Niecodzienny bohater - Okładka książki

Niecodzienny bohater

Jessie F Royle

Rozdział 5

Owijam moje ramiona mocno wokół talii Conrada, gdy on startuje w dół drogi. Motor jest głośny na zbyt cichej ulicy. Wiatr jest zimny i uderza w moje policzki, ale Conrad mnie ociepla.

Opieram mój podbródek na jego ramieniu.

– Wszystko w porządku, tam z tyłu? – pyta.

Słyszę go pomimo wiatru.

– Tak – odpowiadam mu głośno.

Poklepuje moje ręce, które są mocno zaciśnięte wokół jego talii, ale nie mówi nic więcej. Wkrótce jesteśmy na autostradzie. Rozpoznaję drogę, na której jesteśmy, bo często nią jeździłam.

To kręta droga, która prowadzi w górę, na wzgórza. Jest tam punkt widokowy, na który lubię chodzić, żeby poczytać. Rozciąga się z niego piękny widok na miasto i nie tylko.

Zaczynamy zwalniać tuż po osiągnięciu najwyższego punktu. Conrad skręca na opuszczony parking, a ja zdaję sobie sprawę, że prowadzi nas do mojego ulubionego miejsca.

Wjeżdża na miejsce pod lampą i wyłącza motor. Schodzę pierwsza, zdejmuję kask i kładę go na siedzeniu, gdy Conrad schodzi z roweru.

Patrzę, jak zdejmuje kask i układa włosy. Zastanawiam się, jak wyglądają teraz moje włosy, ale nie obchodzi mnie to. W tej chwili jestem po prostu ciekawa, dlaczego nas tu przyprowadził.

Musi być to wypisane na całej mojej twarzy, ponieważ uśmiecha się do mnie uspokajająco.

– Nie martw się. Nie sprowadziłem cię tu ze złymi intencjami.

– Nie sądziłam, że tak jest – odpowiadam szczerze.

– Po prostu podoba mi się tutejszy widok – wyjaśnia. – Widziałaś go kiedyś? Jest niesamowity.

– Tak właściwie, to tak. Tak się składa, że przywiozłeś mnie w moje ulubione miejsce w całym tym mieście.

– No to chyba wybrałem dobre miejsce. Znajdźmy dobry punkt, żeby to sprawdzić.

– Znam właśnie takie miejsce – mówię mu i zaczynam iść do przodu. Tym razem to ja prowadzę. Znam ten teren jak własną kieszeń.

– Ostrożnie, nie potknij się o nic – mówi.

– Wiem, gdzie idę – mówię i słyszę jego chichot.

– W porządku. Prowadź dalej.

Wkrótce znajduję miejsce, którego szukam. Jest to ławka ukryta wśród drzew, z idealnym panoramicznym widokiem na wszystko.

– Łał. Byłem tu kilka razy, ale nie wiedziałem, że to tu jest – komentuje.

– Przychodzę tu od dziecka. Moi rodzice przyprowadzali mnie na pikniki i inne rzeczy, a potem, gdy byłam w końcu wystarczająco dorosła, aby przyjść tu samotnie, przychodziłam prawie codziennie.

– To moje ulubione miejsce, w którym można poczytać książkę, albo po prostu pomyśleć – wyjaśniam, zajmując miejsce na ławce.

– To zdecydowanie dobre miejsce do myślenia. Takie spokojne i ciche.

Conrad siada obok mnie, blisko. Czuję, jak wyciąga ramię na ławce za mną. Siedzimy w milczeniu i patrzymy na migoczące światła śpiącego miasta.

Nawet o tym nie myśląc, zaczynam opierać się o Conrada. Jego ciepło jest mile widziane i pocieszające.

Ramię, które miał przeciągnięte przez tył ławki, przesuwa się tak, że oplata moje ramiona.

– Sydney, mogę zadać ci ważne pytanie?

Jego pytanie mnie zaskoczyło. Co to może być? Nerwowość wkrada się z powrotem.

– Um… Pewnie.

– Obiecaj, że będziesz ze mną szczera?

– Dobrze – zgadzam się szeptem.

Naprawdę chcę powiedzieć mu prawdę, jeśli to, o co myślę, że ma zamiar mnie zapytać, jest tym, o co ma zamiar mnie zapytać, choć może to oznaczać ostatnie, co kiedykolwiek od niego usłyszę po dzisiejszej nocy.

– Czy naprawdę masz dwadzieścia jeden lat?

Tak. On o to zapytał. Milczę o jedną chwilę za długo, co mnie zdradza.

– Wydaje mi się więc, że nie – mówi.

– Nie mam dwudziestu jeden lat – przyznaję. – Des kupiła dla nas fałszywe dowody, abyśmy mogły iść dziś wieczorem do klubu.

Żegnaj, Conrad. Zauważam jednak, że nie usunął swojej ręki.

– Ok, a więc ile masz lat? Proszę, powiedz mi, że nie masz szesnastu, czy coś w tym stylu.

Czuję, że jego ramię lekko się napina.

– Nie, nie jestem tak młoda. – Potrząsam zawzięcie głową.

Jego ramię znów się rozluźnia.

– Więc, w porządku, ile lat, w takim razie? Muszę wiedzieć, zanim będę mógł to kontynuować.

Kontynuować? Ze mną?

– Cóż, prawdopodobnie stracisz teraz zainteresowanie, ale mam osiemnaście lat.

Powiedziałam prawdę. I co teraz? Patrzę na Conrada, a on patrzy prosto przed siebie. Jego brwi są wyszczerbione i wygląda na to, że kontempluje tę wiadomość.

– Osiemnastka, co? – mruczy.

– Obawiam się, że tak.

– To trochę mniej, niż miałem nadzieję. Uznałem, że masz dziewiętnaście lub dwadzieścia lat.

– Przepraszam, że skłamałam. Nie spodziewałam się, że coś się dziś wydarzy. Nie spodziewałam się, że cię spotkam.

Patrzy na mnie.

– Ja też się tego nie spodziewałem, ale stało się. I pomimo twojego wieku, stwierdzam, że nadal chcę cię lepiej poznać, choć nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

– Z jednej strony, jesteś prawnie uważana za dorosłą i zdolną do wyboru, z kim będziesz romantycznie związana, ale z drugiej strony, nie jesteś wystarczająco dorosła, aby pić lub przychodzić do miejsc, w których zespół zwykle gra.

– Nie jestem pewny, jak to w ogóle może działać. Jestem od ciebie prawie dziesięć lat starszy.

– Romantycznie związana? – szepczę.

Conrad śmieje się miękko.

– Czy to wszystko, co usłyszałaś?

– Ja po prostu nie...

– Musiałaś zdawać sobie sprawę, że właśnie do tego zmierzam, prawda?

– Cóż, co powiesz na to? Sam powiedziałeś, że prawnie jestem uważana za dorosłą, więc możesz się ze mną umawiać, jeśli chcesz, i to jest to, co naprawdę się liczy. Jeśli chodzi zaś o picie i koncerty zespołu, to cóż, nie piję dużo.

– Dzisiejszy wieczór był dla mnie rarytasem, ale zawsze mogę zachować fałszywy dowód specjalnie po to, by zobaczyć wasz koncert.

– Jednakże, gdybyście grali gdzieś dalej, to nie wiem, czy byłabym w stanie uczestniczyć we wszystkich koncertach, ponieważ jestem zajęta innymi rzeczami.

– Łał, wszystko przemyślałaś, co? – mówi, brzmiąc na rozbawionego.

– Chcę tylko, żebyś rozważył to od każdej strony – mówię ze wzruszeniem ramion, skrycie zaskakując siebie swoją dalekowzrocznością.

Nie spodziewałam się, że to wszystko powiem, ale myśl o tym, że już go nie zobaczę, sprawiła, że zrobiłam się smutna – choć ledwo go znam.

– A więc to znaczy, że też jesteś mną zainteresowana? – pyta.

– Myślałam, że to było rażąco oczywiste.

– Miałem nadzieję i myślałem, że może jesteś zbyt nieśmiała, aby powiedzieć inaczej. Ale po wysłuchaniu twoich argumentów widzę, że wcale tak nie jest.

– Nie zawsze taka jestem. Mam swoje chwile siły.

– W takim razie, Sydney, podjąłem decyzję. Myślę, że powinniśmy dać temu szansę. Pieprzyć to. Lubię cię, a ty lubisz mnie. Pozwól mi zabrać cię na prawdziwą randkę w następny weekend.

– Naprawdę?

– Tak. Chyba też spróbuję czegoś nowego.

– Więc mój wiek ci nie przeszkadza?

– Cóż, skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie to w ogóle nie stresuje, ale myślę, że warto i nie chciałbym pozwolić, żeby to stracić, bo bałem się tego, co inni ludzie mogą pomyśleć.

– Boisz się tego, co ludzie mogą pomyśleć?

– Przeszło mi to przez myśl, tak. Moja druga praca...

Wrzaskliwy dźwięk wcinający się w ciemność ucina Conrada. Powoduje, że oboje skaczemy i zdaję sobie sprawę, że to mój telefon. Szybko wyławiam go z kieszeni i odbieram. To Desiree.

– Gdzie ty, do cholery, jesteś? – praktycznie krzyczy do telefonu.

– Spokojnie, Des...

– Zniknęłaś. Powiedzieli, że odjechałaś z Conradem.

– Zniknęłam? To ty zniknęłaś najpierw z Harrisonem i nie powiedziałaś mi, gdzie poszłaś – odpalam.

– Okej. Dobra. Tylko tutaj wróć. Jestem zmęczona i chcę iść do domu.

Rozłącza się, nie słysząc mojej odpowiedzi. Wkładam telefon z powrotem do kieszeni.

– Ona...

– Chce, żebyśmy wrócili. Tak, słyszałem – mówi Conrad z uśmiechem.

– Przepraszam. Chciałeś mi coś powiedzieć?

– Wszystko w porządku. To może poczekać. Chodź. Zabiorę cię z powrotem do twojej przyjaciółki.

Conrad jedzie trochę szybciej w drodze powrotnej do domu, ale tym razem jest mi wygodniej. Nie czuję już najmniejszych obaw. W rzeczywistości bardzo mi się to podoba.

Udaje nam się wrócić do domu w mniej niż dwadzieścia minut. Wjeżdżamy do garażu, a on wyłącza silnik. Wysiadam i kładę kask na stole warsztatowym.

Gdy się odwracam, aby wyjść z garażu, wchodzę prosto w jego klatkę piersiową.

– Ups. Niezdarna ja. Muszę przestać to robić. – Chichoczę.

– To moja wina. Byłem zbyt blisko.

– Za blisko? To niekoniecznie zła rzecz.

Jawnie flirtuję. Teraz, gdy wiem już, co do mnie czuje, czuję się trochę odważniejsza, by to zrobić.

– Oh, naprawdę? Więc… – Podchodzi bliżej mnie, aż muszę zadrzeć moją szyję, aby na niego spojrzeć. – To nie jest zbyt blisko?

– Nie – mówię, będąc teraz trochę zdyszana.

Podchodzi więc bliżej, aż jestem wsparta o stół warsztatowy, a moja klatka piersiowa jest praktycznie wciśnięta w jego brzuch.

– A teraz? – mruczy.

Wszystko, co mogę zrobić, to potrząsnąć głową. Mój głos jest stracony.

– Dobra, a co powiesz na to?

Nagle pochyla się i bierze mnie za talię, podnosząc mnie, aż siedzę na stole warsztatowym. Robi krok do przodu, tak, że stoi między moimi nogami, a my jesteśmy twarzą w twarz.

– A może teraz? – szepcze, a jego twarz jest tak blisko mojej, że czuję jego ciepły oddech na mojej twarzy.

– Nie – udaje mi się wyszeptać.

Podnosi jedną rękę i odgarnia moje włosy z dala od mojej twarzy. Jego ciemnobrązowe oczy są zamknięte na moich, co jest tak intensywne. Podnosi drugą rękę i umieszcza ją po drugiej stronie mojej głowy.

Wiem, że zaraz mnie pocałuje, i tak bardzo tego chcę. Waha się, bezsłownie pytając mnie o zgodę. Pochylam się lekko do przodu, dając mu swoją odpowiedź.

Odczytuje to bezbłędnie i w końcu jego usta spotykają się z moimi.

Praktycznie się w nim rozpływam, gdy mnie całuje. Jest taki delikatny i taki... dobry. Nie mam do czego go porównać. Całowałam tylko dwóch chłopaków.

Jednego w gimnazjum, na próbę, i to było straszne. Drugi był moim pierwszym i jedynym chłopakiem w dziesiątej klasie. Myślałam, że jest w porządku, ale teraz jestem mądrzejsza.

Pocałunek Conrada to rzecz, z której powstają marzenia. To jest pocałunek człowieka, który wie, co robi. Owijam ręce wokół jego szyi i przyciągam go jeszcze bliżej.

To tak, jakby całe moje ciało ożyło, a wszystkie te nowe uczucia zaczęły przepływać przeze mnie. Z własnej woli, moje nogi owijają się wokół jego talii i ciągną go do przodu, a westchnienie wymyka się z mojego gardła.

– Chyba słyszałem motor – ktoś grzmi spod drzwi garażowych, które prowadzą również do domu i są otwarte.

Wyplątuję się z uścisku Conrada, a on robi krok do tyłu. Marszczy brwi na intruza. To Harrison.

– Hej, eeh, przepraszam – mówi Harrison z uśmiechem. – Myślę jednak, że Des robi się trochę niespokojna.

– Tak, tak – mruczę, zeskakując ze stołu warsztatowego.

Wiem, że moja twarz po raz kolejny robi się czerwona i zawstydzona, że zostaliśmy złapani w taki sposób. Przepycham się obok Harrisona i do domu, żeby poszukać Des. Słabo słyszę, jak Harrison rozmawia z Conradem.

– Przepraszam, stary. Gdybym wiedział, co się tu dzieje, nie wszedłbym tu jak idiota. Mogłem grać na zwłokę.

– Tak nie było i pilnuj swojego cholernego interesu – słyszę, jak mówi mu Conrad.

To sprawia, że się uśmiecham. Wchodzę do salonu, a on jest teraz prawie pusty. Została tylko Des i kilku gapiów. Kiedy mnie widzi, podskakuje z kanapy.

– Dobrze, że już jesteś. Chodźmy.

– Dobrze...

Jestem ciekawa, dlaczego tak bardzo spieszy się do wyjścia, skoro wydaje się być tak zapatrzona w Harrisona. Odwracam się, żeby spojrzeć na Conrada, który stoi już w pobliżu drzwi.

– Zabiorę was do domu – mówi nam.

– W porządku, nie ma potrzeby. Nic nam nie będzie – odpowiada Desiree, kręcąc głową i kierując się w stronę drzwi.

– Nie, nalegam. Jest już prawie czwarta nad ranem. Nie chcę, żebyście wracały same. To nie podlega negocjacjom.

Wzdycha głośno, ale postanawia się z nim nie kłócić. Uśmiecham się do niego zza jej pleców, a on odwzajemnia uśmiech.

Wychodzimy na zewnątrz.

– Wiesz, mogę was odwieźć swoim Jeepem i wrócić pieszo. Jest teraz dość chłodno na zewnątrz – oferuje Conrad.

– O kurde, to świetny pomysł. – Desiree w końcu pęka i praktycznie rzuca na niego swoje klucze.

– Mam nadzieję – mruczy w odpowiedzi.

Wsiadamy do Jeepa, a Des pozwala mi ponownie zająć przednie siedzenie. Gdy jedziemy cichą ulicą, zerkam na nią na tylnym siedzeniu, a jej oczy są prawie zamknięte.

Jest wyczerpana, a ja czuję, że senność zaczyna ogarniać również mnie. To była długa i pełna wrażeń, piękna noc.

Następny rozdział
Ocena 4.4 na 5 w App Store
82.5K Ratings
Galatea logo

Nielimitowane książki, wciągające doświadczenia.

Facebook GalateaInstagram GalateaTikTok Galatea