
Grzeszna tajemnica Książka 2
Autorzy
Lektury
295K
Rozdziały
36
Nowe początki
Mari
Może i dostałam swoje szczęśliwe zakończenie z Benem. Ale jest tyle więcej do opowiedzenia o naszym gorącym, wybuchowym i jedynym w swoim rodzaju romansie…
Trzy lata wcześniej
Zapinam ciasno paski moich wysokich szpilek i, prostując się, dumnym krokiem wychodzę na scenę.
Mrużąc oczy od oślepiających świateł, z niepokojem patrzę w tłum złożony z, no cóż, nikogo.
To noc przed wielkim, ponownym otwarciem The Silky Bunny, a klub jest całkowicie pusty, z wyjątkiem mnie.
Przez kilka ostatnich tygodni, odkąd się zamknęliśmy, ciągle myślałam tylko o tym, co jest do zrobienia: zmianie wystroju, szkoleniu nowych dziewczyn i poprawieniu całego planu biznesowego klubu.
To oznacza, że nie miałam ani chwili na trening. Teraz mam ostatnią szansę przed wielkim dniem.
Włączam muzykę w telefonie i piosenka „Girl Money” zespołu Kix zaczyna głośno rozbrzmiewać z klubowych głośników.
Zaczynamy.
Wreszcie znów jestem w swoim żywiole.
Gdy słyszę pierwsze dźwięki, czuję, jak moje myśli znikają, a ciało przejmuje kontrolę.
Chociaż ćwiczę tylko w majtkach i staniku, zdejmując letnią sukienkę i płaskie buty na ten ostatni trening, piosenka natychmiast sprawia, że Sin ożywa.
To przypomina mi jeden z pierwszych razów, gdy Ben widział mój taniec i to uczucie, jak pożerał wzrokiem moje ciało.
Pozwalam, by to wspomnienie wypełniło moje wnętrze, gdy dumnie krążę po scenie, dając z siebie wszystko. Kołyszę biodrami i przy każdym kroku czuję, jak trzęsą się moje piersi.
Podchodząc do rury, łapię ją prawą ręką. Podskakuję wyżej, by zmienić rękę na lewą, po czym wyrzucam jedną nogę w powietrze i wykorzystuję ten ruch, by się obrócić, lądując gładko na stopach.
Opieram plecy o metalową rurę, dopasowując ją do kręgosłupa. Szybkim ruchem nadgarstka obracam się, aż czubek mojego nosa dotyka rury, a moje kostki są skrzyżowane pode mną.
Znowu poddaję się rytmowi i pozwalam, by wspomnienia dawnych występów mnie prowadziły. Powoli rozplatam ciało i zaczynam się wspinać, pnąc się coraz wyżej.
W tym momencie zapominam mocno zacisnąć dłonie.
Mój uścisk jest trochę słabszy niż zwykle.
Próbuję się utrzymać, ale dłonie zaczynają mi się pocić.
Puszczając rurę jedną ręką, próbuję wytrzeć pot o stanik, wiedząc, że potrafię utrzymać ciężar swojego ciała.
Ale kiedy chropowaty głos w piosence śpiewa „and take a seat on the rail”, całkowicie tracę przyczepność.
Łapię rurę tak mocno, jak tylko potrafię, żeby zjechać w dół, ale i tak z hukiem uderzam o podłogę sceny.
„Wanna see skin, they need to see green, gotta show that girl money”
Kiedy sprawdzam, czy nie mam na ciele siniaków, czuję, że zaraz zacznę płakać.
Słyszę klaskanie z drugiej strony klubu, a kiedy podnoszę wzrok, widzę ciemną sylwetkę potężnego mężczyzny stojącego blisko wejścia.
Mój Beast.
Mój Ben.
„Bis” – woła do mnie.
Podchodzi bliżej, a kiedy staje w świetle, widzę uśmiech na jego twarzy. „Faceci oszaleją na punkcie tego nowego ruchu. Czy to ‘The Fallen Angel’?”
„Co ty tu robisz?” – pytam go, a moja twarz robi się czerwona ze wstydu.
„W naszym łóżku było trochę pusto” – mówi. „Jest prawie północ, Mari.”
„Naprawdę? Chyba znów straciłam poczucie czasu. Niedługo skończę, obiecuję. Daj mi tylko spróbować…”
„Kochanie, wygląda na to, że już to świetnie opanowałaś” – mówi ze śmiechem.
„Ben. Mówię poważnie.”
Wstaję, potrząsam nogą, by uśmierzyć ból, i włączam piosenkę od nowa. Jestem na siebie zła, bo wiem, że potrafię to zrobić i nie rozumiem, dlaczego teraz mi nie wychodzi.
Znowu zaczynam wspinać się na rurę.
Owijam wokół niej kostki, by ustabilizować ciało, ale kiedy próbuję odchylić się do tyłu, by wykonać łatwiejszy ruch, czuję, jak moje mięśnie słabną i znowu zaczynam spadać.
Tym razem nie uderzam o podłogę, tylko wpadam prosto w otwarte ramiona Bena.
„Dziękuję” – szepczę zrezygnowana, ukrywając twarz na jego szerokiej piersi.
Odpoczywam przez chwilę, po czym próbuję uwolnić się z jego mocnego uścisku, bardzo chcąc znów wejść na rurę, ale on trzyma mnie mocno, jeszcze nie pozwalając mi odejść.
„Ben” – jęczę cicho. „Muszę ćwiczyć.”
„Tak naprawdę jedyne, co musisz zrobić, to iść spać. Pracujesz bez przerwy, a twoje ciało jest wyczerpane.”
„Ale…”
„Żadnego ‘ale’, kotku.” Słyszę stanowczość w jego głosie i nie muszę na niego patrzeć, żeby wiedzieć, że z nim nie wygram.
Znosi mnie ze sceny po krótkich schodkach, a następnie sadza na nowym krześle z czarnego aksamitu.
Klęka przede mną i zaczyna rozpinać moje buty.
„Wiesz, że będę cię we wszystkim wspierać” – mówi Ben. „Ale nie pozwolę, żeby stała ci się krzywda, nawet jeśli robisz to samej sobie.”
Wzdycham głośno i opuszczam głowę. „Wiem” – mruczę w swoje dłonie, czując się taka bezsilna.
Dopiero gdy czuję delikatny pocałunek na moich obolałych kostkach, zerkam na niego przez palce. „Jesteś wspaniałym mężem. Przepraszam, że byłam taka zajęta tym wszystkim.”
Chcę mu powiedzieć, jak bardzo za nim tęsknię i jak tęsknię za nami, bo gdyby nie on, pewnie ćwiczyłabym, aż bym zemdlała.
Nigdy w życiu tak ciężko nie pracowałam, a Ben pomagał mi na każdym kroku: przynosił mi jedzenie, dbał o to, żebym piła, a czasami nawet zanosił mnie do wanny, żeby mnie umyć.
Robił absolutnie wszystko, by zdjąć obowiązki z moich barków i naprawdę był dla mnie najlepszy na świecie.
Ale byłam tak zajęta klubem, że od czasu ślubu prawie w ogóle nie spędzaliśmy czasu razem.
„Bądź dla siebie łagodniejsza, kotku.”
„Przepraszam” – mówię. „Od jutra wszystko będzie otwarte i gotowe, a ja znajdę sposób, żeby ci to wynagrodzić.”
„Mam kilka pomysłów, jeśli nic ci nie przyjdzie do głowy” – mówi Ben i mruga do mnie okiem.
Piszczę radośnie, gdy znów mnie łapie i zarzuca mnie sobie na ramię, a moje buty zwisają z jego drugiej dłoni.
„Spadamy stąd, kotku” – mówi. „Nie przyjmuję odmowy.”
***
Ben ma rację. Bardzo potrzebuję odpoczynku.
W końcu kładziemy się razem do łóżka, a mój mężczyzna obejmuje mnie ramionami, jednak mój umysł nadal pracuje na najwyższych obrotach.
„O czym tak myślisz? Jesteś bardzo zdenerwowana” – szepcze Ben do mojego ucha.
Nie jestem pewna, czy on czyta w moich myślach, czy może po prostu czuje, jak szybko bije moje serce.
„Jesteś najlepszą tancerką w tym mieście” – dodaje. „Jutro poradzisz sobie świetnie.”
„Tu nie chodzi tylko o mój taniec.”
„Więc dawaj. Porozmawiaj z Tatusiem.” Ben poklepuje się po klatce piersiowej, czym mnie rozśmiesza, i lekko mnie unosi.
Odwracam się w łóżku, by na niego spojrzeć, i naciągając pościel pod samą brodę, całuję go delikatnie w czubek nosa.
„Wiem, że zdajesz sobie sprawę, jak wiele to dla mnie znaczy i jak zawsze było to dla mnie ważne. Tak się boję, Benny. The Silky Bunny mi pomógł i chcę zrobić wszystko, żeby pomóc temu miejscu.”
On mruczy cicho w odpowiedzi, pozwalając mi wyrzucić z siebie wszystkie emocje na jego piersi.
„Kiedy miałam siedemnaście lat, Erik i ja nie mieliśmy prawie niczego, a on robił dla mnie, co tylko mógł. Mój własny superman poświęcił całe swoje życie, żeby pomóc mi przetrwać.”
Uśmiecham się delikatnie, a Ben również się uśmiecha, bo wiem, że pamięta ten czas tak samo dobrze, jak ja.
Boże, on potrafi tak wspaniale słuchać.
„W każdym razie, miałam jednego nauczyciela, który wiedział, że mam kłopoty i próbował to wykorzystać… wszystko. Zaproponował mi zaliczenie przedmiotu.
„Wiedziałam, że to złe, i znałam te okropne historie na jego temat. Całe moje ciało mówiło mi, żebym przestała, ale nie posłuchałam. Poszłam do jego domu, a on przysięgał, że chce mi tylko pomóc, no i…”
„Jak on się nazywał?” – warczy Ben. Już widzę iskrę gniewu zapalającą się w jego oczach. Nawet w ciemnościach naszej sypialni wiem, że te piękne oczy w kolorze letniego nieba płoną na czerwono ze wściekłości.
„Benny” – kładę dłoń na jego policzku, by go uspokoić – „ostatecznie nic się nie stało. Uciekłam stamtąd, wpadając prosto na Brittany na parkingu The Silky Bunny.”
Muszę docenić moją siostrę, bo choć Erik zawsze będzie moim Supermanem, to Brittany jest moją Wonder Woman. Zawsze będę o tym głośno mówić, bo mam wspaniałą rodzinę.
„Klub pokazał mi moją własną siłę i dał mi Sin. A Sin zaprowadziła mnie do Beast, więc w pewnym sensie klub dał mi ciebie. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez niego.
„Teraz mam szansę, żeby odwdzięczyć się za to wszystko i pomóc innym dziewczynom tak, jak klub pomógł mi.”
Ben przyciąga mnie do siebie i przyciska swoje usta do moich, swoim pocałunkiem przeganiając mój strach.
„Nigdy w ciebie nie wątpiłem, kochanie.”
Chcę mu wierzyć. Naprawdę chcę. Wtulam się w jego klatkę piersiową, biorę głęboki oddech i zamykam oczy.
„Jesteś Angel of Sin. Nie pozwolę ci o tym zapomnieć. Bez względu na wszystko, zawsze będę przy tobie, żeby się tobą opiekować.”
Szybko otwieram oczy i wpatruję się w ciemność.
Wiem, że Ben ma dobre intencje, ale jego słowa wcale nie dają mi pocieszenia, którego oboje pragniemy.
Ben opiekował się mną przez całe moje życie, podobnie jak Erik, Ross, Stevie i Brittany.
Odkąd pamiętam, czułam się jak ciężar dla wszystkich dookoła.
Teraz wreszcie mam szansę udowodnić raz na zawsze, że potrafię zadbać sama o siebie, a także o cały nasz biznes.
Nigdy nie chcę, żeby Ben znowu widział we mnie bezbronną, małą dziewczynkę.
Nie mogę tego zepsuć. Porażka nie wchodzi w grę. Zawdzięczam im wszystko.











































