Kelsie Tate
JACKSON
„Alfo!” Usłyszałem przez połączenie umysłowe, mój szef ochrony praktycznie krzyczał mi do ucha.
~„O co chodzi?” mruknąłem.
„Doszło do naruszenia bezpieczeństwa!”
~Na granicy?! Poradzono sobie z tym? Czy ktoś został ranny?”
„Nie, proszę pana! W TITANie. Właśnie otrzymaliśmy ostrzeżenie, ktoś musiał dostać się na serwer grupy i przejąć poufne informacje grupy”.
„CO?!”
W ciągu trzydziestu lat istnienia tej firmy ani razu nie doszło do naruszenia bezpieczeństwa.
„Powiedz im, że jestem w drodze. Zamknijcie budynek. Nikt nie może wejść, ani wyjść, bez mojej zgody!”
„Tak, alfo”.
Podniosłem telefon. Wiedziałem dokładnie, kto to zrobił. Nie było mowy, żeby to był zbieg okoliczności, że w tygodniu, w którym pozwoliłem Jimmy’emu namówić mnie na zatrudnienie łotrzycy, nagle doszło do włamania na serwer.
Byłem zaskoczony, gdy wyglądała, jakby nie wiedziała, o czym mówię. Chyba nie da się zostać łotrem bez niezłych umiejętności aktorskich.
***
Zobaczyłem Sashę stojącą przed budynkiem i gdy tylko wyszedłem z samochodu, poczułem jej zapach. Wiciokrzew i wanilia. Rozzłościło mnie to jeszcze bardziej. „Na górę, panno Lovett”.
Poszła za mną, a ja zostawiłem dwóch mężczyzn, których zabrałem ze sobą przed drzwiami. Ledwo przekroczyłem próg mojego biura, od razu wybuchłem.
„Gdzie są akta?” krzyknąłem.
„Nie mam ich”, odpowiedziała. Jej głos był spokojny i równy, co tylko mnie bardziej rozdrażniło.
„Co to znaczy, że ich nie masz? Komu je sprzedałaś?”
„Nikomu. Ponieważ ich nie wzięłam!” fuknęła.
To było to. Gniew. Mogłem wykorzystać jej frustrację na swoją korzyść. Mogłem sprawić, że będzie zakłopotana i zdezorientowana.
„Więc ich nie sprzedałaś?”
„Nie”.
„Więc gdzie one są?”
„Którego słowa z nie wzięłam ich nie rozumiesz?” krzyknęła, a ja się wyprostowałem. Nie pozwolę się tak do mnie odzywać tej małej łotrzycy.
Używając mojej całej aury alfy, wiedziałem, że będzie musiała odpowiedzieć, jeśli zapytam. „Sasha, gdzie…”
„Proszę pana!” Mój gamma wpadł do pokoju, trzymając laptopa. „Znaleźliśmy”.
Otrząsnąłem się z pozornego zmieszania i usiadłem przy biurku. „Znaleźliście pliki?”
„Nie, znaleźliśmy tego, kto je zabrał”.
„Już wiem, kto je zabrał”, odpowiedziałem, rzucając ciemne spojrzenie w kierunku Sashy.
„Kamery wszystko uchwyciły. Wygląda na to, że to ktoś nowy z Gold Form”.
Spojrzałem na Sashę. Teraz mieliśmy dowód na jej oszustwo. „Chcesz popatrzeć, panno Lovett?” uśmiechnąłem się.
„Tak, z chęcią” powiedziała, po czym dumnie podeszła, zachowując się tak, jakby nie została właśnie przyłapana. Wszyscy zebraliśmy się wokół ekranu podczas odtwarzania nagrania.
Moje oczy rozszerzyły się, gdy wideo pokazało, że to jakiś młody mężczyzna zabrał pliki z serwerowni. Kątem oka widziałem, jak Sasha powoli się prostuje.
„Dziękuję, Ryanie, proszę znajdź tego młodego człowieka i przyprowadź go tu natychmiast”, wymamrotałem, a mój gamma skinął głową i zostawił nas samych.
Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że ciężko oddycha, a jej twarz jest sztywna. Spojrzałem w górę i zobaczyłem pulsujący w niej gniew. Widziałem wilczyce, któa była tuż przy powierzchni.
Cholera…, pomyślałem.
„Panno Lovett, ja…”
Uderzyła dłońmi w moje biurko. To było agresywne i rozwścieczyło alfę we mnie.
„Sasha, powinnaś uważać…”
„Oskarżyłeś mnie, bo jestem nowa, czy dlatego, że jestem łotrzycą?” wyszeptała.
Jęknąłem, nie wiedząc, jak odpowiedzieć.
Wzięła gwałtowny wdech. „Wszystkie stada są takie same. Zachowujecie się, jakbyśmy wszyscy byli potworami. Zachowujecie się, jakbyśmy byli złośliwymi, samolubnymi, wściekłymi istotami, które tylko wyrządzają krzywdę”.
Wstałem, nie miałem zamiaru pozwolić tej dziewczynie, by mnie poniżała. Byłem jej szefem. „Panno Lovett, żałuję, że fałszywie oskarżyłem panią o te czyny, ale…”
„Żałujesz, że fałszywie mnie oskarżyłeś?!” Warknęła z szyderstwem w głosie, a ja poczułem, jak wylewa się z niej złość. „Obwiniłeś mnie, bo jestem łotrzycą!”
„Przestraszyłeś mnie, upokorzyłeś, zlekceważyłeś, a potem zbyłeś to jakimiś pseudo przeprosinami”.
Czułem, że tracę nad sobą kontrolę i widziałem, że ona toczy tę samą walkę. Kilka sekund dzieliło nas od rozerwania tego biura na strzępy. To nie mogło się wydarzyć tutaj.
Wziąłem głęboki oddech. „Panno Lovett, przepraszam, ale pozwolę sobie przypomnieć, że w tym budynku nadal musimy zachować pewien profesjonalizm. Nadal jestem twoim szefem i nadal jestem alfą”.
„Nie. Jesteś. Moim. Alfą”, warknęła.
To była kropla, która przelała czarę goryczy. Wstałem, promieniując całą swoją obecnością. „Słucham?”
Opuściła głowę, ale nie w prawdziwym poddaniu. Zrobiła to ze złośliwością. „Jak powiedziałeś wcześniej, jestem łotrzycą. Ty nie jesteś moim alfą. Nie mam alfy”.
„Ale jestem twoim szefem!” warknąłem. „I jeśli chcesz mieć jutro pracę, powinnaś o tym pamiętać!”
Nie odpowiedziała, ale mogłem powiedzieć, że moje słowa odniosły pożądany skutek. Rozległo się pukanie do drzwi i poczułem, jak Jimmy próbuje się ze mną połączyć. „Jack, mamy go na zewnątrz”.
„Wprowadź go”, odpowiedziałem w głowie, po czym spojrzałem na Sashę, która, jak widziałem, wciąż była wściekła. „Dobranoc, panno Lovett”.
Wzięła głęboki oddech, jakby chciała zrobić jeszcze kilka rund, ale potem odwróciła się szybko i wybiegła przez drzwi.
Usłyszałem za drzwiami Jima, który odezwał się do niej, gdy wychodziła. „Hej, Sasha! Czy wszystko w porządku…”
Mężczyźni weszli z człowiekiem, który spowodował cały ten bałagan, a głos Jima znów pojawił się w mojej głowie. „Co, do cholery, stało się z Sashą?”
„Nic”.
Widziałem, jak jego oczy rozszerzają się, gdy połączył ze sobą wszystkie kropki. „Jack, powiedz mi, że tego nie zrobiłeś”.
„Ona jest łotrzycą, Jimmy! Do jakiego innego wniosku powinienem był dojść?”
Usłyszałem jego niskie warknięcie i spojrzałem na niego. „Jesteś idiotą Jack”, rzucił przez połączenie umysłowe, po czym posadził mężczyznę na krześle przed moim biurkiem.
Wyrzuciłem go z głowy i skupiłem się na problemie. Oparłem się na krześle i złożyłem ręce, patrząc na niego ostro.
„Więc, panie Jones, chce mi pan powiedzieć, co takiego ciekawego wydarzyło się dzisiaj w serwerowni?”