
Pragnienie mężczyzny Książka 2
Autorzy
Lektury
147K
Rozdziały
25
Rozdział 1 - Anioły i demony
Book Two: Wanting the Doctor
Jill budzi się w szpitalnym łóżku. Widzi kogoś, kto wygląda jak anioł. Okazuje się jednak, że wcale nim nie jest! Doktor Tom Layton słynie z tego, że sypia z wieloma kobietami. Mimo to Jill jest nim całkowicie oczarowana. Jej dzień staje się jeszcze gorszy. Pojawia się wielki detektyw policyjny, podobny do wikinga. Zadaje pytania, których ona nie rozumie. Wydaje się, że tylko doktor Layton potrafi skłonić ją do odpowiedzi.
Spojrzał na kobietę leżącą w łóżku. Właśnie kończył wypełniać jej kartę. Była ładna, ale nie rzucała na kolana. Jednak podejrzewał, że jej uśmiech mógłby roztopić męskie serce.
Przyjrzał się jej sylwetce. Częściowo zakrywało ją prześcieradło. Z tego, co widział, jej ciało nie było złe. Miała wszystko tam, gdzie trzeba. Była symetryczna i zgrabna.
Uniósł jej powiekę. Uśmiechnął się na widok orzechowej tęczówki ze złotymi plamkami.
Zauważył, że to ciekawy kolor. Nie zapisał tego jednak. Zamiast tego nabazgrał kilka uwag o jej źrenicach i kolorze skóry. Próbował wyglądać, jakby dbał o to, co pisze.
W rzeczywistości była tylko kolejnym przypadkiem. Samotną kobietą bez rodziny i przyjaciół. Nazwano ją po prostu „Jane Doe 14562”.
Policja nie miała szczęścia w szukaniu zaginionych osób. Jeśli biedna dziewczyna się nie obudzi, nikt może nigdy nie poznać jej tożsamości.
Spojrzał na nią jeszcze raz. Miała w sobie coś, czego nie potrafił określić. Wzruszył ramionami. To pewnie nic takiego. Była tylko kolejną ładną dziewczyną, która miała w życiu pecha.
Zastanawiał się, jaka jest naprawdę. Mógł ją oceniać po wyglądzie, ale jej charakter był tajemnicą. Mogła być genialnym matematykiem z równie ciekawą osobowością.
Mogła być miłośniczką przyrody, która chce ratować świat.
Kto wie. Może była mistrzynią kamasutry. Może pojawiła się na tym świecie tylko po to, by rzucić go na kolana i zmienić jego zdanie o kobietach.
Było to możliwe, ale mało prawdopodobne.
Na koniec dnia liczyło się tylko jedno. Kiedy w końcu się obudzi, o ile w ogóle to nastąpi. A na to nie miał żadnego wpływu.
Na tym etapie mógł tylko wypełniać jej kartę i sprawdzać jej stan.
„Doktorze Layton” – usłyszał gładki, seksowny głos, aż długopis podskoczył mu w dłoni. „Czekałam, aż zadzwonisz”.
Skrzywił się. Potem odwrócił się do krągłej kobiety w bardzo krótkim białym uniformie.
„Miałem urwanie głowy w pracy” – włożył długopis do kieszeni i odłożył kartę na brzeg łóżka. Nie pamiętał jej imienia ani nocy, którą spędził w jej łóżku. Użył więc swojej standardowej wymówki.
„Teraz nie jesteś zajęty” – wydęła wargi.
Miał zamiar zaprzeczyć, ale drzwi były już zamknięte. Kobieta przyciskała swoje krągłości do jego ciała. Było jasne, że jego ciało nie jest tak obojętne, jak on sam.
„Wygląda na to, że ktoś się ze mną zgadza” – mruknęła. Jej palce powędrowały w dół, w stronę rosnącego wybrzuszenia w jego spodniach. „Chcesz pojeździć na kucyku?”
O cholera, teraz sobie przypomniał. Ta lubiła, jak się ją klepie po tyłku, kiedy na nim jeździ. Robiła nawet odgłosy konia. Boże, samo to wspomnienie powinno sprawić, że mu opadnie. Jak ona miała na imię?
Wydawało mu się, że zaczynało się na literę „J”?
„Jay” – pomyślał, że jeśli to nie jej imię, uda, że to taki skrót. „Robię obchód”.
„Jestem Helen” – zamarła na chwilę i zmrużyła oczy. „Kim jest Jay?”
„Powiedziałem »Hej«, a nie Jay” – zmarszczył brwi, patrząc na jej blond włosy. Próbował połączyć to imię z jej twarzą. „Muszę zrobić obchód”.
„A może zamiast tego zrobisz mnie” – jej palce znalazły jego suwak. „Tamta Jane Doe nie będzie miała nic przeciwko. Nikt nam nie przeszkodzi”.
Spojrzał na kobietę w łóżku. Maszyny pikały, a respirator działał w rytm ruchów zręcznej dłoni w jego spodniach. Przemyślał jej propozycję.
Zazwyczaj unikał publicznego okazywania uczuć, popisywania się czy seksu w miejscach publicznych. Mimo to nie próbował powstrzymać wprawnych pieszczot Helen. Był znudzony, a ona sprawiała mu wielką przyjemność.
Helen, centymetr po centymetrze, zsuwała się po jego ciele. Spojrzał w górę, a jego oddech przyspieszył w oczekiwaniu. Była już na kolanach, gdy jego wzrok padł na drugą kobietę w pokoju.
Nawet z tymi wszystkimi rurkami wyglądała lepiej niż blondynka, która trzymała głowę w jego kroczu.
Skrzywił się i odruchowo odsunął od gorących, czerwonych ust Helen. Były ledwie kilka milimetrów od jego wzwodu.
„Słucham?” Zaskoczenie i spora dawka złości wykrzywiły dawną piękną twarz Helen.
Odwrócił się od niej. Schował swojego wciąż nie do końca twardego penisa w bokserkach i ostrożnie zapiął rozporek. Kobieta w łóżku nadal była w śpiączce.
Nie poruszyła się. Jednak coś w jego piersi drgnęło. Może miał niestrawność albo infekcję? To nie mogło być jego serce.
Było zdrowe jak u konia. Spędził lata, chroniąc je przed jakimikolwiek romantycznymi uczuciami.
„Ojej” – jęknęła Helen. „Co się stało?”
„Nic” – to słowo zabrzmiało ostrzej, niż zamierzał. Skrzywił się i przeczesał dłonią włosy. Co się z nim działo? Czy naprawdę odrzucał napaloną pielęgniarkę? Przecież wcale nie pragnął kobiety w śpiączce.
„Daj spokój, doktorze Przeleć-Je. W zeszłym tygodniu tak świetnie się bawiliśmy” – oblizała usta i zaczęła rozpinać górę swojego uniformu. Pokazała spory dekolt i kawałek czerwonej koronki.
Doktor Przeleć-Je. Wziął głęboki oddech. Wiedział, że tak na niego mówią. Słyszał to już wcześniej i szczerze mówiąc, był to całkiem trafny przydomek.
Helen skróciła go od „Doktor Przeleć-Je-i-Zostaw”. Może dlatego, że wciąż miała nadzieję, że z nią będzie inaczej.
Spojrzał na czerwony koronkowy stanik, który ledwo utrzymywał jej miękkie piersi. Jej stwardniałe sutki były widoczne przez cienki materiał. Wydawały się intensywnie czerwone.
Jęknął. Brzmiał jak mężczyzna, który walczy ze swoimi instynktami. Ona nie tylko była chętna, ona o to błagała. Wyobraził sobie, jak bierze ją dla czystej, samolubnej przyjemności.
Jego wzrok przeniósł się na pacjentkę bez kontaktu. Znowu zadał sobie pytanie, dlaczego w ogóle się waha.
Jego dłonie powędrowały do zapięcia spodni. Oderwał wzrok od szpitalnego łóżka. Skupił się na miękkiej skórze brzucha Helen. Z każdą sekundą stawała się coraz bardziej kusząca.
Tylko numerek – tłumaczył sobie. Ostry i szybki seks przed powrotem do obchodu nikomu nie zaszkodzi.
Cholera, to nawet pomoże. Przestanie go boleć w spodniach, więc nie będzie rozproszony. To też musiało się liczyć.
„A w tym pokoju mamy…” – te słowa padły, gdy drzwi nagle się otworzyły. Starszy mężczyzna w białym fartuchu miał zbyt wiele długopisów upchniętych w kieszeni. Zatrzymał się, a jego brwi uniosły się wysoko do góry. Za nim stało czworo stażystów o bystrych oczach. Patrzyli znad swoich podkładek. „Doktor Layton?”
„Ach, doktor Peters” – Tom odwrócił się i chwycił kartę z brzegu łóżka. Kiedy znowu spojrzał na grupę, trzymał ją tak, aby ukryć namiot w spodniach. Był pewien, że i tak wszyscy go widzieli. „Siostro, czy znalazła pani długopis, który upadł mi na podłogę?”
Usta doktora Petersa zacisnęły się. Jego oczy wyraźnie mówiły, że nie uwierzył w tę wymówkę.
„Właśnie skończyłem ocenę neurologiczną tej niezidentyfikowanej kobiety” – Tom zrobił krok do przodu. Chciał zasłonić Helen, która zapinała uniform, udając, że szuka długopisu.
„Rozumiem” – doktor Peters zabrał od niego dokumenty. Podał rękę kobiecie na podłodze. „Pomóc ci wstać, Helen?” Uniósł brew, patrząc na Toma. „Wygląda na to, że doktor Layton nie potrzebuje już pomocy ze swoim długopisem. Wciąż wyraźnie trzyma go w kieszeni”.
„Ach, no tak” – Tom uśmiechnął się, zerkając na drzwi. „Cóż, muszę wracać do obchodu. Wybaczcie, doktorze Peters, siostro Jay. Mam pacjentów do zbadania”.
„Jestem Helen” – ubrana już pielęgniarka spojrzała na niego ze złością. Potem wybiegła z pokoju, prawie wpadając na jednego ze stażystów.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że pomylił jej imię. Dlaczego nie nazwał jej Helen? Z jakiegoś powodu, kiedy otworzył usta, zamiast Helen wyszło Jay.
Jeden ze stażystów powstrzymywał śmiech. Tom poszedł za wściekłą pielęgniarką na korytarz. Był już prawie wolny, gdy usłyszał słowa, których wcale nie chciał słyszeć.
„Doktorze Layton, na słówko na korytarz, jeśli można” – warknął doktor Peters. Następnie podał kartę jednemu z młodych lekarzy, którzy to oglądali.
Tom mruknął ciche przekleństwo i zatrzymał się w pół kroku. Ucieczka była tak blisko. Zamiast tego odwrócił się i oparł o szarą ścianę.
Wypuścił powietrze i odchylił głowę do tyłu z zamkniętymi oczami. Próbował wbić sobie trochę rozumu do głowy. Uderzał nią o ścianę w rytm dźwięków maszyn z pokoju, z którego właśnie wyszedł.
Ostrzegano go już wcześniej. Gdyby mógł wybrać osobę, której najmniej chciałby pokazać się w chwili słabości, doktor Peters byłby na pierwszym miejscu.
„Doktorze Layton, Tom” – zaczął Howard Peters, kiedy drzwi się zamknęły. Zostali sami na korytarzu. „W co ty, do cholery, grasz? Chcesz, żebym cię zwolnił?”
„To nie tak, jak wyglądało” – spróbował Tom. Nawet dla niego samego nie brzmiało to przekonująco.
„A jak to wyglądało?” Doktor Peters przerwał i skrzywił się. „Cofam to. Nie mów mi. Nie mam czasu na kolejne zmyślone bajki o tym, jak jej uniform magicznie się rozpiął. O tym, jak byłeś dżentelmenem i pomagałeś jej w tym stanie. Nie możesz tak dalej robić, Tom”.
„Ta, wiem” – westchnął.
„Po pierwsze, brakuje ci już pielęgniarek. Chyba że myślisz, że możesz zaliczyć je od nowa, kiedy już...” Zamilkł, gdy dotarło do niego, co Tom właśnie powiedział. „Rozumiesz?”
„Szczerze, Howard, wiem o tym. Znam zasady szpitala. Chodzi o ten oddział, Howard. Potrzebuję wyzwań. Muszę być na oddziale chirurgii. Ogródek warzywny na intensywnej terapii mi nie wystarcza”.
Doktor Peters zamknął oczy. To jednak nie ukryło faktu, że przewrócił oczami. „Tom, jesteś cholernie dobrym neurologiem, ale nie jesteś tak niezastąpiony, jak myślisz. Obcinam ci godziny. Będziesz pracował na oddziale intensywnej terapii neurologicznej, aż ci to wystarczy!”
„Co? Przecież to praca w ogrodzie! Będę tylko siedział, patrzył w monitor i wypełniał karty. Tu się nic nie dzieje. Naprawdę zamierzasz ukarać mnie za coś, czego nie zrobiłem, i pozbawić się moich umiejętności chirurgicznych? Potrzebujesz mnie tam, gdzie mogę coś zmienić!”
„Zmienić? Jedyna zmiana, jaką wprowadzasz, to zmiana personelu pielęgniarskiego. I naprawdę, Tom, musisz nauczyć się ich imion. Jesteś wykształconym człowiekiem. To obraża wszystkich, ciebie również”.
„Pamiętam ich imiona, przez większość czasu”.
„Czas, żebyś wyrósł z fazy playboya, Tom. To nie pomaga twojej karierze. Znajdź sobie miłą dziewczynę, ustatkuj się i ożeń. Będziesz miał dużo czasu na przemyślenia podczas pracy tutaj, gdzie jest cicho. Dobrze ci to zrobi”.
Małżeństwo. Na samą myśl po plecach przeszedł mu dreszcz obrzydzenia. Nigdy w życiu.
„Daj spokój, Howard. Zrobię, co zechcesz. Tylko nie zsyłaj mnie tutaj. Tu się marnuję”.
„Miałeś swoją szansę, Tom. Myślę, że odrobina pokory ci nie zaszkodzi. Dodatkowo, przy mniejszej liczbie godzin, będziesz miał czas, by wyjść i poznać jakąś kobietę. Skorzystaj z okazji, znajdź wyjątkową damę i zacznij o nią zabiegać”. Twarz doktora Petersa się pomarszczyła. „Tylko znajdź ją poza terenem szpitala. Odbiorę ci prawo wykonywania zawodu, jeśli tylko usłyszę plotkę o tym, że zachowujesz się nieodpowiednio wobec pacjentki. Mówię całkiem poważnie, Tom. Nie będzie drugiej szansy”.
„Pacjentki? Cholera, Howard. Na tym oddziale one albo śpią, albo się ślinią. Albo jedno i drugie”.
„Mimo to, prawie wykończyłeś nasz personel pielęgniarski. Nie pozwolę, żebyś zabrał się za pacjentki, nieważne na jakim oddziale. Rozumiesz?”
„Tak, pamiętam moją przysięgę, Howard. Pracuję tu od pięciu lat i nigdy nie przekroczyłem tej granicy. Nie zaryzykuję swojej kariery dla kobiety”.
Doktor Peters patrzył na niego długo i uważnie. Wyglądał, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć. Zamiast tego pokręcił głową i powiedział cichym głosem: „Porozmawiamy za kilka tygodni. Jeśli nie będzie żadnych incydentów, przywrócę cię na neurochirurgię. Po prostu trzymaj swój długopis w kieszeni, Tom”.
Tom poczekał, aż jego dawny mentor wróci do grupy studentów. Potem ukrył twarz w dłoniach, walcząc ze złością.
Kiedy to nie zadziałało, odbił się od ściany. Zrobił obrót i mocno kopnął w szeroką płytę gipsowo-kartonową.
Uderzyłby w nią pięścią, ale jego dłonie były jego przyszłością. Nie mógł ryzykować złamania kości.
Niestety, jego wybuch nie uleczył urażonego ego. Nie złagodził też tępego bólu w spodniach. Oparł głowę o chłodną ścianę i przeklął sam siebie.
Miał wszystko, czego trzeba, by zostać jednym z najlepszych neurochirurgów w kraju. Zdał śpiewająco wszystkie testy. Jego wyniki w chirurgii, diagnozowaniu i opiece nad pacjentem były wzorowe.
Wymieniono go nawet w artykule o nowych metodach i ich skutecznym zastosowaniu. Był wschodzącą gwiazdą. Jedynym ciemnym punktem było jego życie osobiste. Howard wcale nie przesadzał w sprawie jego uganiania się za kobietami.
Przez lata to była tylko fajna zabawa na boku. Ale teraz to zagrażało jego przyszłości. Obiecał sobie, że do tego nigdy nie dojdzie.
Czy mógł się zmienić? Próbował, ale jego opinia kobieciarza była już zbyt mocna. Jak na ironię, im bardziej jego sława rosła, tym więcej kobiet rzucało mu się na szyję.
Czuł się prawie jak jakaś nagroda, którą trzeba zdobyć i oswoić. Kobiety zdawały się traktować jego serce jak trofeum. Oczywiście, to go nie martwiło. Jego serce nie było zagrożone.
To był najmniejszy z jego problemów. Miłość nie wchodziła w grę, nie po tym, jak został wychowany.
Tom miał dokładnie zaplanowaną przyszłość, w jasnych i prostych słowach.
Wiedział, czego chce. Miało to więcej wspólnego z wejściem na sam szczyt zawodowy, wydawaniem pieniędzy na szybkie samochody i sznurkiem gorących kobiet. Nie chciał wymagającej żony, zasmarkanego bachora i domu na przedmieściach.
Ale teraz jego problemy były bardziej pilne. Jak miał przetrwać to wygnanie? Bardzo go wkurzało, że Anders przejmie wszystkie jego operacje.
Ten facet nawet nie wiedział, za który koniec trzymać skalpel. Na pewno będzie cieszył się z porażki Toma. Będzie zadowolony z siebie. A jeśli było coś, co naprawdę wkurzało Toma, to był ten zadufany w sobie fiut.
Wziął głęboki oddech i wszedł na korytarz. Jego obchód jeszcze się nie skończył. Nie potrzebował kolejnej czarnej kropki. Za jedną rzecz musiał być wdzięczny.
Gdyby nie Jane Doe 14562, dziewczyna w pokoju, w ogóle by się nie wahał. Doktor Peters zastałby zupełnie inną scenę.
Gdyby tak się stało, czekałoby go zawieszenie i trwały wpis w aktach.
To miałoby zły wpływ na jego awans. Ograniczyłoby też jego szanse w innych szpitalach. Uratowała go przed poważnym błędem.
Będzie musiał jej za to podziękować, jeśli kiedykolwiek się obudzi.
Podpisał ostatnią kartę. Myślał właśnie o mocnej filiżance kawy, kiedy czyjś palec wylądował prosto na środku jego klatki piersiowej.
Zamiast krążyć z kuszącym zamiarem, palec dźgał go krótkimi, ostrymi ruchami. Tom podniósł wzrok znad karty i spojrzał we wściekłe oczy Cathy.
Mogła być od niego o głowę niższa, ale to nie sprawiało, że bał się jej mniej.
„Twoje nazwisko jest na całej tablicy lekarzy dyżurnych” – jej słowa zabrzmiały jak oskarżenie. „Co ty, do cholery, robisz na moim oddziale? Czy nie wystarczy, że muszę cię znosić, kiedy zajmujesz się pacjentami chirurgicznymi?”
„Cathy” – podniósł ręce do góry, naśladując uniwersalny znak poddania.
„Catherine” – oparła dłonie na drobnych biodrach.
„To tylko małe nieporozumienie między doktorem Petersem a mną. Uwierz mi, ja też nie chcę tu utknąć”.
„Z tego co słyszałam, to było nieporozumienie między tobą a Helen. Jej nieporozumienie. Powiedziałam jej, że jesteś oszustem, zdrajcą i oślizgłą pijawką, która ma urojenia, że jest Casanovą”.
„Spokojnie Cathy, to znaczy Catherine. Nigdy cię nie oszukałem. Nigdy nie byliśmy parą. To był tylko jeden gorący weekend świetnego seksu”.
„Ty kutasie, powiedziałeś, że mnie kochasz!”
„To było prawie rok temu, Cath. Mówiłem ci to już wcześniej. Powiedziałem, że kocham to, co robimy. To znaczy seks. Przepraszam, jeśli źle mnie zrozumiałaś. Myślałem, że dałem jasno do zrozumienia, że nie szukam związku”.
„Siedem miesięcy, Tom. Minęło siedem miesięcy, a nie rok”.
„Widzisz, całe wieki temu” – Tom spojrzał na Catherine i ściszył głos. „Jesteś piękną kobietą. To, co między nami było, zwalało z nóg. Ale ja nie jestem dla ciebie odpowiednim facetem. Po prostu nie nadaję się do związku. Zasługujesz na mężczyznę, który będzie nosił cię na rękach. Zapomnij o przeszłości, Cath, i znajdź sobie tego faceta”.
„Jesteś takim dupkiem” – Catherine skrzywiła się. „Nie zdajesz sobie sprawy, że my ze sobą rozmawiamy? Myślisz, że nie wiem, że to dokładnie ta sama mowa, słowo w słowo, którą wygłosiłeś Sonyi trzy miesiące temu?”
„Ach” – skrzywił się. Sonya? Nie pamiętał jej. Ale Catherine miała rację. Zbyt często używał tego tekstu.
„Słuchaj, doktorze Przeleć-Je. Jesteś teraz na moim oddziale. Skoro muszę cię znosić jako lekarza dyżurnego, będziesz trzymał się moich zasad. Masz trzymać się z dala od moich pielęgniarek. Jeśli tylko usłyszę plotkę, że dotknąłeś jednej z moich dziewczyn, sama cię zoperuję, a to, co odetnę, powieszę nad dyżurką. Zrozumiałeś?”
„Daj spokój, Cath. Nie bądź taka”.
„Jestem Catherine. I tak, będę dokładnie taka. Nie myśl, że się nie dowiem. Może jak już wyciągnę skalpel, zadzwonię po doktor Hill. Od dawna marzy o tym, żeby zmienić ci płeć”.
Tom wciągnął głęboko powietrze i zrobił krok do tyłu. Ta mała kobieta posyłała mu mordercze spojrzenia. Wcale by go nie zdziwiło, gdyby doktor Faith Hill naprawdę to zrobiła.
Jeśli Catherine nosiła w sobie urazę, to można śmiało powiedzieć, że Faith szła na wojnę.
„Dobrze, Catherine” – znów podniósł ręce. „Będę trzymał się od nich z daleka. Ale jak one mają trzymać się z daleka ode mnie? Co mam zrobić, kiedy same rzucają mi się pod nogi?”
„Bądź dżentelmenem, a nie męską dziwką! Czy nie czas, żebyś zaczął myśleć głową na karku, a nie tą w spodniach?” Nie mogła powstrzymać się od potarcia czoła. Miała nadzieję, że to złagodzi ból głowy, którym był doktor Tom Layton. „Nie żartuję, Tom. Trzymaj się z dala od pielęgniarek na tym oddziale. Idź łamać serca gdzie indziej. Jestem pewna, że znajdziesz inną grupę kobiet, które aż błagają o twoje romanse”.
Miała rację. Może to był czas, żeby poszerzył swoje horyzonty. Dzięki temu czasowi wolnemu i nowemu grafikowi będzie mógł odwiedzić ten nowy klub nocny.
„Siostro przełożona White?” – młoda pielęgniarka pojawiła się w drzwiach. Mrugała powiekami i stała z otwartymi ustami. Jej wzrok padł na Toma.
„Pielęgniarko Attwood?” – warknięcie Catherine sprawiło, że dziewczyna w drzwiach podskoczyła, znowu szybko zamrugała i przeniosła wzrok z powrotem na przełożoną. „Co mówiłaś?”
„Pacjentka w sali 364 się porusza”.
Zarówno Catherine, jak i Tom minęli młodszą pielęgniarkę i wybiegli z pokoju. Rzadko zdarzało się, żeby ktoś się budził. Bycie na miejscu w takiej chwili było bardzo ważne.
Poza tym, byłoby to jedyne ciekawe wydarzenie w całym tygodniu. Wszyscy by o tym mówili.
„Proszę, powiedz mi, że to nie jedna z twoich dziewczyn” – Tom rzucił przez ramię do brunetki, która biegła za nimi.
Catherine posłała mu spojrzenie, które wyrażało więcej niż tysiąc słów. Potem prychnęła: „Po wszystkim prawdopodobnie będziesz musiał sikać na siedząco”.
„Świetnie” – sapnął. Nagle jednak się zatrzymał, przez co dziewczyna wpadła na jego plecy. Obrócił się i złapał ją, stawiając z powrotem na nogi. Potem znów odwrócił się do drzwi, przez które weszła Catherine.
„Dziękuję, doktorze Layton” – dziewczyna za nim zarumieniła się i przygryzła wargę.
W każdy inny dzień włączyłby swój urok. Uśmiechnąłby się gorąco, sprawiając, że robiłoby im się mokro w majtkach, i cieszyłby się miną pielęgniarki Attwood.
Ale nie dzisiaj. Dzisiaj stał przed pokojem 364. To był pokój Jane Doe 14562.
Słyszał jej przyspieszone bicie serca. Drżała, jakby była w jakimś śnie. Telefon w jego kieszeni zadzwonił. Zignorował to, pokręcił głową i wszedł do pokoju.
„Doktorze Layton” – Catherine trzymała strzykawkę. „Ile mililitrów środka uspokajającego mamy podać?”
Spojrzał na postać w łóżku. Przyjrzał się jej ciele i wykonał szybkie obliczenia, zanim odpowiedział na pytanie.
Standardową procedurą było podanie pacjentowi leków uspokajających, kiedy odzyskiwał przytomność. Robiono to dla jego własnego bezpieczeństwa, ponieważ tacy ludzie często byli agresywni i zdezorientowani.
Obserwował monitory, gdy Catherine wstrzykiwała płyn do jej kroplówki.
Jego telefon wciąż dzwonił. Wyciągnął go z kieszeni i wyciszył.
Głowa Jane Doe odchyliła się do tyłu. Jej gardło zaciskało się wokół rurki respiratora. Kręciła głową, walcząc z pielęgniarką, która próbowała ją przytrzymać.
„Wraca jej odruch wymiotny” – powiedziała Catherine dla dobra młodszej pielęgniarki.
Tom nie wahał się ani chwili. Zerwał taśmę i ostrożnym, wprawnym ruchem wyciągnął rurkę z jej ust, pomagając jej oddychać.
W pokoju było teraz kilka pielęgniarek. Stały wokół łóżka, aby zapobiec wyciągnięciu rurek przez pacjentkę, gdy stawała się coraz bardziej świadoma.
Nawet nie patrzył, podając wyjętą rurkę respiratora jednej z nich.
Kobieta w łóżku zakaszlała. Zmarszczyła nos i otworzyła oczy. Poruszyła ustami, nie wydając żadnego dźwięku. Pielęgniarka włożyła jej słomkę do ust i kobieta napiła się wody.
„Może nam pani podać swoje imię?” – zachęcił Tom. Zaświecił latarką w jej oczy, żeby sprawdzić reakcję źrenic. „Czy wie pani, gdzie jest?”
Jego telefon znowu zadzwonił. Kobieta spojrzała na niego szerokimi, orzechowymi oczami. Skrzywił się, przykładając telefon do ucha. Musiał odebrać, bo to był jego wewnętrzny numer kontaktowy.
„Jestem zajęty, oddzwonię później” – rzucił szybko.
„Doktorze Layton, policja jest w drodze. To pana pacjentka, Jane Doe 14562. Została zidentyfikowana” – operatorka prawie krzyczała do słuchawki.
„Co?” – znów spojrzał na ładną, ciemnowłosą dziewczynę w łóżku. „O co chodzi?”
„Wszystko panu wyjaśnią, jak przyjadą. Powiedziano mi tylko, że nie można zostawiać jej samej. Powtarzam, nie wolno jej zostawiać bez opieki”.
„Dobrze” – mruknął, patrząc w jej niewinną twarz. Opuścił telefon. Zastanawiał się, co takiego okropnego mogła zrobić.
Rozchyliła usta, kiedy wyjęto jej słomkę z ust. Nie spuszczała z niego wzroku.
„Słyszy mnie pani?” – spróbował ponownie. „Jak się pani nazywa? Pamięta pani, jaki mamy dzień?”
Oblizała usta i ochrypłym głosem wyszeptała: „Musisz być aniołem, bo jesteś niesamowicie gorący!”

















































