Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Wojownicy Torii Książka 3

Wojownicy Torii Książka 3

Autorzy
Natalie Le Roux
Lektury
15,7K
Rozdziały
30
Autorzy
Natalie Le Roux
Lektury
15,7K
Rozdziały
30
🚀Science Fiction🧶BDSM😱Suspens💪🏻Samce alfa💪🏻Obrońca🎭Dramatyczne👽Kosmici💪🏻Ochroniarze

W tętniącym życiem mieście Tortaria, Rose rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu, przeprowadzając się z Twierdzy do luksusowego apartamentu w Wieży Saros. Rozwijając swoją karierę i nawiązując skomplikowane relacje, odkrywa, że ​​pociąga ją enigmatyczny kapitan Tark. Ich więź pogłębia się na tle intryg, niebezpieczeństw i złowrogiego zagrożenia ze strony podziemnego świata miasta. Z miłością, lojalnością i odwagą, Rose i Tark muszą stawić czoła swoim najciemniejszym lękom, aby chronić siebie nawzajem i swoją przyszłość.

Prolog

Księga trzecia: Cierń Róży

Po tym jak Rose i jej siostry zostały uratowane z niszczycielskiego ataku na Ziemię, ich rodzina zaczyna zadomawiać się w nowym życiu na Torii. Rose przenosi się do własnego mieszkania w mieście Tortaria, aby rozpocząć karierę jako modelka, ale ukrywa mroczny, pełen pożądania sekret.
Chociaż czuje coś do przystojnego Tarka, który ją pilnuje, jest zbyt zawstydzona, by powiedzieć mu, czego potrzebuje. Zamiast tego udaje się na poszukiwania w mroczne zakątki miasta, by znaleźć dla siebie rozwiązanie.
Tyle że to, co tam znajdzie, zagraża nie tylko jej własnemu życiu, ale i bezpieczeństwu każdej kobiety w Tortarii…
Trzy miesiące temu
– Masz wszystko? – zapytała Lilly ze swojego miejsca na rogu łóżka, gdy Rose zamknęła wieko swojej metalowej skrzyni do przechowywania.
Siedziały w jej sypialni w Twierdzy, podczas gdy Rose się pakowała. Elfie, mała biała błystka Lilly, siedziała u jej stóp, cierpliwie czekając, gdy siostry rozmawiały.
Violet i Tulip były na dużej kanapie za nią. Spot i Pearl leżeli skuleni w kulki na pluszowym dywanie obok nich.
Mały bączek Rose, któremu nadała imię Click, siedział na jej poduszkach, obserwując ją szerokimi, bladoniebieskimi oczami.
Rose uśmiechnęła się, rozglądając się po pokoju. Mimo że kochała życie w Twierdzy i bliskość sióstr, nadszedł czas, by zaczęła radzić sobie sama.
Bor, mąż Lilly i król Torii, zapewniał czterem siostrom wszystko, czego tylko zapragnęły. Ale nie tak działała Rose. Musiała sama stworzyć swoją drogę w życiu, by czuć się spełnioną.
Cóż, to i...
Nie. Nie zamierzała o tym wspominać. Nie teraz. To było coś, z czego musiała zrezygnować w swoim dawnym życiu na Ziemi, a myślenie o tym sprawiłoby tylko, że tęskniłaby za tym jeszcze bardziej.
– Myślę, że tak – odparła, odpowiadając na pytanie Lilly. – Jeśli nie, zawsze mogę wrócić i coś wziąć. To nie jest tak, że opuszczam planetę. Po prostu będę w mieście; godzinę lotu stąd.
– Wiem, ale i tak będę za tobą tęsknić – powiedziała Lilly, wyciągając rękę, by ją chwycić.
Rose usiadła obok niej i pociągnęła swoją najstarszą siostrę w ciasny uścisk.
– Ja również będę tęsknić za wami wszystkimi. Ale muszę to zrobić, Lil. Wiesz, że muszę.
– Wiem. Nawet na Ziemi, byłaś pierwszą, która wyprowadziła się z domu mamy i taty. Zawsze byłaś taka niezależna.
Rose uśmiechnęła się. – Ja wciąż tu jestem, Lil. Dla was wszystkich. Jeśli mnie potrzebujesz, po prostu zadzwoń, a ja rzucę to, co robię i przyjdę.
– A jeśli chcecie odwiedzić mnie w mieście, jest tam więcej niż wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich.
– Mówiąc o przestrzeni – powiedziała Violet – czy zdecydowałaś, co zrobisz z panem Wysokim-Ponurym-i-Seksownym?
– Vi! – powiedziały Rose i Lilly unisono, ale Violet tylko uśmiechnęła się szerzej.
– Wiecie, że mam rację. Ten facet ma na ciebie zły wpływ, Rose.
– Co? – Rose poczuła, jak rumieniec wkrada się na jej policzki. – Nie, nie ma. On po prostu… jest Torianinem. Dobrym samcem z honorem i szacunkiem. Nie oznacza to, że chce się ze mną przespać.
– Ehe – wymamrotała Violet, uśmiechając się i podnosząc brew na siostrę.
– Nie, w porządku. On… nie może dać mi tego, czego potrzebuję.
– Och, a co to jest? – zapytała Tulip, wysuwając się do przodu i opuszczając pad, który trzymała w dłoni.
– Nic. Nieważne. – Rose wstała i zaczęła grzebać przy skrzyni na swoim łóżku.
– Rose? – spytała Lilly, również wstając. – Daj spokój, powiedz coś. O czym mówisz?
– Nic. Zapomnij, że coś powiedziałam.
– Nie ma mowy. Nie możesz po prostu powiedzieć czegoś takiego i nie powiedzieć nam całości.
Rose odwróciła się w stronę łazienki, besztając się za powiedzenie zbyt wiele. Przez całe dorosłe życie udało jej się utrzymać ten sekret przed siostrami, a teraz prawie go wypaplała.
Potrzebowała trzymać język za zębami, bardzo!
– Chodziło mi tylko o to, że... On...
– Lady Rose? – zawołał jakiś głos od drzwi. Wszyscy odwrócili się, by zobaczyć młodą dziewczynę, może w wieku kilkunastu lat, stojącą przy drzwiach.
Zostałam uratowana przez personel! – pomyślała Rose i uśmiechnęła się do dziewczyny.
– Czy to już czas, aby iść?
– Tak, moja pani. Kapitan Tark wysłał mnie po ciebie, bym pomogła ci z twoimi rzeczami.
– Świetnie – odparła Rose, może trochę zbyt radośnie. Szczerze mówiąc, ostatnią rzeczą, jaką chciała zrobić, była rozmowa z siostrami o swoich nietypowych potrzebach.
– To jeszcze nie koniec, Rose – powiedziała Violet, podchodząc do niej i mocno ją przytulając.
– Baw się dobrze podczas swojego pierwszego dnia obozu treningowego jutro, Vi. Chcę aktualizacji każdego dnia.
Violet zachichotała. – Jasne. I daj nam znać, jak wygląda życie w wielkim mieście.
– Będę. Kocham cię.
– Też cię kocham.
Violet wycofała się i zawołała Spota, gdy wychodziła z pokoju.
Tulip podeszła do niej jako następna, również wciągając ją w ciasny uścisk. – Będę za tobą tęsknić, siostro.
Rose uśmiechnęła się. – Masz ten wielki kawał człowieka, abyś była zajęta całe dnie.
Tulip zarumieniła się, ale przytaknęła. – Tak. Ale nadal będę za tobą tęsknić. Bądź bezpieczna, dobrze?
– Będę. Kocham cię, Tu.
– Też cię kocham, starsza siostro.
Ona również zawołała swoją błystkę i wyszła z pokoju.
Kiedy zostały tylko Rose i Lilly, Rose zwróciła się do starszej siostry.
– Zajmij się nimi, dobrze?
Lilly uśmiechnęła się, w jej oczach pojawił się błysk łez. – Wiesz, że tak zrobię. I ty też dbaj o siebie.
– Będę.
Lilly wyciągnęła rękę i wzięła obie jej dłonie w swoje. – Rose... nie wiem, co takiego ukrywasz przed nami i nie muszę wiedzieć. Nie, chyba że chcesz mi powiedzieć.
Patrząc na szerokie oczy Rose, Lilly kontynuowała: – Zauważyłam to jeszcze na Ziemi. Zawsze miałaś jakiś sekret, część siebie, którą ukrywałaś przed wszystkimi innymi.
– Cokolwiek to jest, wiedz, że jeśli kiedykolwiek będziesz chciała porozmawiać, jestem tu dla ciebie. Bez względu na wszystko nie będę oceniać, dobrze?
Rose uśmiechnęła się do niej. – Wiem, siostro. I jeśli będę potrzebowała z kimś porozmawiać, będziesz pierwszą, do której zadzwonię. Teraz chodź tu i przytul mnie.
Rose wciągnęła swoją ciężarną starszą siostrę w ramiona i trzymała przez kilka długich chwil. Chociaż bardzo jak cieszyła się na swoje nowe życie w mieście, tak strasznie będzie tęsknić za siostrami.
– Kocham cię, Rose – mamrotała Lilly do jej ucha. W głosie jej siostry było słabe drżenie, które wywołało łzy w oczach Rose.
– Ja też cię kocham. Wysyłaj mi aktualizacje o dziecku tak często, jak tylko możesz, dobrze?
Lilly wycofała się, smarkając. Przytaknęła i sięgnęła w górę, by otrzeć łzę.
– Lepiej już idź. Tark nie jest najbardziej cierpliwym samcem w okolicy.
Rose zaśmiała się. – Masz rację.
Z ostatnim uściskiem Rose aktywowała funkcję antygrawitacyjną na swojej skrzyni i popchnęła ją w kierunku młodej samicy wciąż czekającej spokojnie przy drzwiach.
– Chodź, Click. Czas na nas – zawołała przez ramię i obserwowała, jak jej błystka zeskakuje z łóżka i biegnie w jej stronę.
Z ostatnim machnięciem do Lilly Rose odwróciła się od pokoju, w którym mieszkała w Twierdzy i ruszyła w stronę lądowiska w ogrodach. Z każdym krokiem jej serce biło z podniecenia.
Znów budowała swoje własne życie. Po tym wszystkim, co się wydarzyło, po tym, jak straciła tak wiele, nadszedł czas, aby ponownie rozwinąć skrzydła.
Gdy wyszła przez duże drzwi, które prowadziły do tylnych ogrodów Twierdzy, zobaczyła Bora, Koroma, Keela i matkę Bora, Sarumę, którzy czekali na pożegnanie.
Tark stał przy drzwiach do promu, który Bor dał im do użytku, gdy mieszkała w mieście. Elegancki, srebrny statek o gładkich krawędziach.
Był znacznie mniejszy niż te, których używała Twierdza, przeznaczony dla nie więcej niż czterech pasażerów, ale Rose go uwielbiała. Przypominał jej drogi sportowy samochód z domu.
Tark nauczyłby ją, jak go używać, ale to był prezent wyjazdowy Rose od Bora i jego matki.
Z uściskami, życzeniami i kilkoma łzami Rose w końcu pożegnała się ze wszystkimi i podeszła do drzwi promu.
– Gotowa? – zapytał Tark, a jego przeszywające, złotożółte oczy skradły jej na chwilę oddech. Boże, był tak przystojny, że czasem trudno było na niego patrzeć.
Z gęstymi, krótkimi, czarnymi włosami, złotymi oczami, kwadratową, wyrzeźbioną szczęką i zabójczym ciałem, był więcej niż jakakolwiek kobieta mogłaby prosić.
Miał też ostre jak brzytwa kły i te cienkie grzbiety na czubku nosa, które w jakiś sposób sprawiały, że wyglądał jeszcze bardziej seksownie.
– Gotowa – odparła Rose, starając się nie mówić za dużo.
Jedną z rzeczy, których nauczyła się o Torianach już dawno temu, było to, że mają niesamowity zmysł węchu. Podniecanie się w małej, zamkniętej przestrzeni nie było dobrym pomysłem.
Tark miał jednak w sobie coś więcej. Coś, czego nie widziała u innych. Mrok, który nawiedzał jego oczy.
Ale zanim mogła się nad tym wystarczająco zastanowić, Tark odsunął się i wyciągnął rękę, by pomóc jej wejść po schodach prowadzących do jej nowego promu. Trzymała jego dużą, ciepłą dłoń i to było tak dobre uczucie.
Za każdym razem, gdy Tark ją trzymał lub zbliżał się do niej, czuła, że przez jej ciało przebiega elektryczny dreszcz. To samo uczucie, które czuła na Ziemi, kiedy dostawała to, czego potrzebowała.
Nie myśl o tym, Rose. Tylko pogorszysz swoje pragnienie. Tark nigdy nie zrobiłby z tobą czegoś takiego. Jest zdecydowanie zbyt honorowy.
Z ostatnim machnięciem do wszystkich na zewnątrz Tark zamknął drzwi do promu i uniósł się gładko. Obrócił ich w prawo, kierując statek na północ, i wystrzelił do przodu.
W oddali Rose widziała strzeliste iglice megamiasta połyskujące w popołudniowym słońcu.
Dotarcie do niego zajęło tylko godzinę.
W mgnieniu oka Rose zobaczyła setki małych, srebrnych promów, które mknęły wokół niej pasami, które widzieli tylko kierowcy.
Wysokie wieże sięgały prawie do chmur, oddzielone od siebie mniejszymi budynkami.
Na ziemi, daleko, daleko poniżej, Rose widziała małe punkciki ludzi poruszających się w tę i z powrotem, zajmujących się swoimi sprawami.
Tark skierował statek w stronę Saros Tower, najwyższego budynku w mieście Tortaria.
Nazwana na cześć ojca Bora, poprzedniego króla Torii, była imponującą konstrukcją. Był to masywny, przypominający iglicę budynek o grubej podstawie, która zwężała się ku górze.
Wykonany był z błyszczącego metalu koloru czarnej perły, z ogromnymi, przyciemnianymi oknami.
Lecieli coraz wyżej, aż w końcu Tark pchnął mały wahadłowiec w stronę szerokiego wejścia trzy piętra od szczytu. Gdy się zbliżyli, Rose zauważyła nikły blask wokół budynku.
– Co to jest?
– Tarcza atmosferyczna. Na tej wysokości robi się wietrznie i zimno. Jest tu również mniej tlenu. Tarcza atmosferyczna zapobiega wiatrom o sile galeonu i cienkiemu, lodowatemu powietrzu, które mogłoby cię zabić.
– Racja – mruknęła Rose, podziwiając ogromną strukturę.
Tark wylądował wewnątrz budynku w czymś, co przypominało kryty parking. W tej ogromnej, otwartej przestrzeni nie było nic poza czarną podłogą, metalowymi ścianami i otwartymi drzwiami do lądowiska.
Gdy prom osiadł, Tark nacisnął kilka przycisków i wielkie drzwi, przez które właśnie przelecieli, zamknęły się z delikatnym szumem.
Tark pomógł jej zejść z promu, sprawiając, że poczuła mrowienie i potrzebę jego dotyku.
Nie pozwalając sobie na skupienie się na tym, czego nie dostanie na tej planecie, Rose podążyła za nim w kierunku drzwi po prawej stronie ogromnej przestrzeni.
Przyciskając rękę do panelu kontrolnego z boku, Tark powiedział: – Twoja ręka powinna być zakodowana w mieszkaniu.
– Lady Lilly zaopatrzyła go w pełni w żywność i inne zapasy, które myślała, że możesz chcieć. Zazwyczaj jest zespół sześciu osób, który pracuje w tym mieszkaniu, ale to zostało zmniejszone do dwóch.
– Dwóch? Dlaczego?
– Nie potrzebujesz aż tylu pracowników.
Rose podniosła brew. – Nie potrzebuję?
Odwrócił się do niej, gdy drzwi otworzyły się za nim bezgłośnie. Jego żółte oczy świeciły w słabym świetle parkingu, sprawiając, że Rose przełknęła.
– Nie, nie potrzebujesz.
– Dlaczego? – zapytała, nienawidząc tego, że jej głos brzmiał tak słabo.
– Bo masz mnie.
Z tymi słowami wszedł do mieszkania i zniknął z pola widzenia. Rose poświęciła sekundę na zebranie myśli. Był taki władczy, taki... Nie miała na to słów. To było obłędne.
Dlaczego, do cholery, tak bardzo kręciły ją jego macho-samiec alfa-dominujące skłonności?
Nie chcąc się w to zagłębiać, Rose wzruszyła ramionami i weszła za nim do swojego nowego domu.
Mieszkanie było niesamowite. W momencie gdy wjechała z parkingu, przywitała ją ogromna, wysoka przestrzeń z wysokim sufitem.
Światło wlewało się przez okna od podłogi do sufitu wzdłuż jednej strony. Na środku przestrzeni ustawione były pluszowe, białe sofy i krzesła.
Podłoga była z ciemnego, solidnego drewna, przez które biegły cienkie smugi złota.
W tylnej części pomieszczenia Rose zobaczyła imponująco wyglądającą kuchnię, wyposażoną w różnego rodzaju urządzenia, których nigdy wcześniej nie widziała.
Przed oknami stał ogromny, wykonany z litego kamienia, dwunastoosobowy stół jadalny, nad którym wisiały trzy masywne, mieniące się żyrandole.
Po jej lewej stronie, obok dwojga zamkniętych drzwi, znajdowały się szerokie, majestatyczne schody prowadzące na drugie i trzecie piętro.
Następną rzeczą, która przykuła jej uwagę, był widok. Będąc tak wysoko, pomyślałaby, że jedyne, co zobaczy, to chmury.
Ale za ogromnymi oknami leżało rozległe megamiasto. Wahadłowce przelatywały bezgłośnie w każdym kierunku.
Masywne, świecące holograficzne billboardy reklamowały różne produkty i usługi, podczas gdy wielkie, czteroskrzydłe ptaki latały leniwie obok.
– To jest niesamowite – szepnęła Rose, nie mogąc powstrzymać myśli od wędrówki w kierunku tego, czy kiedykolwiek zobaczy siebie na jednym z tych znaków na zewnątrz.
Jej pierwsza sesja zdjęciowa była jutro rano, a jej agent już powiedział, że ma firmę wytwarzającą produkty do włosów, która chce twarz Rose jako swoją markę.
– Jest za duży, jeśli chcesz znać moją opinię – mruknął Tark.
Rose przewróciła oczami. – Czy ty kiedykolwiek patrzysz na jasne strony rzeczy?
Przypiął ją tym wąskookim spojrzeniem, które sprawiło, że jej wnętrzności toczyły się, a jej cipka płonęła do życia.
– A jaka byłaby jasna strona mieszkania w domu, który jest zdecydowanie za duży dla dwóch osób?
– Cóż, ten widok, na przykład. Spójrz na to, to jest niesamowite! – Gestykulowała ramieniem, aby objąć strzeliste okna i scenę poza nimi.
– Mógłbym pokazać ci ten sam widok z promu.
– Tak, ale wahadłowiec nie ma basenu na dachu, prawda? – uśmiechnęła się, unosząc brwi. Bor opowiedział jej o kilku tutejszych udogodnieniach i musiała przyznać, że naprawdę jej się to podobało.
Tark zmarszczył brwi, ale najmniejsza nutka uśmiechu ściągnęła się w kącikach jego ust. – Nie, chyba nie. Czy lubisz pływać?
– Uwielbiam. Zawsze kochałam wodę.
– Ja również. Keel i ja dorastaliśmy bardzo blisko jeziora. W lecie pływaliśmy prawie codziennie.
Rose zdała sobie sprawę, że to był pierwszy raz, kiedy powiedział jej cokolwiek o swoim życiu osobistym. Stwierdziła, że jest zaintrygowana i chce usłyszeć więcej.
– To brzmi niesamowicie. Musieliście być szczęśliwymi dziećmi.
– Tak, byliśmy. Nasza matka wychowywała nas przez większość czasu.
– Gdzie był twój ojciec? – Miała nadzieję, że to nie było zbyt osobiste. Lubiła słuchać, jak mówił o swoim życiu. Lubiła sposób, w jaki jego głęboki, męski głos odbijał się echem w przestrzeni, wysyłając dreszcz w dół jej kręgosłupa.
– Był kapitanem na pokładzie statku handlowego. Nie było go przez długie okresy.
– Musiałeś za nim tęsknić. Często wracał?
– Zawsze po każdej misji brał miesiąc wolnego, by spędzić go z rodziną.
– Brzmi jak wspaniały mężczyzna.
– Taki był. – Tark chrząknął, zmarszczył brwi i odsunął się. – Twoje pokoje są na najwyższym piętrze. Ja będę na dole, blisko wszystkich wejść do mieszkania.
– Personel przybędzie rano, aby posprzątać i będzie pracował tylko co drugi dzień. Jeśli będziesz potrzebowała gdziekolwiek pójść, daj mi znać, a ja cię zabiorę.
– Wieczorami, po kolacji, nauczę cię, jak latać wahadłowcem i jak działa sprzęt w apartamencie. Ale jeśli chcesz się o czymś dowiedzieć, zanim do tego dojdziemy, po prostu pytaj.
– Racja. Cóż, jutro rano mam pierwszą sesję zdjęciową. Moja agentka, Arusa, powiedziała, że przyjedzie po mnie tutaj i zabierze mnie na miejsce.
– Nie. Jeśli musisz gdzieś podróżować, to ja cię zabiorę lub pójdę z tobą. Dopóki nie zapoznasz się z miastem i sposobem życia, będę u twego boku.
Rose wyszczerzyła się na to. Skrzyżowała ramiona i zagapiła się na niego. – Więc czym jesteś, strażnikiem więziennym czy opiekunką?
Tark poruszał się tak szybko, że Rose ledwo go widziała. Podszedł bliżej, jego twarz znajdowała się zaledwie centymetry od jej twarzy. Ten ruch sprawił, że zrobiła krok w tył, tylko po to, by jej plecy uderzyły w ścianę.
Tark zamknął dystans między nimi, opierając dłonie o ścianę po obu stronach jej twarzy. Pochylił się nieco, by spojrzeć jej w oczy. Ten sam zimny, groźny blask w jego żółtych oczach.
– Ochroniarzem, Rose. Otrzymałem rozkaz, by zapewnić ci bezpieczeństwo. Zamierzam to właśnie zrobić.
Rose przełknęła ślinę. Jej emocje były wszędzie. Trochę się go bała, ale jednocześnie podniecał ją jego pokaz dominacji.
Tark musiał zobaczyć coś w jej oczach, bo jego wyraz twarzy złagodniał, a i ton stał się łagodny.
Pochylił się nieco bliżej. – Muszę zapewnić ci bezpieczeństwo, Rose. Nie masz pojęcia, jak niebezpieczne może być to miasto. Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz miała do czynienia z niższym życiem Tortarii, ale ono istnieje.
Przełknęła ślinę; jego ciepły oddech wysłał iskry w dół jej kręgosłupa. – Rozumiem – wyszeptała, instynktownie spuszczając oczy.
Po napiętej sekundzie Tark odsunął się, przeklinając w języku Torian, zanim pomaszerował w kierunku jednych z drzwi obok schodów i zniknął w tym, co teraz wiedziała, że było sypialnią.
– Jasna cholera – wymamrotała do siebie. Całe jej ciało czuło się zwinięte tak mocno, że była gotowa się zamknąć w sobie.
Musiała znaleźć sposób na rozładowanie napięcia, które narastało w niej od momentu, gdy wsiadła do promu z Tarkiem.
Prawie to powiedziała. Prawie nazwała go...
Nie! Przestań tak myśleć, Rose. On nie lubi tego typu rzeczy. Żaden z mężczyzn na tej planecie nie lubi. Zapomnij o tym i ruszaj dalej.
Pochyliwszy się, by delikatnie poklepać Clicka po głowie, Rose ruszyła w górę po wystawnych schodach, by znaleźć swoją sypialnię.

Odkryj Galateę

Cena wolnościSaga Windsor/Capulato Tom 1: Nie wiedzieliśmySamotnicy Księga 5Seria Miłość i Obsesja, Tom 1: Jej Pan HardmanPięć rund

Najnowsze publikacje

Nie ma czegoś takiegoTo, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawsze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Do zakonczenia

by Agnieszka

liczba książek: 56

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68

Chętnie wrócę

by Panna Anna

liczba książek: 53

Hot

by goshka

liczba książek: 135

Love after 30? It’s just getting started❤️‍🔥

by Galatea Sophie

liczba książek: 29

Books 3

by nimble_peach_114

liczba książek: 6

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 8

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 80

Czytam

by Iwonna

liczba książek: 10

Bestsellery

by Agnieszka

liczba książek: 15