Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Wojna Bogów Księga Pierwsza: Bezkresne Morza

Wojna Bogów Księga Pierwsza: Bezkresne Morza

Autorzy
Morrigan Rivers
Lektury
16,5K
Rozdziały
94
Autorzy
Morrigan Rivers
Lektury
16,5K
Rozdziały
94
💕Romantyczne⚔️Od wrogów do kochanków💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy⚓Wikingowie⚔️Akcja i przygoda🔒Wymuszona bliskość

– Pomyśl o tym. – Tyr uśmiechnął się. – Spośród wszystkich kobiet w twojej dawnej wiosce, nasz ojciec wybrał właśnie ciebie. Jak to mogłoby nie być przeznaczeniem?

Enid zostaje porwana w dniu, który powinien być najszczęśliwszym w jej życiu, i wciągnięta w brutalny, oszałamiający świat Ivara Nieśmiertelnego oraz jego irytująco uroczej rodziny. Pragnie odzyskać swoje dawne życie – proste, przewidywalne, bezpieczne – jednak każdy kolejny dzień w tym nowym miejscu popycha ją ku możliwościom, o których nigdy wcześniej nie odważyłaby się marzyć. Tyr droczy się z nią na temat przeznaczenia, pozostali witają ją z upartą serdecznością, a nawet Ivar, chłodny niczym zimowa stal, wciąż omija jej mury obronne w sposób, do którego dziewczyna nie chce się głośno przyznać. Podczas gdy Enid zmaga się z lojalnością, przeznaczeniem i przyciąganiem, o które wcale nie prosiła, musi zdecydować, czym tak naprawdę jest dom... i o kogo jest gotowa walczyć.

Rozdział 1

Enid wciągnęła głośno powietrze i wcisnęła się mocniej w bok skrzyni.
Ci wieśniacy, leżący na błotnistej ziemi przed kościołem, byli martwi, bez dwóch zdań. Nikt żywy nie zdołałby leżeć w tak nienaturalnej pozycji przez tak długi czas.
Dlaczego Enid w ogóle tam spojrzała?
Nie powinna była tego robić.
To, że spojrzała, było błędem.
Nie, prawdziwym błędem było pobiegnięcie do miasta, gdy tylko usłyszała bicie kościelnych dzwonów.
Wtedy drzwi kościoła otworzyły się z hukiem, a Enid znów spojrzała w tamtą stronę, mimo okropnego ścisku w żołądku.
Ze środka wyszedł mężczyzna. Był tak potężny, że musiał się schylić w progu. W jednej dłoni trzymał wielki złoty krzyż z ołtarza, a w drugiej ostre, czerwone od krwi ostrze.
Enid musiała powstrzymać szloch na widok krwi, która plamiła jego potworną twarz i brudziła ubranie. Wszelkie wcześniejsze myśli o ciepłym słońcu czy ramionach Cormaca odeszły w zapomnienie.
Cormac.
Enid popełniła błąd, wbiegając do miasta, ale Cormac na pewno zdoła go naprawić.
Musiała go tylko znaleźć, a on ocali ją przed tym olbrzymem z kościelnym krzyżem i wszelkimi innymi demonami, które z nim przybyły.
Zerknęła tam raz jeszcze i patrzyła, jak ta bestia znika w sąsiednim sklepie z uniesionym, gotowym do ciosu mieczem.
Dlaczego to robił? Dlaczego ich krzywdził i ilu ludzi zabije, zanim wreszcie się nasyci?
Enid nie mogła tego wiedzieć, ale była pewna, że nie chce stać się kolejną jasnoczerwoną plamą na jego twarzy. Uniosła więc spódnice i rzuciła się do ucieczki.
Takie czasy były próbą. Tak właśnie powtarzał im ksiądz w każdą niedzielę. Miały doświadczać ludzkie dusze i oddzielać prawdziwie wierzących od oszustów.
Kiedy Enid mijała każdy kolejny róg, jej umysł szeptał następną modlitwę. Gdy pędziła przez każdą niegdyś znajomą, a teraz splądrowaną alejkę, jej serce błagało o przebaczenie.
I wtedy go zobaczyła.
Cormac stał przed swoim warsztatem. Jego mięśnie napinały się z wysiłku, gdy wymachiwał swoim potężnym młotem, walcząc nie z jednym, ale z dwoma gigantycznymi wrogami.
Enid miała rację, że do niego przyszła.
Ochroni ją, ocali, a kiedy ten koszmarny dzień wreszcie dobiegnie końca, wiedziała, jakiej odpowiedzi udzieli mu jej ojciec.
„Cormac” – uśmiechnęła się mimo woli, pochylając się nisko, by znów unieść spódnice. Kiedy jednak rzuciła się do biegu, usłyszała głuche plaśnięcie skóry i upadła na ziemię z taką siłą, że nie zdążyła nawet poczuć pieczenia na twarzy.
Coś, co przypominało człowieka, spojrzało na nią z góry. Jego oczy miały nienaturalny odcień błękitu, były jasne i przypominały niebo.
Żaden mężczyzna, którego Enid kiedykolwiek widziała, nie miał takich oczu. Ten niemożliwy kolor przeplatał się z gryzącym chłodem zimy.
Splot warkoczy biegł przez środek jego głowy i opadał na jedno ramię, przewiązany na karku cienkim rzemieniem.
Jego wargi rozchyliły się w czymś, co pod gęstą brodą mogło być grymasem złości. Jednak Enid już na niego nie patrzyła, jej wzrok przykuł wielki topór, który trzymał w obu dłoniach.
Żaden mężczyzna, którego Enid znała, nie potrzebował takiego topora.
Topory służyły do rąbania drewna lub ścinania drzew.
Nie były przeznaczone do tego, co ten człowiek zamierzał jej zrobić.
Zanim przyszła do miasta, wyobrażała sobie ten dzień zupełnie inaczej.
Miały być obietnice.
Miało być ciepło.
Miała być jasna przyszłość z mężczyzną, którego mogłaby pokochać, ale teraz była tu tylko śmierć i diabeł, którego wysłano, by ją przyniósł.
„Cormac” – wyszeptała, zbyt przerażona, by otworzyć oczy. Wtedy poczuła, jak wielkie dłonie chwytają ją za talię, a szerokie ramię wbija się w jej brzuch, gdy została podniesiona i przerzucona przez plecy.
Przez chwilę zwisała z niego, oszołomiona, odczuwając niemal ulgę, że wciąż żyje. Potem jednak pomyślała o jedynym powodzie, dla którego niebezpieczny mężczyzna pozwoliłby kobiecie żyć, a jej krew zamarzła w żyłach.
„Cormac!” – krzyknęła, uderzając pięściami w plecy olbrzyma i kopiąc nogami. „Cormac, pomocy!”
„Enid?”
„Cormac, błagam!” – krzyczała.
Widziała go niedaleko. Wciąż wywijał młotem i próbował przedrzeć się w jej stronę, ale wróg miał przewagę liczebną, a mężczyzna, który ją niósł, był szybki i lekko trzymał się na nogach.
„Postaw mnie na ziemię” – rozkazała. „Postaw mnie w tej chwili!”
Ramię oplotło jej łydki, uniemożliwiając kopanie, a głęboki głos zadudnił w klatce piersiowej pod nią.
Enid nie zrozumiała z tego ani słowa, ale kiedy odezwał się inny głos, poczuła w kościach, że wszyscy będą się nią dzielić.
„Puszczaj mnie!” – uderzyła pięściami w jego twardą, skórzaną kamizelkę i zaniosła się krzykiem.
Usłyszała śmiech dobiegający z otaczającego ich chaosu, jasny i ciepły, a jednak mrożący ją do szpiku kości.
Olbrzym pod nią wydał z siebie w odpowiedzi krótkie chrząknięcie, po czym skręcił za róg i skierował się w stronę brzegu rzeki.
To właśnie tam Enid wzbiła się w powietrze, zaledwie na chwilę, po czym z hukiem upadła na twarde drewno, które zakołysało się pod nią, przyprawiając o mdłości.
Po raz pierwszy w życiu znalazła się na łodzi. Choć podłoga pokładu była płaska, Enid szybko odkryła, że nie jest tak stabilna jak stały ląd.
Ale wreszcie była wolna.
Bez wahania ruszyła w stronę zaokrąglonych burt wokół niej, zastawionych skrzyniami, kuframi i stosami ciasno zapakowanych worków.
Wszystko to były kradzione dobra.
Skradzione dobrym, chrześcijańskim ludziom. Jej ludziom.
Kiedy walki wreszcie dobiegną końca, Enid powie mężczyznom, gdzie znajduje się ta łódź. Wtedy mieszkańcy miasta będą mogli odzyskać cenne rzeczy, na które tak ciężko pracowali.
Tak należało postąpić i właśnie to by zrobiła, gdyby nie przechyliła się przez burtę i nie spojrzała prosto w parę lodowatych, błękitnych oczu.
Oboje zamarli. On z dłońmi tuż nad ogromnym toporem, który właśnie przypiął do pasa po wrzuceniu jej na pokład. Ona z tym mdłym uczuciem, które ogarnia człowieka, gdy wiatr zdmuchnie w nocy ostatni płomień pochodni.
Wpatrywał się w nią w milczeniu, nie mrugając. Wyglądał, jakby przestał być człowiekiem, a zmienił się w kamień.
„Muszę iść” – powiedziała nagle Enid.
Chwycił krawędź łodzi tuż obok niej i mimo gwałtownego kołysania, bez najmniejszego wysiłku podciągnął się do góry.
„Proszę”. Enid zrobiła kilka drżących kroków w tył, w stronę dziobu łodzi, kurczowo ściskając suknię. „Muszę iść. Nie mogę tu zostać”.
Powoli, niemal jak kot, jakby zbliżał się do dzikiego zwierzęcia i nie chciał go spłoszyć, wyprostował się do pełnego wzrostu. Enid zrozumiała, że nawet stając na palcach, miałaby szczęście, gdyby czubkiem głowy sięgnęła mu do ramienia.
Był nienaturalny.
Nie był człowiekiem.
Musiał być jakimś demonem, diabłem, jakimś odmieńcem, który przybył, by porwać ją do krainy nie z tego świata.
„Nie”. Enid podbiegła do burty i zaczęła się szarpać z dłonią, która chwyciła ją za ramię, powstrzymując przed wyskoczeniem za burtę. „Nie, zostaw mnie. Nie możesz, nie zrobię tego, muszę iść”.
Łódź przechyliła się niczym strome wzgórze, gdy Enid rzuciła się na drugą stronę. Kołysała się jeszcze długo po tym, jak dziewczyna chwyciła się drewnianej ściany, by utrzymać równowagę.
Stanął obok niej, całkowicie bezszelestnie, i patrzył na nią z góry. Czekał, rzucając jej nieme wyzwanie, by spróbowała skoczyć raz jeszcze.
Woda pędziła obok łodzi, niosąc tonące skrzynie i towary, które wpadły do rzeki w górze nurtu. Zmierzały w stronę głodnego ujścia rzeki, łączącej się z morzem dalej na wybrzeżu.
Enid nie umiała pływać, ale wiedziała, że nie może zostać na tej łodzi z nim. Chwyciła więc spódnice i wykonała swój ruch.
Ale nagle pojawiło się więcej dłoni, a świat zniknął za szorstkim materiałem.

Odkryj Galateę

W niewoli smoka 3Utracona partnerka lykana: FinałUniwersum Dyskrecji: LegendaSeria Łotr 1: Alfa łotrOdkrywając siebie 2: Odkupienie

Najnowsze publikacje

Luna de Verano Księga 1: Mate AlfyZwiązani krwią i przeznaczeniemNasza miłość jest jak rzucanie po omackuPrzygoda na jedną nocDobrzy, źli i upiorni

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 7

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 157

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 5

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 69

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 81

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 11

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15

Gotowe

by Marlena R

liczba książek: 20

Fajne

by soft_melon_300

liczba książek: 74

Fajne

by Aleksandra W

liczba książek: 33

MOJA

by Vajlet e63

liczba książek: 8

NIE przeczytane...

by Izabela28

liczba książek: 46