
Ugryzienie Alfy Tom 2
Autorzy
Lydia Rose
Lektury
19,3K
Rozdziały
30
Świat Quinn wywraca się do góry nogami, gdy dowiaduje się, że jej ciotka Jodie, od dawna uważana za zmarłą, żyje i prawdopodobnie przebywa w towarzystwie zbuntowanych wilkołaków. Quinn i jej partner Jaxon, zmagając się z niebezpieczną polityką watah wilkołaków, odkrywają mroczne sekrety dotyczące swoich rodzin i własnej tożsamości. W obliczu zbliżającej się wojny i odkrycia ukrytych mocy, Quinn musi zdecydować, komu naprawdę ufa i jakim przywódcą chce zostać.
Ciemniej
SEASON 2
Realizacja: Will Buckingham
Napisany przez: Jared Wells & Ellis Stump
Dźwięk: Sam Bartlett
Quinn
Ciocia Jodie... Żyje?!
Stałam z moim towarzyszem Jaxonem u boku. Theodore i Isabelle, pierwsze wilkołaki, byli przed nami, mrugając do siebie wyczekująco. Ale w tym momencie szoku czułam się jak jedyna żywa istota we wszechświecie.
Zmierzch zdawał się nagle zamykać nade mną, spowijając mnie w czarną jak smoła ciemność: jak noc bez księżyca.
Tylko, że tam najwyraźniej był księżyc. We mnie: w Księżycowej Bogini.
Przynajmniej byłam jej potomkinią. Jak moja ciotka. O której właśnie się dowiedziałam, że żyje. Gdzieś tam, wędrując po ziemi.
Czy przez cały czas oświetlała moją podróż – moją krętą, zagmatwaną ścieżkę ze wszystkimi jej przeszkodami i ślepymi zaułkami? Czy była bezpieczna i w dobrym towarzystwie?
Czy może w ukryciu?
A może uciekała?
– Czy wszystko w porządku, Luno? – zapytała Isabelle, a jej ton był ciepły i kojący. – Czy chciałabyś usiąść, moja droga?
– Nie, wszystko w porządku. Nic mi nie jest – stwierdziłam sama do siebie, potrząsając głową, stojąc na swoim miejscu. – Po prostu to dużo informacji do przetworzenia.
Ogarnęła mnie fala oszołomienia.
Jax przybliżył się do mnie, obejmując mnie ramieniem. – Właściwie, może powinniśmy usiąść – powiedział.
Z wdzięcznością oparłam się o jego klatkę piersiową.
Podążaliśmy za rodzeństwem przez las, aż do kręgu z bali przy strumieniu. Wszyscy zajęliśmy miejsca wokół czegoś, co kiedyś było paleniskiem.
Theodore pstryknął palcami, sprawiając, że na stosie pojawiło się nieco węgla i rozpałki, a trzaskające płomienie nagle pojawiły się tam, gdzie wcześniej niczego nie było.
Odskoczyłam z zaskoczenia.
– Theodore – skarciła go siostra. – Przynajmniej pozwól biednej dziewczynie przetworzyć jeden szok, zanim uderzysz ją kolejnym.
– Przepraszam – Theodore powiedział niewinnie.
Ale ja usiadłam bardziej wyprostowana, chcąc wyjść na pewną siebie przywódczynię, a nie na jakiegoś kruchego człowieka. Ponieważ byłam kimś więcej niż tylko tym.
Byłam wilkołakiem.
Luną.
Księżycową Boginią. Lupus Paulo.
Moje serce drgnęło ze strachu na widok tych nowych, cięższych tytułów. Tyle władzy, na którą wątpiłam, że naprawdę zasługuję.
Ale hej, lepiej zacznij się do tego przyzwyczajać.
Pół żartem, powiedziałam. – Nic mi nie jest. Po prostu nie wiedziałam, że wilkołaki mogą być czarodziejami, czarnoksiężnikami czy czymkolwiek innym. To wygląda jak wszystkie książki fantazy, które kiedykolwiek czytałam w bibliotece, połączone w jedno.
– Nie, wilkołaki nie są czarodziejami. Nie rodzimy się z magicznymi mocami płynącymi w naszych żyłach – wyjaśnił Theodore, – po prostu mamy lepszą zdolność do uczenia się ich w porównaniu do ludzi. Jesteśmy lepiej przygotowani do okiełznania magii dzięki praktyce i cierpliwości.
Zerknęłam na Jaxa.
Czy on o tym wiedział?
Sądząc po jego pogodnej twarzy, wiedział. Starałam się odzwierciedlić jego wyraz twarzy.
Dlaczego żadna z pałacowych ksiąg o tym nie wspomniała? Magia?!
Theodore kontynuował: – Typowe królestwa i rządy, jak twoje, nie praktykują magii. Prawda, Jax?
Jax skinął głową w zgodzie.
Dobrze, więc chyba mogę pozwolić mu milczeć na ten temat.
Ogień ogrzewał nas, opiekając moją nagą skórę. Jego światło tańczyło kusząco nad falami strumienia.
– To bardziej powszechna praktyka, oczywiście, wśród wilków takich jak my – powiedział Theodore. – Albo Vulpes – wypluł to słowo, jakby było trucizną, po czym zebrał się w sobie. – Grupy, które istnieją w ciasnych społecznościach od pokoleń. W końcu mieliśmy mnóstwo czasu, wiele, wiele lat, aby nauczyć się i opanować nasze umiejętności.
Isabelle wtrąciła: – My, oczywiście, wybieramy do nauki tylko bezpieczne, pomocne, zawarte w sobie pieśni i zaklęcia. Vulpes, z drugiej strony, zagłębiają się w... mroczniejsze materiały.Zmieniając temat, złożyła dłonie razem. – Ale tak czy inaczej...
W pewien sposób, dwójka rodzeństwa przypominała mi mądrzejszą, dojrzalszą wersję Sky i Alexa. Zastanawiałam się, jak radzą sobie w zamku.
Theodore otworzył usta, by mówić, ale Isabelle kontynuowała.
– Zostaliśmy wysłani tutaj z powodu ostatnich wydarzeń dotyczących twojego królestwa i Vulpes – Isabelle powiedziała, – a zwłaszcza, biorąc pod uwagę, że twoja ciotka pasuje do wszystkiego, Quinn.
Wysłani? Przez kogo?
Do czego pasuje moja ciotka?
Miałam tak wiele pytań.
Mój umysł wciąż był w rozsypce po tym, co powiedzieli o magii.
Zaklęcia i śpiewy?
Mroczniejsza magia?
Isabelle odetchnęła i spojrzała na brata, przygotowując się.
Ja też się przygotowałam. Cokolwiek ta dziwna kobieta miała zamiar ujawnić, przyjmę to z wdziękiem, z duszą i duchem przywódcy. Poradzę sobie z tym. Mogłam sprostać każdemu wyzwaniu.
Dla mojej ciotki Jodie.
Zaufaj bliźniakom.
W końcu Isabelle powiedziała: – Quinn, twoja ciotka ucieka z łotrami. Z Matheiusem i Vulpesem.
Bum.
Kolejny ciężar spadł na moje serce, które i tak już trzymało zbyt wiele.
Gwałtowne wciągnięcie powietrza przez Jaxa oznaczało, że nawet on został zaskoczony tą wiadomością.
Instynktownie sięgnął po moją dłoń i wziął ją do ręki. Jego palce splotły się z moimi, a on masował mój kciuk, próbując uspokoić moją rosnącą panikę.
Theodore westchnął. – Nie jesteśmy do końca pewni w jakim stopniu, czy jest siłą przetrzymywana jako zakładniczka, czy...
– Czy co? – zażądałam, odmawiając pozostania bierną. Nadszedł czas na działanie.
– Czy też, przeciwnie, jest tam z wyboru. Może zgłosiła się na ochotnika.
Wstał, a Isabelle podążyła za nim. Machnięciem nadgarstka Theodore zgasił ogień.
– Powinniśmy się zbierać – powiedziała Isabelle.
Co?! Po tym jak mi to wszystko powiedzieliście?
– Czekaj, przestań, wciąż mam tyle pytań – błagałam.
Ale zanim zdążyłam zapytać, chmura dymu wzbiła się znikąd, spowijając Theodora i Isabelle.
A potem już ich nie było.
Sky
Byłam z Alexem w głównym salonie, prowadząc go przez kilka podstawowych ćwiczeń fizykoterapeutycznych. Powitanie słońca, technicznie rzecz biorąc. Joga.
Zawsze był naturalnie wysportowany, więc w każdej chwili mógłby przerwać to, co robił, na rzecz hardcorowego treningu siłowego. Ale ze względu na ostatnie uszkodzenia mięśni po ataku łotra, uznałam, że łagodniejsze podejście będzie bardziej skuteczne.
– Teraz sięgnij do góry. Rozciągnij plecy, poczuj jak twój kręgosłup się wydłuża… – poinstruowałam, siadając w pobliżu w pozycji lotosu.
Harper siedziała przy mahoniowym stole, wyrabiając sobie nową broń. Dziewczyna uwielbiała wykonywać rzeczy rękoma. Zwłaszcza bardzo niebezpieczne i groźne rzeczy.
Powinna stworzyć Pinterest.
– To się nazywa pozycja drzewa, prawda? – Alex powiedział napiętym głosem. Uczył się, że joga jest bardziej skomplikowana, niż na to wygląda.
Raphael wszedł, oczy miał zmęczone, wyglądając na kompletnie wyczerpanego. Właśnie był na zmianie pilnującej stada przed łotrami.
Zanim zdążył powiedzieć słowo, byłam na nogach, na baczność.
– Co się dzieje? Widziałeś ich więcej?
– Tak. Kolejnych dwóch, właśnie buszujących po obwodzie. Są bardziej jak rekiny niż wilki. Zawsze krążą... Zawsze czekają.
– Gdzie do cholery jest Jax? – zapytał Alex, teraz również czujny. – Powinienem do niego napisać. Ale gdzie, kurwa, jest mój telefon?
Zaczął się rozglądać, mamrocząc: – Przysięgam, jeśli jest tam i pieprzy Quinn... To znaczy, cieszę się ich szczęściem. Kocham ich. Ale…
– Spokojnie, Alex, zajmę się tym – zgłosiłam się na ochotnika. – Trzymaj się swojego powitania słońca. Joga ma być uspokajająca.
Od stołu, Harper prychnęła. Spojrzałam na nią z powrotem.
Alex wydawał się równie niewzruszony – Tak, nieważne – przeklął pod nosem, przechodząc niechętnie w pozycję półksiężyca.
Sięgnęłam po telefon.
Sky
Cześć złotko
Sky
tęsknię za tobą
Sky
zauważyliśmy więcej łotrów 😬
Sky
czy Ty i Jax wrócicie niedługo????
Quinn
Hej Sky. Tak, właśnie wracamy.
Quinn
Właśnie dostałam szalone, przytłaczające wieści.
Sky
??!??
Quinn
Powiem ci później.
Sky
Nie mogę się doczekać, aż o tym wszystkim usłyszę. Wracaj szybko!
Harper
Z oczami utkwionymi w dokumentach, usłyszałam ciężkie drzwi salonu, które znów się otworzyły. Zerknęłam w górę, by zobaczyć stojącego tam Anthony'ego.
Uhh.
Podczas gdy inni go nie lubili, ale go tolerowali, ja byłam jedyną osobą, która uważała go za okropnego gnojka. Mogłam przejrzeć jego przyjaźń i dyplomację. Był jak pieprzony polityk.
Alex wstał, by stanąć przed nim.
– Czego chcesz, Anthony?
– Witam wszystkich. Przepraszam, że przeszkadzam – odpowiedział Alfa. – Ale skoro wszyscy są tutaj, czy nie macie nic przeciwko, jeśli usiądziemy i pogadamy przez chwilę?
– Jasne – odpowiedziała Sky.
– Zrobię trochę chai – zaoferował Raphael, kierując się w stronę kuchni.
Przewróciłam oczami na nich oboje. Kochałam Sky, ale czasami była taka głupia.
Kiedy Raphael wrócił – zarówno z tacą herbaty i okładem z lodu na jego wciąż obolałe i gojące się rany – Anthony przedstawił swoją propozycję.
– Wszyscy jesteśmy zaniepokojeni sytuacją z łotrami, prawda?
Raphael, Alex i Sky przytaknęli, mamrocząc w zgodzie.
– Szczególnie martwię się o zabranie mojej watahy do domu w tych warunkach. Członkowie Oak Marsh są szybcy i sprawni, zwinni i strategiczni – ale ci łotrzykowie są bezwzględni i ponad to. Nie można wyprzedzić lub przechytrzyć kogoś, kto nie ma nic przeciwko ryzykowaniu własnego życia.
Okay... Do czego on zmierza?
– Co sugerujesz? – zapytał Alex, wyraźnie myśląc o tym samym.
– Nic konkretnego – odpowiedział Anthony. – Jeszcze nie. Po prostu składam skargę.
Sky zagryzła dolną wargę. Potem, w jej charakterystycznym, jasnym tonie, powiedziała: – Jestem pewna, że uda nam się coś zdziałać. Bezpieczeństwo wszystkich jest naszym priorytetem.
Oparłam się chęci wyciągnięcia ręki i potrząśnięcia nią.
Dlaczego ona jest wiecznie tak cholernie optymistyczna?
Tak, wiedziałam, że mam tendencję do bycia pesymistką. Błam nie tyle pesymistyczna, co realistyczna, nawet jeśli to oznaczało, że byłam nieco cyniczna.
Co mogłam powiedzieć? Świat nauczył mnie, by oczekiwać najgorszego.
Życie było polem bitwy i nikt nie dawał ci broni, z którą mógłbyś walczyć.
Przełknęłam ciężko, podświadomie chwytając za rękojeść mojego nowego sztyletu.
Życie było mroczne. Ale miałam przeczucie, że stanie się jeszcze ciemniej.











































