
Seria Oblivion
Autorzy
Lumi Daoi
Lektury
372K
Rozdziały
24
Prolog
Księga 1: Niezapomniana
Paisley
„Och, kochanie, wyglądasz przepięknie”.
Lśniące koraliki na mojej białej sukni ślubnej błyszczą w słońcu przebijającym się przez cienką zasłonę, gdy uśmiecham się do ojca.
Miłe słowa od taty zdarzają się rzadko i bardzo je cenię. W końcu dzisiaj jest wielki dzień.
Po trzech latach jestem zaledwie kilka minut od zostania panią Smith. Brzmi zwyczajnie, ale nie obchodzi mnie to. Oznacza, że znalazłam swojego księcia i uczyniłam go swoim.
Staram się opanować podekscytowanie, żeby nie podeszło mi do gardła i mogłam normalnie mówić.
„Dzięki, tato”. Przesuwam dłońmi po miękkiej koronkowej spódnicy, która rozchodzi się od bioder. „Jestem taka zdenerwowana... Chcę już zejść na dół i mieć to za sobą. Mam dość bycia narzeczoną. Chcę być żoną”.
Spędziłam miesiące, planując i przygotowując się do tego dnia – rezerwując loty do Manchesteru, rozmawiając z organizatorem wesela... Miesiące czekania na mój idealny dzień.
„Wiem, skarbie, ale musisz jeszcze chwilę poczekać”.
Ma rację. Z Mushem jesteśmy razem od pięciu lat. Co to jest kilka minut więcej?
Poznaliśmy się na złotych piaskach Miami Beach. Nigdy nie spodziewałam się romansu i z pewnością nie myślałam, że to będzie coś więcej niż krótki związek, ale z każdym dniem zakochiwałam się w nim coraz bardziej.
Teraz będzie mój. Tylko mój.
Rozmawiam dalej z tatą o drobiazgach i zanim się zorientuję, nadchodzi czas, żeby zejść po schodach.
Jednak zanim zdążymy ruszyć, tata zostaje wezwany, żeby pomóc mamie, i znowu muszę tu stać i czekać.
Zimny dreszcz przebiega mi po plecach w jeden z najgorętszych dni w historii Wielkiej Brytanii. Szybko przenoszę wzrok na okno, patrząc na czyste, błękitne niebo. Ani jednej chmurki.
Widzę ostatniego gościa wchodzącego do pięknych ogrodów tu, w Walton. Kwiaty są w pełnym rozkwicie i nie mogę powstrzymać uśmiechu na widok tego idealnego, uroczego dnia przede mną.
Ruch po mojej prawej stronie przyciąga moją uwagę. Uśmiecham się, myśląc, że to tata. Mama musiała skończyć z nim rozmawiać o czymś niezbyt ważnym w taki dzień.
Nie mogę się powstrzymać od uśmiechu i śmiechu na myśl o tacie stojącym z nią i kiwającym głową, gdy ona gada o tej czy innej osobie albo dzieli się plotką zbyt ciekawą, żeby czekać, aż jej córka zejdzie do ołtarza.
Wciąż bawię się białozłotą bransoletką, którą Mush przysłał do mojego pokoju, z jedną zawieszką z napisem „Na zawsze razem”.
„Czas zrobić ze mnie żonę, tato?”
„Niestety ślub odwołany. Mamy plany. Pamiętasz?”
Zanim zrozumiem, że ten głos nie należy do mojego taty, wysoka postać uderza swoim ciałem w moje, jego ramiona ściskają mnie tak mocno, że powietrze ucieka z moich płuc.
Nie mogę się ruszyć. Gdy otwieram usta, żeby krzyknąć, zaciska dłoń na mojej twarzy. Jeśli pogniecie moją suknię...
„No, no. Dałem ci mnóstwo szans, żebyś zapłaciła. Czas się rozliczyć”.
Nie rozpoznaję głosu ani ciała owiniętego wokół mnie jak wąż.
Nie mam pojęcia, o czym mówi, ale moja suknia jest za duża, żebym mogła kopnąć go nogą tam, gdzie mogłabym wyrządzić najwięcej szkód.
Gdy tylko zdejmuje rękę z moich ust, wydaję krzyk: „Puść mnie! Puść mnie natychmiast!”
Serce wali mi jak oszalałe. Mój idealny dzień się rozpada, a jakiś świr myśli, że mam dług do spłacenia.
Materiał zostaje przyłożony do moich ust, obrzydliwy zapach zaczyna wypełniać moje płuca, gdy próbuję oddychać.
„Może powinienem wyjaśnić”. Przykłada usta bezpośrednio do mojego ucha. Czuję jego zęby dotykające mojej skóry przy każdym słowie. „To twój tata ma dług”.
„Tata?”
„Tak, coś o potrzebie gotówki, żeby zapłacić za ślub jego małej córeczki”.
O Boże.
Próbuję znowu krzyknąć, ale pokój wiruje wokół mnie. Oczy wywracają mi się do tyłu, a ciemność narasta.
„Jeszcze nie, kotku”. Zdejmuje materiał z moich ust. Łapczywie wciągam trochę czystego powietrza. „Gdzie to skończyłem? Aaa, tak, myślałaś, że przeleciałem ponad pięć tysięcy mil za darmo? Nie, to wymagało osobistego podejścia”. Śmieje się i kręci głową. „Lubię tworzyć wspomnienia, które zostają na zawsze”.
Wiem, że jakiś hałas zbliża się do nas.
„Aaa, w samą porę. Zastanawiałem się, czy nie uciekłeś od swojej córki”.
„Dusty, proszę. Ona nie ma z tym nic wspólnego”.
„Tato”. Mój głos drży, gdy patrzę na mężczyznę, który znaczy dla mnie wszystko.
Nie mogę uwierzyć ani słowu tego człowieka. Tata nie musiałby robić interesów z kimś takim. Mamy pieniądze. Moi rodzice ciężko pracowali przez całe życie i oszczędzali każdy grosz.
„Skarbie, wszystko będzie dobrze. Obiecuję”.
„Jak wzruszające. Powiedz dobranoc”.
Zanim w ogóle zorientuję się, co się dzieje, tajemniczy mężczyzna, który chyba jest Dustym, przykłada mocno pachnący materiał do mojego nosa i ust.
Gdy oddycham, ostry smak pokrywa mój język, a pokój wiruje w szerokich kręgach. Oczy wywracają mi się do tyłu, zanim ciemność staje się silniejsza. Próbuję zrozumieć, co się dzieje. Dźwięki zlewają się w jeden, gdy ciemność narasta.
„Ona... puść... ją...” Nic. Nie mogę nic wykrztusić.
„Czas minął! Teraz musisz zapłacić cenę”.
Cisza.













































