
Walka o opiekę nad trójką
Rozdział 6
ANDIE
Andie była w swoim małym sklepiku o szarych ścianach i różowych blatach. Starała się obsłużyć wszystkich klientów jak najszybciej.
Kiedy mogła zobaczyć dziewczynki, zerkała na nie, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Kiedy nie mogła ich zobaczyć, co chwilę spoglądała na monitor. I oczywiście wszystko było dobrze.
Tłum w końcu zaczął się przerzedzać, a wszystko zostało wyprzedane jak zwykle. Gdy ostatni klient wyszedł, zamknęła drzwi na klucz i zabrała się za sprzątanie. Była już z powrotem w kuchni, kiedy usłyszała pukanie.
Westchnęła, ładując zmywarkę, po czym wróciła do sali. Zamarła na widok Eli za drzwiami.
Uniósł ręce w uspokajającym geście i wyglądał na spokojnego. Zmarszczyla brwi i skrzyżowała ramiona na piersi.
Coś powiedział, ale tak naprawdę go nie słyszała. Tylko uniosła brwi. Starała się nie śmiać, gdy na chwilę opuścił głowę. Wyciągnął telefon i najwyraźniej coś napisał.
Jej telefon zapiszczał w kieszeni fartucha. Zmarszczyla brwi, ale powoli wyciągnęła telefon i przeczytała wiadomość od niego.
Eli
Przepraszam, mogę zobaczyć się z Lil?
Spojrzała na niego i powoli podeszła do drzwi. Otworzyła je na klucz, ale od razu go nie wpuściła.
„Zamierzasz panować nad sobą?”
„Tak. Jak tylko przestanę, możesz mnie wyrzucić” – odpowiedział, próbując zjednać ją sobie uśmiechem.
Przewróciła oczami i cofnęła się, wpuszczając go.
„Są tam, w kojcu” – powiedziała, po czym zamknęła drzwi na klucz i wróciła posprzątać kuchnię, podczas gdy Eli poszedł do kojca.
Przez chwilę obserwowała monitor i uśmiechnęła się na widok tego, jak się zachowuje z Lily. Wszedł do kojca i zaczął ją łaskotać, wywołując jej śmiech.
Andie skończyła wycierać blaty, piekarnik i zlewozmywaki. Spojrzała na monitor i zobaczyła, że Eli wciąż bawi się z Lily, a Lucy była po drugiej stronie kojca i bawiła się sama.
Powoli osunęła się na podłogę, chowając twarz w dłoniach. Przetarła twarz i wzięła głęboki oddech.
Potem wstała i usłyszała głośny płacz. Wybiegła do kojca, gdzie zobaczyła Eli rozmawiającego z Lucy. Wzięła Lucy w ramiona i zaczęła ją kołysać.
ELI
Eli obserwował Andie, gdy zabierała mu Lucy. Wyglądała na bardzo zmęczoną. Kosmyki włosów opadały jej na twarz. Wstał, biorąc Lily, ale ona też zaczęła płakać.
Andie wzięła ją również i próbowała uspokoić.
„Przepraszam, Eli. Pora na jedzenie.”
„Mógłbym pomóc” – powiedział i uśmiechnął się do niej.
Zmrużyła swoje szare oczy.
„A co z ranczo?”
„Chłopaki dadzą sobie radę. Chcę pomóc.”
Wypuściła powoli powietrze.
„Dobra.”
Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi.
Wyprzedził ją szybko, czując się, jakby właśnie coś wygrał, i otworzył przed nią drzwi.
„Klucze?”
„W lewej kieszeni fartucha” – odpowiedziała. „Jeśli weźmiesz Lily, ja je wyjmę.”
Zamiast tego sięgnął do jej kieszeni, wyciągnął je i zamknął lokal. Poszedł za nią do sąsiedniego domu i otworzył jej drzwi wejściowe. Pchnął je i przepuścił ją przodem.
Poszedł z nią do kuchni, gdzie posadziła Lily w wysokim krzesełku, a potem Lucy.
Obserwował, jak zapinała dziewczynkom pasy, szła do lodówki, brała cztery słoiczki z jedzeniem dla niemowląt, wyjmowała dwie łyżeczki z szuflady i wracała do nich.
Przyciągnęła dwa krzesła przed krzesełka i jakby opadła na jedno z nich. Usiadł obok niej i wyciągnął ręce, żeby wziąć jedzenie i nakarmić Lily.
Gdy mu je podawała, ich palce się dotknęły, a jego wzrok szybko przeniósł się na nią. Poczuł, jakie zimne są jej opuszki, ale nic nie powiedział.
Szybko cofnęła rękę.
„Tylko połowa każdego słoiczka.”
„Jasne” – odpowiedział, ale przyłapał się na tym, że chce wiedzieć, jak sprawić, żeby poczuła się lepiej.
Zaczął karmić Lily i patrząc na przemian na nią i na Andie, Lily wybiła mu łyżeczkę z ręki.
Poleciała w stronę Andie, pokrywając jej policzek i część włosów jedzeniem.
Musiał się bardzo powstrzymywać, żeby nie parsknąć śmiechem.
Odwróciła się, żeby na niego spojrzeć, z uniesionymi brwiami.
Zerwał się, chwycił ręczniki papierowe na blacie za nią i odrywając kawałek, zaczął wycierać jej twarz i włosy.
„Tak mi przykro, Andie.”
Spojrzała na niego.
„Co? Ty to we mnie rzuciłeś?”
Uniosła brwi jeszcze wyżej.
Wypuścił śmiech, który w sobie trzymał, wycierając pokryte jedzeniem brązowe pasma włosów.
Nigdy wcześniej nie zauważył naturalnie wyglądających karmelowych pasemek w jej włosach.
„Nie, nie rzuciłem. Po prostu nie uważałem i Lily chwyciła łyżeczkę.”
Pokręciła głową i przewróciła oczami.
„No cóż, dzięki, że mnie wytarłeś” – powiedziała, a jej twarz się zarumieniła, gdy dalej karmiła Lucy.
Uśmiechnął się i znów zaczął karmić Lily.
Gdy skończyli, Eli spojrzał na Andie.
„Jak ty sobie z nimi obiema radzisz?”
Wzruszyła ramionami.
„Po prostu sobie radzę.”
Pokręcił głową.
„No dobra, a co teraz?”
„Zazwyczaj zabierałam je do ich pokoju i pozwalałam im się bawić, żebym mogła wziąć prysznic i zmyć z siebie ten dzień” – odpowiedziała po prostu.
„Jak je pilnujesz?”
„Monitor wideo. Ma też dźwięk, ale zazwyczaj jestem pod prysznicem może dziesięć minut.”
Patrzył na nią, jak szła po Lucy, a potem po Lily. Nigdy nie wiedział, że to wszystko jest możliwe. Wygląda na to, że Candice i Caleb wiedzieli, co robią.
„No cóż, jestem tutaj. Popilnuję ich za ciebie. Może weźmiesz kąpiel i posiedzisz trochę w wannie?” – powiedział życzliwie.
Zmrużyła te swoje piękne szare oczy, zanim powiedziała:
„Nie, w porządku. Nie będę długo.”
Poszła korytarzem i weszła do pokoju.
Gdy wszedł za nią, zobaczył jedno łóżeczko.
„Obie w nim śpią?” – zapytał.
„To nie jest najlepsze rozwiązanie. Pracuję nad zdobyciem drugiego łóżeczka.”
„Czemu po prostu nie weźmiesz tego z domu?” – zapytał.
„No cóż, tak bardzo starasz się mi ją zabrać, więc czy ma sens zabieranie czegokolwiek stamtąd?”
Skrzywił się lekko.
„Andie.”
„Nie, w porządku. Rozumiem. Jeśli ją zabierzesz, nie będę w stanie cię powstrzymać. Będę walczyć, ale nie mogę tego zatrzymać.”
Jej głos stał się chłodny. Pocałowała Lucy i Lily, po czym wyszła z pokoju, zabierając wcześniej zabawki dla nich.
Usiadł na brązowym dywanie i obserwował bawiące się razem dziewczynki. Nienawidził siebie za ostatnią rozmowę, którą odbył z Andie.
Myślał, że może została zapomniana, skoro pozwoliła mu być przy Lily. Najwyraźniej się mylił.
To będzie trudniejsze, niż myślał.
ANDIE
Andie poszła do swojej sypialni i wzięła czyste ubrania. Wybrała czarne dresy, podkoszulek oraz komplet różowych majtek i stanika.
Musiała być głupia, że wpuściła Eli do domu. Tak, miał prawo widywać Lily i nie chciała ich rozdzielać, ale jeszcze wczoraj groził, że zabierze jej Lily.
Chciała mu udowodnić, że potrafi zadbać o oboje dzieci, o siebie i o piekarnię. Nie miał prawa niczego jej zarzucić i nic takiego nie dostanie.
Poszła do łazienki i zamknęła drzwi. Położyła ubrania na małym czarnym blacie i odkręciła prysznic.
Może mogłaby sobie pozwolić na kilka dodatkowych minut? Zdjęła robocze ubranie, położyła telefon obok czystych ciuchów, a potem weszła pod prysznic. Westchnęła z ulgą, gdy ciepła woda spłynęła po jej skórze.
Umyła ciało i włosy, ogoliła się, zostając pod wodą trochę dłużej, aż jej myśli pobiegły do Candice i Caleba. Wtedy zakręciła wodę, wyszła, wytarła się i ubrała.
Szybko przeczesała włosy i poszła do pokoju dziewczynek. Musiała się zatrzymać i po prostu wpatrywać się w to, co zobaczyła.
Andie oparła się o framugę drzwi. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, patrząc, jak Eli dmuchał na brzuszek Lily.
A gdy tylko Lucy, nosząca czapkę Eli, chciała uwagi, dmuchał jej na policzki i udawał, że je gryzie, przez co dziewczynka piszczała ze śmiechu.
Zaraz – nie powinien być blisko niej ani Lucy po wczorajszym dniu. Ale ten widok był po prostu zbyt słodki. Mężczyzna o wzroście metr dziewięćdziesiąt cztery na kolanach, bawiący się z dwiema małymi dziewczynkami w ten sposób – to było cudowne.
Przez krótką chwilę zastanawiała się, jak by to było wychowywać Lucy z jej prawdziwym ojcem, ale to było po prostu głupie, dziecinne myślenie.
To był szok, że w ogóle zaszła w ciążę. Powiedziano jej, że nigdy nie będzie miała dzieci, a jej ówczesny chłopak i tak się zabezpieczał.
Dzień, w którym dowiedziała się, że jest w ciąży, zaczął znowu odtwarzać się w jej głowie. Miała miesiąc opóźnienia i czuła się tak chora.
Pewnego dnia, gdy on był w pracy, wzięła zwolnienie, poszła do sklepu i kupiła test.
Nie minęły nawet pełne trzy minuty, a wynik już się pojawił. Siedziała na kanapie z testem w ręku i zadzwoniła do Candice we łzach, mówiąc jej, że Daryl nie chce dzieci.
Candice próbowała ją pocieszyć, ale nic nie pomagało. Tego dnia przekonała się, jak bardzo Darylowi było wszystko obojętne. Wciąż siedziała na kanapie, gdy wrócił do domu.
Najpierw był wściekły, że nie poszła do pracy, potem że nie przygotowała kolacji, a potem zobaczył test. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy ją uderzył. Właściwie próbował sprawić, żeby straciła Lucy.
To była też jej pierwsza wizyta w Whitehorse. Kiedy Caleb i Candice nie mieszkali jeszcze z Eli, zatrzymała się u nich, dopóki siniaki nie zeszły. Nigdy nie wychodziła z domu.
Wróciła do Dakoty Północnej, a niedługo potem Candice przekazała jej wiadomość o ślubie.
Andie zdecydowała wtedy, że potrzebuje swojej najlepszej przyjaciółki. Była w czwartym miesiącu ciąży na weselu Candice i nikt o tym nie wiedział.
Minęło sześć miesięcy, zanim mogła przeprowadzić się do Whitehorse na stałe, a Candice powiedziała jej, że jest w czwartym miesiącu ciąży.
Andie wypuściła drżący oddech, gdy łzy niemal zaczęły spływać.
ELI
Eli podniósł wzrok, gdy usłyszał westchnienie, i zobaczył Andie. Miała łzy w oczach i wyglądała na bardzo zagubioną.
Szybko do niej podszedł.
„Andie, co się stało?” Delikatnie ujął jej twarz w dłonie. „Andie?”
Odsunęła się od jego rąk i cofnęła.
„Nic takiego, po prostu czas na drzemkę dziewczynek.”
Obeszła go, przewinęła je i położyła po przeciwnych stronach łóżeczka.
Ziewnęły i powoli zaczęły zasypiać. Odwróciła się od łóżeczka i podniosła kapelusz Eli z podłogi. Powoli podała mu go i wyszła z pokoju dziecięcego.
Eli poszedł za nią do salonu, złapał ją za ramię i przyciągnął z powrotem do siebie. Delikatnie ujął jej twarz, głaszcząc ją kciukiem, i cicho zapytał:
„Co naprawdę się tam stało, Andie?”
Pokręciła głową, ale się nie odsunęła.
„Coś się wydarzyło. Przeze mnie?” zapytał, martwiąc się, że ją zdenerwował.
Pokręciła głową, wciągając pełną dolną wargę między zęby i przygryzając ją.
Delikatnie pogładził ją po ramieniu, a drugą ręką przesunął po jej mokrych, brązowych włosach z karmelowymi pasemkami.
Powoli zamknęła oczy.
„Może się zdrzemniesz? Mogę popilnować dziewczynek” powiedział cicho, pragnąc, żeby pozwoliła mu się przytulić, ale wiedział, że to byłoby za dużo.
Lekko pokręciła głową.
„Mam tyle do zrobienia. Nie mogę się zdrzemnąć.”
Powoli się od niego odsunęła.
Spojrzał w jej piękne szare oczy i znów się do niej zbliżył.
„Na przykład?”
„Normalne rzeczy, które ty kazałbyś robić innym” powiedziała cicho i znów chciała się cofnąć, ale przyciągnął ją z powrotem i objął ramionami.
Jej głowa oparła się o jego klatkę piersiową.
Potem jej ramiona powoli, luźno owinęły się wokół jego talii.
Stał tam, po prostu ją przytulając. Jej drobne, ale kobiece ciało tak dobrze czuło się przy nim. Dlaczego zajęło mu tyle czasu, zanim zdał sobie sprawę, że chce ją poznać jeszcze lepiej?
Było tak wiele rzeczy, których Caleb mu nie powiedział, bo on sam przerywał mu, uważając to za niepotrzebne gadanie.
Był tak skupiony na próbach uruchomienia rancza, że nie chciał żadnych rozpraszaczy. A kobieta z małym dzieckiem w ogóle nie wchodziła w grę.
Caleb myślał inaczej. W chwili gdy zobaczył Candice, zakochał się.
Delikatnie pogładził ją po plecach, pochylając głowę i kładąc ją na jej czubku głowy.
Wziął głęboki oddech, a zapach róż, wanilii i cukru wywołał gęsią skórkę na jego skórze.
Pachniała tak dobrze i wydawało się, że bez względu na to, jak długo była pod prysznicem, nie mogła zmyć zapachu piekarni. Wziął kolejny głęboki oddech.
Nagle jej ciało się spięło i odsunęła się od niego, właśnie gdy poczuł, jak jej ciało zaczyna się rozgrzewać.
Spojrzała na niego.
„Może powinieneś już iść” powiedziała i się odsunęła. „Proszę, Eli, po prostu idź. Zadzwonię do ciebie w tym tygodniu i pozwolę ci zabrać Lily na chwilę.”
Cofnęła się jeszcze bardziej, gdy zrobił krok w jej stronę.
Poczuł się trochę pokonany, ale naprawdę nawalił. Gdy powoli ją mijał w drodze do drzwi, jej gładka dłoń chwyciła jego szorstką, twardą rękę i odwrócił się do niej lekko.
„Naprawdę zadzwonię do ciebie w tym tygodniu, Eli. Nie chcę oddzielać Lily od ciebie ani od Maisy i Todda i nie zrobię tego. Jesteście jej rodziną” powiedziała cicho, wpatrując się w brązowy dywan.
Sięgnął drugą ręką do jej podbródka i powoli uniósł jej głowę.
„Wiem. W porządku. Tylko nie zapominaj, że nie jesteś w tym wszystkim sama. Możesz na nas liczyć.”
Pogładził jej policzek kciukiem, a potem wyszedł za drzwi.
ANDIE
Andie podeszła za nim i zamknęła drzwi na klucz, gdy wyszedł. Odsunęła zasłonę i patrzyła, jak idzie do swojego pickupa. Potem wypuściła drżący oddech.
Nie odsunęła go dziś od siebie i Lucy. Pozwoliła mu zobaczyć swoją słabość. To się więcej nie powtórzy. Ale jak miała temu zapobiec, skoro ten mężczyzna budził w niej tyle dziwnych uczuć?
Bo to mężczyzna, a mężczyźni tylko sprawiają kłopoty i nigdy nie potrafią być poważni. Ale Caleb był dobrym mężczyzną dla Candice i kochał zarówno Lily, jak i ją. Po prostu nie było dobrego mężczyzny dla niej i Lucy.
To będzie ona i Lucy przeciwko światu aż do końca. Eli kręcił się w pobliżu tylko dlatego, że miała pod opieką jego siostrzenicę. Gdyby dostał Lily, nie miałby powodu, żeby tu przychodzić.
I musiała o tym pamiętać.
Continue to the next chapter of Walka o opiekę nad trójką