nadzieję.
„Mówiłaś, że nie planujesz ze mną spać”, skomentowałem ten pomysł, by sprawdzić, co miała na myśli.
„Cóż, nie mówiłam o seksie. Nadal chcę być blisko ciebie”, odparła z dominacją w głosie.
Normalnie na takie słowa zapaliłaby mi się lampka. Moja eks miała bardzo dominujący charakter. Jednak ja też chciałem zostać blisko niej, więc zaakceptowałem to, co powiedziała.
Jej pokój był duży, umeblowany na biało, w nowoczesnym stylu.
„Pomógłbyś mi zdjąć tę suknię?” zapytała, po tym przez chwilę sama próbowała poluzować sznurowania.
Brudne myśli kryły się za moim uśmiechem, kiedy zdejmowałem warstwę po warstwie. Uśmiechnęła się do mnie z zadowoleniem.
„To prawdziwa suknia?” roześmiałem się. Sytuacja wydawała się nieco zabawna, ale jednocześnie dość seksowna.
„Tak, jest prawdziwa”, odpowiedziała, kiedy dotarłem do ostatniej warstwy – cienkiej, białej, krótkiej halki. Prześwitywały przez nią zarysy jej ciała. Pod spodem miała tylko majtki. Podniosła ręce, na znak, że mam zdjąć tę ostatnią tkaninę.
Zaparło mi dech w piersiach. Jej ciało było idealne – była taka piękna. Ciepło pulsujące nisko w podbrzuszu było trudne do zignorowania, ale nie mogłem i nie chciałem odwrócić wzroku.
Podeszła do komody i wyciągnęła jedwabną koszulę nocną, po czym włożyła ją przez głowę. Przebiegły uśmiech igrał na jej ustach, kiedy podeszła do mnie. Stałem nieruchomo, kiedy odpinała mój pasek i pozwoliła spodniom zsunąć się na podłogę.
„Te ubrania są śmieszne”, skomentowała, kiedy zdejmowała kolejne pirackie akcesoria. Roześmiałem się.
„Nie śmiej się”, powiedziała i rozpięła guzik mojej koszuli. Kiedy skończyła, pozwoliłem jej zepchnąć mnie na łóżko.
Walczyłem z natarczywym pożądaniem, by się poruszyć, kiedy usiadła na mnie i przesunęła dłońmi po mojej klatce piersiowej, a koszulę odsunęła na bok. Musiała poczuć moją erekcję, ale ją zignorowała.
„Kto ci to zrobił?” zapytała i dotknęła naznaczenia na moim ramieniu.
„Moja szalona eks, lykanka”, przyznałem chłodno.
„Chcę znać jej imię”, zażądała, niemal groźnie.
„Emily Gren”, odpowiedziałem z obrzydzeniem, czując się zmuszony do odpowiedzi. Nastrój nieco się pogorszył.
„Czy z jej powodu przestałeś ufać lykanom?” zapytała Angèlique, kiedy położyła się obok mnie i oparła głowę na mojej klatce piersiowej.
„Tak”, odpowiedziałem, nadal musiałem się pilnować, by jej nie dotknąć.
„To szkoda”, usłyszałem, jak mamrocze, zanim jej oddech się wyrównał.
„Śpisz?” zapytałem zaskoczony. Nie dostałem odpowiedzi. Zasnęła niewiarygodnie szybko.
„No kurwa”. Byłem napalony, a jej słodki zapach róż nie pomagał.














































