
Nimfa i Alfa - druga szansa Książka 3
Autorzy
Lektury
37,6K
Rozdziały
40
Rozdział 77
Adelie
Jego dotyk na górnej części mojego uda był ciepły, stanowczy i kojący. Czekałam na ten moment. W końcu jego usta zaczęły przesuwać się w dół mojej nogi, niczym łagodny strumień najdelikatniejszej wody.
To było uczucie, które zdawało się unosić na mojej skórze, czułe i kojące. Zatrzymał się przy moich stopach i ustawił się między moimi nogami. Jego szorstkie i silne dłonie chwyciły mnie za uda. Przyciągnął mnie do siebie, aż zderzyliśmy się ciałami.
Pochylił się. Jego ciężar naciskał na moje podbrzusze, gdy moje nogi oplotły go, przyciągając go jeszcze bliżej. Jego usta wędrowały w górę od środka mojej klatki piersiowej.
Dopiero gdy nacieszył się moją szyją, podniósł twarz, by na mnie spojrzeć. Ale kiedy pochylił się do pocałunku, odsunęłam jego głowę.
Twarz, którą zobaczyłam, była obca. Nie znałam mężczyzny, który na mnie patrzył. Nigdy wcześniej go nie widziałam.
Poczułam mętlik w głowie, a potem nagle zaczęłam spadać.
Obudziłam się gwałtownie. Poranne słońce wpadało przez okno. Przez ostatni tydzień w nocy męczyły mnie koszmary.
Trudno było mi zasnąć. Kiedy w końcu mi się udawało, miałam sny, po których czułam się, jakbym w ogóle nie spała.
Jeden tydzień. Minął tydzień, odkąd odeszła Madeline. Tydzień, odkąd straciłam swojego wilkołaka. Tydzień, odkąd straciłam poczucie własnego ja i sensu życia.
Zawsze wierzyłam, że moja wilcza strona jest bez znaczenia. Myślałam, że nie odgrywa w moim życiu tak wielkiej roli jak moja strona nimfy czy nawet anioła śmierci.
Nie mogłam się przemieniać, a moje wilcze zmysły były słabe. Miałam tylko duszę wilka. Myślałam, że to bardzo mało. Ale dopiero po jej stracie zrozumiałam, jaka była ważna i jak wiele tak naprawdę miałam.
Teraz czułam się niekompletna. Czegoś mi brakowało. Czułam pustkę. Milion drobnych rzeczy sprawiało, że czułam się słabsza, zarówno emocjonalnie, jak i fizycznie.
Czułam się tak, jakbym została przeniesiona do innego wszechświata, do innych czasów. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Trudno było mi przypomnieć sobie, jak żyłam wcześniej.
A do tego był jeszcze Kairos. Mój mąż. Teraz był już tylko moim mężem. Najpierw byliśmy przeznaczonymi sobie partnerami, a potem przyszła reszta. Kiedy nas o to pytano, zawsze odpowiadaliśmy, że jesteśmy swoimi przeznaczonymi.
I naprawdę to czuliśmy, kiedy to mówiliśmy. Ale teraz byliśmy po prostu mężem i żoną.
W świecie ludzi, kiedy decydujesz się na ślub, nie masz pewności, że ta osoba będzie cię kochać na zawsze. Polegasz na emocjach z danej chwili.
Żyjesz tak aż do śmierci, w najlepszym razie. Albo odkrywasz, że twoja druga połówka wcale nie była twoją połówką, a tylko udawała miłość.
Kairos był już na dole. Zapewne czekał na mnie przy stole z kubkiem kawy.
Dlaczego czułam się gorzej, gdy był ze mną w pokoju, niż gdy byłam sama? Kiedy był blisko, czułam na sobie tylko jego wzrok.
Tak wiele razem przeszliśmy. Tak wiele dla siebie znaczyliśmy. Ale teraz to wszystko zniknęło. Był przeznaczonym, którego kiedyś miałam. Przeznaczonym, którego już nigdy nie będę miała, a na razie był po prostu moim mężem.
Czułam się okropnie, gdy byłam z nim. Czułam się winna. Byłam chłodna, bo nie wiedziałam, jak się zachować ani co powiedzieć.
Przez ostatni tydzień żyliśmy według tego samego schematu. Budziłam się sama w naszym łóżku, szłam na śniadanie i niewiele mówiłam.
Potem każde z nas wracało do swoich zajęć. Następnie kładliśmy się do łóżka i spaliśmy. Od tamtej pory nawet się nie pocałowaliśmy. Nawet się nie dotknęliśmy...
Zeszłam na dół. Wszystkie okna były już otwarte.
To był piękny dzień. Słońce świeciło, a ptaki śpiewały. Ale jakoś nie czułam się wspaniale, kiedy spojrzałam na ciemną jadalnię.
Była pusta. Nie było nawet żadnego jedzenia. Rozejrzałam się, a wtedy podeszła do mnie Helen.
„Dzień dobry, Luno Adelie. Alfa prosi, abyś zjadła z nim śniadanie na tarasie”. Pokiwałam głową z lekkim uśmiechem.
Gdy wyszłam na taras i podeszłam do naszego małego, białego stolika, poczułam odrobinę ulgi. Kairos, ubrany cały na czarno, opierał się o krzesło. Miał zamknięte oczy, a twarz zwróconą ku niebu.
„Dzień dobry” – przywitałam się. Poruszył się i wyprostował na krześle.
„Dzień dobry” – odpowiedział. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, po czym oboje szybko odwróciliśmy wzrok.
Dopiero gdy usiadłam, zauważyłam, jak mały był ten stół. W naszym stałym miejscu do jedzenia siadaliśmy obok siebie i zachowywaliśmy wygodny odstęp.
Teraz siedzieliśmy naprzeciwko siebie, ale czułam, że jest za blisko. Tak blisko, że mógłby usłyszeć mój nierówny oddech i bicie mojego serca.
Nie wiedziałam, gdzie patrzeć. Mój wzrok błądził wszędzie, byle tylko uniknąć spojrzenia Kairosa.
Minął tydzień bez żadnego fizycznego kontaktu. Nawet w łóżku zostawialiśmy między sobą przerwę, w której zmieściłyby się jeszcze dwie osoby. Nie padło ani jedno słowo o naszej zerwanej więzi przeznaczonych.
Udawaliśmy, że wszystko jest w porządku. Ale nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Zżerało mnie poczucie winy, że nie czuję do niego tego samego co kiedyś.
„Idziesz na trening?” – zapytał Kairos. Ostatnio go opuszczałam. W ogóle unikałam wychodzenia z domu.
„Jeszcze nie zdecydowałam” – odpowiedziałam. Posłałam mu słaby uśmiech, po czym znów skupiłam się na herbacie.
„Może pójdę do lasu. Dawno tam nie byłam” – przyznałam. Czułam, jak opadam z sił.
Skinął głową i zaczął jeść śniadanie. Ja nawet nie tknęłam swojego. Jego bliskość mnie przytłaczała. Nigdy nie sądziłam, że będę czuć się tak obco przy Kairosie, który kiedyś był mi tak bliski.
„Kiedy wrócisz na treningi?” – zapytał, dojadając jajecznicę.
Kairos zdawał się nie mieć problemu, by na mnie patrzeć. Czułam, że cały czas mnie obserwuje. Odwracał wzrok tylko wtedy, gdy na krótko spotkaliśmy się spojrzeniami.
Zastanawiałam się nad tym, co powstrzymywało mnie przed treningami.
Przyznanie tego na głos było trudne. Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuściłam powietrze.
„Ludzie się gapią” – wyznałam. „Nie przestają na mnie patrzeć. Właśnie dlatego wyszłam, gdy raz spróbowałam wrócić. Ich spojrzenia są nieprzyjemne”.
Czułam, jak moje policzki robią się gorące. „Nie mogę tam być, jeśli będą mi współczuć”.
„Chcesz, żebym z nimi o tym porozmawiał?” – zaproponował Kairos.
Czułam się słaba, przyznając się do swoich lęków. Powinnam być ich Luną, a tymczasem się ukrywałam.
„To by mi pomogło” – przyznałam. Minęło sporo czasu, odkąd o coś go prosiłam. Czy to był początek pójścia naprzód?
„Poinformuję ich o tym. Wróć dopiero wtedy, gdy będziesz gotowa” – zapewnił mnie, wstając.
„Czy mogę kogoś ze sobą zabrać do lasu? Nathana albo Maeve, jeśli nie są potrzebni?” – zapytałam. Bez mojego wilka czułam się niepewnie.
Nie mogłam iść sama. A pójście z Kairosem byłoby jeszcze gorsze.
„Jesteś Luną”. Powiedział to, żeby mnie uspokoić, ale to nie zadziałało. Delilah drwiła ze mnie, mówiąc, że nie mogę być prawdziwą Luną bez wilczej postaci.
A teraz nie miałam nawet duszy wilka.
Kiedy Kairos odszedł, zostałam na miejscu. Ściskałam w dłoniach mój zimny już kubek.
Kairos
Poszedłem na plac treningowy sam. Robiłem to od tygodnia. To był cholernie długi tydzień.
Nie byłem pewien własnych uczuć. Kye był niezwykle cichy i prawie się do mnie nie odzywał. Dał mi jasno do zrozumienia, że nie jest zły. Po prostu przeżywał żałobę.
Od dłuższego czasu nie przespałem spokojnie nocy. Kiedyś spałem twardo, mając obok siebie moją przeznaczoną. Teraz... mój sen wcale nie dawał mi odpoczynku.
Wiedziałem, że w końcu będziemy musieli się z tym zmierzyć. Nie wiedziałem jednak, jak do niej podejść. Jak miałem zacząć tę rozmowę?
Co mógłbym powiedzieć? Jakich słów mógłbym użyć, których ona jeszcze by nie znała? Nie zniósłbym patrzenia jej w oczy i opowiadania kłamstw. Moje uczucia się zmieniły.
Znałem ją na wylot, a jednak czułem, jakby była obcą osobą. Nigdy nie wydawała mi się taka zwyczajna. Nigdy wcześniej nie sprawiała wrażenia po prostu kolejnego członka stada.
Wiedziałem, że jakaś cząstka czegoś przetrwała. Wciąż była w tym miłość, ale zmieniła się w coś innego.
Powtarzałem sobie, że jest moją przeznaczoną. Czułem jednak, jakbym sam próbował w to uwierzyć.
Chociaż wiedziałem, że nie jest już moją przeznaczoną, wciąż tęskniłem za jej obecnością. To była skomplikowana sytuacja. Gdyby kiedykolwiek odeszła, i tak postradałbym zmysły... a przynajmniej tak wierzyłem.
Kiedy wilkołaki dorastają, pierwsza lekcja, jakiej udzielają nam rodzice, dotyczy naszych przeznaczonych. To najczystsza i najpiękniejsza wiedza, jaką możemy zdobyć w młodości.
Kiedy zmarła moja przeznaczona, Mia, byłem całkowicie załamany. Nie wiedziałem, jak będę dalej żyć. Brakowało mi sił, by dalej walczyć.
A teraz straciłem przeznaczoną w naszej więzi. Czułem pustkę. Była nieobecna.
Nie wiedziałem, jak kochać w ten sposób...
Nie zwlekałem długo na placu treningowym. Nie czekałem też, aż wszyscy się zbiorą. Wierzyłem, że wieść dotrze do wszystkich, nawet do stada Archibalda.
Mój głos Alfy przykuł ich uwagę. „Stado Nocnych Wędrowców i stado Srebrnego Księżyca!”. Wszyscy przerwali swoje zajęcia i skupili się na mnie.
„Wiem, że zauważyliście zmiany w tym stadzie. Zmiany, które wpływają na nas wszystkich. Jeśli macie jakieś pytania, najpierw przyjdźcie z nimi do mnie. Pytajcie, o co tylko chcecie.
„Odpowiem nawet na bardziej osobiste pytania w tej sprawie”. Byłem pewien, że wiedzą, o czym mówię.
„Proszę was tylko o wyrozumiałość dla naszej Luny Adelie. Zachowajcie swoją ciekawość dla siebie albo skierujcie ją na mnie. Proszę, nie niepokójcie jej w tym czasie”.
Zazwyczaj nie prosiłem o nic mojego stada, ale musiałem to zrobić dla Adelie.
„Dziękuję” – zakończyłem i podszedłem do mojego Bety, Nathana.
„Jak leci?” – zapytałem.
Nie od razu zrozumiał, o co pytam, ale spróbował odpowiedzieć.
„Cóż, stado funkcjonuje płynnie. Nasi ludzie wracają z zapasami. Wampiry rzadko tu bywają, ale kiedy już są, przestrzegają zasad”.
O czymś zapomniał. „A co z Maeve?” – zapytałem. Zmarszczył brwi. Przewróciłem oczami.
„Upewnij się, że worki z krwią dotrą dzisiaj. Ona wciąż przyzwyczaja się do wampirzych nawyków. Jeśli nie damy jej krwi, będziemy ją tylko torturować. Wyjdź wcześniej z treningu i się tym zajmij”.
Odwróciłem się i zobaczyłem, że podchodzi do mnie Fala.
„Dzień dobry, braciszku!” – przywitała się z szerokim uśmiechem.
„Fala, co mogę dla ciebie zrobić?” – zapytałem.
„Kiedy Adelie wraca?” Zadawała to cholerne pytanie za każdym razem. Nienawidziłem rozmawiać o rzeczach, których nie byłem pewien.
Rozejrzałem się, by upewnić się, że nikt nas nie słyszy. „Fala, ty przecież nawet nie lubisz Adelie” – zauważyłem, a ona spuściła wzrok.
„To nie tak, że jej nie lubię. Po prostu... nie jesteśmy przyjaciółkami” – przyznała.
„Po prostu się o was martwię. Kiedyś ciągle widziałam was razem. A teraz, kiedy odwiedzam wasz dom, Adelie siedzi sama w pokoju”.
Kontynuowała: „A ty zawsze masz paskudny nastrój. Po prostu nie chcę, żebyście się od siebie oddalili”.
My już byliśmy od siebie oddaleni. „Zostaw ten temat” – odparłem. Zacząłem odchodzić, dopóki znów mnie nie zawołała.
„Widziałam Esty” – wyjawiła, a ja wściekły ruszyłem z powrotem w jej stronę.
„Gdzie? Czy jeszcze jej mało? Czego ona chce?” – zażądałem odpowiedzi.
„Widziałam ją w lesie. Rozmawiałyśmy”.
Czy Fala sobie ze mnie kpiła?
„Naprawdę z nią rozmawiałaś?” – powiedziałem, a mój głos ociekał sarkazmem. „Jakie to miłe z twojej strony, droga siostro. Wierzę, że miałyście uroczą pogawędkę”. Nawet nie próbowałem ukryć goryczy w głosie.
Fala nie wydawała się przejęta moim rozczarowaniem. W jej oczach pojawił się jednak cień niepokoju. „O co chodzi?” – naciskałem, czując, że ma mi coś jeszcze do powiedzenia. Równie dobrze mogliśmy od razu wyłożyć karty na stół.
Mimo mojego złośliwego tonu, odpowiedziała. „Miała wiadomość dla ciebie. Twierdzi, że potrafi przywrócić waszą więź przeznaczonych”.














































