Galatea Logo
ListyPomoc
Wilkołaki i zmiennokształtni
Mafia
Romans z miliarderem
Romans z dręczycielem
Powolnie rozwijający się romans
Od wrogów do kochanków
Romans paranormalny
Przeznaczeni sobie partnerzy
Historie sportowe
Powieści dziejące się na uniwersytecie
Historie o drugiej szansie
Zobacz wszystkie kategorie
Ocena 4,6 w App Store
Warunki korzystania z usługiPrywatnośćImprint
Galatea on FacebookGalatea on InstagramGalatea on TikTok
Cover image for Zakazany owoc Tom 3

Zakazany owoc Tom 3

Autorzy
Kelly Lord
Lektury
17,7K
Rozdziały
30
Autorzy
Kelly Lord
Lektury
17,7K
Rozdziały
30
🎄Święta🐺Wilkołaki i zmiennokształtni💘Przeznaczeni partnerzy😂Komedia👩‍❤️‍👨Prawdziwy partner💪🏻Obrońca🧙‍♂️Paranormalne i fantasy👩🏻‍🍼Matki👯Bliźniaki🐺Paranormaline

W zaśnieżonym miasteczku Bear Creek zmiennokształtni wiodą ukryte życie, wtapiając się w tłum ludzi. Sam i Helen, para zmiennokształtnych niedźwiedzi, wkrótce powitają swoje bliźnięta w tym tajemniczym świecie. Jednak mierząc się z radościami i wyzwaniami rodzicielstwa, stają w obliczu zagrożeń ze strony myśliwych i tajemniczej postaci przypominającej Krampusa. Z pomocą przyjaciół i sojuszników muszą chronić swoją rodzinę i społeczność przed narastającymi niebezpieczeństwami. Czy odkryją prawdę kryjącą się za tymi zagrożeniami, zanim będzie za późno?

Niedźwiadki! 🌶️🌶️🌶️

SAM

Co za...
Ciasny…
Włochaty…
Tyłek…
Ślinię się na widok seksownej jak cholera niedźwiedzicy wynurzającej się z wody z pstrągiem potokowym mocno zaciśniętym w pysku.
Bogini seksu o karmelowym futrze odchyla głowę do tyłu, a ryba wije się między jej ostrymi jak brzytwa kłami. Potem szybko ją przełyka.
Boże wszechmogący!
To był piękny dzień nad Forest Lake. Niebo zrobiły chmury jak wata cukrowa. Las prowadzący do Bear Creek tętnił życiem.
A woda była pełna pstrągów potokowych!
Dziesiątki z nich – może nawet setki – pływały wokół nas, błagając, by stać się moją kolacją.
Ale ja wpatrywałem się tylko w tą niesamowitą niedźwiedzicę. Szczególnie w szczelinę między jej futrzanymi udami.
Bardzo chciałem ją wypełnić.
Niedźwiedzica przerwała łowienie ryb i spojrzała na mnie. Powąchała czujnie powietrze, chrząknęła, a następnie ruszyła przez płytką wodę w moim kierunku.
Przemieniła się zaraz przede mną, kości skręcały się i pękały. Futro zniknęło, zmieniając się w delikatną skórę.
Na mieliźnie przede mną stoi najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widziały moje niedźwiedzie oczy.
Jej piękne blond włosy, które poruszają się na delikatnym wietrze. Krągłości we wszystkich właściwych miejscach. Stoi teraz przede mną cała naga, jak w dniu narodzin.
Helen.
Moja żona.
Moja partnerka!
Zmieniam się z powrotem w człowieka i jestem twardy jak młot Thora w mniej niż dwie sekundy.
– Pragnę cię – mówi Helen, wypinając do mnie swoje pełne usta. – Pieprz mnie.
Mój kutas poruszył się w odpowiedzi.
Zmniejszyłem dystans między Helen a mną, przyciągając jej seksowne ciało do siebie, wodząc dłońmi po jej szczęce, przez jej splątane włosy i w dół kręgosłupa. Ściskam jej tyłek, zbliżając swoje usta do jej.
Helen pocałowała mnie tak, jakby miał być to nasz ostatni pocałunek.
– No dalej, pieprz mnie, kochanie – szepcze Helen do mojego ucha. Sięga do mojego pulsującego kutasa i zaczyna go powoli głaskać.
– Och, Boże, Helen… – Zakopuję swoją twarz między jej cyckami, ściskając je delikatnie. Przejeżdżam kciukami po jej twardych sutkach, obserwując, jak się dla mnie marszczą.
Zaciskam dłonie na jej talii i obracam ją tak, że jej tyłek jest mocno przyciśnięty do mojego bojownika. Krzyczy z zaskoczenia i rozkoszy, ocierając się o mnie.
Gęsia skórka pokrywa jej zimną skórę, ale jej pyszne fałdki są gorące!
Nie mogę się powstrzymać.
Ssę znak godowy na jej szyi, wbijając się w jej gorące, wilgotne wnętrze, czując jak jej ściany rozciągają się wokół mnie.
Cholera, to takie cudowne uczucie!
Helen jęknęła, chwytając na oślep za mój tyłek, sprawiając, że wbiłem się w nią jeszcze głębiej.
PLUŚNIĘCIE!
Pstrąg potokowy wyskoczył z wody tuż obok nas. Potem kolejny.
Zignorowałem rybę, kołysząc biodrami do przodu i do tyłu, budując rytm, wbijając się z całych sił w moją żonę.
Nie mogę się już kontrolować, szaleńczo na nią napieram. Lokalizuję kciukiem łechtaczkę Helen, drażniąc ją, czując, jak pęcznieje od mojego dotyku.
– Sam! – jęczy Helen, gdy coś uderzyło mnie mocno w twarz.
Pstrąg potokowy!
Odpycham go, zwiększając jeszcze bardziej tempo.
– Sam, obudź się! – jęczy, podskakując tyłkiem na moim kutasie, gdy kolejna ryba przelatuje obok nas.
I nagle, wszystkie na raz, były wszędzie: tuziny pstrągów wylatujących z wody dookoła, wpadających na nas.
Co do cholery?
– SAAAAAAAM! – krzyczy Helen z rozkoszy, akurat w momencie, gdy największy pstrąg, jakiego kiedykolwiek widziałem, wyskoczył z wody i rzucił się prosto na moją twarz.
KLAPS!
***
Jezu, to bolało!
Mrugam kilka razy oczami, czując pulsowanie kości policzkowych. Kiedy mój wzrok się wyostrzył, zobaczyłem Luke'a unoszącego się nade mną, z ręką w powietrzu, by zadać kolejny cios.
– Jezu! Co ty do cholery robisz? – Złapałem jego nadgarstek.
– Zemdlałeś. – Luke cofa się do tyłu, dając mi trochę miejsca na swobodny oddech. Siadam, pocierając błagalnie policzek.
Zemdlałem? Nie pamiętam, żebym zemdlał...
Rozglądam się po moim nowym domu. Znajdujemy się na środku foyer. Wydaje mi się, że słyszę podniesione głosy gdzieś z kuchni.
– Emma i ja znaleźliśmy cię nieprzytomnego, kiedy wróciliśmy z Buckhorn. A Helen…
– HELEN! – Moje oczy praktycznie wyskoczyły z orbit, gdy uderzyła mnie rzeczywistość.
Helen odeszły wody. Krzyczała na mnie, żebym zadzwonił po lekarza. Byłem tak przerażony, tak przytłoczony...
Chrzanić to! Ona mnie teraz potrzebuje!
Podnoszę się szybko na nogi, trochę oszołomiony od zbyt szybkiego wstawania. Ale nie obchodzi mnie to.
Wbiegam do kuchni naładowany adrenaliną, a Luke podąża za mną.
– JAK TO, KURWA, ZNIKNĄŁ? – Emma wrzeszczała do swojego telefonu, podczas gdy moja biedna Helen krążyła przy stole, trzymając się za brzuch, jakby zaraz miał eksplodować.
Ma zamknięte oczy, a jej twarz jest praktycznie purpurowa, gdy bierze głębokie oddechy.
– Emma! – krzyczy Helen. – Jesteś pijana. Daj mi telefon.
– Helen! Kochanie! – krzyczę, pędząc w jej kierunku, podczas gdy Emma dalej wykrzykuje coś przez telefon.
– Och, Sam – mówi Helen między oddechami. – Dzięki Bogu.
– Czy wszystko w porządku? Czy skurcze się już zaczęły? Czy ty…
Helen ścisnęła moją rękę. – Wszystko w porządku. Po prostu staram się nie zwariować, bo...
– CO TO ZA GÓWNO! – krzyczy Emma. – Dlaczego lew górski miałby wyjeżdżać z miasta, skoro wie, że jej termin jest w tym tygodniu? NIE, NIE BĘDĘ CICHO!
Zrobiła minę, mrucząc pod nosem: – Boże, dlaczego Brittany MUSI akurat teraz pieprzyć się z tym aligatorem ostatni raz, zanim wyjedzie na południe na zimę. Ona namówiłaby tych ludzi, żeby coś zrobili!
– Nie możemy skontaktować się z doktorem – wyjaśnia Helen. – Biuro powiedziało, że wybrał się na jakąś cholerną wycieczkę pieszą i nie wrócił. Nikt nie wie, gdzie on jest!
Zgięła się wpół, głośno wypuszczając powietrze.
Luke podszedł do nas ze szklanką wody w drżącej dłoni. – Helen, potrzebujesz jeszcze trochę wody?
Po raz pierwszy zauważyłem, jak przekrwione są jego oczy.
Helen obdarzyła go nikłym uśmiechem. – Dziękuję.
Luke postawił szklankę na stole obok niej, obok czterech innych kubków, które również były pełne.
Przynajmniej ten zakręcony idiota próbuje pomóc.
– W porządku, wyślą drugiego lekarza – powiedziała nagle Emma, odkładając swój telefon. – Dr Thorne, ktokolwiek to jest.
– Ale-kurwa-luja – jęknęła Helen. Zacisnęła powieki. – CHOLERA! Skurcze znowu się zaczynają! Za ile będzie tu lekarz? Potrzebuję cholernego znieczulenia!
– Jestem pewien, że doktor Thorne będzie tu lada chwila, kochanie – mówię, próbując zamaskować panikę w moim głosie. – W międzyczasie zabierzmy cię w wygodne miejsce.
– Tak... nie byłbym tego taki pewien – mówi nagle Luke. Stoi przed przesuwanymi szklanymi drzwiami, wpatrując się w podwórko. – Tam naprawdę pada – drogi były już upierdliwe, kiedy jechaliśmy z powrotem.
Helen i ja podążyliśmy za jego spojrzeniem na zewnątrz.
Cholera!
W nocy tak padał śnieg, że ledwo widziałem tylny ganek.
Pierwsza burza śnieżna w tym roku.
Wiem równie dobrze jak każdy inny, jak bardzo śnieg paraliżuje nasze małe miasteczko każdego roku. W taką pogodę nikt nigdzie się nie wybiera.
Co oznacza...
Helen i ja spojrzeliśmy na siebie. Nagle znów zrobiło mi się słabo.
Zostałem tylko ja, moja ciężarna żona i nasi najlepsi przyjaciele.
Ktoś będzie musiał przyjąć poród, a ja dokładnie wiem, kto to będzie.
O Boże...

HELEN

– Hee-hee-hoo-dwa-trzy-cztery! – krzyczy Sam. Siedzi obok mnie na łóżku, trzymając moją rękę tak mocno, że straciłam w niej czucie. – Dasz radę, kochanie! Kontynuuj!
– Hee-hee...
Au au au au!
Skurwysyn! Gówno! Inne przekleństwa, których nie potrafię wymyślić!
Nigdy wcześniej nie czułam takiego bólu.
Jakimś zrządzeniem losu Sam i Luke zdołali wnieść mnie po schodach do głównej sypialni.
Mam tylko nadzieję, że obraz mojej waginy jak z horroru nie będzie pojawiał się w mózgu Sama za każdym razem, gdy będziemy wchodzić do tego łóżka w przyszłości...
To znaczy, jeśli w ogóle przeżyję!
Boże, płonę! Jak to możliwe, że wszystkie okna są już otwarte?
Jezu, Emmo, ile czasu zajmuje przyniesienie lodu?
– Dobrze, kochanie, ehm… – Sam puścił moją rękę i sięgnął po książkę dla przyszłych rodziców leżącą na szafce nocnej.
Och, na słodką litość.
Szybko cofam rękę, zanim będzie miał szansę ponownie wycisnąć z niej życie.
Sam wściekle przerzuca wytarte strony książki, powodując, że kilka z nich wypada. – Oddychaj z żołądka.
Oddychaj z żołądka?!
– Mhm – mamroczę między wydechami, zgrzytając zębami.
– Po prostu, um, oddychaj przez ból. – Sam kontynuował drapanie się po głowie. Wyglądał na absolutnie przerażonego. – Jeden dwa...
– O mój Boże, to jest beznadziejne! – krzyczę, przerywając mu. – Umrę!
Sam po prostu siedział, oniemiały, z książką drżącą w jego rękach. Wygląda gorzej, niż ja się czuję.
HUK!
Oboje podskoczyliśmy, gdy coś ogromnego wleciało przez otwarte okno, przeleciało przez pokój i wylądowało na krawędzi łóżka.
Co.
Jest.
Kurwa?
Sowa rogata wpatruje się we mnie swoimi masywnymi, żółtymi oczami. W jej szponach znajduje się brązowa skórzana saszetka z maleńkim czerwonym krzyżem na rączce.
Torba medyczna!
Sowa przekręciła głowę na bok, a potem zaczęły jej wyrastać kończyny.
Sam i ja patrzyliśmy w totalnym szoku, jak sowa zmienia się w starszą od nas o kilka lat kobietę o brązowych włosach i okrągłych oczach.
Naga pani natychmiast stanęła na nogi, zgarnęła włosy do tyłu w ciasny kok i sięgnęła do torby po biały fartuch lekarski.
Założyła go, choć nie pozostawiał wiele dla wyobraźni.
– Nie umrzesz, Helen – powiedziała zmiennokształtna sowa – Doktor Thorne, zgodnie z nazwiskiem wyszytym na fartuchu. – Co ile masz skurcze?
Konkretna babka. Idę w to.
– Hm, w odstępie około dwóch minut od siebie – odpowiedział Sam. – Trwają około minuty.
Doktor przytaknęła. Wyciągnęła jakiś przyrząd pomiarowy i zabrała się do pracy, badając mój ogródek – ale zdecydowanie nie w zabawny sposób. Włożyła przyrząd do mojego kanału rodnego.
– W porządku, Helen, wygląda na to, że jesteś prawie gotowa do parcia. Czy jesteś gotowa na spotkanie ze swoimi dziećmi?
O cholera, to się naprawdę dzieje!
Przytaknęłam przez przeszywający mnie ból, bardziej zdeterminowana niż kiedykolwiek wcześniej.
Doktor Thorne uśmiechnęła się. – W porządku, zaczynamy. Głęboki wdech...
– Hee-hee-HUUUUUUUUUU…
***
Są takie małe – pomyślałam, zerkając w dół na najdrobniejsze, najdoskonalsze twarze, jakie kiedykolwiek widziałam. Leżę w łóżku, otulona ramionami Sama. Przytulam moje śpiące młode do swojej piersi.
Nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego.
Część mnie i część Sama.
Chłopiec i dziewczynka.
Caleb i Ashlynn.
Mama zawsze opowiadała mi o chwili, gdy po raz pierwszy widzi się swoje dziecko. O tym, jak natychmiast się do niego przywiązujesz. Jak kochasz je bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej było to możliwe.
Wciąż nie jestem na to przygotowana.
Wpatruję się zafascynowana w maleńką, łysą główkę Caleba i szokująco gęste włosy Ashlynn – ciemne, jak u jej ojca – nie mogę pojąć, co czuję.
Poruszyłabym cały świat dla moich młodych.
Caleb poruszył się, otwierając swoje małe, niebieskie oczy, by na mnie spojrzeć. Jego mały palec zakręcił się wokół mojego. Uśmiechnął się.
– Sam, spójrz… – Szturcham go, kiedy wpatrywał się w śpiącą Ashlynn, jakby była obcym gatunkiem.
– Jest doskonały, kochanie – mruknął Sam. Pocałował mnie delikatnie w czubek głowy.
– Czy chcesz go potrzymać? – pytam.
– Hmm...tak, jasne.
Odsuwam palec Caleba od mojego i delikatnie podaję go Samowi.
Sam na początku niepewnie go trzyma, po czym w końcu przytula go do swojej piersi. – On jest taki mały...
Rozlega się lekkie pukanie do drzwi i do środka wchodzi doktor Thorne. – Będę się już zbierać...czy potrzebujecie czegoś ode mnie zanim pójdę?
– Nie, dziękuję, pani doktor – odpowiadam. – Uratowała nas pani.
Uśmiechnęła się. – Zawsze chętnie pomagam. Zostawiłam mój numer telefonu na blacie w kuchni, w razie gdybyście czegoś potrzebowali. Chociaż doktor Catamount powinien się niedługo z wami kontaktować...
– Dziękuję. Naprawdę – odpowiedział Sam.
Doktor Thorne mruga do nas jednym okiem. – Aha, i przekaż swojej przyjaciółce Brittany, że ją pozdrawiam.
Zamyka za sobą delikatnie drzwi.
Wybucham śmiechem. Ty chyba żartujesz...
– Jestem z ciebie taki dumny, Helen – mówi nagle Sam, wpatrując się w Caleba. – Byłaś taka dzielna.
– Pomagałeś. – Rozpromieniłam się.
– Poza omdleniami i gównianymi radami z książek… – chichotał.
– Nic bym nie zmieniła. – Całuję czubek jego nosa.
I... to była prawda.
Nie ma na świecie nic, co mogłoby stłumić miłość i wdzięczność, którą czuję. Albo podekscytowanie związane z poznaniem naszych młodych.
Zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia – mój absolutnie ulubiony czas w roku!
I bycie tu, w Bear Creek, otoczona przez moją małą rodzinę, w głębi duszy wiem, że ten rok będzie wyjątkowy... o ile nikt inny nie będzie próbował nas zabić.
Czas na pieprzone kolędy!
To będą najlepsze święta!

Odkryj Galateę

Jesteśmy niedźwiedziamiCo się stało z Erin?Saga KoronyDyskrecjaW gorącu

Najnowsze publikacje

Nie ma czegoś takiegoTo, co pozostaje: Historia Johna BakeraRóża diabła 2: Miłość w kajdanachNiezłomni i żarliwiZałamani 3: Złamani na zawsze

Listy książek

Wyświetl wszystko

Sięgnij do kolekcji romansów przygotowanych przez naszych czytelników

Do zakonczenia

by Agnieszka

liczba książek: 56

Magdalena

by Sloneczko97

liczba książek: 68

Brak zakończenia

by Hinatka118

liczba książek: 80

Przeczytane bez kontynuacji

by Jo ann

liczba książek: 174

Hot

by goshka

liczba książek: 135

Love after 30? It’s just getting started❤️‍🔥

by Galatea Sophie

liczba książek: 29

Books 3

by nimble_peach_114

liczba książek: 6

Ksiązki które czytam

by Magdalena gajewska

liczba książek: 359

Vivienne Wren

by goshka

liczba książek: 8

Najlepsze

by IwonaT

liczba książek: 62

Zakończona

by Hinatka118

liczba książek: 155

Jen Cooper

by goshka

liczba książek: 11

Annie Wipple UpP

by Izabela28

liczba książek: 4

Evelyn Miller

by goshka

liczba książek: 6

Całe

by Aassiiaa

liczba książek: 68