
Czarna Luna
Autorzy
Lektury
1,3M
Rozdziały
22
Rozdział 1
ARYA
Osiemset lat minęło od czasu, gdy żyli ostatni prawdziwi przeznaczeni partnerzy.
Osiemset lat minęło, odkąd jakikolwiek zmiennokształtny poczuł silną potrzebę bycia z przeznaczonym mu partnerem.
Zmiennokształtni zmienili się i wyewoluowali. W końcu, po dziesięcioleciach aranżowania przez watahy nieprzeznaczonych sobie par, by zapewnić władzę określonym rodzinom, niezwykłe przyciąganie między partnerami zniknęło całkowicie.
Teraz zmiennokształtnym pozostał tylko jeden wybór: wybierani partnerzy.
Partner nie był kimś, kogo mogłeś po prostu znaleźć i do kogo od razu czułeś bliskość. Był to ktoś wybrany dla ciebie przez wilki z czterech głównych watah, które kombinowały i układały się, by tworzyć sojusze.
One z kolei odpowiadały tylko przed Królami Alfa — Golden Kingiem na południu i Black Kingiem w północnych Black Mountains.
Wilczyca, która połączyłaby się z jednym z tych królów, zostałaby obdarzona ostateczną władzą. A dla tego pokolenia zmiennokształtnych tylko władza miała znaczenie.
***
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, Arya spojrzała w niebo, obserwując, jak światło znika, a w ciemności pojawiają się gwiazdy. Jej łapy wbijały się w miękką, chłodną ziemię, a jej czułe uszy wychwytywały odgłosy nocnych zwierząt zaczynających poruszać się w zaroślach.
Uwielbiała przebywać w dziczy, z dala od swojej okropnej rodziny i jej ciągłych intryg. Tutaj była po prostu Aryą, samotnym wilkiem czującym się dobrze w otaczającej ją naturze.
W domu jej rodzice spotykali się z przywódcami watahy, by znaleźć odpowiedniego partnera dla młodszej siostry Aryi, Brooke. Alfę; to z pewnością będzie alfa. Brooke nie zadowoliłaby się niczym gorszym.
„Chyba powinnyśmy wracać...” – szepnęła Arya w myślach do swojego wilka, Dawn.
„Czy oni w ogóle by zauważyli, gdybyśmy nie wróciły?” – odszepnęła Dawn.
„Pewnie nie...” – odpowiedziała Arya, gdy odwróciły się i ruszyły do domu. „Mogłybyśmy po prostu uciec i nikt by nie zauważył”.
„Przynajmniej do czasu, aż Brooke będzie potrzebowała kolejnego werbalnego worka treningowego...” – mruknęła Dawn.
Nie zawsze tak było. Kiedy Arya była bardzo mała, jej matka, Blair, była miła i czuła. Arya miała miłe wspomnienia, jak ona, jej matka i ojciec bawili się w berka, biegając razem po ziemiach watahy.
Nie byli bogaci ani wpływowi. Ojciec Aryi był betą w słabej watasze, a Blair została z nim połączona, gdy stała się dorosła. On, Blair i Arya żyli skromnie, ale byli rodziną.
Ale kiedy ojciec Aryi zmarł, Blair dostała nowego partnera — Alfę Elona z Golden Moon Pack. To sprawiło, że Blair została luną w jednej z czterech najpotężniejszych rodzin w regionie.
Nagle Blair zaczęła sypiać na jedwabnych prześcieradłach, mogła wybierać najlepsze mięso z polowania i siedziała obok swojego partnera na spotkaniach, które decydowały o losach regionu.
Kiedy wkrótce potem urodziła się Brooke, było jasne, że dziewczyna dobrze wyjdzie za mąż i pewnego dnia odziedziczy całą tę władzę i bogactwo.
Jedynym problemem była Arya. Dziewczyna, która nie była własną krwią alfy i która nigdy nie mogła zostać dziedziczką. Obecnie Blair ledwie mogła znieść widok swojej pierworodnej — zbyt mocno przypominała jej o własnej skromnej przeszłości.
Czasami Arya zastanawiała się nad planami dotyczącymi jej własnego małżeństwa. Trudno jej było wykrzesać entuzjazm na myśl o wepchnięciu jej do innej watahy, jakiemuś przypadkowemu mężczyźnie. Ale to przynajmniej uwolniłoby ją od rodziny na dobre.
Z drugiej strony, może wcale nie planowali wydać jej za mąż. Może już zawsze będzie nawiedzać obrzeża tej rodziny jak duch starej panny, podczas gdy wszyscy inni będą toczyć normalne życie.
Arya pędziła przez las, przeskakując przez zwalone kłody i głazy. Poruszała się szybko, klucząc między drzewami. Czuła chłodny wiatr w futrze i bicie własnego serca, próbując chłonąć wolność przed powrotem do domu.
Kiedy zbliżyła się do domu, płynnie powróciła do ludzkiej postaci, zakładając dużą koszulkę ze stosu, który trzymali przy drzwiach. To wystarczy, by zakryć jej nagie ludzkie ciało w drodze do pokoju.
Niecierpliwym ruchem dłoni złapała swoje długie, brązowe włosy, upinając je i odgarniając z twarzy. Następnie na palcach weszła po schodach, nie chcąc zwracać na siebie uwagi rodziny.
„Arya!”
Skrzywiła się na dźwięk piskliwego głosu siostry, odwracając się powoli i szukając wymówki do ucieczki. Nie chciała rozmawiać z Brooke ani słuchać o jej jakże ekscytującym małżeństwie.
„Nie uwierzysz w to!” – powiedziała Brooke, podskakując w stronę miejsca, gdzie Arya stała zaledwie dwa kroki od bezpiecznego pokoju. Jej idealnie ułożone blond loki podskakiwały razem z nią.
„Niech zgadnę; zostałaś połączona z jakimś przystojnym alfą” – Arya teatralnie przewróciła oczami.
„Nie byle jakim alfą!” – krzyknęła, zatrzymując się, by spojrzeć na siostrę. „Arya, wyglądasz okropnie. Co ty masz we włosach?”
Arya uniosła dłoń, uśmiechając się, gdy wyciągała gałązkę z włosów. „Biegałam”.
Brooke pokręciła głową, szczerząc zęby, gdy najwyraźniej przypomniała sobie, po co w ogóle rozmawia ze starszą siostrą. „W każdym razie — Black King wybrał mnie! Zostanę Królową Luną!”
Arya patrzyła w szoku, a jej siostra tańczyła wokół niej w kółko. „Naprawdę?”
„Naprawdę, naprawdę!”
Arya była pod wrażeniem, że jej matka tak łatwo wkradła się w łaski Black Kinga. „Gratulacje, Brooke” – powiedziała, starając się, by jej głos brzmiał szczerze. „Jestem pewna, że będziesz bardzo szczęśliwa”.
„Och, bądź cicho” – narzekała Brooke. „Nie psuj mi zabawy”.
„Nie psuję. Naprawdę się cieszę. Po prostu jestem zaskoczona” – Arya wzruszyła ramionami, a potem wymusiła uśmiech na twarzy. „Więc jest tu? Jaki on jest? Słyszałam tylko opowieści”.
Brooke wzruszyła ramionami. „Nie mam pojęcia”.
„Ty... jeszcze go nie poznałaś?”
„Oczywiście, że nie, głuptasie! Wysłał swojego betę, żeby złożył mi propozycję”.
„To brzmi romantycznie” – mruknęła Arya.
Brooke wydęła usta. „Nie muszę go poznawać, żeby go zaakceptować. Będę najpotężniejszą luną na świecie”.
Arya westchnęła. „Życzę ci wszystkiego najlepszego. Upewnij się tylko, że spakujesz wszystkie swoje zimowe płaszcze; Black Mountains to ponure miejsce”.
„Co to ma znaczyć?” – zażądała Brooke, ale Arya ją zignorowała, przeciskając się obok, by wejść do swojego pokoju.
Czyżby Brooke nie słyszała opowieści o Black Mountains? O mrocznych, ocienionych szczytach, do których nie docierało światło słońca. O Black Castle, w którym rządził okrutny, zły alfa, który bił swoich poddanych, zmuszając ich do uległości.
„Arya.”
Jej myśli zostały przerwane, gdy odwróciła się i zobaczyła ojczyma stojącego w drzwiach jej sypialni. Alfa Elon był bandyckim mężczyzną z szeroką klatką piersiową, który zawsze trzymał się idealnie prosto, jakby oczekiwał, że ludzie będą przed nim padać na kolana.
„Och, witaj, Alfo...” – odpowiedziała, pochylając głowę w uległości.
„Zakładam, że słyszałaś o swojej siostrze” – powiedział, nie okazując przy tym prawie żadnych emocji.
Spojrzała w górę z lekkim uśmiechem. „Tak, Alfo, słyszałam. Gratuluję tak wspaniałej partii”.
„Nie zrób niczego, co mogłoby to zepsuć. To krok, którego nasza rodzina potrzebuje, by zdobyć prawdziwą władzę w tym kraju”.
Arya spojrzała na niego z ciekawością. „Jestem zaskoczona, że zgodziłeś się na ten ślub. Słyszałam, że Black King jest okrutny i znęca się nad innymi. Jest oszpecony, pokryty bliznami i pije tylko krew swoich wrogów”.
Elon przewrócił oczami. „To najwyraźniej tylko plotki rozsiewane po to, by trzymać jego wrogów w strachu”.
„Tak myślisz?” – wzruszyła ramionami. Nikt nie wiedział tego na pewno.
Spojrzał na nią z gniewem. „Masz siedzieć cicho i nie zepsuć tego mojej rodzinie”.
„Tak, Alfo” – odpowiedziała cicho.
Odwrócił się, żeby wyjść, po czym zdawał się o czymś przypomnieć i odwrócił się z powrotem. „Och, i Aryo...”
Spojrzała w górę, patrząc mu w oczy. „Tak?”
„Dla ciebie też znalazłem partnera. Zostaniesz połączona z betą z Gray Ridge Pack”.
Ten suchy komunikat wprawił Aryę w osłupienie.
„Gratulacje; w końcu dorównasz swojemu smutnemu dziedzictwu”. I z tymi słowami zostawił ją samą.
„Czy on właśnie powiedział to, co myślę?” – szepnęła Dawn.
„W końcu to zrobili... połączyli nas w parę” – odpowiedziała Arya. Najwyraźniej nie była już tylko kimś mało ważnym. Opadła na łóżko, próbując zrozumieć, co o tym wszystkim myśli.
„Długo im to zajęło...” – mruknęła Dawn.
„Obie wiemy, że czekali, aż najpierw wydadzą Brooke” – mruknęła Arya. Ona sama była w wieku odpowiednim do małżeństwa od lat, ale jej matka skupiała się wyłącznie na przygotowywaniu Brooke i znalezieniu partnera dla niej.
Mimo to, połączenie Aryi z betą było zagraniem mającym na celu pokazanie siły rodziny Gold. To była o wiele lepsza partia, niż dostałaby większość dziewczyn o pochodzeniu Aryi. Próbowała wykrzesać z siebie choć trochę ekscytacji na myśl o posiadaniu władzy w Gray Ridge Pack.
Ale nie miałaby władzy. Nie tak naprawdę. Alfa Elon oczekiwałby, że wykorzysta wszelkie zdobyte wpływy, by wspierać Golden Moon Pack. Oczekiwałby, że będzie mu wdzięczna i dłużna — na zawsze.
„Niezależnie od ich motywów... Biorę to. Wszystko, byle tylko w końcu się stąd wydostać” – szepnęła.
















































